Ludzie, ubierzcie się! W końcu mamy zimę!

 

Gdyby miasta nosiły ubrania, Sydney miałoby na sobie krótkie spodenki i t-shirt, albo zwiewną sukienkę i sandały. I to przez cały rok. Melbourne włożyłoby kilka warstw, rękawiczki, szalik i czapkę. Bo mieszkańcy Melbourne rozsądnie podchodzą do klimatu i zmian pogodowych. Sydnejczycy za to żyją w kompletnym zakłamaniu – za nic nie chcą przyznać, że w Australii jest właśnie środek lokalnej zimy – i odmawiają noszenia właściwej na tę porę garderoby.

Rzeczy w tym, że zima w Sydney potrafi być serio zimna – temperatury spadają do jednocyfrowych, a wiatry potrafią być przeszywające. Dlaczego więc aż tyle osób ubiera się tak, jakby nadal trwało późne lato?

Wczoraj rano, czekając na zielone światło przy przejściu dla pieszych, stała obok mnie dziewczyna w spódnicy nad kolana, czółenkach, bez rajstop. Było 7 stopni. Kawałek dalej minęłam chłopaka w spodenkach, klapkach i bluzie z kapturem. W pracy koleżanka ściągnęła płaszcz, a oczom moim ukazała się jej bluzka bez rękawów, w której spędziła resztę dnia. Na przystanku autobusowym dzieciaki w drodze do szkoły, w spodenkach (całe szczęście przynajmniej bluzy miały ubrane, ale pogoda była na kurtę). Kobieta w mijanej kawiarni czekała na swoją kawę, w balerinach (oczywiście na gołych stopach), z podeszwami tak cienkimi, że z pewnością czuła przeszywające zimno bijące od chodnika.

Ta nasza sydnejska zima to nie to, co zima w Europie Centralnej, ale come on people! Rano jest mniej niż 10 stopni! Para leci wam z ust, kiedy mówicie. Czy to niewystarczający dowód na to, że czas na stopy włożyć skarpety, na nogi długie spodnie, a dekolt przykryć chustą? Czy warto tak masochistycznie marznąć? Dlaczego nie potraficie docenić komfortu i ciepła, które oferuje obuwie na grubej podeszwie, kurtka zapięta pod szyję i spodnie do kostek?

W rankingu najbardziej nieodpowiednich zimowych strojów wygrywają jednak dziewczyny imprezujące w weekend w klubach na Kings Cross czy George Street – te same krótkie sukienki co latem, te same głębokie dekolty. Płaszcz czy kurta należą do rzadkości. Efekt to gęsia skórka na odkrytych nogach i ramionach, tak intensywna, że można by jej użyć jako tarki.

Ja już kilka lat temu poszłam po rozum do głowy – co rano szyję obwijam szalem, szczelnie zapinam kurtkę, a na ręce zakładam rękawiczki. Może nie mam tyle stylu co niektórzy, ale przynajmniej jest mi ciepło.

 

Zdjęcie pochodzi z kolekcji Flickr Creative Commons – autor: meenakshi madhavan  

 

10 rzeczy, które musisz zrobić w Kioto
Jakiś czas po... - wywiad z Magdą i Tomkiem z z2strony.pl

24 komentarze

  1. Ci sami Australijczycy przyjezdzaja do Queenstown jezdzic na nartach a w ciagu dnia biegaja po miasteczku w spodenkach, tyle ze u nas kilka dni temu snieg padal! :)

    Post a Reply
  2. dokładnie, dziwiłam się lecąc kiedyś samolotem do Sydney, a współpasażerowie wysiadali w japonkach i szortach choć ja drżałam z zimna ;)

    Post a Reply
  3. W Brisbane jest ten problem, że trudno kupić ‚te’ ciepłe ubrania. Mają na stronie i w katalogach, ale mówią, ze to towar dla tych z Sydney i Melbourne ;) Mi się wydaje, że Australijczycy nie marzną, jakkolwiek by to nie zabrzmiało. Chyba są przyzwyczajeni, że taką pogodę nie trzeba ubierać się cieplej i w głowach mają wryte, że przecież w Australii to zawsze ciepło. A zimno to tylko, jak jest śnieg. Ja, przybyszka z tej jakże zimnej Polski, marznę bardziej niż oni, i myślą że upadłam na głową. Ta Australijska zima i podejście Australijczyków to bardzo ciekawe zjawiska :) Ale już mogłoby się zrobić cieplej. Grzej w tym Sydney to może za tydzień się spotkamy :)

    Post a Reply
    • Nie wierze w teorie o tym, ze nie marzną. Bo po pierwsze sporo ludzi jednak nosi sie zimowo, a po drugie ci w klapkach i bez rajstop potrafią rownocześnie mieć na sobie szalik i czapkę. Wiec zimno na pewno odczuwają.

