Nie wrócę na Phuket. Oto dlaczego.

 

Trochę ponad dwa lata temu, po tygodniu spędzonym na Bali, napisałam list do tej słynnej wyspy o tym, dlaczego jej nie kocham. Odzew był mieszany, choć zaskoczyło mnie, że dominowały głosy zrozumienia.  Więc jak dziś napiszę o tym, dlaczego nie kocham także tajskiej wyspy Phuket to chyba też zrozumiecie? :) No bo tak się składa, że Phuket mnie nie zachwyciła. Było miło, było przyjemnie, ale kilka kwestii sprawiło, że nie widzę opcji, by kiedykolwiek wrócić tam w celach turystycznych. Ponoć Phuket to najlepsza wyspa w Tajlandii, i być może tak jest jeśli szukać by idealnego miejsca do życia w tym kraju. Jeśli chodzi o wakacje to moim skromnym zdaniem są w Tajlandii wyspy do tego lepsze.

Zanim przejdę do sedna, czuję potrzebę napisania kilku słów wyjaśnienia na temat formy mojego pobytu na Phuket, bo jak tego nie zrobię to zaraz znajdą się „życzliwi”, którzy w komentarzach zaczną mi wytykać, że źle podeszłam do Phuket, że złe miejsca odwiedziłam, że to i że tamto. No więc:

  • na Phuket pojechałam na relaks, a nie na głębokie analizowanie tajskiej kultury i integrację z lokalnym społeczeństwem
  • nie mieszkałam na Patong
  • wychyliłam tyłek poza plażę i okolicę, w której rezydowałam, i coś tam na Phuket zobaczyłam

 

A teraz do sedna. Cztery powody, dla których na myśl o Phuket kręcę nosem, i dla których tam nie wrócę jako turysta:

 

Mafia taksówkowa

Kiedy na lotnisku w Phuket powiedziano mi, że taxi do Surin, gdzie mieliśmy wynajęte mieszkanie (odległość  około 25km), będzie nas kosztować 1000 bahtów, myślałam, że się przesłyszałam. Poszłam więc do stoiska innej firmy taksówkowej, a potem do kolejnego, by przekonać się, że ceny są wszędzie takie same. W Surin nie było lepiej – głupie kilka minut trasy do Tesco kosztowało kilka stów, że o wycieczce do Phuket Town czy gdzie indziej dalej nie wspomnę. Phuketowi taksiarze umówili się na ceny. Siedzą na swoich plastikowych krzesełkach, oparci o wielkie cenniki szczegółowo pokazujące koszty podróży w różne miejsca na wyspie, i wykazują minimalne zainteresowanie jakimikolwiek negocjacjami. Jak już się na nie zdecydują, to ceny spadają bardzo nieznacznie. Wiedziałam, że ceny na tajskich wyspach są wyższe niż na lądzie, ale nie spodziewałam się, że będą trzykrotnie większe. Alternatywa w postaci wynajmu motoru dla nas nie istniała (good luck jechać gdzieś na motorze ponad godzinę w jedną stronę z 18-miesięcznym dzieciakiem, który nie potrafi 5 minut usiedzieć na miejscu), więc byliśmy skazani na taksówkową mafię.

 

Drożyzna

Okazało się, że taksówki to nie jedyna dziedzina, w której lokalsi zdzierają z turystów kosmiczne kwoty. Dokładnie tak samo było z restauracjami, masażem czy choćby praniem, które w okolicach naszego lokum kosztowało trzy razy tyle, co w Bangkoku. Po godzinnej eksploracji okolicy udało nam się znaleźć kobietę, która pranie zrobiła nam za 2 razy tyle, co w Bangkoku. Co do jedzenia to całe szczęście mieliśmy do dyspozycji kuchnię i grilla, bo inaczej poszlibyśmy z torbami. Jedyne w okolicy miejsce z akceptowalnymi cenami, czyli mały targ jedzeniowy przy plaży, i tak kosztowało 1.5-2 razy tyle, co taki sam standard w Bangkoku. Owszem, kilka kilometrów dalej było trochę tanich knajp dla lokalsów, ale żeby do nich dojechać trzeba by łapać transport za kilkaset bahtów, więc zupełnie bez sensu… Docelowy klient lokalnych biznesów to turysta z Rosji, który nie szczędzi w czasie wakacji wydatków. Czyli nie my.

 

Brak wyspiarskich klimatów

Lubię od czasu do czasu pojechać na wakacje na jakąś wyspę. Bo wyspa to izolacja. To taki mikro-świat, zamknięty w granicach otaczającej go wody. Nie rajskie plaże i palmy są dla mnie na wyspach najważniejsze tylko właśnie ten wyspiarski klimat. Na Phuket zupełnie go nie poczułam. Po części dlatego, że Phuket jest bardzo duża, a po części dlatego, że jest bardzo miejska, z tymi wszystkimi szosami pełnymi samochodów i gęstą zabudową. Pewnie, że są tam miejscówki, gdzie można poczuć się jak na końcu świata, ale dlaczego tak daleko trzeba jechać, by do nich dotrzeć? To prowadzi mnie do mojej ostatniej pretensji do Phuket.

