„Kołem się toczy” – recenzja oraz konkurs!

11153391_1097210756971347_1056646026_o

Dawno, dawno temu, w poprzednim millenium, kiedy jeszcze myślałam, że podróżowanie jest tylko dla bogaczy i hipisów, marzyłam o tym, żeby rowerem objechać Islandię. Nie pamiętam skąd wzięło się to marzenie. Pamiętam jednak, że nic z nim nie zrobiłam, bo byłam przekonana, zże jest ono kompletnie poza moim zasięgiem. Nie tylko z powodów finansowych (które wtedy były największą przeszkodą), ale głównie dlatego, że wyjazd rowerem gdzieś dalej niż po okolicach domu, wydawał mi się czymś karkołomnym, zwariowanym i niebezpiecznym.

Karol Werner, autor bloga Kołem Się Toczy, miał więcej jaj niż ja, i postanowił swoje rowerowo-podróżnicze marzenia spełnić. Na rowerze przejechał po świecie kilkadziesiąt tysięcy kilometrów, a efektem jednego z wyjazdów na dwóch kółkach jest książka – Kołem Się Toczy, Przez Kaukaz i Bliski Wschód – którą dostałam od niego do przeczytania i zrecenzowania. Przeczytanie już zaliczone, teraz czas na recenzję.

Książka jest relacją z trwającej kilka tygodni podróży po Gruzji, Armenii, Iranie, Iraku i Turcji, w którą Karol wybrał się z kumplem. Co mi się w niej podobało? Przede wszystkim szczerość Karola. Nie ma udawania, że każdy dzień w podróży to raj. Karol otwarcie pisze, że często ma dosyć, że pewne rzeczy i pewni ludzie działają mu na nerwy, że są chwile, gdy najchętniej rzuciłby rower do rowu i nigdy więcej na niego nie wsiadał. Nie ukrywa, że podróżowanie rowerem, w dodatku, gdy ma się do dyspozycji niewielki budżet, to ogromny wysiłek, do którego dochodzi byle jaka dieta i spanie gdzie się da. Doceniam tę szczerość, bo czytając wiele książek podróżniczych można odnieść wrażenie, że jeżdżenie po świecie nie wiąże się z żadnego rodzaju niewygodami i problemami, a jest tylko ciągiem wspaniałych przygód.

Co podobało mi się mniej? Styl, który sprawiał, że czytając książkę miałam wrażenie jakbym czytała blog. Od książki oczekiwałabym czegoś więcej. Za dużo jak dla mnie jest opisów codziennych wydarzeń typu szukanie noclegu czy łapanie podwózki, a za mało informacji o kulturze czy historii odwiedzanych miejsc. Wiem, że książka nie jest o tym jak zorganizować podróż rowerową, ale fajnie by było gdyby trochę informacji w tej tematyce było wplecionych w książkę.

Werdykt? Jeśli marzysz o podróży na rowerze to Kołem się Toczy pokaże Ci realia takiego przedsięwzięcia i na pewno jest w tym wypadku lekturą obowiązkową. Jeśli szukasz wyszukanej prozy i chcesz dowiedzieć się jak najwięcej o Kaukazie i Bliskim Wschodzie, myślę, że musisz poszukać gdzie indziej.

Jest szansa, żeby osobiście sprawdzić, jaka jest książka Karola. Wystarczy w komentarzu napisać gdzie pojechałbyś w swoją rowerową podróż i dlaczego właśnie tam. Do jednego z komentujących trafi egzemplarz Kołem Się Toczy ufundowany przez wydawnictwo Buk Rower.

