Jak przechowywać zdjęcia w podróży

 

Jest przedostatni dzień moich wymarzonych wakacji w Dalekiej Krainie. Jest cudownie. Przeżyłam tyle, że gdyby nie notatki i zdjęcia, to chyba nie byłabym w stanie wszystkiego spamiętać. To moja podróż życia. Przygotowuję właśnie wpis na bloga, ładuję do niego zdjęcia. Niechcący naciskam na klawiaturze jakąś wariacką kombinację klawiszy i nagle – BUM!!! – wszystkie zdjęcia z całego wyjazdu znikają z komputera. W panice próbuję naprawić błąd, próbuję kolejne metody, konsultuję Google, ale wszystko zawodzi. Powoli dociera do mnie, że z podróży życia wrócę bez zdjęć… 

Coś takiego na szczęście nigdy mi się nie wydarzyło. To tylko mój zły sen, który przez lata męczył mnie w nocy. Bo wieki trwało zanim zrozumiałam, że lekceważące podejście do archiwizacji zdjęć to czysta głupota. Gdy w 2008 roku ruszaliśmy w naszą podróż dookoła świata, takie pojęcie jak backup zdjęć zupełnie nie zaprzątało mi głowy. Mój sposób archiwizowania był żałosny – zdjęcia nagrywałam po prostu na płyty dvd. Nasz laptop miał tak niewielką pamięć, że nie było mowy o trzymaniu na nim dodatkowej kopii fotek. Nie mieliśmy też zewnętrznego dysku, bo były one wtedy jeszcze bardzo drogie, więc rozrzutnością wydawało nam się kupowanie takiego gadżetu.

Oczywiście to było strasznie głupie z mojej strony, a najlepszym na to dowodem jest to, że przez mój system archiwizacji brak systemu archiwizacji straciłam zdjęcia z Nowej Zelandii oraz z Filipin (poza bezużytecznymi kopiami w małej rozdzielczości na Flickr). Płyty z Nowej Zelandii najzwyczajniej w świecie zgubiłam, a te ze zdjęciami z Filipin zniszczyły się. Dla mnie zdjęcia to – po wspomnieniach – najważniejsza pamiątka każdego wyjazdu, więc ich strata to jak utrata wspomnień. Czyli tragedia. To była bardzo bolesna lekcja, ale lekcja skuteczna i od tego czasu backup zdjęć dbam bardziej niż o regularną kontrolę u dentysty.

Mój system

W backup’ie chodzi o jedną rzecz – o stworzenie dodatkowej, bezpiecznej kopii zdjęć/filmów. Po co? Właśnie po to, żeby nie musieć potem płakać, gdy najlepsze zdjęcie jakie kiedykolwiek zrobiliśmy znika bez śladu. A sposobów na stratę zdjęć jest wiele – karta pamięci może się zgubić, albo można ją uszkodzić;  można zgubić aparat z kartą w środku, albo mogą nam go ukraść; może nam paść dysk w komputerze, albo możemy niechcący wymazać dane itp. Pewnie myślisz, że takie sytuacje Ciebie nie dotyczą, że ty nie masz takiego pecha, takie historie to innym się trafiają. Takie myślenie to błąd, który jest mniej więcej tak nieodpowiedzialny jak jechanie w podróż bez ubezpieczenia. W 99.9% sytuacji wszystko będzie ok,  ale jak zdarzy się to 0.1% to przestaje być tak wesoło. Dlatego backup powinien być obowiązkowy!

Jak ja backapuję zdjęcia w czasie podróży? Mój system wygląda tak:

  1. Gdy karta pamięci jest już prawie pełna, kopiuję jej zawartość na przenośny dysk.
  2. Karty nie kasuję, tylko chowam do plecaka, a do aparatu wkładam czystą kartę. W ten sposób mam dwie kopie zdjęć.
  3. Po powrocie do hotelu robię kolejną kopię. Jeśli podróżuję z laptopem, to druga kopia ląduje właśnie na nim. Jeśli podróżuję z iPadem to do tego celu używam drugiego dysku zewnętrznego.
  4. Sprawdzam oba dyski, by upewnić się, że zdjęcia są na obu.
  5. Formatuję kartę pamięci.
  6. Na komputerze/iPadzie przeglądam zdjęcia i wybieram te najlepsze. Wrzucam je na internetową chmurę. Ten krok wykonuję oczywiście tylko wtedy, gdy mam dostęp do szybkiego internetu.
  7. Po powrocie z podróży do domu wrzucam wszystkie zdjęcia na dwa osobne dyski – moje archiwa fotograficzne, które trzymam na stałe w domu.

