Jakiś czas po… – wywiad z Julią z WhereIsJuli.com

 

Wywiad z serii “Jakiś czas po …”, w którym osoby z podróżniczym doświadczeniem mówią o tym jak podróże zmieniły ich życie i dlaczego warto realizować marzenia.

 

julisamheader2Julia Raczko – marzycielka. W podróżowaniu zakochała się przez przypadek. Wyjechała w podróż dookoła świata i nigdy nie wróciła. Autorka bloga Where is Juli + Sam, na którym opowiada o Australii, podróżach i zaraża uśmiechem. Kocha ananasy, chodzić na bosaka i eksperymentować w kuchni. Nałogowo zaczepia ludzi na ulicy. Uwielbia pisać, popijając dobrą kawę.

 

 

 

Opowiedz w trzech zdaniach o swojej podróży. Gdzie byłaś? Jak długo ona trwała? Kiedy wróciłaś?

Pojechałam w podróż dookoła świata. Sama. Ja i mój 10 kilogramowy plecak. Głowa pełna pomysłów, pisarski zapał i zero podróżniczego doświadczenia. Rzuciłam pracę, kupiłam bilet i ruszyłam w drogę. Przez 10 krajów, przez Tajlandię, Malezję, Indonezję, Australię, Nową Zelandię, Polinezję Francuską, Chile, Peru, Kubę i Meksyk. Nie wróciłam nigdy. Zakochałam się i przeprowadziłam do Australii. Zakochałam się w świecie, w podróżowaniu, w Australii i w człowieku. I tu chyba należy przedstawić Sama :)? Poznajcie się. Dziś podróżujemy we dwoje i mieszkamy w Brisbane.

O długich podróżach marzy prawie każdy, jednak tylko niektórzy ruszają w drogę. Co sprawiło, że postanowiłaś zmienić marzenie w czyny?

Hmm… Z moją podróżą dookoła świata to było tak, że nigdy mi się nie marzyła. Uwierzysz? Pomysł pojawił się nagle i równie szybko został zrealizowany. Może mi się to przyśniło, może szukałam dziury w całym i chciałam wyrwać się z rutyny, sama nie wiem. Trafiłam w internecie na informacje o biletach dookoła świata i pomyślałam sobie, że to coś wprost idealnego dla takiego podróżniczego żółtodzioba jak ja. Bo tak to chyba jest, że dobre pomysły to te, które się doprowadzi do skutku. Ta podróż to był najlepszy pomysł w moim życiu i decyzja, którą podjęłabym po raz drugi, trzeci i dziesiąty.

Glass House Mountains 4

Jak wyglądały przygotowaniach do podróży? Czy to był trudny proces?

Bardzo prosty i bardzo szybki. Realizacja, od pomysłu do wyjazdu, zajęła mi jakieś 10 miesięcy. Najtrudniej było się zdecydować, gdzie chcę jechać, bo kupując bilet dookoła świata musisz takie rzeczy wiedzieć wcześniej. A decyzja o kierunkach pociąga za sobą decyzje o szczepieniach, które też trzeba było zrobić z wyprzedzeniem. Potem pakowanie, żeby było lekko i praktycznie. Szukanie ubezpieczenia, oszczędzanie, trochę pracy nad kondycją no i pożegnania. A do tego wszystkie odrobina stresu, bo szczerze mówiąc to bałam się, jak cholera :)

A co z pieniędzmi? Spadek po cioci z Ameryki, bogaci rodzice, wygrana w loterii, czy może coś bardziej prozaicznego?

Nuda. Zaciśnięcie pasa, nie picie piwa, brak nowych sukienek i regularne, nieznośne tuczenie świnki skarbonki. A potem tłuczenie. Po prostu oszczędzałam, wyprzedałam to, co nie było mi potrzebne, sprzedałam pralkę i samochód, i wyliczyłam że powinno starczyć. Jakoś się udało.

Wiele osób rezygnuje z marzenia o podróżach z obawy o swoje losy zawodowe i przyszłość (bo przecież nikt nie będzie chciał zatrudnić kogoś z roczną dziurą w CV no i trzeba płacić składki na ZUS, żeby zapewnić sobie emeryturę). Jak rozwiązałaś ten dylemat?

Na szczęście go nie miałam. Od zawsze pracowałam w mediach, od projektu do projektu. Ta półroczna wyprawa miała być tylko krótką przerwą. Wiedziałam, że będę miała do czego wracać, i że jeśli nawet nie dokładnie do miejsca, gdzie byłam przed wyjazdem, to znajdę coś u konkurencji ;) Miałam spore doświadczenie, a do tego byłam przekonana że to doświadczenie z podróży wpłynie tylko pozytywnie na moją kreatywność, a tej trzeba mieć duże pokłady pracują w telewizji. To o co się bałam, to była nie praca. Najbardziej się bałam o to, czy mój siostrzeniec i siostrzenica będą mnie pamiętać, i czy nie stanę się dla nich obcą ciocią. Od kilku lat mieszkam w Australii i to jest właśnie ta rzecz, której wciąż, bezustannie, dniami i nocami, boję się najbardziej – czy nie stanę się obca dla moich bliskich…

Czy podróż zmieniła Cię w jakiś sposób? Jeśli tak, to w jaki sposób?

