Chiny – informacje praktyczne

Wiza Wizę załatwiliśmy w ambasadzie w Phnom Penh w Kambodży. Mimo nieciekawych raportów na kilku forach dyskusyjnych poszło bez problemów. Wniosek, zdjęcie i $35. Wiza gotowa trzy dni później. W tej placówce nie chcą wydawać wiz dłuższych niż na 30 dni. Ponoć uzyskanie wizy w Hanoi bywa czasem problematyczne. Spotkanym w trasie Kanadyjczykom się udało, ale czekali na wizę 5 dni i zapłacili za nią $50. Pieniądze Oczywiście yuany. Przez...

Czytaj więcej
Wielki Mur
Lip29

Wielki Mur

Nam też trudno w to uwierzyć, ale faktem jest, że Wielki Mur to było najbardziej wyludnione miejsce jakie odwiedziliśmy w Chinach. Bo jakoś tak się składa, że ogromna część turystów indywidualnych i praktycznie wszystkie wycieczki, jadą oglądać Mur do jednego z dwóch najbliżej położonych Pekinu jego fragmentów. A Mur jest długi. Nawet bardzo. I nie wiedzieć czemu mało kto robi z tego faktu użytek. Nasz pierwotny plan na doświadczenie...

Czytaj więcej
Pekin
Lip25

Pekin

Pewni specjaliści obliczyli, że oddychanie pekińskim powietrzem przez dobę równe jest wypaleniu 70 papierosów. Z tą właśnie myślą, oraz z głowami pełnymi obrazów Pekinu szczelnie zakrytego smogiem, jakie znaliśmy z tv, ruszyliśmy do stolicy Państwa Środka. Biletu na pociąg bezpośrednio z Pingyao nie udało nam się kupić, więc trzeba było pofatygować się autobusem do oddalonego gdzieś o godzinę jazdy Tayuan. Tam wsiedliśmy w mega szybki...

Czytaj więcej
Pingyao
Lip23

Pingyao

...

Czytaj więcej
Xian
Lip21

Xian

Dużym chińskim miastom mówimy stanowcze NIE. Te trzy, które do tej pory widzieliśmy (Kunming, Chengdu i Xi’an) za nic nie chcą nam się spodobać. Niby każde jest inne, ale mimo to wszystkie są takie same. Może gdyby od miast podróż po Chinach zaczynać to podobałyby się nam one bardziej. Ale my zaczęliśmy od przepięknych prowincji Yunnan i Sichuan. Po tym mało jakie miasto w Chinach może zachwycić. Xi’an, mimo że jakieś tam...

Czytaj więcej
Konduktorze łaskawy, zabierz nas do …
Lip16

Konduktorze łaskawy, zabierz nas do …

Wczytaliśmy gdzieś, że w każdym danym momencie co najmniej milion Chińczyków jedzie gdzieś pociągiem. Odwiedzając dworzec kolejowy w którymś z większych chińskich miast, odnieść można wrażenie, że drugi milion próbuje kupić bilet, a trzeci czeka na odjazd. Kolejki do kas są nieopisane, a tłumy w poczekalniach ogromne. Kasy zawsze znajdują się w osobnym budynku i jest ich nie pięć czy nawet dziesięć, a po trzydzieści, a czasem i...

Czytaj więcej
Pandy w Chengdu
Lip14

Pandy w Chengdu

...

Czytaj więcej
Mao żyje
Lip12

Mao żyje

W Kending zostaliśmy tylko na jedną noc. Lało strasznie, było szaro i buro, a prognoza pogody nie była najlepsza. Pojechaliśmy więc od razu do Chengdu. Do określenia Chengdu przewodnik Lonely Planet używa słowa charming, czyli uroczy, czarujący. Nie wiemy skąd autorzy przewodnika wpadli na wykorzystanie tego słowa w kontekście Chengdu. Chengdu to po prostu duże, betonowe, chińskie miasto. Wiele można o nim powiedzieć, ale na pewno nie...

Czytaj więcej
Chinglish
Lip11

Chinglish

Konia z rzedem temu, kto nam powie o co chodzi z tym „Sweep away three injurius insect” w kontekscie...

Czytaj więcej

Chinczyk potrafi

Z Litang jedziemy do Kending. Znów czekała nas kilkugodzinna jazda na dużych wysokościach. Autobus wyjeżdża z półgodzinnym opóźnieniem, co trochę nas wkurza, bo nie po to zrywaliśmy się z łózek o 5 rano, żeby czekać. Droga niby asfaltowa, ale więcej w niej dziur niż asfaltu, więc strasznie rzuca. Widokowo jest rewelacyjnie, ale szans na zdjęcie nie ma żadnych – podskakujemy w fotelach jak piłki. W ten sposób upływa nam pierwsze...

