Jakiś czas po… – wywiad z podróżującą rodzinką z ChwytajDzien.pl

 

Wywiad z serii “Jakiś czas po …”, w którym osoby z podróżniczym doświadczeniem mówią o tym jak podróże zmieniły ich życie i dlaczego warto realizować marzenia.

 

chwytaj_dzien_logo_transparent_2Domi, Piotrek, Ania i Patryk. Tak naprawdę są całkiem zwyczajną rodziną, taką jak wiele innych. Tyle że od czasu do czasu zapominają o normalnym życiu i realizują swoje marzenia! Dla większości są one całkowicie zwariowane i niezrozumiałe… Najpierw chcieli wyjechać z Polski, ponieważ niesamowicie ciekawiło ich, jak wygląda życie gdzie indziej. Nie namyślając się długo spakowali 10-cio miesięczną Anię, opuścili swoje gniazdko i rozpoczęli całkiem nowe życie w Niemczech. Ale nie usiedzieli długo na miejscu, bo chwilę później mieli już w głowach podróż dookoła świata! Ponad rok włóczyli się razem przemierzając świat, by wreszcie wrócić i po raz kolejny rozpocząć nowe życie. Teraz starają się jakoś odnaleźć w normalnym świecie, a całkiem niedawno urodził się Ani braciszek! Kto wie, może tym razem zagrzeją miejsce na dłużej? O ich podróży dookoła świata i całym mnóstwie innych krótszych wypadów piszą na blogu ChwytajDzień.pl.

 

Opowiedzcie w trzech zdaniach o swojej podróży. Gdzie byliście? Jak długo ona trwała? Kiedy wróciliście?

W trzech zdaniach trudno będzie się zmieścić! Nasza podróż dookoła świata trwała 402 dni, czyli dokładnie jeden rok, jeden miesiąc i jeden tydzień. Wyjechaliśmy we wrześniu przed dwoma laty, a wróciliśmy w listopadzie 2014. Podróż zaczęliśmy od trzech tygodni w Nepalu. Nastepnie przelecieliśmy do Indonezji i przez kolejne 4 miesiące przemieszczaliśmy się różnymi środkami transportu przez Azję Południowo-Wschodnią aż do Wietnamu, z którego z kilkudniową przesiadką w Sydney, polecieliśmy do Nowej Zelandii. W tym niesamowicie pięknym kraju spędziliśmy cały miesiąc poruszając się po obu wyspach małym domkiem na kółkach, po czym znów spakowaliśmy plecaki i ruszyliśmy za Ocean. Kolejne kilka miesięcy przemierzaliśmy Chile, Argentynę, Boliwię i Peru, nie spuszczając z oczu zapierających dech w piersiach Andów.  Ostatnie miesiące naszej podróży to Kanada i USA gdzie zdeptaliśmy wiele parków narodowych, śpiąc pod namiotem i chłonąc przyrodę od zimnych, pokrytych lodowcami gór po rozgrzane pustynie i kaniony.

chwytaj_dzien_01

O długich podróżach marzy prawie każdy, jednak tylko niektórzy ruszają w drogę. Co sprawiło, że postanowiliście zmienić marzenie w czyny?

To był impuls, pamiętamy ten moment doskonale. Od zawsze gdzieś wyjeżdżaliśmy, ale głownie były to wypady w góry. Z tego też powodu zawsze w głowach siedziały nam Himalaje, Patagonia czy choćby nawet wspinaczka w Tajlandii. Ale o podróży dookoła świata nigdy wcześniej nie śmieliśmy nawet marzyć! I jednego dnia po prostu nagle nas olśniło! Szybko oceniliśmy nasze szanse, a przede wszystkim finanse i… klamka zapadła :) Od razu wiedzieliśmy też, że podróży nie będziemy mogli odłożyć na później, bo kiedy tylko Ania skończy 6 lat, będzie musiała iść do szkoły. Było to więc dla nas takie „teraz albo nigdy” i to chyba była najlepsza motywacja do wyjazdu.

 

Jak wyglądały przygotowania do podróży? Czy to był trudny proces?

Planowanie podróży było bardzo przyjemne, bo przez cały ten czas żyliśmy już podróżą! Ale najtrudniejsze było dla nas wykonanie tego decydującego kroku, po którym było wiadomo, że nie będzie już drogi odwrotu. Złożyć wypowiedzenie w pracy, wytłumaczyć dlaczego… Nagle wszyscy dookoła dowiedzieli się, że zwariowaliśmy. I do nas też nagle dotarło, że to naprawdę już się zaczęło. Ostatnie tygodnie nie były dla nas łatwe, bo oprócz dopinania wyjazdu na ostatni guzik musieliśmy zajmować się sprzedawaniem naszego dobytku i wyprowadzką. Nasza podróż rozpoczęła się dokładnie wtedy, kiedy oddaliśmy klucze od mieszkania i jedyne co nam pozostało to nasze plecaki…

 

A co z pieniędzmi? Spadek po cioci z Ameryki, bogaci rodzice, wygrana w loterii, czy może coś bardziej prozaicznego?

