Chcesz podróżować, ale nie masz kasy, czasu, energii…

 

„Chcę podróżować, ale mnie nie stać. Chcę podróżować, ale nie mam kiedy. Chcę podróżować, ale zbyt jestem zmęczony pracą”.

Typowe narzekania, typowe problemy. Bo przecież każdy głupi wie, że podróże są drogie, i że muszą być długie i bardzo intensywne, żeby coś znaczyły. Trzeba pojechać na inny kontynent, albo przynajmniej kilka granic od domu. I koniecznie na co najmniej kilka tygodni. Bo jak będzie bliżej i krócej, to co to będzie za podróż?

Bullshit!

Nie trzeba lecieć na Islandię czy inną Indonezję, żeby odbyć podróż. Nie trzeba wyjeżdżać na miesiąc,  żeby odbyć podróż. Nie trzeba latać z wywieszonym językiem od atrakcji do atrakcji, żeby odbyć podróż. Podróżowanie wcale nie musi polegać na przemieszczeniu się setki czy tysiące kilometrów od domu. Podróż można odbyć tu i teraz, bez większych pieniędzy, w krótkim czasie, na luzie. Alastaira Humphreysa, który w 2012 roku został przez National Geographic wybrany na Podróżnika Roku, wymyślił nawet określenie na tego typu podróżowanie (i napisał o nim bestsellerową książkę) – to microadventures, czyli mini-przygody. Koncepcja jest stara jak świat, ale dziś trochę zapomniana. W czasach, gdy na to, jak jesteśmy przez innych postrzegani składa się głównie to, co można o nas wyczytać i zobaczyć na naszym fejsbukowym profilu, bardziej cool jest pojechać na Seszele niż na Kujawy. Bo to lepiej brzmi, zdjęcia fajniej się prezentują, znajomi bardziej zazdroszczą.

Rzecz w tym, że wyjazd na Seszele wcale nie musi być bardziej wartościowy niż ten na Kujawy. Bo tak naprawdę kierunek jest sprawą drugorzędną. Tym, co w podróżowaniu jest najważniejsze jest ciekawość świata, a ta wcale nie wzrasta wprost proporcjonalnie do przemierzonej odległości. Przecież często jest tak, że im dalej i bardziej egzotycznie, tym bardziej jesteśmy skłonni spędzić większość czasu z okiem przy wizjerze aparatu fotograficznego, zapominając, że wokół jest coś więcej niż tylko ładne obrazki. A piękno świata to nie wyłącznie zabytki i atrakcje, ale przede wszystkim łatwo umykające drobiazgi – kolor trawy, śpiew ptaków, zapach powietrza.

Zorganizuj microadventure!

Rowerem przez las

Nie narzekaj więc, że nie masz kasy, czasu, albo siły na podróżowanie. Bo jeśli rzeczywiście chcesz podróżować, to te problemy nie powinny cię powstrzymać. Po prostu zorganizuj swoją własną microadventure, gdzieś w najbliższej okolicy. Tylko błagam nie mów, że w twojej okolicy nic nie ma! Wszędzie jest coś ciekawego do zobaczenia, trzeba tylko poszukać. Możesz też po prostu wziąć mapę okolicy, zamknąć oczy i wybrać coś na chybił trafił. W najgorszym wypadku skończy się tak, że uznasz, iż microadventure w tym miejscu była niewypałem. To chyba i tak lepsze niż spędzenie kolejnego dnia przed telewizorem albo w centrum handlowym?

No ale jaką niby microadventure masz sobie zorganizować w tym twoim nudnym mieście, pytasz? Kilka pomysłów na szybko:

  • rozbij namiot we własnym ogrodzie i spędź w nim noc (jeśli masz dzieciaki to sukces pomysłu jest gwarantowany!)
  • pojedź na ryby nad najbliższą rzekę/jezioro/staw
  • wsiądź w pociąg z rowerem, wysiądź kilka stacji dalej i wróć do domu pedałując
  • pojedź wieczorem kawałek za miasto pogapić się na gwiazdy
  • zwiedź swoje własne miasto tak jakbyś był turystą
  • wejdź na najwyższe wzniesienie w okolicy i zobacz ją z góry
  • odwiedź muzeum, w którym nigdy nie byłeś
  • pojedź na całodniową wycieczkę rowerową

Jak masz trochę więcej czasu – dwa, trzy dni – to możliwości robi się jeszcze więcej. Możesz pojechać na weekend do najbliższego parku narodowego/krajobrazowego. Albo spędzić kilka dni w swoim mieście wojewódzkim i zwiedzić je jak turysta. Jeśli mieszkasz niedaleko góry możesz pójść na kilkudniową wędrówkę z plecakiem. Możliwości jest masa.

