(Prawie) dookoła Australii, tydzień 2 & 3

 

trasa: Great Sandy National Park – Fraser Island – Gold Coast – Giraween National Park – Sydney – Canberra – Batemans Bay

kilometry: 2511

 

Przeczytaj relację z pierwszego tygodnia podróży (prawie) dookoła Australii

Nastepnego dnia ruszamy plażą do miasteczka Rainbow Beach, gdzie zaopatrujemy się w wodę i benzynę (bo te na wyspie występują w bardzo ograniczonym zakresie), a następnie wjeżdżamy na prom, który dowozi nas na Fraser. Nasz pierwszy cel to jezioro Mackenzie, leżące w środkowej części wyspy. Fraser jest wielką kupą piasku, więc jezioro jest nietypowe – ma piękną białą plażę, do tego woda jest krystalicznie czysta i niezwykle ciepła. Bajka.

Noc spędzamy na kempingu przy plaży. Niebo jest tak gwiaździste, że trudno przestać się w nie gapić. Drogę Mleczną widać jak na dłoni.

Rano ruszamy w górną część wyspy, po drodze mijając słynny wrak statku Maheno. Rozbijamy obóz na północnym krańcu wyspy i leniuchujemy. Chłopaki łowią ryby, a ja z Olivią buduję zamki z piasku. Następna noc to kolejny gwiezdny spektakl na niebie. Rano zwijamy obóz i wracamy w drogę powrotną na Gold Coast. Najpierw dwie bite godziny jazdy po plaży, potem prom, i kolejne cztery godziny w samochodzie. Po drodze zatrzymujemy się na punkcie widokowym, gdzie jak na wyciągnięcie ręki widać góry Glasshouse. Na Gold Coast wracamy strasznie zmęczeni, ale zadowoleni.

Zamiast ruszać dalej w drogę zostajemy jeszcze dwa dni na Gold Coast, robiąc niewiele, głównie leniuchując. Z naprawy odbieram apart. Portfel jest lżejszy o kilka stów, ale cieszę się, że aparat udało się naprawić. Robimy kilka przemeblowań w samochodzie, pozbywamy się paru rzeczy, wymieniamy nasz bardzo wygodny, ale zajmujący masę miejsca materac na mniejszy. Te kilka zmian robi ogromną różnicę w kwestii pakowania samochodu. Auto nadal jest załadowane na maksa, wszystko ułożone jak puzzle, gdzie każdy element musi leżeć w odpowiednim miejscu, bo inaczej nic nie pasuje. Ale jest znośnie. Możemy jechać, chyba nie zwariujemy od wiecznego uciskania wszystkiego do samochodu.

 

Kumpel poleca nam park narodowy 3 godziny jazdy na zachód od Gold Coast. Jedziemy. Park nazywa się Giraween i robi wrażenie. Jest pełny ogromnych kamieni i głazów, czasem ułożonych tak jakby zaprzeczały prawom grawitacji. Jest też ogromny monolit, niewiele mniejszy od Uluru. Jest mega stromo, ale udaje mi się wejść na szczyt. Na kempingu każdego ranka i wieczora zjawia się ogromne stado kangurów.

 

Przed nami trasa na południe, w kierunku stanu Wiktoria. Do Sydney dojeżdżamy w 2 i pół dnia. Całą drogę jak nie leje, to pada. W Sydney przez trzy dni leniuchujemy u znajomych. Ciągle pada. Potem dwa dni u znajomych w Canberze.

Kolejne kilka dni to deszcz, deszcz i deszcz. To najgorsza możliwa pogoda, kiedy mieszka się w namiocie, a do tego z dzieckiem. Nie ma co z sobą zrobić. W Batemans Bay z powodu pogody nie udaje nam się zrobić w zasadzie nic. Jest do bani, więc jedziemy szukać słońca dalej na południe.

CDN…

(Prawie) dookoła Australii, tydzień 4
(Prawie) dookoła Australii, tydzień 1

1 komentarz

  1. Teraz w Europie jest niefajnie:(

    W Holandii wybory, stosunki napięte z Turcją.
    Wiem Magda skąd pomysł na bliskość do RP ale nie w samej RP. Na prv.

    Dobrego

    LA

    Post a Reply

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.