Zmieniła wszystko. Od miejsca zamieszkania, po największe pasje. To dzięki tej podróży odkryłam, co chcę w życiu robić. To dzięki niej zaczęłam robić to, co chcę. Piszę i podróżuję, a jeszcze 3 lata temu byłam w zupełnie innym punkcie mojej zawodowej kariery. To dowód na to, że czasem warto zejść z głównej ścieżki, którą dumnie kroczymy, aby znaleźć ten najpiękniejszą, wąską i krętą, gdzie można spacerować na luzie, z uśmiechem i radością życia. Ta podróż nauczyła mnie samodzielności, asertywności i wiary w siebie. Nauczyła mnie, że to ja sama jestem dla siebie wybornym towarzystwem, ale nauczyła mnie też, jak ważni są ludzie. Bo to była podróż do ludzi, miejsca były na drugim miejscu.

Julia i Sam na kursie gotowania

Co jest najtrudniejsze w życiu po podróży?

To, że człowiek zaczyna sobie marzyć, jakby to było być wiecznym wagabundą. Snuje plany, zaznacza nowe miejsca na mapie i podróżowanie zaczyna traktować, jako „lek na całe zło”. Trudno jest po podróży wrócić do życia w jednym miejscu, to nic nadzwyczajnego, ale wierzę że wszystko można pogodzić, we wszystkim znaleźć złoty środek, że wcale nie trzeba wpaść w rutynę. Podróżować beztrosko jest fajnie, ale fajnie jest też mieć swoje miejsce na ziemi, miejsce gdzie można przywozić pamiątki z tych wszystkich podróży i obwieszać ściany zdjęciami.

Jedna rada dla osoby, która chciałaby, ale boi się.

Przynajmniej spróbuj. Zawsze możesz zawrócić, ale może nie zawsze będziesz mógł wyruszyć…

Co dalej? Będziesz jeszcze podróżować?

Cały czas. Podróżuję cały czas. Może nie przez kilka miesięcy, ale przynajmniej przez kilka dni w miesiącu. Są to mniejsze i większe wypady po Australii i okolicach. Z Samem, albo sama :) Mamy też kilka podróżniczych planów na przyszłość, a właściwie to kilkanaście i ciągle pojawiają się nowe. To, co zrobimy kiedyś na pewno to przynajmniej roczna przejażdżka po Australii kamperem, z gromadką dzieci.

W którym mieście w Australii zamieszkać?
Chcesz podróżować, ale nie masz kasy, czasu, energii...

16 komentarzy

  1. Bardzo pozytywna osóbka :-) I motywujący wywiad. A w ogóle Twój blog i blog Julii to moje ulubione australijskie blogi :p

    Post a Reply
  2. Julia jest najlepszym przykładem, że jak się chce to można osiągnąć wszystko o czym się marzy! Realizacja marzeń zależy od nas sam. Uwielbiam jej bloga i radość jaką przekazuje w swoich wpisach :)

    Post a Reply
    • Dla chcącego nic trudnego :) A od Julii rzeczywiście bije radość i optymizm :)

      Post a Reply
  3. Swietnie sie czyta pozytywnych ludzi!

    Post a Reply
  4. Właśnie za 9 dni wyruszam w podróż swojego życia.Zaczęłam 7 lat temu i nie mogę przestać :) W Briss czeka na mnie kochana osoba, a także wiele osób, które znam osobiście, jaki i takie ,które znam tylko poprzez fb. Należy do nich również Julia. Do zobaczenia w Brisbane.

    Post a Reply
    • Powodzenia i szczęśliwej podrozy!

      Post a Reply
  5. Od dawna śledzę bloga Julii i uwielbiam jej styl pisania. Moja podróż dookoła świata jeszcze przede mną, a życzyłabym sobie przynajmniej tak szczęśliwego jej zakończenia, jak u Julki :) Nie ukrywam, że zarówno ona, jak i Ty jesteście moimi ogromnymi inspiracjami!

    Post a Reply
  6. Mi się marzy taka podróż. I muszę przyznać Julii, że robi dobry PR, bo to z jej bloga dowiedziałam się o takich biletach. Chciałabym kiedyś spróbować. A wszystkie odczucia, które Julia opisuje już znam na własnej skórze – wyjeżdżałam na półroczną podróż do Brazylii, również tylko ja plus 10 kilo.

    Post a Reply
  7. Zgodzę się, że ciężko wrócić do normalnego życia. Ciągnie człowieka na szlak, oj ciągnie. I czasami nachodzą mnie takie myśli, żeby odkleić się od rzeczywistości.

    Post a Reply
    • Zrób to:)Pierwszy raz czytam,że człowiek z Trójmiasta . który jest w

      W-we luibi po prostu , po mojemu się szwędać:)
      Ania jestem.

      Nałogowo czytam blogi na ten temat, czytam…i…:)

      Post a Reply

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.