Popatrz na świat oczami dziecka

Nie ma znaczenia czy mieszkasz w Polsce, Irlandii, albo Niemczech, czy twoje miasto jest tak ekscytujące i pełne atrakcji jak Amsterdam, czy może tak na pierwszy rzut oka nijakie jak Sosnowiec. Każde miejsce ma potencjał, trzeba tylko umieć go dostrzec. Przyjrzyj się małym dzieciom – one we wszystkim widzą przygodę, wszystkiego chcą dotknąć, spróbować, sprawdzić. Każde nowe doświadczenie fascynuje je i daje im masę radości. Spróbuj popatrzeć na swoje najbliższe otoczenie właśnie tak jak dzieci – bez oceniania, bez uprzedzeń, z otwartym umysłem.

 

Mój ostatni rok to właśnie głównie microadventures. Na dłuższe i dalsze podróże musimy poczekać jeszcze kilka miesięcy (Azja w lutym 2016!), więc w międzyczasie odkrywamy okolicę – jeździmy na wycieczki rowerowe, zwiedzamy nieznane nam dotąd dzielnice miasta, w niektóre weekendy uciekamy kawałek za miasto. I to jest świetne. To, że jest z nami 14-miesięczna Olivia tylko ułatwia sprawę, bo dla niej każde wyjście z domu, choćby tylko do pobliskiego parku, to przygoda. A nam udziela się jej entuzjazm.

 

Zdjęcie pochodzi z kolekcji Flickr Creative Commons – Azlan DuPree

 

Jakiś czas po... - wywiad z Julią z WhereIsJuli.com
Ile kosztuje życie w Sydney, edycja 2015

23 komentarze

  1. Oczywiście masz rację. Musze jednak zwrócić uwagę, że często to sami podróżnicy nakręcają takie napięcie i naciski na dalekie i egzotyczne podróże. Dla przykładu – kiedyś w trasie spotkaliśmy całkiem sympatycznych ludzi, okazało sie że też podróżują. Podczas rozmowy zapytali nas gdzie byliśmy poza kontynentem europejskim. Wymieniliśmy trzy państwa i usłyszeliśmy: „O.. to nie jesteśmy tacy najgorsi”.

    Post a Reply
    • Masz rację, że tak jest. Ludzie podświadomie uwielbiają być „lepsi” niż inni i nie omieszkają o tym mówić (choćby między wierszami) jak tylko mają okazję

      Post a Reply
  2. Nie miałam pojęcia, że microadventures to microadventures. Ale i tak praktykuję je od dawna.

    Nasza ulubiona, to pojechać nad Dunajec – pomiędzy Wyczyszczką a Tropiem pływa stary, malutki prom, którym można przewieźć auto na drugą stronę rzeki. Czysta egzotyka.

    Post a Reply
    • Super są te mini-przygody. Czasem kilka godzin poza domem starczy, by oderwać się od rzeczywistości

      Post a Reply
  3. najważniejsze to nie siedzieć na tyłku;-) jakiś czas temu powiedziałam – ech po wyjeździe do Portugalii, to już nie będę mieć kasy żeby gdzieś latem jechać…pojadę tylko w Tatry…LOL „tylko” – w Tatrach lepiej niż na Azorach ;-)

    Post a Reply
  4. No i ja właśnie jestem takim dzieckiem. Wszystkim się staram cieszyć, a namiot w ogrodzie uwielbiam! A Wy moglibyście się na swoje microadventure wybrać troszkę dalej na północ. Możecie rozbić namiot u nas ;)

    Post a Reply
    • Poluję na jakieś pomocyjne loty do Brisbane. jak w końcu trafię to dam znać :)

      Post a Reply
  5. Mam wrażenie, że część osób, które narzeka, że nie podróżuje, nie ma czasu, pieniędzy itd tak na prawdę wcale nie ma na to ochoty. W Polsce wspaniały wyjazd za niewielkie pieniądze można sobie zorganizować na weekend przejeżdżając do 100 km, jest tyle ciekawych miejsc. Nie wspominając o mieszkańcach terenów przygranicznych, którzy mogą wyskoczyć do sąsiadów.

    Post a Reply
    • Maz rację, że ludzi niby mówią, że chcą podróżować, a tak na serio wcale nie mają ochoty, ale myślę, że może tak być , bo wydaje im się, że podróż musi być taka jak napisałam – droga, daleka, intensywna.

      Post a Reply
  6. Pierwszy wpis od bardzo dawna który mnie na prawdę zainspirował. Zapisałam już w swoim zeszycie frazę: mini-przygody i już mam pełno pomysłów jak to rozwinąć i nawet nabrałam ochoty aby opisać na blogu dobę na mazurach, którą spędziłam. Mega!!!!

