(Prawie) dookoła Australii, tydzień 4

 

trasa: Eden – Mallacoota – Lakes Entrance – Wilsons Promotory National Park

kilometry: 1046

Przeczytaj relacje z poprzednich tygodni podróży (prawie) dookoła Australii

Jedziemy do Edenu. To takie ponoć śliczne miasteczko, niedaleko granicy ze stanem Wiktoria. Nadal pada. Już nam bokiem wychodzi ta wstrętna pogoda. Słońca nie widzieliśmy już z tydzień. Po drodze zaliczamy historyczne miasteczko Tilba, które jest nieopisanie malutkie, ale prezentuje się ślicznie. W Australii co drugie miasteczko reklamuje się jako “historycznie” i trzeba uważać, by nie dać się naciąć, bo w większości wypadków historyczność kończy się na 100 letnim budynku poczty czy ratusza. Tilba na szczęście do takich nie należy. Tu cała główna uliczka obstwiona jest pięknie odrestaurowanymi budynkami, z których każdy służy dziś do wyciągania pieniędzy od tłumnie odwiedzających miasteczko turystów (w formie sklepików z pierdółkami, kawiarniami itp). Sami dajemy się skusić i wydajemy 20% dziennego budżetu na torbę pełną cukierków i czekoladek w kolorowym jak tęcza sklepiku ze słodyczami.

 

Eden wita nas w chmurach i w związku z tym wcale nie prezentuje się rajsko. Rozbijamy się na kempingu z placem zabaw. Olivia jest w niebie, od razu znajduje sobie wśród kempingowych dziecików swoją nową best friend.

Rano witają nas chmury. Ileż można! Całe szczęście wczesnym popołudniem rozchodzą się one na cztery strony świata i niebo robi się idealnie błękitne. Jedziemy zobaczyć pobliski park narodowy Ben Boyd, z pięknie położoną latarnią morską oraz bardzo nietypową izupełnie niepasującą do otoczenia wieżą widokową, zbudowaną w ……

 

80km na południe od Edenu, tuż za granicą między Nową Południową Walią a Wiktorią, leży malutkie miasteczko Mallacoota. Polecają je nam znajomi. Więc jedziemy. Do miasteczka prowadzi najbardziej chyba kręta droga w Australii, a na miejscu wita nas największy kemping jaki w życiu widzieliśmy – prawie 650 miejsc na namioty, przyczepy i kamperwany. Mallacoota jest śliczna, ale dopiero po puszczeniu w niebo drona dociera do nas piękno tego miejsca. Z jednej strony ocean i długa plaża, z drugiej strony ogromne rozlewisko słodkiej wody. Pogoda jest idealna, widok zapiera dech w piersi.

 

Nasz następy przystanek to turystyczna mieścina Lakes Entrance, która położona jest co prawda w ładnym miejscu, ale sama jest niefajna. W sumie nie wiem po co tu przyjechaliśmy. Nie podoba nam się. Jedyny plus jest taki, że obok naszego kempingu odbywa się akurat festiwal muzyczny, którego gwiazdą jest Jimmy Barnes, australijska ikona muzyczna. Więc zza płota miło gra.

Z Lake Entrance jedziemy do parku narodowego Wilsons Promontory, leżącego na półwyspie będącym najbardziej na południe wysuniętym kawałkiem Australii. Wiele dobrego słyszałam o tym parku, więc mam spore oczekiwania. Bardzo szybko okazuje się, że oczekiwania będą zaspokojone. Widoki z drogi prowadzącej do parku powalają, Chyba znajeźliśmy raj.

CDN…

 

(Prawie) dookoła Australii, tydzień 5 & 6
(Prawie) dookoła Australii, tydzień 2 & 3

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.