Nic nadzwyczajnego! Zwykła praca i konkretny plan oszczędnościowy. Gdyby nie podróż, to pewnie wszystkie nasze pieniądze pochłonęłyby niepotrzebne wydatki. Kolejny samochód, nowe narty, wyjścia na miasto, drogie kosmetyki, szafy pełne ciuchów i sterta różnych gadżetów. Z tego wszystkiego zrezygnowaliśmy. Za to wyruszyliśmy w podróż dookoła świata. Gdybyśmy mieli bogatych rodziców albo szczęście w loteriach, to pewnie nasza podróż trwałaby nadal. Niestety musieliśmy wrócić, żeby się odkuć ;)

chwytaj_dzien_02

Wiele osób rezygnuje z marzenia o podróżach z obawy o swoje losy zawodowe i przyszłość (bo przecież nikt nie będzie chciał zatrudnić kogoś z roczną dziurą w CV no i trzeba płacić składki na ZUS, żeby zapewnić sobie emeryturę). Jak rozwiązaliście ten dylemat?

Dla nas to nie dziura w karierze, wręcz przeciwnie, to świetna pozycja w CV! Dla potencjalnego pracodawcy oznacza jedno – jesteś człowiekiem z pasją i nie boisz się wyzwań. W swoim życiu byliśmy na niejednej rozmowie kwalifikacyjnej i na większości z nich w pewnym momencie rozmowa schodziła na tematy prywatne. To normalne, bo ludzie chcą wiedzieć z kim mają pracować. Mając za sobą długą podróż naprawdę jest o czym opowiadać. Zresztą jesteśmy żywym dowodem na to, że można rzucić wszystko, objechać świat dookoła i zacząć życie na nowo, dostając dobrą pracę w swoim zawodzie i to na świetnych warunkach. A emerytura? To będzie za kilkadziesiąt lat…

 

Podróżowaliście razem z 3.5 letnią wówczas Anią. Jak to wpłynęło na podróż? I czy na takie długie i dalekie wyjazdy warto w ogóle jechać z dzieckiem?

No jasne, że warto! To, że pojechaliśmy razem, to była najlepsza decyzja w naszym życiu i ani razu jej nie żałowaliśmy. Dla nas najważniejsze było to, że mieliśmy siebie nawzajem 24 godziny na dobę, co w dzisiejszych zabieganych czasach dla wielu rodzin jest czymś zupełnie nie do pomyślenia! Dla Ani ta podróż już na zawsze pozostanie częścią jej dzieciństwa i jest dla niej tak naturalnym stanem rzeczy, jak pójście do przedszkola, czy święta u babci.

A jak obecność Ani wpłynęła na podróż? Przede wszystkim już ustalając trasę robiliśmy to z myślą o niej. Mimo, że dotarliśmy w wiele miejsc, gdzie normalnie dzieci w jej wieku się nie zabiera, to staraliśmy się nie przeciągać struny i odpowiednio dostosować tempo, tak żebyśmy wszyscy mogli czerpać z tego przyjemność. W wielu miejscach zatrzymywailśmy się na dłużej i często miewaliśmy dni, kiedy nie robiliśmy tak naprawdę nic. Budziliśmy się w okolicach południa i  czas do wieczora był wypełniony zabawą i ewentualnym spacerem na lody.

Dzięki Ani pozwalaliśmy sobie też na odrobinę lepszy standard podróży. Nie spaliśmy w najtańszych dormitoriach, tylko zawsze szukaliśmy czystego pokoju z prywatną łazienką i ciepłym prysznicem. Nie żałowaliśmy też pieniędzy na świeże, smaczne jedzenie. Najczęściej decydowaliśmy się także na prywatny transport lub własnego przewodnika i rozciągaliśmy wszystko w czasie, bo najzwyczajniej nie bylibyśmy w stanie wytrzymać tempa zorganizowanych wycieczek.

 

Czy podróż zmieniła w jakiś sposób Was i Wasze życie? Jeśli tak, to w jaki sposób?

Tak, podróż otworzyła nam szerzej oczy na świat i pokazała, że możemy więcej niż nam się wydaje. Po powrocie mamy jeszcze więcej planów i pomysłów, niż przed wyjazdem! Podróż rozwinęła nas także… kulinarnie! Od powrotu tęsknimy za wieloma smakami i często zaglądamy do azjatyckich sklepów by potem pichcić w domu pyszne tajskie jedzenie. Zwykły schabowy już nam nie wystarcza!

Co najdziwniejsze długa podróż uświadomiła nam także… że jesteśmy też domatorami! Lubimy mieć bezpieczną przystań, przytulne cztery kąty w których z wielką przyjemnością spędzamy wolny czas. Chyba nigdy wcześniej nie cieszyliśmy się aż tak bardzo życiem domowym, jak teraz!

chwytaj_dzien_03

Co jest najtrudniejsze w życiu po podróży?

