O tym jak dziecko nie zrujnowało mi życia

 

Decyzja o dziecku była jedną z najtrudniejszych w moim życiu. Odkładałam ją najdalej jak się dało. Zawsze było coś ważniejszego i bardziej ekscytującego do zrobienia. Dziecko kojarzyło mi się przede wszystkim z ograniczeniem mojej wolności, rezygnacją z osobistych ambicji i uwiązaniem na lata. Było tym, co miało zrujnować mi życie, zatrzymać mój pęd do samodoskonalenia, do rozwijania moich pasji, do szczęścia. W końcu jednak się zdecydowałam, i w samym środku australijskiej zimy przyszła na świat malutka dziewczynka, której na imię daliśmy Olivia. Wczoraj minął rok od tego dnia.

Nie będę udawać i pisać, że w tamtej chwili moje życie zamieniło się w bajkę, bo to byłoby kłamstwem. Pierwsze miesiące były intensywne, nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim mentalnie. Nie raz ścierałam z policzków łzy, nie raz miałam wszystkiego serdecznie dosyć, nie raz myślałam sobie „po co było mi to było”. Jednak z każdym kolejnym miesiącem takich momentów i myśli było coraz mniej, aż pewnego dnia zniknęły one zupełnie.

Nie będę także pisać o tym jak dziecko zmienia człowieka, jakim jest źródłem radości, jak nadaje życiu nowego wymiaru i potęguje poczucie jego sensu. Nie będę o tym pisać, bo ci, którzy dzieci mają wiedzą o co chodzi, a ci, którzy ich nie mają i tak tego nie zrozumieją. Sama sceptycznie podchodziłam to wszelkich tekstów o tym, jakim wspaniałym i spełniającym doświadczeniem jest bycie rodzicem. Lubiłam swoje życie, skupione wokół zaspokajania moich potrzeb i zachcianek, i nie miałam poczucia, że czegoś mi brakuje do pełni szczęścia. Teraz wiem, że się myliłam, choć droga do zrozumienia tego była długa. Jeszcze jakieś pół roku temu myślałam, że moje życie po pojawieniu się Olivii będzie pełne żalu do samej siebie, za to, że zrobiłam coś do czego nie byłam do końca przekonana. Dziś śmieję się z tamtych myśli. Bo mimo, iż nigdy nie byłam tak zagoniona i do tyłu ze wszystkimi swoimi planami i zadaniami do wykonania, nigdy nie byłam też tak podekscytowana przyszłością. Okazuje się bowiem, że ta mała osóbka to ogromny motywator do działania i spełniania marzeń, że chęć pokazania jej świata od jak najlepszej strony sprawia, iż ochota do życia wzrasta o 200%.

Nie pojechaliśmy w ostatnim roku na backpacking do Azji, czy inny road trip po USA. Nie pojechaliśmy, bo nie daliśmy rady, i nie boję się przyznać, że Olivia jest tego powodem. Ale zupełnie nie martwią mnie te nieodbyte podróże, bo wiem, że zrealizujemy je za rok, dwa czy pięć. Cieszymy się tym, co udało nam się podróżniczo zrobić  – Polska, Hong Kong, kamping w Jarvis Bay, gdy Olivia miała 3.5 miesiąca, wypady do Newcastle, Blue Mountains, czy niedawny do Port Stephens.

Nie mam też żalu o to, że nie mam czasu, by szlifować hiszpański, zrobić  kurs videografii, czy trenować do mojego drugiego półmaratonu. Zmieniły mi się priorytety, choć to wcale nie oznacza, iż wszystkie mojej osobiste ambicje zniknęły. Nic z tych rzeczy. Wiem, że  to co teraz się dzieje, cały ten zamęt i brak czasu, jest przejściowy. Wiem, że z każdym miesiącem będziemy razem mogli robić coraz więcej, jeździć coraz dalej, a ja będę mieć więcej możliwości skreślania kolejnych punktów z mojej wiecznie rosnącej listy rzeczy do zrobienia. A jak czegoś skreślić się nie uda, to rozpaczać nie będę, bo Olivia wynagradza wszystko.

Dzieci rosną i uczą się z prędkością światła, a obserwowanie tego procesu potrafi być bardziej ekscytujące niż trekking w Himalajach.