Jak widzisz system nie jest jakoś specjalnie rozbudowany ani pracochłonny, to wszystko zabiera tylko kilka minut mojego czasu, a resztę robi sprzęt.

IMG_4260

 

Narzędzia

Backup w podróży wymaga przystosowanych do podróżniczych warunków narzędzi, i w moim przypadku są to zewnętrzne dyski twarde oraz internetowa chmura:

  • na czas podróży idealny jest bezprzewodowy dysk WD My Passport Wireless. Mam wersję o pojemności 2TB. Dysk ma wejście na kartę pamięci SD, więc zdjęcia mogę na niego skopiować bez angażowania komputera. Rewelacja – po prostu wkładam kartę w odpowiednie wejście w dysku, a ściągnięcie 16GB zdjęć zajmuje około 6 minut. Dysk mogę także bezprzewodowo skomunikować z komputerem, albo moim iPadem czy telefonem przy pomocy oprogramowania zainstalowanego na urządzeniach, i na nich przeglądać zdjęcia. To strasznie wygodne także po podróży, bo jeśli chcę komuś pokazać zdjęcia to po prostu odpalam dysk, bezprzewodowo łączę go z laptopem/tabletem i zdjęcia pojawiają się na ekranie. To nie wszystko – dysk może także służyć jako internetowy hotspot – loguję się do sieci wifi, a potem do dysku bezprzewodowo podłączam telefon, tablet, komputer i co jeszcze dusza zapragnie – aż do ośmiu dowolnych urządzeń. W ten sposób kilka osób równocześnie może przeglądać zawartość dysku – np. jedna osoba może pracować na zdjęciach, a druga na innym urządzeniu oglądać film streamowany prosto z dysku. Dodatkowy bonus jest taki, że na dysk mogę przed podróżą wrzucić muzykę czy wspomniane filmy, żeby mieć jak potem zapełniać wieczory w hostelu.
  • w kwestii chmury korzystam z DropBox. Mam płatną wersję Pro, gdzie za $13/miesiąc mam do dyspozycji 1TB miejsca. DropBox jest genialny, niezwykle prosty w obsłudze, ze świetną aplikacją na smartfona i tablet. Na chmurę wrzucam tylko część zdjęć – te najlepsze, wyselekcjonowane. Kopiowanie wszystkich nie miałoby ani sensu, ani nie byłoby wykonalne biorąc pod uwagę jak często w podróżach trzeba męczyć się z wolnym internetem. Żeby nie marnować czasu DropBoxa zapuszczam na noc, więc gdy rano wstaję kopia zdjęć jest już w chmurze.

 

 

W dzisiejszych czasach, kiedy ceny dysków twardych są bardzo przystępne, a chyba każdy wyjeżdżając w podróż zabiera ze sobą laptop lub tablet, nie ma racjonalnych powodów, by rezygnować z backupu naszych podróżniczych zdjęć i filmów. Dlatego jeśli nie backapujesz to koniecznie zacznij!

 

 

Jak zdobyć australijskie obywatelstwo - przewodnik praktyczny
Bagan - nie mam nic do dodania [DUŻE ZDJĘCIA]

24 komentarze

  1. Nigdy mi się to nie przytrafiło, ale to i mój często powtarzający się koszmar ze snów
    Kiedyś w samolocie znalazłam kartę pamięci z setkami zdjęć i filmów z GoPro jakiejś pary młodych ludzi. Pomyślałam, że stracili właśnie swoje wspomnienia i dzięki fb odszukałam ich!!! I oddałam 32GB pamiętnych chwil.

