Czym się różni Birma 2009 od Birmy 2016?

 

Kiedy w 2009 roku lecieliśmy do Birmy, wiedzieliśmy, że to jeden z najbardziej zacofanych krajów Azji, zarówno politycznie jak i ekonomicznie. Naczytaliśmy się historii o tragicznej infrastrukturze, ledwo co zipiącym internecie, o braku supermarketów i telefonów komórkowych. Wiedzieliśmy, że w kraju nie ma ani jednego bankomatu i że musimy mieć gotówkę na całą podróż. Byliśmy przygotowani na podróż pozbawioną wszelkich, nawet niewielkich wygód i luksusów, i dokładnie taka ta podróż była. Siedem lat później Birma jest nie do poznania. Wiadomo, że każdy kraj się zmienia, ale tam tempo przemian jest niewiarygodne. Birma nadal jest lata świetlne za swoją sąsiadką Tajlandią, ale równocześnie jest lata świetlne do przodu w porównaniu z tym jaka była siedem lat temu. To mniej więcej taka różnica, jak różnica między Polską 1990 a 1997 – coś nieopisanego. I choć większość zmian jest wynikiem poprawy klimatu politycznego, to nie będę polityki analizować, bo się nią nie interesuje. Opowiem Ci za to o tym, jak bardzo zmieniła się Birma w kwestii tych kilku praktycznych spraw, które mogą być istotne dla podróżnika.

 

Internet jest wszędzie

W 2009 byliśmy w Birmie 24 dni, podczas których z internetu udało nam się skorzystać chyba dwa razy. W obu przypadkach musieliśmy się ograniczyć do sprawdzenia poczty. Wejście na facebooka, że o wrzuceniu na bloga wpisu ze zdjęciami nie wspomnę, było w kwestii marzeń. A teraz? Wi-fi jest w każdym hotelu i w prawie każdej turystycznej restauracji. Bezpłatne wi-fi było nawet w słynnej Shwedagon Pagoda w Yangon. Z jakością i szybkością internetu bywało różnie, ale pocztę mogłam bez problemu sprawdzać codziennie, a i bloga dałoby się regularnie prowadzić, gdybym chciała.  Za poprawą w tym zakresie idzie druga sprawa – birmański przemysł turystyczny coraz lepiej czuje się w świecie online, więc rezerwacja noclegu, wycieczki i przelotu przez internet nie jest już żadnym problemem.

_2170078

Każdy ma komórkę

Popularną sceną uliczną z 2009 roku były stoiska telefoniczne – mały stolik z jednym lub kilkoma przestarzałymi aparatami plus właściciel. To był jedyny łatwo dostępny (choć koszmarnie drogi) sposób na kontakt z zagranicą i inną częścią Birmy. A teraz? Komórkę ma każdy. Dosłownie. Na iPhony mało kogo stać, ale taniego chińskiego smartfona można zobaczyć u każdego. Karta sim jest do kupienia na każdym rogu, i to także dla obcokrajowców. Zasięg jest wszędzie. Birmańczycy kochają swoje komóry. Kochają też robić sobie nimi selfies.

_2130279

W supermarketach pełne półki

W 2009 roku w Mandalay był jeden pseudo-supermarket z ograniczoną ofertą zachodnich towarów. Teraz jest ich kilkanaście, z których część leży na terenie nowoczesnych centrów handlowych, jakby żywcem przeniesionych z Bangkoku. Na półkach wszystko czego dusza zapragnie. Także pieluchy dla dzieci, które zupełnie bez sensu wieźliśmy z Tajlandii (bo miało ich w Birmie niby nie być). Małe prywatne sklepiki też oferują całkiem dobry asortyment.

 

Autokary klasy biznes

Siedem lat temu podróże lokalnymi autobusami dostarczyły nam nie lada „atrakcji”. Było strasznie ciasno, niewygodnie i koszmarnie długo. Autokary były starsze od mnie, taksówki niewiele młodsze. Pamiętam, jak jadąc taksówką na objazd atrakcji wokół Mandalay, trzykrotnie zatrzymywaliśmy się z powodu awarii pseudo-samochodu. Dziś po tych zabytkach nie ma ani śladu. Rozklekotane i zardzewiałe autobusy zastąpiły nowoczesne i wypasione, wysokie na dwa piętra cuda, w których fotele wyglądają jak te w klasie biznes w samolotach. Wśród taksówek dominują sprowadzone z Japonii, błyszczące na połysk Toyoty ze skórzanymi siedzeniami. Normalnie szok.