IMG_3483

 

5 godzin w Makao - mini galeria z Instagramu
10 rzeczy, których nie wiedziałeś o sushi

33 komentarze

  1. Pięknie napisane :) Sama niedługo będę doświadczać uroków macierzyństwa i mam podobne podejście do podróżowania z dzieckiem. Wszelkie plany są możliwe do zrealizowania tylko trzeba wykazać trochę więcej cierpliwości. Odłożyć niektóre plany na 2,3 lata ale przenigdy z nich nie rezygnować :) Pozdrawiam!

    Post a Reply
    • Masz racje z tym, ze wszystko sie da. Pewne rzeczy trzeba czasem odłożyć na pózniej, ale co sie odwlecze to nie uciecze :)

      Post a Reply
  2. Czesc Magda,
    cholera – w glebi duszy jestesmy bardzo podobnymi do siebie bestiami!
    Roznica miedzy nami jest taka, ze Ty do pewnych spraw juz dojrzalas, a ja mam takie podejscie do zycia, jak Ty kilkanascie miesiecy temu – samodoskonalenie, korzystanie z urokow swiata, bycie ‚global citizen’ bez strachu i poniekad – odpowiedzialnosci, jaka niewatpliwie jest mlody czlowiek. ;) Zawsze cos jest dla mnie wazniejsze i na chwile obecna nawet nie dopuszczam do glowy wpadki – to by mi skomplikowalo wszystkie moje marzenia, plany, ambicje, czasami rowniez pewne wariacje.
    Nie moglbym skoczyc na weekend za granice, nie pojechalbym na 3 miesieczne wakacje „bo tak, bo moge”, nie wychodzilbym ze znajomymi na spontanie na piwo czy drinka. Tego sie boje.

    Pewnie zrozumiem Twoj post za kilka lat, jak sam sie dorobie malego szkrabka.
    Poki co – bardzo serdecznie Cie pozdrawiam!
    P.

    Post a Reply
    • Żyjemy w takim świecie, ze coraz trudniej dorosnąć do decyzji o dziecku, bo istnieje 1001 sposobów na wypełnienie sobie życia w fajny sposób, tak, ze wydaje nam sie, ze nie ma w nim miejsca na dziecko. Mnie dorośniecie do decyzji zajęło bardzo długo. Ciekawe jak będzie u Ciebie :)

      Post a Reply
  3. Witamy wśród Wiedzących.
    Los obdarował mnie córką kiedy miałem 43 lata. Całkiem niedawno rozmyslałem o tym przesłaniu sączacym się ze współczesnych, „nowoczesnych” mediow – dziecko jest balastem, kariera i wolność osobista jest ważniejsza itd. Zastanawiałem się, wiedząc to co wiem teraz, jaki wpływ miała na mnie ta propaganda i jak inaczej moje życie mogło wyglądać, gdybym zewsząd słyszał odwrotne przesłanie. I wiesz do czego doszedłem? Że ktoś mi spieprzył 20 lat życia.

    Post a Reply
    • Ja raczej tak na to nie patrzę, choć sama w sumie późno zostałam mamą (w wieku 35 lat). Te wszystkie lata przed Olivią uważam za świetne i w żadnym wypadku nie był to czas stracony.

      Post a Reply
  4. A mnie nadal nie przekonuje…. :(

    Post a Reply
    • Nie szkodzi, nie było celem tego wpisu przekonywanie kogokolwiek do czegokolwiek :) To są decyzje, do których trzeba samemu dojść.

      Post a Reply
  5. Mogłabym napisać podobny tekst, słowo w słowo. Po wielu wahaniach mając 35 lat urodziłam córkę i teraz, kiedy jest już czterolatką, wcale nie mam poczucia, że Marianna mnie ogranicza. Wręcz przeciwnie, rozwinęłam się dzięki niej.

    Post a Reply
    • Twoj komentarz tylko umacnia mnie w przekonaniu, ze podjęłam dobrą decyzje :)

      Post a Reply
  6. Prawda….a uczucie jak taka mala istota mowi na ciebie „mamo” jest bezcenne ;-)

    Post a Reply
  7. Jak dobrze czytać takie spokojne, stonowane wpisy o macierzyństwie. Ja też mam 35 lat (no, za parę miesiecy… ;) i też wciąż martwię się na zapas, że dziecko będzie moim ograniczeniem, bo przecież tyle chcę zrobić i w tyle miejsc pojechać, a teraz nie mogę, bo mimo że żyję fajnie i ciekawie, to jestem uwiązana pracą… Z drugiej strony wpisy takie jak Twoje uświadamiają mi że dziecko może też być nauczycielem samoorganizacji, właśnie tak jak piszesz – robisz więcej dla siebie, bo jednocześnie chcesz więcej z siebie dać/przekazać dziecku. I to jest piękne! Wszystkiego dobrego i pozdr. z Turcji ;)