 

Wszędzie jest daleko

Bez względu na to, gdzie by się na Phuket zatrzymać, wszędzie jest daleko. Z Surin do Phuket Town trzeba było jechać godzinę w jedną stronę. Do Wielkiego Buddy – półtorej. Więc w te dni, w które wybraliśmy się na zwiedzanie, spędzaliśmy pół dnia na dojazdach. Żeby jeszcze te dojazdy odbywały się po jakiś malowniczych drogach, gdzie można by wychylić głowę przez okno samochodu i poczuć wiatr we włosach. Nic z tego, bo na Phuket udusilibyśmy się spalinami.

 

To nie jest tak, że nic mi się nie podobało. Phuket Town było super. Plaża w Surin była super. Nasze mieszkanko z tarasem na dachu i z basenem było super. Ale to za mało, by powiedzieć, że Phuket warat jest powrotu. Bo nie jest.

 

Aktualności
Czym się różni Birma 2009 od Birmy 2016?

27 komentarzy

  1. Zgadzam się z Magdą i jednocześnie się nie zgadzam :) Chyba wszystko co wiem, powiedziałem już w tekście, który podlinkowała (dzięki!) ale tak w skrócie: rozmiar ma znacznie. Tak, Phuket jest duży, wszędzie jest daleko, taksówki są strasznie drogie, nie czuć, że jest się na wyspie. Bo Phuket to nie wysypka – a to o nich marzy wielu gości odwiedzających Tajalndię – to wyspa przez duże W, największa w królewstwie. Duży rozmiar sprawa, że Phuket jest trudny do ogarnięcia – nawigacyjne i logistycznie. Ale dzięki temu rozmiarowi Phuket jest bodaj jedyną wyspą Tajalndii posiadającą swoją bogatą i odrębną od reszty kraju kulturę, kuchnię, architekturę. historię (i festiwal wegetariański!), i to czyni go fascynującym. Żeby się nim cieszyć trzeba mieć własny transport (samochód), dużo czasu (najlepiej tu zamieszkać :) i dobrze mieć trochę pieniędzy (choćby dlatego, że aby dostać się w najpiękniejsze miejsca w okolicach Phuket, trzeba trochę zapłacić ). Dlatego choć sam mieszkam na Phuket i go uwielbiam, przeważnie odradzam znajomym i czytelnikom bloga wizytę. Trochę więcej o tym nieszczęsnym Phuket tutaj: http://skokwbokblog.com/jaki-jest-phuket/

    Post a Reply
    • A cóż Ty tam robisz ? Że aż mieszkasz?
      :-)

      Post a Reply
  2. Jakos nie potrafie sie zgodzic z tym tekstem.. Nie trzeba dlugo szukac by znalezc wyjatkowo tanie i smaczne knajpki, tak samo jesli chodzi o te wyspiarskie miejscowki. A ze wszedzie jest daleko? No coz, to na tyle spora wyspa, ze chyba nie powinny dziwic odleglosci ;-)

    Post a Reply
    • Myślę, że nie tyle dziwi co zaskakuje. Wiele osób ma po prostu wizję znacznej mniejszej wyspy. Tymczasem rozmiar Phuket połączony z fatalnym transportem publicznym jest kłopotliwy.

      Post a Reply
    • To fakt. Sama przed przyjazdem spodziewalam sie wyspy, ktora zdolam obiec w ciagu dnia (!), a tu male zaskoczenie :-D

      Post a Reply
  3. Dla mnie Phuket to zdecydowanie najsłabszy region Taj w jakim byłam ale z tymi cenami tez sie nie zgodzę

    Post a Reply
  4. Ja mimo wszystko lubię Phuket. Tez podróżujemy z małym dzieckiem ale zawsze wypożyczamy samochód, jedzenie jest bardzo tanie, ja jadałam taniej na Phuket niż w Bangkoku. Oczywiście omijam kurorty. Spaliny rzeczywiście zabijają, Rosjanie tez ludzie, dla mnie bardziej Chińczycy są irytujący z tymi swoimi sekfikami ,spluwaniem i smarkaniem gdzie popadnie.
    Moim zdaniem Phuket wciaz ma swój urok, ja chętnie tam wracam.

    Post a Reply
  5. Hmm doświadczyłam cen i mafii transportowej. to duży szok po Bangkoku ,a wielu Rosjan samych sobie gotuje w apartamentach . Phuket był jednak najfajniejszym miejscem w którym byłam, spaliny w Bankoku zasłaniają słońce

    Post a Reply
  6. Ja mam podobne odczucia co do Phuket, nie powalilo mnie a wrecz dziwie sie, kiedy ludzie sie tak zachwycaja. Co do cen -wydaje mi sie, ze tak juz jest z tymi „nadmorskimi kurortami”, ze beda drozsze niz „srodek kraju”. Jednak dalo sie tam takze tanio zjesc, otwieral sie na jednym parkinu noca Streed Food i za 10 zl mozna bylo sie najesc po kokardy :) A na wyspiarski klimat zapraszam do siebie – malediwska wioska Nilandhoo o rozmiarze 1100 m x 800 m. ZERO komercji,zero podnoszenia cen bo lokalni zwyczajnie jeszcze nie wiedza, ze tak mozna i mam nadzieje, ze tak zostanie. No i ta plaza …. pusciutka!
    P.S. Za to zakochalam sie w Bali :)