Czytaj więcej
Litang
Lip05

Litang

Litang to było zdecydowanie najfajniejsze miejsce w czasie naszej podróży po Chinach. Geograficznie Litang leży w prowincji Siczuan, ale kulturowo i etnicznie to w 100% Tybet. No i to położenie. Miasteczko leży na wysokości 4100 m npm i otoczone jest górami. Dojazd tu to była prawdziwa jazda bez trzymanki. Przez jakieś 80% dystansu droga była kamienista, szerokości może 1.5 pojazdu, do tego koszmarnie kręta. I prawie cały czas na...

Czytaj więcej
Zhongdian aka Shangri-la
Lip02

Zhongdian aka Shangri-la

Nie wiem jak Wam, ale nam nazwa Shangri-la zawsze wydawała się magiczna. Niewielkie miasteczko przy tybetańskiej granicy to było wielkie marzenie. No i nie po raz pierwszy okazało się, że magiczna nazwa niczego nie gwarantuje. Bo miasto tak naprawdę nazywa się Zhongdian. Na pomysł dodania mu drugiej nazwy wpadł oczywiście chiński rząd, a wszystko po to, żeby przyciągnąć tam turystów. Chiński rząd promuje Shangri-la jako Tybet poza...

Czytaj więcej
Wąwóz Skaczącego Tygrysa
Cze28

Wąwóz Skaczącego Tygrysa

No i niestety to co podejrzewałam od dłuższego czasu okazało się być faktem. Jestem kompletnie bez formy. Przemek nieźle daje radę, ale ja ledwie zipię, gdy tylko trzeba wejść pod jakąś górkę. Te pół roku raczej intensywnego obijania dało się we znaki. Ostatni sport jaki uprawialiśmy to było wnoszenie plecaków na czwarte czy piąte piętra hoteli w Wietnamie (tam mają dosyć wysokie hotele i prawie zawsze bez wind). Poza tym sportu zero....

Czytaj więcej
Lijiang
Cze24

Lijiang

Nie wiem kiedy ostatni raz widzieliśmy takie zagęszczenie turystów. Pewnie nie było ich aż tak strasznie dużo w sensie liczebnym, ale że stare miasto w Lijiang jest nie za duże, a jego uliczki bardzo wąskie, to miało się wrażenie jakby się szło od praskiego rynku w stronę mostu Karola. Ci co byli w Pradze wiedzą o co chodzi. Samo miasteczko zachwyca. Wszystko wygląda jakby żywcem wyjęte z planu jakiegoś filmu. Snuliśmy się tymi...

Czytaj więcej
Dali
Cze22

Dali

Z Yuanyang do pojechaliśmy do Kunming, gdzie staliśmy się świadkami chińskiego cudu. Otóż udało nam się to, o czym przewodniki piszą, że jest niemożliwe. A mianowicie kupiliśmy bilety na pociąg, na twardą kuszetkę, na odjazd za raptem 4 godziny. Później okazało się, że to było wydarzenie jednorazowe. Stare Dali to prawie dokładnie takie Chiny o jakich marzyliśmy. Jedyne co trochę psuło klimat były tłumy chińskich turystów. Niskie,...

Czytaj więcej
Toaleta bardzo publiczna
Cze17

Toaleta bardzo publiczna

W życiu zdarzają się chwile lepsze i chwile gorsze, i ta sama zasada ma odniesienie do podróży. Nam póki co udawało się unikać tych gorszych, ale od czasu przyjazdu do Chin staje się to coraz trudniejsze. Na dobrą sprawę określenie „gorsze chwile” nie do końca się sprawdza. Chyba bardziej na miejscu będzie określenie „trauma”. Traumę zapewniają nam chińskie toalety publiczne, szczególnie te na dworcach autobusowych i przy drogach....

Czytaj więcej
Yuanyang
Cze17

Yuanyang

Szlag człowieka czasem trafia. No bo planuje się coś, ba – ma się jakieś tam marzenie, a potem się okazuje, że nici z niego. Tak było z tarasami ryżowymi w Yuanyang, na południu chińskiej prowincji Yunnan. Tłukliśmy się tam spod granicy z Wietnamem nie aż tak długo – raptem 7 godzin, ale co z tego skoro za kierowcę autobusu mieliśmy idiotę, który po koszmarnie dziurawej i wąskiej drodze mknął jakby to była niemiecka autostrada. Trochę...

Czytaj więcej