Kurs językowy za granicą – jak to zrobić z głową

 

Kursy językowe za granicą stają się z roku na rok coraz bardziej popularne. Szkoły, kusząc kolorowymi folderami obiecują, że zrobisz z nimi ogromny postęp w nauce. Taki kurs to może być rzeczywiście super sprawa. Ważne jednak, by pamiętać, że samo pojechanie za granicę i chodzenie na zajęcia przez kilka tygodni nie sprawi, że nagle zaczniesz świetnie mówić w języku obcym. Żeby kurs spełnił swój cel, trzeba najpierw wybrać właściwy kurs we właściwym miejscu, a potem zainwestować dużo czasu w naukę. Wim coś o tym, bo mam za sobą kilka kursów językowych w różnych krajach.

Moja językowa historia

Pierwszy raz do szkoły językowej pojechałam, gdy miałam 17 lat. Celem był Paryż, gdzie przez 3 tygodnie miałam uczyć się francuskiego. Następna była szkoła angielskiego w Dublinie, do której chodziłam 2 razy w tygodniu przez 3 miesiące (przez resztę czasu pracowałam jako au pair). Później były szkoły hiszpańskiego w Ekwadorze i Boliwii, a już całkiem niedawno – Dutch Summer School w malutkim miasteczku Westerbork w Holandii.

 

Pobyt w Paryżu był cudowny, ale nauka była kompletną porażką. Byłam młoda i głupia, i kompletnie zmarnowałam te 3 tygodnie. Przez cały czas trzymałam się z innymi Polakami, których poznałam w szkole, w związku z czym wcale nie mówiłam po francusku, na zajęcia przychodziłam nieprzygotowana (bo nie miałam na to czasu – wiecznie szwendałam się po mieście), i w efekcie do domu wróciłam z identyczną znajomością francuskiego jak przed wyjazdem.

 

Nauka angielskiego przez 3 miesiące w Dublinie to była już zupełnie inna bajka. Co prawda nadal trzymałam się z innymi Polakami (czemu nas tak zawsze do siebie ciągnie???), to jednak robiłam bardzo szybko postęp, choć zajęcia miałam tylko dwa razy w tygodniu. Kluczem do sukcesu było to, iż przez te 3 miesiące mieszkałam z irlandzką rodziną, dla której pracowałam jako au pair, a przez to non stop musiałam używać języka. Na bieżąco mogłam ćwiczyć to, czego uczyłam się na zajęciach. Z Dublina wróciłam z drastycznie lepszym angielskim, i od ręki zdałam egzamin FCE (dodam, że angielskiego zaczęłam uczyć się dopiero rok wcześniej*).

 

Nauka hiszpańskiego w Ameryce Południowej była wielkim sukcesem. Jechałam tam po rocznej nauce języka z urugwajską nauczycielką w Sydney, więc podstawy znałam całkiem dobrze. W Ekwadorze języka uczyłam się przez 3 tygodnie – każdego dnia miałam 4h indywidualnych zajęć. W Boliwii zrobiłam kolejny tydzień jeden na jednego. Nauka była bardzo intensywna i wyczerpująca, ale jakże efektywna. W Ameryce Południowej mało ludzi mówi dobrze po angielsku, więc byłam zmuszona do używania hiszpańskiego każdego dnia, a przez to uczyłam się także poza szkołą. Po 5 miesiącach podróży po kontynencie, którą odbyłam po kursie w Ekwadorze, byłam w stanie swobodnie rozmawiać na większość tematów.

 

W Dutch Summer School kurs trwał dwa tygodnie i odbywał się na terenie ośrodka wczasowego w dosyć nudnym miejscu. I to było właśnie kluczem do efektywności tego kursu – w okolicy nie było w zasadzie nic do roboty, więc zmotywowanie się do nauki nie było trudne.