Na pewno więcej rzeczy jest łatwiejsze. Nigdy nie zapomnimy naszych pierwszych dni „po”. Dużo rzeczy nagle stało się nieprawdopodobnie proste. Nocleg – jest. Pranie – zrobione. GORĄCY PRYSZNIC – KIEDY TYLKO CHCEMY. Przyjaciele – niemal na wyciągnięcie ręki! To co podczas podróży było luksusem, nagle stało się łatwo dostępne.

Najtrudniejsze jest chyba to, że w codziennym życiu brak nam takiej typowej dla podróży wolności i spontaniczności. Teraz ograniczają nas różne daty i terminy. Codziennie budzi nas budzik, trzeba się spieszyć, żeby zdążyć do pracy, do przedszkola, na umówione spotkanie. A parę tygodni wakacji wydaje się zbyt krótkim czasem, by móc naprawdę rozwinąć skrzydła…

 

Jedna rada dla osoby, która chciałaby, ale boi się.

„Za dwadzieścia lat bar­dziej będziesz żałował te­go, cze­go nie zro­biłeś, niż te­go, co zro­biłeś”. Jeśli więc naprawdę tego chcesz, to zrób to. A przynajmniej spróbuj.

 

Co dalej? Będziecie jeszcze podróżować?

Jasne, że tak! Tyle, że teraz nie będzie nam już tak łatwo wyjechać na dłużej, bo za rok Ania idzie do szkoły. I to do niemieckiej szkoły, bo póki co nie planujemy powrotu do Polski. A w Niemczech obowiązek szkolny, to prawdziwy obowiązek… Ale już my coś wymyślimy :)

Blogerzy podróżniczy o podróżowaniu z dzieckiem
Teatr zwany sumo

19 komentarzy

  1. Naprawdę ciekawy wywiad! Sama jestem mamą 15 miesięcznej córeczki i naprawdę podziwiam podróz z dzieckiem na tak długo! Chociaż to na pewno wspaniała przygoda, troche zazdroszcze :)

    Post a Reply
    • Nasz Olivia tez ma 15 miesiecy i jest taka hyperactive, ze taka podroz chyba dobrze by jej zrobila :)

      Post a Reply
  2. Super sprawa! Choć wspomnienia małej z tej podróży kiedyś się rozmyją i ulecą gdzieś daleko, to doświadczenie pozostanie w podświadomości. Wspaniała lekcja życia dla Waszej córci ;-)

    Post a Reply
    • Zgadza sie. Nie rozumiem ludzi, ktorzy mowia, ze nie warto z dziecmi podrozowac, bo one i tak tego nie beda pamietac. Uwazam, ze pamietanie nie jest w podrozowaniu najwazniejsze, ale to jak taka podroz dziecko ksztaltuje

      Post a Reply
  3. Przeczytałam jednym tchem. Rada również do mnie przemowia. Muszę sobie to zapisać:) Ponad to spojrzałam optymistyczniej na podrozowanie z dzieckiem. Jednak jest to mozliwe:) Podziwiam sprzedaz dorobku. Nie wiem czy na to bym miala odwage:) oby więcej takich postów!

    Post a Reply
    • Najlepeij zapytaj ich bezposrednio na chwytajdzien.pl

      Post a Reply
      • Myslałam ze wiesz, dałoby to wg mnie istotny pkt odniesienia do refleksji ktore przedstawiają. Możemy jednak uznać, że nie było tematu.

        Post a Reply
    • Cala przyjemnosc po mojej stronie

      Post a Reply
  4. Podroz z dzieckiem jest duzo latwiehsza niz domowa rutyna. Jestesmy po 10m podrozy, maly ma rok I nieraz myslimy jak latwo bylo podrozowac, zajac malucha, szukac pracy mieszkania to jest dopiero stresujace zycie!

    Post a Reply
  5. śledziliśmy ich podczas naszej wyprawy. Zawsze dodawali nam pozytywnej energii podczas mozolnego pedałowania przez świat :)

    Post a Reply
  6. Super sprawa. Jak założę rodzinę, pewnie też przyjdzie moment, że rzucimy wszystko w cholerę i pojedziemy z dzieckiem w świat. Dla wszystkich jest to mega kształcące! Pozdrawiam

    Post a Reply
  7. IMHO najgorszy w takich podrozach jest… czas po podrozy.
    Mnie na przyklad codzienna rutyna zabija. To, ze przez 5 dni musze przemierzac ta sama droge, siedziec w tym samym biurze, widziec te same twarze… a potem wracac do tego samego miejsca. Nie pracujac 9-to-5 czlowiek sie rozwydrza…

    Post a Reply
  8. Ale za to jaka to frajda dla dziecka :) Pamiętać to będzie pamiętać, jak byłam mała, bardzo mała, rodzice zabrali mnie nad polskie morze. Do tej pory to pamiętam a nigdy więcej tam nie byłam :)

    Post a Reply
  9. Uwielbiam ich bloga. Wspaniała rodzinka :-) Mnie osobiście przeraża wizja rzucenia wszystkiego i życia chwilą w obcych miejscach (lubię mieć wszystko zaplanowane), ale podziwiam ludzi, którzy mają odwagę to robić. Czekam z niecierpliwością na wpisy z kolejnych podróży, pewnie już nie tak długich.

    Post a Reply

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.