Azjatyckie TOP 7 według Olivii

 

Gdyby Olivia potrafiła już mówić, i gdyby zapytać ją o jej najlepsze wspomnienia z lutowych wakacji z Azji, to gwarantuję, że nie powiedziałaby nic o magicznym jeziorze Inle, pięknych świątyniach Baganu, czy zwariowanym klimacie Bangkoku. Jak przystało na człowieczka, który nie skończył nawet dwóch lat, jej lista najlepszych wspomnień byłaby dosyć niezrozumiała dla dorosłego. Oto – jak według mnie – wyglądało azjatyckie TOP 7 Olivii (w przypadkowej kolejności).

Jedzenie (wszystkiego, wszędzie i zawsze)

Większość moich koleżanek z dziećmi w wieku Olivii wiecznie narzeka na to, jak ich dzieci wybrzydzają przy jedzeniu. My mamy odwrotny problem – Olivia je wszystko (od sushi poprzez curry, a na schabowym skończywszy), a gdyby jej na to pozwolić to pewnie jadłaby bez przerwy. Nie byłam więc zaskoczona tym, że jedzenie było jej ulubionym zajęciem w czasie naszego pobytu w Azji. Olivia jadła, gdy tylko nadarzyła się jej ku temu okazja. Szczególnie upodobała sobie wszelkiej maści zupy z makaronem, ale zajadała się też wszystkim innym  –  mięsem na patyku z ulicznych straganów, lodami kokosowymi, naleśnikami z bananem, smażonym ryżem, chrupkami ze świńskiej skóry (wyjątkowo dobre), grillowaną rybą i krewetkami, pad thai, śniadaniowymi omletami, szejkami owocowymi. Złote dziecko.

 

Środki transportu wszelkiej maści

Ale myśmy się najeździli różnymi środkami transportu! Były autobusy, taksówki, tuk-tuki, łódki, promy, elektryczny skuter, nowoczesny Sky Train, pociąg, a nawet bryczka ciągnięta przez konia. Każdy kolejny pojazd był wyczekiwany i witany z ogromnym entuzjazmem, żaden nie wywoływał strachu czy choćby odrobiny niepewności. Hitem był elektryczny skuter w Bagan, na którym Olivii było tak dobrze, że kilkakrotnie na nim zasnęła. Ale największy entuzjazm wywoływały samoloty. Lataliśmy w tej podróży sporo ( w sumie, razem z lotem do i z Tajladnii, było to jakieś 11 lotów), a z każdym kolejnym lotem Olivia stawała się coraz większym eksperterem w tej dziedzinie podróży. Ona nie ma nawet dwóch lat, ale dobrze wie, że przed lotem trzeba nadać bagaż (i koniecznie pomachać mu na dowidzenia), potem przejść przez kotrolę bagażu podręcznego (wózek wyjeżdżający z maszyny x-ray zawsze wywoływał ekstazę), że w samolocie trzeba zapiąć pasy, a po podróży trzeba poczekać aż bagaż wyjedzie na taśmie (i powitać go z wielkim entuzjazmem).

Babcia i dziadek

Przed Azją Olivia znała dziadków głównie ze Skypa (nie pamiętała ich z kontaktu na żywo, gdy byliśmy w Polsce, kiedy miała pół roku), więc te 4 tygodnie wspólnej podróży było świetną okazją, by lepiej się poznać i spędzić razem dużo czasu. I Olivia korzystała z tej okazji jak mogła. W ciągu kilku godzin od spotkania zachowywała się tak, jakby widywała ich codziennie od miesięcy. Pierwszą rzeczą o jaką prosiła po obudzeniu się rano, było zaprowadzenie jej do pokoju dziadków. Fajnie było patrzeć, jak silna więź tworzy się między nimi.

 

Pływanie (koniecznie z kółkiem)

Ostatnie dni podróży spędziliśmy na Phuket, gdzie codziennie odwiedzaliśmy plażę i basen. W bagażu mieliśmy spakowane pompowane kółko, które nigdy wcześniej Olivii nie interesowało. Na Phutek wszystko się zmieniło. Kółko stało się najbardziej porządanym przedmiotem, bo dzięki nim Olivia mogła swobodnie i bez asysty pływać sobie w ciepłej i przejrzystej wodzie Morza Adamańskiego. Byliśmy bardzo zaskoczeni tym, jak szybko oswoiła się wodą i z jaką pewnością siebie przebierała nogami. Od tego czasu wizyty na naszym osiedlowym basenie to jedno z jej ulubionych zajęć.

Ściąganie butów przed świątyniami

Przed jedną ze świątyń Baganu

Wiem, że to bardzo dziwaczny punkt na tej liście, ale ściąganie butów przed wejściem do świątyń zawładnęło Olivią jak mało co. Jak na Azję przystało spotkaliśmy na swojej drodze wiele świątyń i Mała bardzo szybko zorientowała się, że ściągnięcie butów to warunek wejścia do środka. Gdy tylko na horyzoncie pojawiała się świątynia siadała na ziemi i zabierała się za ściąganie butów, by potem radośnie eksplorować na boso wnętrza budynków. Wielką frajdą było też wynajdowanie w stercie butów leżących przed świątyniami tych należących do babci, dziadka, mamy i taty. Co ciekawe Olivia miała tu 100% sukcesu – ani razu nie podała nam nie tych butów co trzeba!

Nawiązywanie nowych znajomości

Dzieci mają tą przewagę nad dorosłymi, że nie mają żadnych barier w stosunku do innych ludzi. Za tym idzie niezwykła łatwość w nawiązywaniu nowych znajomości. Jeśli dodatkowo dziecko ma blond włosy i niebieskie oczy oraz podróżuje po Azji to w zasadzie gwarantowane ma grono osób, które chcą z nim spędzić choćby chwilę. Olivia zjednywała sobie znajomych wszędzie, gdzie się pojawiła. Uśmiechała się, machała, wołała „Hello!”, dawała piątki, bawiła się ze spotkanymi dziećmi, z chęcią przyjmowała i jadła darowane jej przekąski (no a jak!).

Place zabaw

Tam, gdzie podróżowaliśmy, fajne i bezpieczne place zabaw są rzadkością, więc gdy w końcu udało nam się jakiś znaleźć, to kończyło się to przynajmniej godziną spędzoną na zabawie. Dla nas to była okazja, by odsapnąć, dla Olivii by poczuć się trochę jak w domu. Najlepszy był ten w parku Lumphini w Bangkoku, najbardziej niespodziewany ten w centrum Yangon.

 

 

Czym się różni Birma 2009 od Birmy 2016?
"Laowai w wielkim mieście", czyli prawdopodobnie najlepsza polska książka o życiu w Chinach

5 komentarzy

  1. Teraz też zaczęłam się zastanawiać nad najważniejszymi punktami naszego dziecka po tak długim wyjeździe i potwierdza się wszystko poza jedzeniem (bo z tym był problem) i dziadkami bo nie zwiedzali z nami świata.

    Post a Reply

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.