    Post a Reply
  8. Ja mam 29 lat, jestem po ślubie 3 lata i wszyscy coraz bardziej na nas naciskają – piszę nas, bo obydwoje nie czujemy się jeszcze gotowi na dziecko i podobnie jak Ty mamy wciąż nowe pasje i nowe podróże w planach. Jednak to co mnie boli najbardziej to to, że jednak większość presji skupia się na mnie – że zegar tyka, że to moja wina – bo ,,przecież jeśli kobieta chce mieć dziecko, a mężczyzna nie to będzie je miała”. Ta decyzja ma być po pierwsze wspólna a po drugie podjęta świadomie. Kilka razy usłyszałam, że powinnam zajść w ciążę, bo tak trzeba i taka jest moja powinność, a męża postawić po prostu przed faktem dokonanym. Jest mi strasznie przykro z tego powodu, bo ja tak nie postrzegam decyzji o macierzyństwie.

    Post a Reply
    • To rzeczywiście przykre, i nigdy nie potrafiłam pojąć dlaczego niektórzy ludzie są tak bardzo nieświadomi tego ile bólu potrafią sprawić swoimi uwagami. Wiem ze to nie łatwe, ale ignoruj ich. Albo jeszczs lepiej powiedz, ze to nie ich sprawa i zeby Wsm dali spojoj

      Post a Reply
    • hahaha uwiuelbiam to, presje rodzinki polaczki :) hahah zawsze to samo, wtracanie sie innych hahaha ;] zrob tak jak kaza, zrob sobie dzidziuszka a mezus cie zostawi za 2 lata i bedziesz samotna matko, odchowasz dzieciorka za 10 lat i bedziesz stara brzydka i sama i nikt nie bedzie cie juz chcial bo potem znalezc kogos w wieku 40-45 lat to raczej nie jest juz zdrowe kazdy po przebiegu jakims jak to mowia haha, uwielbiam mentalnosci starych i tych co tak caly czas pie o tym dziecku i czas goni tamto a siamto haha znudzeni zyciem szaraki…. pozdro z londynu

      Post a Reply
      • Boze, co za bzdury. Nie szkoda Ci czasu na takie durne komentowanie?

        Post a Reply
  9. Z dzieckiem da się wszystko. Da się robić karierę, da się podróżować, da się prowadzić dawne życie, tylko, że w trochę innym trybie. Nie wolno, tylko zapomnieć o jednym. O tym, aby wrzucić na luz i dać sobie czas. Nie z każdym małym dzieckiem, da się podróżować, bo nie wytrzymuje w foteliku dłużej niż 15 min, nie z każdym da się doskonalić, bo jest bardzo zajmujące i wieczorem trzeba kłaść się z nim spać. O tym też należy pisać. Że trafiają się trudne do okiełznania egzemplarze i wtedy zaciąga się ręczny na wszystko. Jestem mamą takiego Cudeńka i dopiero teraz kiedy Młoda ma 1,5 roku popuszczam sobie hamulec, bo widzę, że jest gotowa na podróże i na czas beze mnie. Jednak gdy czytałam o dalekich podróżach z maluchem, o realizacji ambitnych celów to dopadała mnie mega frustracja. Dlaczego moje dziecko takie nie jest? Potem wrzuciłam na luz i żyło się lżej!
    Ps. trafiłam na bloga przypadkiem, ale to był szczęśliwy traf :)

    Post a Reply
    • Doskonale Cię rozumiem. Tez początkowo irytowało mnie, że pewnych rzeczy nie da się zrobic, czy gdzies pojechać, bo Olivia długo nie znosiła samochodu itp., ale w momencie kiedy wyluzowalam i przestałam sie tym przejmować to życie stało sie łatwiejsze. Co sie odwieczne to nie uciecze!