 

Bankomaty na każdym kroku

Pamiętam jak w 2009 roku, kilka dni przed wylotem do Birmy, chodziliśmy po Bangkoku od banku do banku, szukając amerykańskich dolarów w idealnym stanie. Bo to była jedyna opcja na sfinansowanie wakacji w Birmie. W kraju nie było ani jednego bankomatu, a oficjalny kurs wymiany dolara był kilkaset razy niższy niż ten czarnorynkowy, więc dolce wymieniało się u cinkciarzy na mieście. A teraz? Oficjalny kurs znormalniał, kantorów i bankomatów tyle, że głowa mała. Bankomat jest nawet w Shwegadan Pagoda, a jeden minęliśmy także na jednej z wysepek na jeziorze Inle.

_2170003

Turystyka kwitnie

Birmę odwiedza dużo mniej turystów niż resztę Azji Południowo-Wschodniej, ale z roku na rok jest ich coraz więcej. W takich miejscach jak Bagan czy jezioro Inle, z racji rozmiaru tych atrakcji, łatwo uciec od tłumów, ale ilość straganów i targów z pamiątkami i badziewiem wzrosła od 2009 roku wielokrotnie, co tylko pokazuje skalę turystki. Niestety Birmańczycy próbują wycisnąć z popularności swojego kraju ile mogą, czego efekty kilkakrotnie widzieliśmy w tym roku. Szczytem turystycznego chaosu był most U-Bein, gdzie liczba straganów, restauracji i sprzedawców pamiątek była chyba wyższa niż liczba zwiedzających, i gdzie teren tuż pod samym mostem zmieniony został w brzydki, zakurzony parking pełen autokarów, z których co kilka minut wylewała się kolejna rzeka głośnych (chińskich) turystów. Cieszę się, że mogłam zobaczyć to miejsce, gdy miało jeszcze trochę klimatu.

 

Jedno się nie zmieniło – Birmańczycy nadal są nieopisanie otwarci i serdeczni. To jedni z najmilszych narodów, jakie mieliśmy okazję poznać.

Nie wrócę na Phuket. Oto dlaczego.
Azjatyckie TOP 7 według Olivii

12 komentarzy

  1. Żałuję, że przegapiłem tę zmianę – byliśmy w regionie, kiedy dopiero otwierali granice i już wtedy pojawiały się głosy, że to będzie kolejna gorąca destynacja.

    Post a Reply
    • Zmiany zawsze następują, więc wierz mi, że za 10-12 lat również będziesz mógł napisać, jak to kiedyś było. Po prostu podróżuj i nie przejmuj się tymi nierzadko wyssanymi z palca wywodami. (-;

      „Czas jest zawsze przejściowy, a chaos jest w nas!”

      Post a Reply
  2. O ciekawa jestem, bo byłam w 2010 i już słyszałam, że przez te 6 lat dużo się zmieniło. Zabieram się do czytania! :)

    Post a Reply
  3. jeszcze w 2012 jechaliśmy do Birmy z plecakiem wypchanym pieluchami. osiągalne były tylko w Rangunie i to w rozmiarze dla niemowlaków. tam właśnie Mary nauczyła się biegać bez pieluchy i dawać znać, że jej się chce. takie wspomnienia hehee :) telefon i internet wtedy jeszcze praktycznie nie istniały. odnalezienie się z zaginioną w drodze ekipą zajęło nam 3 dni, systemem zostawiania liścików w knajpach i hotelach. to były czasy… a minęły zaledwie 4 lata.

    Post a Reply
  4. Właśnie mija 9 lat od kiedy ja byłam w Birmie, bo byłam w lipcu 2007 – strasznie chciałabym porównać, ale myślę, że jeszcze parę lat poczekam i wtedy szok będzie większy.
    Przed wyjazdem spotkałam panią, która w Birmie była kilkanaście razy i nawet ona opowiadała, że przez te lata kiedy jeździła za każdym razem było inaczej, a ‚teraz’ (czyli w 2007) to już się robi turystycznie :D

    Post a Reply
    • Pojawiło się kilka klinik w stylu pseudo-zachodbim, ale osobiście leciałabym do Bangkoku gdybym wydarzyło się cos poważniejszego

      Post a Reply
  5. Czy w 2016 roku Birma jest nadal bardzo dziewicza, czy jest podobnie turystów jak w Tajlandii czy Wietnamie, które odwiedziłem?

