(Prawie) dookoła Australii, tydzień 1

trasa: Sydney – Port Macquarie – Ballina/Byron Bay – Gold Coast – Cooloola

kilometry: 1215km

Starujemy we wtorek, 14 lutego. Przesypiamy budzik, a potem z dwie godziny dopychamy do auta te ostatnie rzeczy, których nie spakowaliśmy dzień wcześniej. Oczywiście nie jesteśmy w stanie się zmieścić, więc w ostatniej chwili kilka rzeczy ląduje na śmietniku. Drzwi bagażnika ledwo się domykają, i zanim jeszcze ruszamy w drogę, wiemy, że będziemy musieli jakoś zredukować liczbę gratów, bo zwariujemy.

W końcu jesteśmy gotowi. Ostatni raz spoglądamy na nasze, już zupełnie puste, mieszkanie, zatrzaskujemy drzwi samochodu, i ruszamy.

Nasz pierwszy cel to Gold Coast, 900km na północ od Sydney. Mieszkają tam nasi dobrzy znajomi, z którymi mamy jechać na wyspę Fraser. Pierwszego dnia dojeżdżamy kawałek za Port Macquire, gdzie nocujemy na prostym kempingu w parku narodowym. Pada cały czas, więc rano zwijamy się jak najszybciej i jedziemy szukać słońca dalej na północ. Chcemy dotrzeć do Byron Bay, ale szybkie rozeznanie w kempingach, i wychodzi na to, że dużo taniej i przyjemniej (puściej), będzie w pobliskim miasteczku Ballina. Lądujemy na wspaniałym kempingu tuż przy plaży, na którym poza nami są raptem 3 inne namioty. Zostajemy na dwie noce.

Tutejsza plaża jest przepiękna. Olivia z entuzjazmem zbiera meduzy, które na plażę wyrzuciły fale. Spacerujemy z nogami w oceanie. Jest cudownie. Chcę temu wszystkiemu zrobić zdjęcie. Wyciągam aparat, włączam i ….nic. Aparat nie działa! Czyżby mój ukochany Canon skończył swój żywot w drugim dni naszej wspaniałej podróży? Trzeba będzie poszukać serwisu…

Jedziemy odwiedzić Byron Bay, które jak zwykle pęka w szwach od backpackerów, hipisów i innych osobników szukających dla siebie miejsca na ziemi. Z centrum szybko uciekamy do tutejszej latarni morskiej, gdzie jest dużo spokojniej.

Na Gold Coast docieramy w piątek po południu. Pierwszą rzeczą jaką robię jest oddanie do naprawy aparatu. Będzie gotowy dopiero za tydzień! Na szczęście mam jeszcze bezlusterkowego Olympusa, który co prawda nie jest tak dobry jak mój Canon, ale da radę. Sobotę spędzamy na przygotowaniach do wyjazdy na wyspę Fraser. Koledze udało się od znajomego pożyczyć terenowego Nissana, dzięki czemu zaoszczędziliśmy kilka ładnych stów na wynajem samochodu na objazd wyspy. Zapakowani aż po sufit w niedzielę rano ruszamy w piątkę w kierunku Great Sandy National Park.

Great Sandy National Park składa się z dwóch części – Cooloola, leżącej na głównym lądzie, oraz wyspy Fraser. Pierwsze popołudnie i noc spędzamy w Cooloola. Jazda po piasku i plaży zapiera dech w piersi! Namiot rozbijamy przy samej plaży, a do snu kołysze nas szum oceanu.

CDN…

 

(Prawie) dookoła Australii, tydzień 2 & 3
W 5 miesięcy prawie dookoła Australii

5 komentarzy

  1. ojjojjojjj tego oceanu to będzie brakować w NL co?

    Post a Reply
    • Lidka jest morze Północne:)

      Post a Reply
      • Z całym uwielbieniem do Morza Północnego, ale będę się trzymać tęsknoty za takim wybrzeżem ☺

        Post a Reply
      • Z całym uwielbieniem do Morza Północnego, ale będę się trzymać tęsknoty za takim wybrzeżem ☺

        Post a Reply
  2. Trafiłam tu zupełnie przez przypadek i okazuje się (po krótkich oględzinach), że nocowaliśmy namiot w namiot na Fraser Island z 21 na 22 lutego! Świat jest jednak mały, cudownie!!! Powodzenia w dalszej podróży!!

    Post a Reply

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.