      Post a Reply
  10. Oj dziewczyny, nie mazna bez konca odwlekac decyzji o ciazy jak chce sie kiedysc zostac mama. Jak czytam wpisy od 35-latek, ze ciagle nie czuja sie gotowe to nasowa mi sie pytanie – skad macie pewnosc czy kiedykolwiek bedziecie? Na macierzynstwo nie da przygotowac w 100%. Zawsze cos Was zaskoczy. A urodzenie pierwszego dziecka w zbyt zaawansowanym wieku to narazanie go na ryzyko wielu chorob…Ja zaszlam w ciaze w wieku 28 lat, i ciaza mnie zaskoczyla bo planowalismy z mezem ja za rok lub 2. A teraz wiem ze to najlepsze co mnie spotkalo, a takie odkladanie tylko by wszystko skomplikowalo. Przez ciaze normalnie funkcjonowalam jak kazdy (poza tym ze nie pilam alkoholu), nawet do 8 pracowalam, bo sie dobrze czulam. Na pierwsze wyjscie ze znajomymi umowilam sie juz na 6 tyg po porodzie. Wiadmo ze nie mam teraz tyle wolnego czasu co kiedys ale potrafie pogodzic maciezynstwo z praca, z zajeciami sportowymi, imprezami i podrozami. Po prostu nie jest to na takim spontanie jak kiedys I troche rzadziej. Ale ustalilismy z mezem dobry grafik i wszystko ogarniamy. Nie boimi sie takze kozystac z pomocy bliskich a mala cieszy sie ze sa kolo niej takze inne osoby a nie tylko rodzice. I w tym momencie jest bardzo otwarta i radosna 4 latka ktora nie boi sie swiata. A im dziecko starsze tym wiecej rzeczy mozna robic razem. Nie bojcie sie tego!

    Post a Reply
    • Tylko prosze nie oceniaj innych. Kazdy robi jak chce. Nic na sile.

      Post a Reply
  11. haha uwielbiam te matki polki i ich komentarze i teksty o ich bachorkach ;o i ulubioiny tekst który wszystkie matki polki uwielbiają: ci ktorzy nie maja dzieci i tak tego nie zrozumieja…. bedziesz miec swoje to zobaczysz…. jeszcze ci sie odmieni \haha 3 ulubione teksty tych matek polek :) spotyka sie to na calym swiecie, a potem te zdjecia wszedzie na fb…. codziennie inne jak sie zerzygalo, zjadlo objadlo obs.. itd i te podpisy `’ ja i moj skarb `’ a stary gdzie `/ na kanapie w tym czasie przed tv kolejnego browara saczy bo z żoną to już dawno go nic nie łączy bo przeciez dumna matka samica ma juz swoje potomstwqo swojego kochanego skarba – moj najukochanszy mezczyzna – jka to powiadaja niektore :)
    a potem co ? rozwody problemy, samica nic nie widzi poza swoim skarbem `:o a najlepsze sa te matki polki ktore rodza… bo nie chca isc do roboty, urodzi odchowa 5 lat i co ? trza isc do pracy a tu co? nagle 2 bachorek sie pojawia i juz nastepne 5 lat z glowy :) stary ciagnie na 2 zmiany a matrona w dmu albo parku na spacerku i tyjemy tyjemy :) moglbym tak pisac i pisac ale robie to tylko dla rozrywki bo wiem ze matkom polkom w szczegolnosci nie da sie nic tlumaczyc ani miec innego zdania niz mamusia :)
    POZDRAWIAM te mamusie ktore udaja przy innych i wszedzie jakie to ich zycie jest pieknie i cudowne z bachorkiem a potem szlochaja pol nocy bo sa brzydkie grube i bez kasy, potem tlumacza sobie ze moja wycieczka sie odbedzie przeciez za rok ..dwa 10… nigdy
    sorry ale do konca juz bedziecie siedziec w bagnie i co zobaczycie to wies obok waszej ;p przy okazji spacerku z ukochanym skarbem :)

    Post a Reply
    • Sorry, ale jaki ten belkot ma zwiazek z tym wpisem na blogu?

      Post a Reply
  12. My wyjechaliśmy z maluchem jak miał 2.5 miesiąca. Backpackersko po azji tj. Sri Lanka, Indie, Tajlandia, Sumatra, Malezja. 7 miesięcy i choć było inaczej niż podróże bez dziecka nie możemy powiedzieć, że gorzej. Wręcz przeciwnie dowiedzieliśmy jak w innych miejscach ludzie radzą sobie z wychowywaniem dzieci i jakie maja metody na rozne dzieciowe problemy.
    Największym wyzwaniem było przełamać własny strach i lęki. Na początku więcej my się stresowaliśmy niż maluch.
    Polecamy!