    Post a Reply
    • Ciesze się z tej inspiracji :) Powodzenia w organizacji mini-przygód! :)

      Post a Reply
  7. Nie ukrywam, że niekiedy takie podejście mnie irytuje, bo przecież tak jak piszesz … nie trzeba od razu lecieć nie wiadomo gdzie np. na drugi koniec świata. Myślę, że jest to po prostu kwestia indywidualna i podejścia do tematu. Ten co naprawdę chciałbym podróżować, gdzieś wyjechać to tak zrobi i wcale nie musi przebyć 1000 km, aby udać się w podróż.

    Post a Reply
  8. Witam!
    I wlasnie po tym poznaje sie kogos kto kocha podroze ,jest podroznikiem z prawdziwego zdarzenia.Zgadzam sie absolutnie z tym ze kazde wyjscie z domu cieszy i moze byc przezyciem niewazne czy leci sie setki km czy tez jedzie rowerem do parku i podglada ptaki.Jezeli sie ma takie podejscie do tematu to wraca sie z kazdej wycieczki zadowolony i chetny na nastepna. Czesto z synem rozkladamy mape miasta i wybieramy sie na piesza wycieczke po odleglych dzielnicach i odkrywamy urokliwe miejsca ktore sa tak blisko .Idealnie jest kiedy sie ma do tego towarzysza ktory podziela entuzjazm widzi to wszystko co Ty i inspiruje do nastepnego wypadu.
    Zycze Wam wspanialych wrazen i tych z odleglych miejsc i tych z nastepnej dzielnicy , a my bedziemy wchodzic na Wasz blog i z zaciekawieniem czytac Waszej relacji jak bylo tym razem.
    Pozdrawiam serdecznie

    Post a Reply
    • Dziękuje i Wam tez życzę udanych mini-przygód :)

      Post a Reply
  9. Ostatnio dużo się pisze na blogach o lokalnym podróżowaniu – i dobrze! Nie trzeba jechać daleko, żeby się dobrze bawić. Udanych mikroprzygód! :)

    Post a Reply
    • Chyba w końcu do ludzi dociera, że nawet blisko może być fajnie

      Post a Reply
  10. Dokładnie tak to wygląda! Najczęstrze wymówki: brak czasu lub brak środków. Jedno i drugie oznaczaja po prostu „nie chcę”. Napisałam cały rozdział książki na ten temat.

    Post a Reply
  11. Jest to standardowe tłumaczenie przed sobą braku zmian ;) Analogicznie ze zmianą pracy, zmianą nawyków – zawsze znajduje się najtrudniejszą możliwość i przedstawia jako standard ;)

    I jak ze wszystkim – trzeba się przełamać, chociaż mało komu to się finalnie udaje.

    Zresztą, Polska jest piękna, a tanimi liniami można tanio dostać się niemal wszędzie – i znalezienie taniego sposobu na podróż to też może być przygoda sama w sobie :)

    Post a Reply
  12. Okazji do małych podróży jest masa i jeśli ktoś nie chce wyjść ze swojej strefy komfortu, to znajdzie wymówkę na każdą propozycję choćby sama pchała się w ręce.
    Moją micro podróżą na ten weekend będzie wypad do Nowego Targu, Oświęcimia i może do Bukowiny na termu :)

    Post a Reply
  13. Popłakałam się ze wzruszenia :) Naprawdę! Sama uwielbiam spędzać wakacje w Polsce, chociaż bez problemów byłoby mnie stać na zagraniczne wyjazdy. Nie oszukujmy się, ale Polska taka najtańsza nie jest, szczególnie jak się chce mieszkać w okolicy Zakopanego, gdzie czasami mam wrażenie, za przejście chodnikiem pobierają opłaty ;) Ale kocham to. Kocham wsiąść w samochód i w parę godzin być na miejscu, z taką ilością bagażu jak mi się żywnie podoba, bez samolotu (nie, nie boję się, ale kurna nie lubię), no i…z kotem. Znajomi, jak to znajomi, myślą, że akurat jadę w nudziarskie Sudety, oblegane Tatry albo nie daj Boże senne Bieszczady, bo akurat oszczędzam na coś ważnego jak mieszkanie lub samochód :P Halo, Świecie! Nie oszczędzam, nie boję się, mam czas, mam energię – chcę łazić po polskich górach i to jest moja wielka przygoda życia. Nawet jak szczyt nie przekracza 1000 m n.p.m i pada 2 tygodnie. Dzięki Ci za ten artykuł! Zrozumiałam, że dorastałam na mini-przygodach i nie wyrosnę z nich jeszcze długo (chociaż nie upieram się wcale ;)). Pozdrowienia!

    Post a Reply

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.