 

O tym dlaczego nie wjedziesz do Australii z kabanosem i jabłkiem
4 powody, żeby odwiedzić Góry Błękitne

15 komentarzy

  1. Szwajcaria. Uważam, że najlepszym sposobem na poznanie piękna Szwajcarii jest wyprawa rowerowa.

    Post a Reply
  2. Winnice, wzgórza i niewielkie miasteczka, czyli podroż rowerowa dokoła Balatonu… to idealna trasa dla takiego amatora jak ja. Niezbyt wyczerpująca, w większości po płaskim terenie. Jednocześnie dająca możliwość nabrania rowerowego doświadczenia i w przyszłości pokonania nieco trudniejszych rowerowych tras. Kilka dni jazdy najlepszą na Węgrzech ścieżką rowerową, z roztaczającym się jasnozielonym, błękitnym widokiem (chodzi oczywiście o największe jezioro w Europie), to mogłaby być ciekawa, realna ( może wkrótce) podróż na moim jednośladzie.

    Post a Reply
  3. W podróż najchętniej pojechał bym do Włoch, ponieważ tak długo przygotowywalem się mentalnie do tej wyprawy, że myślę iż jest to najwyższy czas na zamianę codziennych przygotowań w rzeczywisty rowerowy wypad.

    Jednak na razie nadal obawiam się niebezpieczeństw związanych z tego typu przygodą. Ciągłe pytania: „co jeśli…? „, z dnia na dzień odwlekają mój termin wyjazdu, sprawiając coraz to większe znaki zapytania, dlatego dużo czytam i mam nadzieję, że książka pt. „Kołem się toczy” wyciągnie mnie na dobre z tego zawiłego labiryntu, przedstawiając mi prawdziwe realia takiego wyjazdu, na które powinienem być przygotowany, bez zbędnego owijania w bawełnę.

    Moim celem jest znalezienie ‚przewodnika’, który utrze we mnie pierwsze szlaki w kierunku podróżniczych przygód, ponieważ wiem, że są one warte nawet największego poświęcenia, tylko wystarczy chcieć, a wszystko jest możliwe.

    Post a Reply
  4. Hej,
    W planach nie można się ograniczać i mój typ to Highway Pamir. Główny powód to to co widzę na zdjęciach innych blogerów: bezkres przestrzeni, wijąca się wstążka drogi i w oddali ośnieżone szczyty Pamiru. I za ten obrazek zobaczony na żywo moje marzenie niezmiennie kierują się w tym kierunku ;)
    I mniej ważne jest że jak pisze inny podróżnik droga wcale nie jest bezstresowa czy łatwa ( m.in. przewyższenia) to chwile kiedy braknie tchu z zachwytu warte są chyba tych godzin kiedy chwytasz powietrze jadąc pod górę …
    Pzdr
    HT

    Post a Reply
  5. Alpy Wschodnie. Bo rower i góry to pełnia szczęścia:-)

    Post a Reply
  6. Gdzie pojechałabym ? Nie !! Gdzie jadę ! Już za 1,5 miesiąca, z PL, przez Wiedeń, Słowację, czeka nas trasa naddunajska, rezerwat ptactwa w Kis-Balatonie, kamienne morze w Balaton Felvidéki, wycieczka łódkami jeziorem położonym pod miastem w Tapolcy, termy w wygasłym wulkanie w Hévíz, oraz kieliszek wina z widokiem na madziarskie morze… nowi znajomi, przyjaźni ludzie, tłuste langosze, i najlepsze wino na świecie czyli Irsai Olivér !!!! Czemu tam ? Tylko tam czuję się jak w domu !

    Post a Reply
  7. ja bym pojechała wzdłuż Morza Bałtyckiego, ta trasa wydaje mi się niezbyt pod górkę a za to bardzo urokliwa :)

    Post a Reply
  8. Witaj,

    chciałbym kiedyś przejechać całą ścianę wschodnią Polski od wzgórz i jeziorek Suwalszczyzny, dalej przez Puszczę Białowieską, Bagna Biebrzańskie, Polesie, Bug, Roztocze a na koniec Bieszczady, od pewnego czasu mam sentyment do tych miejsc a szczególnie do ludzi z tych terenów,

    pozdrawiam
    Arek

    Post a Reply
    • Arek, książka trafia do Ciebie! Będę w kontakcie emailowym w sprawie adresu!