    Post a Reply
    • Masz rację, że bardzo często największym problemem w przypadku podróży z dziećmi są własne obawy i strach. Jednak czasem bardzo się chce i wcale nie ma strachu, a jednak nie można. Nie każde dziecko, że tak brzydko powiem nadaje się do podróżowania mając kilka miesięcy. Można bardzo chcieć podróżować z niemowlakiem, ale niektóre z nich nie chcą w tej kwestii wspołpracować

      Post a Reply
      • Bardzo madry tekst. Mam nadzieje ze kiedys i we mnje wreszcie odezwie sie instynkt macierzynski i na wlasnej skorze bede mogla sie przekonac ze dzieciak to dar a nje kara od losu ;-) no ale na razie ciagle czekam bo:’ nic na sile’. Na razie rowno za tydzien wyruszamy z mezem na roczna podroz ‚dookola’. Po powrocie bede juz miec juz prawie 33 lata… mam nadzieje ze jak juz spelnie moje dotychczasowe najwieksze marzenie czyli odbedziemy ta podroz wlasnie to cos nam sie tam poprzestawia w glowach i zapragniemy wreszcie zostac rodzicami. Albo przynajmniej przestaniemy sie tego panicznie bac… dzieki za ten tekst Magda. Podtrzymuje osoby takie jak mnie na duchu :-)

        Post a Reply
  13. Pewnie się nie orientujesz:D ale może jednak:D ciekawi mnie jak wygląda sprawa gdy ktoś z malutkim dzieckiem chce się przeprowadzić na kilka lat do AU bo np. może mógłby popracować trochę w ramach stażu na jakiejś uczelni:D Na razie dzieci nie mamy :D Póki co lecę tylko na miesiąc do Sydney w ramach współpracy z jednym profesorem ale powoli mój doktorat w Pl kończy się i zastanawiam się czy gdyby były realne szanse na przeniesienie się do AU to czy jest to możliwe mając małe dziecko?…czy da się np. umieścić dziecko w jakimś żłobku żeby moc pracować na uniwersytecie? Słyszałam ze jest słabo w AU pod tym względem ;/ Zastanawiam się jak to wygląda tez od strony wizy…i co z moim mężem, czy gdy ja dostałabym wizę z pozwoleniem na prace na uniwersytecie(nie wiem jaka to wiza miałaby być ewentualnie) to czy on tez będzie mógł polecieć ze mną i z ewentualnym dzieckiem i sam podjąć tez prace w AU?….no nic to takie luźne rozważania :D

    Post a Reply
  14. Magda,
    Pieknie piszesz. Lubie Cie za szczerosc jaka emanuje z Twoich tekstow. A teraz sciskam Cie na odleglosc.
    Monika ze Szczecina, 62

    Post a Reply
  15. Witaj, powiem szczerze, ze wybierałam się do Australii z 2 dzieci: 12 latkiem i 2 latka. jednak teraz po opisaniu kosztów opieki do 6 roku życia zastanawiam sie co zrobic, bo wynika z tego , ze do ukonczenia przez młodsze dziecko 6 lat nie bylabym w stanie podjac zadnej pracy tylko pracowac musialby maz.Czy ja z wyksztalceniem pedagogicznym nie moge sama otworzyc tego Family Day Care Center? Czy od 6 klasy zaczyna sie szkoła i czy sie za nia placi? Czy sysytem szkoly jest podzielony jak u nas- podstawowka, gimnazjum, liceum? Myslalam ze corka bedzie w przedszkolu tez szlifowac angielski ;/ Z góry dziekuje za komentarz. Super blog ;)

    Post a Reply
    • Tu znajdziesz informacje o tym, co trzeba zrobic, zeby moc otworzyc DayCare https://www.education.gov.au/information-becoming-approved-child-care-service

      Co do szkoly to koszty zaleza od rodzaju szkoly. Publiczne sa zasadniczo bezplatne, ale trzeba placic np. za mundurki szkolne, wycieczki czy dodatkowe zajecia. Szkoly katolickie i prywatne sa platne.

      Nie wiem na jakiej wizie tu bedziecie, ale jak na rezydenckiej, to bedzie ci sie nalezec doplata $7500 do kosztow daycare

      Post a Reply

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.