Angkor jeszcze stoi i ma się całkiem dobrze

 

Fajnie byłoby zobaczyć Angkor stwierdzili zgodnie Rodzice, gdy kilka miesięcy temu, planując trasę naszej wspólnej podróży, zapytałam, gdzie chcieliby pojechać.

 

O nie! Znowu Angkor! pomyślałam.

 

Bo tak się składa, że byłaby to moja trzecia tam wizyta. I choć Angkor jest piękny, a ja lubię wracać czasem w te same miejsca, to na kolejną wizytę w kambodżańskiej atrakcji numer 1 nie miałam specjalnej ochoty. Gdy pojechałam tam pierwszy raz, w 2004 roku, Angkor oczarował mnie kompletnie. Przez dwa dni, od świtu do zmierzchu jeździłam od świątyni do świątyni, nie mogąc nacieszyć oczu tym cudem architektury. Druga wizyta w 2009 roku pozostawiła po sobie trochę rozczarowania. Spora część Angkor Wat zakryta była rusztowaniami, a kultowa świątynia Ta Prohm (ta z filmu Lara Croft) od poprzedniej wizyty bardzo podupadła na zdrowiu, zamieniając się w smutne rumowisko. Nie pomagał fakt, że kilka tygodni wcześniej byliśmy w birmańskim Bagan, przy którym – w moim odczuciu – Angkor wysiada.

 

Koniec końców do Angkor jednak pojechaliśmy. W końcu ta podróż była przede wszystkim dla Rodziców, więc nie mogłam zignorować ich podróżniczego marzenia.

 

Do Siem Reap wybraliśmy się z Bangkoku samolotem, a z lotniska miał nas odebrać tuk-tukiem ktoś z hotelu, w którym mieliśmy zarezerwowany nocleg. Dobrze wiedzieli, że jest nas piątka plus bagaże, więc spodziewaliśmy się dwóch pojazdów, ale zjawił się jeden. Kierowca, gdy zobaczył naszą gromadę, podrapał się w głowę, wzruszył ramionami, i rzekł:

 

„Let’s try”

 

No i zaczęło się ładowanie. Czwórka dorosłych, jedno dziecko, 3 małe walizki, jedna duża torba, cztery sztuki bagażu podręcznego. No i jeszcze wózek Olivii. W sumie do dziś nie wiem jak nam się to udało, oraz dlaczego nie udokumentowałam tego na zdjęciu, bo obrazem byłby to niezwykły, ale zmieściliśmy się do tego jednego biednego tuk-tuka, który tocząc się powoli przez Siem Reap, dowiózł nas na miejsce. Świątynie zostawiliśmy sobie na następny dzień.

 

A jeśli chodzi o świątynie to mam trzy wiadomości – jedną złą, i dwie dobre. Zacznę od złej.

 

Angkor Wat, czyli ta największa, najpiękniejsza, najsłynniejsza ze świątyń, okupowana jest od świtu do zmierzchu i w zasadzie nie ma żadnych szans, by zobaczyć ją bez towarzystwa setek innych osób (z których większość to głośni turyści z Chin).

 

Na szczęście jest jeszcze dobra wiadomość. Tłumów da się uniknąć dosyć łatwo w praktycznie każdej innej świątyni. Wystarczy odwiedzać je w kolejności odwrotnej do standardowej trasy wszystkich wycieczek (czyli np. Bayon jechać po południu zamiast rano, a Ta Prohm rano zamiast po południu).

 

A ta druga dobra wiadomość?

 

Otóż stan zabytków zdecydowanie się poprawił od mojej poprzedniej wizyty 7 lat temu, a najlepiej widać to po wspomnianej wcześniej Ta Prohm. Z kamieni i gruzu, którymi zawalona była kiedyś świątynia, odtworzono jej zniszczone elementy, i w tej chwili prezentuje się ona wspaniale. W innych świątyniach też widać, że dużo zrobiono, i że ciągle sporo się robi. To dobrze, bo przy takiej ilości ludzi jaka odwiedza Angkor, kwestią czasu jest, by to miejsce podupadło.

 

Podróżowanie z dzieckiem oznacza mniej więcej połowę wolniejsze tempo niż podróżowanie bez dziecka, więc w jeden dzień odwiedziliśmy tylko cztery świątynie – Angkor Wat, Ta Prohm, Bayon oraz Phnom Bakheng. Wolne tempo ma swój plus, bo ogląda się dokładniej i bez pośpiechu. Była opcja, by kontynuować następnego dnia, ale żadni z nas fascynaci historii czy architektury, więc zgodnie stwierdziliśmy, że jeden dzień wystarczy. Zamiast Angkor wybraliśmy się do niezwykle interesującego muzeum poświęconego minom i ich ofiarom. No i jeszcze do farmy motyli (tego typu miejsca dodaje się do listy miejsc do zobaczenia, gdy ma się ze sobą Malucha :)).

 

 

Angkor_01
Angkor_02
Angkor_03
Angkor_04
Angkor_05
Angkor_06
Angkor_07
Angkor_08
Angkor_10
Angkor_11
Angkor_12

Info praktyczne:

  • Transport na trasie Siem Reap-lotnisko – $5 (wiele guest housów oferuje odbiór za darmo)
  • Tuk tuk na cały dzień na Małą Pentlę po świątyniach -$15
  • Wstęp do Angkor – $20/dzień, $40/trzy dni
  • Nocowaliśmy w Babel Guesthouse. Dwójka z łazienką, wi-fi, tv i śniadaniem za USD$25
Gdyby w Chiang Mai był ocean...
Jazda na słoniu jest passe. Oto dlaczego.

2 komentarze

  1. Świetnie wstrzeliłaś się z tym wpisem, bo będziemy w Angkor dokładnie za tydzień, z 19-sto miesięcznym szkrabem ;) Bardzo mnie cieszy, że świątynie odzyskują swój blask :) Przy okazji mam pytanie – na zwiedzanie braliście tylko nosidełko, czy również spacerówkę? Jest w ogóle sens ciągnąć tę ostatnią na świątynie?

    Post a Reply
    • Tylko nosidełko. Wózek nie nie ma żadnego sensu, bo jest nierówno, dziurawo, są stopnie itp. Bawcie się dobrze!!!

      Post a Reply

Trackbacks/Pingbacks

  1. Ze Źródeł #62 » Kuba Osiński - […] Angkor jeszcze stoi i ma się dobrze – Career Break – Angkor to jedno z najbardziej czy nawet najbardziej znane miejsce w Kambodży.…

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.