      Post a Reply
  9. A ja chciałabym przejechać rowerem Japonię. Nie wyobrażam sobie poznać piękna tego dalekiego kraju jeżdżac samochodem – wtedy jesteśmy jakby w bańce. Z rowerem jest inaczej. Masz kontakt wzrokowy z ludźmi, których mijasz, nie mówiąc już o innym poczuciu zwiedzanych miejsc. Po za tym, jestem ciekawa co powiedziałaby moja znajoma mieszkająca w Osace!

    Post a Reply
  10. W swoją rowerową podróż chciałabym pojechać do Amsterdamu. Dlaczego? Z prozaicznego powodu. To miasto rowerów. :)
    A tak poważnie to zauroczyła mnie architektura, klimat i otwartość tego miasta. Pierwszy raz byłam tam na pierwszym obozie, w szóstej klasie podstawówki. Zapamiętałam Dzielnicę Czerwonych Latarni, prostytutki w witrynach okiennych, kanały, wszechobecne rowery i genialne kamienice. Dobre kilkanaście lat później tworzyłam listę ‚101 w 1001’ i umieściłam na niej punkt ‚Pojadę do Amsterdamu’. Trochę przekornie, trochę z żartem i przymrużeniem oka, bo nie spodziewałam się, że tam pojadę.
    Okazało się, że w ciągu roku byłam w Amsterdamie dwa razy. Raz podczas weekendu majowego i drugi raz tuż przed Sylwestrem. Miasto okazało się takim, jakim je zapamiętałam. A trzy dni to za mało żeby zwiedzić je wzdłuż i wszerz. Szczególnie, gdy korzysta się z komunikacji miejskiej, która jest nieco zawodna i z własnych nóg, które w końcu odmawiają posłuszeństwa, a każdy kolejny metr do przejścia jest wyczynem porównywalnym ze zdobywaniem szczytu górskiego.
    Dlatego rower byłby idealnym rozwiązaniem. Amsterdam jest przystosowany do jazdy rowerem. Wszędzie są ścieżki rowerowe, a samo miasto jest płaskie jak stół, więc jazda nie męczy. Mogłabym pojechać na Wschodnie i Zachodnie Kanały, pojeździć po Dzielnicy Muzeów i odwiedzić te, których jeszcze nie miałam okazji zaliczyć. A wieczorem pojechać do Dzielnicy Czerwonych Latarni, zostawić rower przy którymś ze sławnych holenderskich słupków i napić się w pubie Amstela patrząc z uśmiechem na kolejnych mężczyzn, dla których wizyta u pani z okienka jest za droga.

    Post a Reply
  11. Ja optuję za Alaską. Byłam autem, a chciałabym wrócić jeszcze raz latem i poczuć dzikość tego miejsca jeszcze bardziej ;-)

    Post a Reply
  12. Do Cambridge. Za każdym razem kiedy jeżdżę rowerem w moim mieście powstrzymuję się, żeby nie przymknąć oczu i nie udawać że jestem właśnie tam. A jak znowu będę w Cambridge rowerem, to położę się na trawie na brzegu rzeki i będę gapić się w chmury.

    Post a Reply
  13. Szkocja marze o Szkocji czyste, soczyste połacie trawy romantycznie pokrywające górki i doliny. Nieskalany przemysłem krajobraz i faceci w spódniczkach

    Post a Reply
  14. Dzisiaj młodzież jest rzutka i odważnie podróżujaca. Podziwiam Was wszystkich! Jesteście wspaniali i inspirujacy. Moje największe wyczyny to wyjazd autostopem w 1976 r.z Warszawy do Budapesztu (i powrót) oraz „pokonanie” w 1975 r. na rowerze 30 km z małego miata na wieś (i powrót). Później straciłam impet :( Marzy mi się odbycie kilku wycieczek rowerowych na niedługich trasach: do Radziejowic pod Warszawa aby pobyć w pięknym otoczeniu, do Otwocka Wielkiego celem zwiedzenie Muzeum Wnetrz, do Kampinosu, a może też z Białegostoku do Supraśla. Liczę na to, że się na tzw. stare lata rozkręcę,

    Post a Reply

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.