    Post a Reply
  2. Utrata zdjęć to chyba jedna z najgorszych rzeczy, która może się przytrafić po podróży. Mnie też coś podobnego się przydarzyło i od tamtego momentu zdjęcia trafiają w kilka miejsc – laptop, PC i przenośny dysk, a i tak nie ma 100% pewności.

    Post a Reply
  3. Też cierpię na paranoję pod tym względem, więc zabezpieczam się na kilku frontach. Mam zapasowe karty, a przy każdym postoju zrzucam wszystko na laptopa i robię kopie zapasowe na pendrivach :)

    Post a Reply
  4. To kiepsko, mnie się komputer zawsze pyta czy jestem pewna, że chce coś usunąć na stałe. Ale cóż przypadki chodzą po ludziach.

    Post a Reply
  5. Na szczęście nigdy nie miałem jeszcze problemów z utratą zdjęć, a wożę tylko karty pamięci. Fart? :)

    Post a Reply
  6. Spotkało mnie to podczas pierwszej podróży i straciłam zdjęcia z całej Ameryki Południowej. Serio rozryczałam się! ale potem z pomocą przyszli polscy koledzy informatycy, którzy zakazali robić nowe zdjęcia na owej karcie a gwarantowali odzyskanie już w kraju. Udało sie choć nie za darmo:)

    Post a Reply
  7. Ja mam jakąś traumę. Dochodzę do kopi kopi z kopi. Pewnie dlatego, że karta nie może być schowana jako kopia. Poza tym mam karty pamięci po 8GB. To też ma swoje wytłumaczenie…

    Post a Reply
  8. Mi po roku udało się odzyskać zdjęcia i filmy z 9miesíęcznej wycieczki motórami po Am.P. Z mechanicznie uszkodzonego dysku ;)

    Post a Reply
  9. Potwierdzam, warto robić sobie kilka kopii zdjęć bo nigdy nie wiem kiedy i gdzie mogą się przydać. My zawsze mamy kilka kart pamięci do aparatu więc z nich nie musimy kasować, oprócz tego kopiujemy na dysk w laptopie. A potem zawsze jeszcze kopia idzie na dysk zewnętrzny. I jak już mamy zdjęcia w kilku miejscach to wtedy formatujemy karty, gdy trzeba. Jakoś do tej pory nie korzystaliśmy w chmury, może to tez jest jakiś sposób.

    Post a Reply
  10. 1 TB na zdjęcia to i tak mało po jakimś czasie, jeżeli chce się zachować RAWy.
    Jak dla mnie to 2 dyski 2 TB, na jednym dane, na drugim Time Machine danych + laptopa.
    Co do chmury – przy takiej ilości danych jedyna sensowna opcja finansowa to AWS Amazona, można wybrać opcję droższą z serwerem albo ‚czystą chmurę’ za znacznie mniejsze pieniądze.
    Jaki haczyk – płaci się nie za przechowywanie danych tylko za dostęp do nich – jeżeli utracimy 5 TB danych i chcemy je odzyskać w przeciągu 24h to będzie nas to sporo kosztowało, ale taki przypadek raczej rzadko ma miejsce (no chyba że żyjemy z fotografii i nagle potrzebujemy dla wszystkich klientów zdjęć z ostatnich 3 lat ;-) ), jest to niezła opcja cena / jakość.

    Post a Reply
  11. słuchajcie a ja mam pytanie trochę o inną formę przechowywania zdjęć albo przekazywania ich rodzinie albo bliskim. Chodzi mi o takie papierowe zdjęcia tym razem. Jak to u was wygląda, jak przechowujecie u siebie zdjęcia? albo co robicie kiedy chcecie je komuś podarować? Ostatnio jestem po okresie komunijnych imprez i mamy zdjęcia dla naszej rodziny i gości ale nie wiem w jakiej formie wypada takie zdjęcia komuś podarować. koperta wydaje mi się passe. Może takie mini albumy jak znalazłam na limiq.pl na 2-4 zdjęcia? Z góry dziękuję za pomoc! :)

    Post a Reply

Trackbacks/Pingbacks

  1. Ze Źródeł #65 » Kuba Osiński - […] Jak przechowywać zdjęcia w podróży – Career Break – Dobry sposób na zabezpieczenia swoich fotografii z podróży. […]

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.