    Post a Reply
  7. Nie wybralismy z mezem Pukhet i bardzo sie z tego ciesze, twoja historia potwierdza inne zaslyszane negatywne opinie, my na poludniu wybralismy Ao Nang skad plywalismy sobie rejsami na wszystkie pobliskie wysepki, Ao nang tez jest specyficzne, duzo turystow, ale mimo wszystko polozenie do zwiedzania pobliskich wysepek super!Ale co do tubylcow to my mielismy takie wrazenie ogolnie w Bangoku, szczegolnie z tymi taksowkami czy tuk tukami, na szczescie nie dalismy sie nabrac na zadne triki, ale mielismy troche niesmak po wszystkim, jakos Tajowie wywarli na nas wrazenie naciagaczy, choc nic dziwnego ze zyjac w biedzie chca wyciagnac od innych, ale nie wszyscy odwiedzajacy Tajlandie sa bogaczami…

    Post a Reply
  8. Kto to pisal ?? Chyba miala okres przez caly wyjazd tajlandia to nie miejsce na relaks na plazy szczegolnie na patong !!!! :) drozyzna ??? Krabi drozsze … No ale kazdy ma prawo wyrazac swoja opinie ;)

    Post a Reply
  9. Wszystkie punkty, które podałaś to prawda. W obliczu mnogości miejsc lepszych o rzut beretem , to turystycznie – relaxowo, spokojnie Pukhet mozna odpuścić. Transport najbardziej daje w dupę.

    Post a Reply
  10. Dużo ludzi odradza Phuket, bo drogo, bo za duże i za komercyjne, bo brudno, głośno etc… Może to wszystko i prawda, ale i… nieprawda :) Jak się ma transport, to można znaleźć i tanio i spokojnie i czysto i cicho. Skoro nie skuter, to może właśnie samochód, tak jak ktoś wcześniej pisał? Nie sprawdzałam cen, więc nie wiem czy drogo czy tanio, ale pewnie taniej niż ciągłe łapanie mafiotaxi. No i w niektórych miejscach transport jest i to całkiem przyjemny. Lokalsowe niebieskie busociężarówki mają swój urok :)

    Post a Reply
  11. A tam:) Realizacja marzeń,m sprawdzenie to jest to.Na F. będzie inaczej wyspiarsko i się wyrówna .A jak nie to pomyśl o swojej wyprawie Magda …:) i o tym,że masz szczęście mieszkać,pracować po prostu ŻYĆ w takim miejscu.2 ulewy, wiesz w RP bywało dłużej i gorzej na mnie bardziej zrobiło wrażenie Kangurów w śnieżnej połaci w Melbourne.
    Poleciłabym Galapagos!

    Podróżowanie jest super od momentu nabycia biletu, spakowania się, tj to!!!

    Post a Reply
  12. Ale o so wgle chozziii? Nie wroce, nie pojade, nie lubie cie Bali, nie lubie cie Phuket…, buuuu… i po co te wszystkie emocje? Ja powiem tak, 4 litery nie wiedza juz na czym maja jezdzic i tu jest problem. Wszedzie sie bylo i wszystko widzialo i teraz takie jakies wybzdurzenia przychodza do glowy, a najgorzej ze przelewa sie je na papier dajac innym to czytac. Tak sie sklada, ze mieszkam tez w Australii i jezdze na Bali i Phuket juz od lat bo sa po prostu FAJNE. Ten kto czyta teraz ten artykul i pisze ze „dobrze ze tam nie pojechalem/am” robi blad bo powinien/powinna tam pojechac (chociaz raz w zyciu) zwlaszcza ze bedzie to dluga i kosztowna podroz z Polski. I po co sie tak napinac autorce? Podrozuje po Azji od lat i nagle jest wzburzona mafia taksowkowa albo nie potrafi sobie taniej czegos tam znalezc. W obydwu w/w miejscach jest wszystko co potrzeba i jest tanio (jak dla mnie) tylko trzeba wiedziec gdzie tego szukac. Pozdrawiam i zycze odkrywania miejsc fajniejszych niz kiepskie Bali i Phuket:)

    Post a Reply
    • Ja za to nie rozumiem po co takie oburzenie. Nie musisz się z moim zdaniem zgadzać, ale też nie powinieneś go potępiac, bo mam do niego prawo. Tak samo jak mam prawo pisać na swoim własnym blogu to, o czym chce. Wolę szczerze mówić i pisać o tym, co myślę o odwiedzanych miejscach niż zawsze wszystkim się zachwycać tylko dlatego, że tak wypada i że takie cukierków teksty się dobrze sprzedają. Każdy ma inne gusta, potrzeby i zainteresowania. I jeśli Ty lubisz phuket i bali to super, nie będę się spierać. Jeździć tam ci roku. Mnie się tam nie podobało i tyle.

      Post a Reply

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.