    Post a Reply
    • Birma jest nadal lata świetlne za Tajlandią. Jest nadal bardzo autentycznie, tyle że podróżuje się dużo wygodniej niż w 2009

      Post a Reply
  6. A ja planuję wyjazd na luty 2017 r. … jedyne co mnie martwi to często pojawiające się trzęsienia ziemi ( w tym roku 2 silne).
    :/

    Post a Reply
  7. A ja dodam coś bardzo starego, czyli jak wyglądała Myanma kiedy była Burmą, a Yangon Rangoonem.
    Był rok 1987.
    Nie będę pisał czego nie było, bo nie było nic.
    Pobyt w Birmie był ograniczony do 7 dni ! Ani dnia dłużej.
    Jedyny hotel w Rangoon gdzie mieszkali turyści to Strand Hotel.
    Tak, tak – ten Strand Hotel. Nie pamiętam ile kosztowała noc pobytu, ale pamiętam, że homar w restauracji hotelowej kosztował 0.65 $ ( oczywiście po wymianie $ na czarnym rynku ). Skutek : wszyscy, począwszy od śniadania do kolacji jedli homary :). W Strand Hotel zwylke spało się dzień po przylocie i dzień przed wylotem. Ze zwiedzaniem nie było kłopotu, ale z uwagi na ograniczenie pobytu do 7 dni, zwiedzało się Rangoon, Pagan ( dziś Bagan ) i szybciutko Mandalay. Trasę pokonywało się samolotami, co oczywiście wpływało na koszty pobytu. W Pagan, niejednokrotnie było się samemu w świątyniach – turystów nie było. No może ze dwóch w okolicy :) Straganów też nie było, ale można było kupić starocie, którzy miejscowi trzymali w skrzynkach zatopionych w przydomowych studniach. Oczywiście mam na myśli starocie ze srebra, mosiądzu, terrakoty. Wierzcie mi, to były naprawdę stare rzeczy. Z przewozem nie było problemu, bo na lotnisku nie było wykrywaczy metali, maszyn do prześwietlania itd.
    Pieniądze na zakupy, jedzenie, konika w Paganie wymieniało się na czarnym rynku, choć nie było takiej potrzeby. O czym poniżej. Hotele, samolot opłacało się z pieniędzy z obowiązkowej wymiany na lotnisku. Każdy był zobowiązany do wymiany minimum 100$. Otrzymywało się Kwit Wymiany Dewiz ( tak jak kiedyś obcokrajowcy w PRL ) i z tej wymiany płaciło się za hotel. W hotelu każdy okazywał się Kwitem, a w recepcji na Kwicie pisano jakie jest saldo, po opłacie.
    Wyczerpując 100$ należało wymienić następne po oficjalnym, „bandyckim” kursie. Jeśli się Kwit zgubiło był duży problem z zameldowaniem. Na to była rada : należało w nocy pogadać z recepcjonistą i dając mu „w łapę” 30-40% opłaty, recepcjonista wykreślał nas z ksiązki meldunkowej, jakby nas nie było :) Korzyść była dla nas i ogromny zarobek dla recepcjonisty :) Przed wylotem w Strand Hotel Amerykanin, którego poznałem, zgubił Kwit. Strasznie się martwił i już widział się w największym więzieniu w Mandalay :) Długo musiałem mu tłumaczyć co ma zrobić. Nie mógł pojąć jak to może być, że jest w Hotelu, a go nie ma. W końcu zrobił tak jak mu radziłem. Zadowolony, szczęśliwy wrócił do swojego homara ( oczywiście to było podczas kolacji ) i powiedział mi :
    mówiłeś żeby mu dać 10 $, a ja dałem 5$ i też wziął.
    Byłem trochę zły na niego, bo chyba nie muszę pisać, że ja dałem 10$ :(
    Zapytał mnie jeszcze, skąd wiedziałem ?
    Odpowiedziałem :
    Johny, ja jestem z komunistycznego kraju, więc tu powinno być tak samo :)
    Na koniec dwie ciekawostki :
    – piwo kosztowało 10$ z uwagi na to, że był tylko jeden browar na całą Birmę ( w Mandalay ), który się nie wyrabiał, więc piwo było tylko na czarnym rynku.
    Dlaczego nie trzeba było wymieniać $ na jedzenie, pamiątki etc.
    Otóż, jak wyrabiałem wizę w BKK, urzędnik w Ambasadzie powiedział mi, żebym kupił na lotnisku dużą butelkę czerwonego !! Johny Walker i karton papierosów „555” ( była taka brytyjska marka ). Nic innego ! Powiedział mi że to sprzedam bez problemu.
    Jakież było moje zdziwienie kiedy nie zdążyłem jeszcze dokładnie wyjść z lotniska w Rangoonie, a już była kolejka po JW i 555.
    Oczywiście sprzedałem i …. miałem pieniądze na wszystko, na całe 7 dni pobytu.
    Tylko z pieniędzmi był problem, a właściwie z liczeniem, bo wtedy banknoty były o nominałach 5,10,15, 25, 35, 45, 75 kiatów :)

    ps. byłem drugi raz w Birmie w 2007 roku. Nie zmienili się tylko ludzie i chyba tak jest do dziś, oby ! Przemili, przesympatyczni i zawsze uśmiechnięci. Dla mnie Birma jest bodajże najpiiękniejszym krajem na świecie. Oby tego nie zniszczyli.

    Post a Reply

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.