      Post a Reply
  4. Moze oni faktycznie nie czuja zimna? Ja mieszkam w boliwijskich tropikach, ale tu, jak tylko zawieje i temperatura spadnie ponizej 20 stopni, wszyscy ubieraja kurtki, kozaki i czapki:) Ja tez:)

    Post a Reply
    • Jestem przekonana, ze zimno czuja, tylko po prostu nie chcą sie do tego przyznać :)

      Post a Reply
  5. To samo w UK! Pewnie trochę w mniejszym stopniu ale na standardzie jest zimą chodzenie z gołymi nogami (bez rajstop) i imprezowanie w letnich sukienkach bez żadnego okrycia. O co chodzi z tymi ludźmi? Czy oni naprawdę nie odczuwają zimna? Niemożliwe.

    Post a Reply
    • W Uk to juz zupełnie nie wiem o co chodzi. Przecież tam jest jeszcze zimniej!

      Post a Reply
  6. Hehe, widac, ze maja cos wspolnego z UK. Tutaj najlepiej ubrane (czytaj w ogole nie ubrane) sa dziewczeta na imprezach, tak w okolicach grudnia/stycznia…

    Post a Reply
  7. Oni chyba faktycznie bojkotują niską temperaturę i nie chcą się jej poddać :)

    Post a Reply
  8. Gorące te dziewczyny w Sydney :) Gdyby tak w Polsce było ciepło jak tam .

    Post a Reply
    • Teraz to chyba jest dużo cieplej niż w Australii :)

      Post a Reply
  9. Myślę, że wiele osób może nie odczuwać zimna mimo gęsiej skórki. Sama miewam ją często, gdy się wyletnię w zbyt chłodny dzień, ale absolutnie nie jest mi przy tym zimno :)

    Post a Reply
  10. Z nimi to chyba tak troszke jak ze zwierzetami. Te zachowania..i te ubrania.. 5 stopni z rana, a „ona” wylazi z samochodu na stacji benzynowej bosa (ale w kapocie), staje na tym oblanym roznymi paliwami betonie, tankuje, jedzie dalej.. Potem pewnie rzuci sie do lozka w ubraniu.. Przykladow podobnej masci by mnozyl na setki. Ciekawostka jest, ze tutaj w Au dzieci nigdy w zime nie sa odpowiednio ubrane, tzn.maja conajwyzej sandalki, czesto gole nogi, lekkie bluzeczki, a obok idzie „mamusia” w swoich Ugg-ach, dresach, polarze, czasem w rekawiczkach! Oczywiscie w jednej dloni kubek papierowy z flat white, a w drugiej iphone. Dziecko nie jest pilnowane. Australijski standard czy to zima czy lato! U nas ogrzewanie z AC, olejaki, elektryczne przescieradla itp.. i wszyscy ubrani zimowo bo do choroby w koncu jest zima! Pozdrawiam.

    Post a Reply
    • Masz zupelna racje. Mnie tez zawsze fascunuja mamy, ktorych dzieci siedza w wozkach z golymi stopami, podczas gdy one maja obrane kozaki…

      Post a Reply
  11. Śledzę od kilku miesięcy dwa blogi, Pani i „Polka w Szwecji”. Zawsze zaglądając tutaj jestem miło zaskoczony barwnymi postami, które są ciepłe kiedy je się czyta, Na drugim blogu czuć straszną zarozumiałość, która wręcz zniechęca czytelnika (czyli mnie) do dalszej lektury. Pozdrawiam i gratuluję, że nie odbiła Pani woda sodowa do głowy :)

    Post a Reply
  12. A chorują ? :D bo może takie zachowanie zima ich uodparnia na przeziębienia :D ? jakie ubrania powinnam zabrać do Sydney w okresie 20 września -20 października? Wtedy powinna być już u Was wiosna :D

    Post a Reply
    • Chorują, chorują.
      Koniec września, październik to fajna wiosna. Bedzie ciepło w ciagu dnia (powyżej 20 stopni). Wieczory i ranki troche chłodniejsze ale nie zimne. Starczy jakaś bluza albo bardzo cienka kurtka, a tak to krótkie rękawki, lekkie buty. Weź tez spodenki bo z pewnością trafia sie jakies cieplejsze dni.

      Post a Reply

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.