Jakiś czas po… – wywiad z Magdą i Tomkiem z z2strony.pl

 

Wywiad z serii “Jakiś czas po …”, w którym osoby z podróżniczym doświadczeniem mówią o tym jak podróże zmieniły ich życie i dlaczego warto realizować marzenia.

 

Logo_z2strony.pl„Magda i Tomek – 50% nadpobudliwego wariata, 50% cierpliwego myśliciela”. Tak zaczyna się ich opis na prowadzonym przez nich blogu z2strony.pl. Tyle, że na blogu to Magda i Tomek w czteroletniej podróży dookoła świata, a teraz ich świat to głównie Gdańsk i jego okolice.

 

 

Opowiedźcie w trzech zdaniach o swojej podróży. Gdzie byliście? Jak długo ona trwała? Kiedy wróciliście?

Uuu, to muszą być długie trzy zdania, bo i nasza podróż krótka nie była. Nasz urlop od codzienności trwał 1405 dni. Przejechaliśmy 4 kontynenty, poznaliśmy 27 państw, przepłynęliśmy jeden ocean, przemierzyliśmy 700 mil autostopem, 8 000 mil samochodem, 14 000 kilometrów autobusem, 21 163 kilometrów motorem, 8 200 mil morskich żaglówką, 5 324 kilometry rowerem. Kupiliśmy bilet w jedną stronę i polecieliśmy do USA. Tam trochę stopem, trochę zardzewiałym samochodem ze wschodu na zachód przejechaliśmy Stany Zjednoczone. W Gwatemali uczyliśmy się hiszpańskiego, w Panamie przyglądaliśmy się jak na wyspach San Blas żyje lud Kuna. Potem w Kolumbii kupiliśmy motor i przez Ekwador, Peru, Boliwię i Chile dotarliśmy aż do Patagonii. Przez następnych 8 miesięcy żeglowaliśmy jachtostopem po Pacyfiku odwiedzając Tahiti, Fidżi, Vanuatu i inne, magiczne wyspy. W Australii zatrzymaliśmy się na dłuższą chwilę, żeby zarobić kasę na kolejne przygody. Teleportowaliśmy się do Azji, gdzie postanowiliśmy spróbować swych sił na dwóch kółkach, ale tym razem bez silnika. Kupiliśmy w Tajlandii rowery i przez Kambodżę, Laos i Chiny dojechaliśmy do Hong Kongu. Stamtąd my i nasze rowery polecieliśmy do Nepalu, gdzie 3 miesiące spędziliśmy w Himalajach. Do Polski wróciliśmy w czerwcu 2014 roku.

O długich podróżach marzy prawie każdy, jednak tylko niektórzy ruszają w drogę. Co sprawiło, że postanowiliście zmienić marzenie w czyny?

Właśnie z nami było troszkę inaczej, bo my o tych długich podróżach chyba nigdy nie marzyliśmy. Ta podróż od samego początku była czynem, spontaniczną decyzją, która po kilku minutach była już planem na najbliższe lata. W jednej chwili postawiliśmy się przed decyzją: kolejne nieróżniące się od siebie dni, tygodnie, miesiące wypełnione spłacaniem kredytu, staniem w korkach, robieniem tzw. karier, czy podróż w nieznane? Wybór był prosty.

Magda_Tomek2

W Boliwii

Jak wyglądały przygotowania do podróży? Czy to był trudny proces?

Na pomysł podróży wpadliśmy w piątkowy, pochmurny poranek , to był czerwiec 2009 roku. 14 lipca 2010 siedzieliśmy już w samolocie z biletem w jedną stronę do Nowego Jorku. Wychodzi więc na to, że od podjęcia decyzji do jej zrealizowania minął rok, ale ciężko powiedzieć, że był to rok przygotowań. Pomimo tego, że podjęliśmy tę szaloną decyzję to niewiele w związku z tym robiliśmy. Zresztą w czasie tego roku zdążyliśmy się jeszcze rozstać, ja wyprowadziłam się z naszego wspólnego mieszkania. Nasz związek zawsze był burzliwy, ale to oddzielna historia.

Tak na poważnie zaczęliśmy planować w maju, bo to był ostatni dzwonek na szczepionki. W czerwcu zrobiliśmy kurs na prawo jazdy na motor, który zdaliśmy na dwa tygodnie przed wyjazdem. Samochód sprzedaliśmy na tydzień przed wyjazdem, mieszkanie wynajęliśmy na tydzień przed wyjazdem, i paszport odebrałam na tydzień przed wyjazdem. Ostatni dzień pracy był na tydzień przed wyjazdem, a garnek, który zamówiliśmy przez Internet w sklepie outdoorowym, przyszedł dwa dni po naszym wylocie.