 

Kurs językowy za granicą – zrób to z głową

Mimo, że głównym celem każdego z tych wyjazdów była nauka języka, to jednak w każdym przypadku miałam inną motywację. Inne były też formy tych kursów oraz ich oprawa (np. forma zakwaterowania). W związku z tym ich efektywność była różna. Co więc należy zrobić i jaki kurs wybrać, by spełnił on swój cel, czyli by dzięki niemu nauczyć się języka? Oto moje rady:

Nie jedź za granicę, by języka uczyć się od podstaw

Z jednego prostego powodu – nie będziesz wtedy w pełni korzystać z dobrodziejstwa takiego pobytu. No bo jak wykorzystać to, że wszyscy dookoła mówią w języku, którego się uczysz, że mieszkasz z rodziną mówiącą w tym języku, jeśli jesteś na etapie uczenia się tego, jak się przedstawić i policzyć do 10? Oczywiście bycie otoczonym przez język pomaga także w początkowej fazie nauki, ale jak dużo lepiej można wykorzystać ten czas, jeśli naukę za granicą zaczyna się od trochę wyższego poziomu? Większość języków obcych jest stosunkowo łatwa do opanowania w tym najniższym poziomie. Możesz to zrobić w miarę szybko – i dużo taniej – bez wyjazdu za granicę.

 

Zamieszkaj z ludźmi mówiącymi w języku, którego się uczysz

W praktyce będzie to najczęściej lokalna rodzina, która udostępnia studentom pokój w domu. I korzystaj z tego faktu, spędzając z rodziną jak najwięcej czasu. Jedz z nimi posiłki, oglądaj z nimi tv, pytaj ich o ich kraj i życie itp. Odradzam wszelkie opcje dzielenia mieszkania, domu, czy pokoju z innym studentem. Bo wtedy na 100% będziecie rozmawiać w języku, który jest dla was wspólny i który znacie lepiej (np. angielskim) niż ten, którego chcesz się nauczyć (chyba, że wszyscy już dobrze mówicie w języku, którego przyjechaliście się uczyć – wtedy nie ma problemu) . Ten problem odpada, gdy mieszka się z lokalną rodziną.

 

Nie wybieraj na kurs zbyt ekscytującego miejsca

Będzie cię kusić, by zwiedzać i eksplorować, zamiast się uczyć. To był błąd, który popełniłam jadąc do Paryża. Miasto zbyt kusiło swoim pięknem  i wygrywało z nauką. Mniej atrakcyjne miejsce daje większą szansę na to, że zrobisz codziennie zadanie domowe czy pouczysz się słówek.

 

A skoro mowa o zadaniu domowym – rób je codziennie!

To nie wczasy tylko kurs językowy, więc oczywistą oczywistością jest, że po lekcji trzeba trochę się pouczy, porobić ćwiczenia, poużywać języka. Te kilka godzin zajęć to tylko punkt startowy. Wykorzystaj resztę dnia na naukę.

 

Dokup lekcje indywidujalne

Większość kursów językowych oferuje zajęcia w grupie. Tak jest bardziej socjalnie i dużo taniej. Ale warto zainwestować choćby w jedną godzinę dziennie zajęć indywidualnych. Ucząc się w formacie „jeden na jednego” można bardzo szybko zrobić ogromny postęp, szczególnie w mówieniu. Na lekcji jesteś tylko ty i nauczyciel, więc przez 100% uwaga jest skierowana na tobie i to ty odpowiadasz na wszystkie pytania. W grupie konkurujesz z 8 czy 10 innymi osobami. A w końcu chodzi o to, by mówić jak najwięcej.

 

Otocz się językiem

Kup lokalną gazetę i codziennie przeczytaj kilka akapitów; idź do kina na film w języku, którego się uczysz; słuchaj podcastów w tym języku; podsłuchuj konwersacji na ulicach; oglądaj lokalną telewizję. Nie ważne, że niewiele w tego wszystkiego rozumiesz. Osłuchanie się z językiem jest bardzo ważne i z każdym dniem będziesz w stanie wyłowić z potoku słów coraz więcej informacji.

 

Powodzenia w nauce!

 

*na zajęcia angielskiego chodziłam co prawda gdzieś od 10 roku życia, ale przez lata nie nauczyłam się w zasadzie nic. Dopiero na pierwszym roku studiów zaczęłam poważnie uczyć się tego języka. Miałam wspaniałą nauczycielkę, z którą uczyłam się raz w tygodniu przez 1.5h. Na pierwszych zajęciach nie byłam w stanie sklecić dwóch zdań o sobie. Żenada. Rok później zdałam egzamin FCE.

Przyjemne z pożytecznym, czyli dwa intensywne tygodnie z holenderskim
Australia z drona

4 komentarze

  1. Ale super, zazdroszczę! :-). A podzielisz się stronami kursów na których byłaś? :)

    Post a Reply

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.