Wiem, że wiele osób będzie miało spore problemy z uwierzeniem w to, ale biorąc pod uwagę, że wyjeżdżaliśmy w kilkuletnią podróż, to można powiedzieć, że się spakowaliśmy i ruszyliśmy. Przecież my nawet planu trasy nie znaliśmy, ba, nawet gdzie spać w Nowym Jorku nie mieliśmy. Po wylądowaniu, kolejką dojechaliśmy do centrum, namiotu nie było gdzie rozbić, a że akurat autobus stał do Bostonu i były dwa wolne miejsca, to pojechaliśmy do Bostonu!

A co z pieniędzmi? Spadek po cioci z Ameryki, bogaci rodzice, wygrana w loterii, czy może coś bardziej prozaicznego?

Tak, pieniądze są niezbędne. Z czego zatem żyliśmy w podróży? Podobnie jak większość ludzi z pracy. Przed wyjazdem spieniężyliśmy to czego dorobiliśmy się w trakcie studiów i po studiach. Pracowaliśmy już w poważnych firmach na poważnych stanowiskach. Źle nam nie było, biedy nie klepaliśmy, ale milionów na koncie nie mieliśmy. Wiedzieliśmy, że po drodze będzie trzeba przystanąć i dorobić.

W Ameryce Południowej trzy razy zatrzymaliśmy się na kilka tygodni, podczas których Tomasz – architekt i konstruktor – robił projekty zlecane z Polski z biura, w którym wcześniej pracował. A ja szukałam szczęścia w czasopismach i portalach podróżniczych wysyłając kolejne teksty. Pensja inżynierska wygrała, zarobione przeze mnie pieniądze, to najdalej zajechalibyśmy jakieś 500 km i to też chyba stopem.

A potem zdecydowaliśmy się zostać na osiem miesięcy w Australii. Dyplomy magisterskie i inżynierskie schowaliśmy głęboko w kieszeń, zakasaliśmy rękawy i poszliśmy pracować do restauracji. Ja byłam kelnerką, Tomasz barmanem. I te osiem miesięcy wystarczyło by móc jeździć rowerami po Azji nie martwiąc się o kasę na tanie hostele. Nic niezwykłego! Nie kradniemy, nie wygraliśmy w totka, nie mamy cioci milionerki, ani wujka w mafii. Pracujemy, ale zarobionych pieniędzy nie inwestujemy w kolejne meble, telewizory, lepsze samochody. Przez cztery lata każdą złotówkę wydawaliśmy na kolejne doświadczenia, przeżycia, na spełnianie mniejszych i większych marzeń.

Wiele osób rezygnuje z marzenia o podróżach z obawy o swoje losy zawodowe i przyszłość (bo przecież nikt nie będzie chciał zatrudnić kogoś z roczną dziurą w CV no i trzeba płacić składki na ZUS, żeby zapewnić sobie emeryturę). Jak rozwiązaliście ten dylemat?

O emeryturę nie martwiliśmy się zbytnio, bo przecież i tak jej raczej nie zobaczymy. Tzn. będzie taka malutka, że jej ewentualny brak niewiele zmieni. A co do dziury w CV, to odpowiedź jest prosta, pracodawcy, dla których chcielibyśmy pracować, tę dziurę docenią. Z tymi, którym to przeszkadza i tak byśmy się nie dogadali, więc po co tracić swój cenny czas. Nas nie było 4 lata, wróciliśmy do Polski rok temu, Tomasz dostał prace praktycznie następnego dnia, ja musiałam poczekać kilka miesięcy, ale też się udało. Nie demonizowałabym dziury w CV wypełnionej podróżą.

Magda i Tomek w Australii

Uluru, Australia

Czy podróż zmieniła w jakiś sposób Was i Wasze życie? Jeśli tak, to w jaki sposób?

Nie wiem, czy nas w jakiś szczególny sposób zmieniła, ale na pewno wiele nauczyła. Przede wszystkim pokory, cierpliwości, odwagi, dystansu do rzeczy mało ważnych. Podróż dała nam też większą pewność siebie. Oczywiście mamy też dużo większe pojęcie o tym co się dzieje za naszymi granicami. Poznaliśmy świat całkiem inny niż ten z wieczornych wiadomości, świat bezpieczny i pełen dobrych ludzi. Peruwiańczyk, Chińczyk, czy Birmańczyk nie są dla nas już abstrakcyjnymi twarzami bez imienia. Znamy ich, wiemy, że są podobni, mają podobne potrzeby, marzenia, radości i zmartwienia. I chyba doceniliśmy troszkę bardziej gdzie przyszło nam żyć. Prawda jest taka, że tylko mały procencik ludzi na świecie ma tak dobrze jak my w naszej Polsce, na którą tyle potrafimy narzekać.

Co jest najtrudniejsze w życiu po podróży?

Wyjechaliśmy bo nie do końca pasowało nam bycie trybikiem w tej machinie zarabiania-wydawania. Teraz jest chyba jeszcze trudniej. Zepsuliśmy się w pewien sposób i musimy sobie przedefiniować swoje plany, zwłaszcza zawodowe. Robienie karier już nas nie kręci, ale z drugiej strony kasa przydaje się w życiu, choćby na podróże. To całe pracowanie jest dla nas o tyle trudniejsze, że wiemy jak łatwo to wszystko rzucić, wiemy już jak łatwo jest obrócić się na pięcie i wyruszyć. To takie proste. Nie potrafimy już zaciskać zębów, iść na kompromisy. Albo to co robimy jest w 100% zgodne z naszą pasją, albo… odkręcamy się na pięcie. Nie ułatwia nam to życia, a już na pewno nie ułatwia to życia naszym szefom.

Jedna rada dla osoby, która chciałaby, ale boi się.

Nie myśleć i nie analizować zbyt dużo. Najtrudniejsza jest decyzja, w trakcie podróży problemy rozwiązują się same.

Co dalej? Będziecie jeszcze podróżować?

W tak długoterminowej formie raczej nie, bynajmniej nie na razie. Ale kilkutygodniowe wyjazdy w jeden zakątek świata, jak najbardziej. Teraz marzy nam się własnoręcznie przerobiony niby camper, którym moglibyśmy zjechać naszą okolicę, zaczynając pewnie od Bałkanów. Nie ukrywam, że najchętniej z gromadką dzieciaków, nad którymi teraz pracujemy :).

 

Więcej wywiadów w serii znajdziesz tutaj.

 

Ludzie, ubierzcie się! W końcu mamy zimę!
Jak się nie dać zabić, czyli cała prawda o pająkach w Australii

17 komentarzy

  1. Magdę i Tomka miałam okazję zobaczyć i posłuchać na Wachlarzu w 2014 roku. Byłam pod wrażeniem ich wyprawy, odwagi i dystansu do siebie :)

    Post a Reply
    • Ja miałam okazje poznać ich i zaprzyjaźnić sie z nimi, kiedy byli w Sydney, i powiem Ci, ze mam podobne odczucia w stosunku do nich co ty :)

      Post a Reply
  2. Świetny wywiad, z którego aż kipi pozytywną energią. Mnie akurat bardziej ciągnie w stronę Azji, ale taka wyprawa po obu Amerykach też kusi :) Bardzo podoba mi się podejście Magdy i Tomka, a słowa, że „tylko mały procencik ludzi na świecie ma tak dobrze jak my w naszej Polsce, na którą tyle potrafimy narzekać” są świętą prawdą.

    Post a Reply
    • W Azji tez byli – zjeździli jej cześć na rowerze!

      Post a Reply
  3. Wiadomo, najtrudniejszy pierwszy krok… a potem jakoś leci ;). Zazdroszczę tej przygody!

    Post a Reply
  4. Zgadzam się z komentarzem powyżej i jak najbardziej z przesłaniem płynącym z wywiadu.

    Czytając różne blogi podróżnicze tu i ówdzie oraz śledząc poczynania autorów da się zaobserwować ogólnie panującą tendencję. Napodróżować się, że hej za młodu i potem się ogarnąć. Najwięcej podróżników zapaleńców jest do 30, starsi to już wyjątki.

    Myślę, że to może stanowić zalążek ciekawej rozprawy. Co motywuje młodych i zachęca tych już bardziej ogarniętych do bardziej osiadłego trybu. Poza tym podróżnicy wykazują się pewnymi wspólnymi cechami, które prą ich do przodu.

    Post a Reply
    • To chyba jest tak, ze im bardziej jest sie ogarniętym jak to nazwałeś, tym wiecej sie ma zobowiązań – kredyt, tzw. Kariera itp, wiec trudniej to wszystko rzucić, niż jak sie ma większą swobodę.

      Post a Reply
  5. Fantastyczni ludzie, zabieram się do czytania ich bloga!

    Post a Reply
  6. Zgadzam się z każdym zdaniem Magdy i Tomka. I tym, że można, jak tylko się chce, to kwestia decyzji, i tym, że nie trzeba mieć nie wiadomo ile finansów na koncie i przede wszystkim tym jak zmienia się perspektywa po powrocie. Ja byłam w podróży tylkio rok (szacun za te 4), ale wystarczyło. Wprawdzie teraz przyszedł czas na Australię, ale do placaka pewnie też wrócę :) Pozdrawiam.

    Post a Reply
  7. Ja się ciągle zbieram aby rzucic wszystko gdzieś ruszyć.. ale ciężko ot tak, po prostu odwrócic się na pięcie i polecieć w siną dal..

    Post a Reply
  8. Kolejni pozytywnie zakręceni ludzie, którzy odważyli się spełniać swoje marzenia! Ale fajni ci Polacy, mam wrażenie, że z roku na rok rośnie liczba osób, która wyjeżdża na kilka miesięcy czy lat w świat. Oby tak dalej! Cieszę się, że mogłam dołączyć do tego grona i odwiedzić Azję – może pół roku to nie 4 lata, ale zawsze to jakiś początek. A od Magdy i Tomka na pewno wiele się można nauczyć!

    Post a Reply
  9. Niesamowici ludzie. Z miłą chęcią uzyskam więcej informacji od nich i przedstawię ich wizję podróżowania na swoich stronach.

    Post a Reply

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.