Yum Cha, czyli herbatka po chińsku

Untitled-1

Yum cha ma się do Hong Kongu, tak jak pad thai do Tajlandii, stek do Argentyny, a masala dosa do Indii – to klasyka lokalnej kuchni, coś, czego trzeba spróbować będąc w tych krajach. Dlatego podczas styczniowej wizyty w Hong Kongu nie obyło się bez yum cha.

Po kantońsku yum cha znaczy „pić herbatę”, a określenie to jest używane w odniesieniu do porannej i wczesnopopołudniowej herbatki. Jednak poza herbatą yum cha ma drugi, równie ważny składnik – dim sum. I dla nas to właśnie dim sum jest ulubioną częścią yum cha. Co to jest dim sum? To różne przekąski, którymi zagryza się gorącą herbatkę, podawane w bambusowych koszykach, albo na talerzykach. Wybór jest zazwyczaj spory – od różnego rodzaju pierożków, czy baozi (rodzaj nadziewanej bułeczki) poprzez kuleczki z mięsa, ryż zawijany w liść lotosu, smażone ośmiorniczki, rolki z papieru ryżowe, a na kurzych łapkach i wieprzowych flakach skończywszy. Są też oczywiście desery, z których naszym ulubionym jest pudding z mango (na samą myśl o nim zbiera mi się ślina w ustach!).

Pierwsze podejście do yum cha w Hong Kongu było zupełnie nieudane – restauracja, w której planowaliśmy zjeść okazała się dosyć dobrze ukryta przed kimś takim jak my, kto nie potrafi czytać chińskich znaków. Przyzwyczajeni do tego, że restauracje ulokowane są zazwyczaj na poziomie ulicy, zupełnie nie przyszło nam do głowy, żeby szukać wyżej. Byliśmy przekonani, że trafiliśmy w złe miejsce – pod wskazanym adresem znaleźliśmy tylko stoisko z ciastkami oraz windę. Przy drugim podejściu, kiedy byliśmy w stu procentach pewni, że to ten budynek, ustawiliśmy się w kolejce do windy. To była dobra decyzja, bo okazało się, że restauracja znajduje się na piątym i szóstym piętrze budynku. Piąte piętro było pełne, więc wysłano nas wyżej. Szybko znaleźliśmy stolik – te, w restauracjach serwujących Yum Cha są prawie zawsze tylko okrągłe. To dlatego, że dim sum z założenia są do dzielenia się, a przy większej grupie okrągły stół sprawdza się tu świetnie.

Zanim jeszcze zdążyliśmy usiąść, na naszym stoliku pojawił się dzbanek tradycyjnej, zielonej, chińskiej herbaty oraz kartka na zapisywanie naszych zamówień (widać ją na zdjęciu). Zaraz potem podjechał do nas pierwszy wózek z jedzeniem, bo w taki właśnie sposób dostarcza się dim sum w tradycyjnych restauracjach yum cha. Standardowo, jeden wózek to tylko jeden-dwa rodzaje dim sum, a po sali jeździ tych wózków kilka. Panie je obsługujące manewrują nimi między stolikami, reklamując przy okazji ich zawartość. Znajomość chińskiego jest tu kompletnie niepotrzebna, bo w większości przypadków rzut okiem na zawartość wózka daje odpowiedź na to, co jest z niego serwowane.

Na naszym stole szybko przybywało bambusowych pojemników z naszymi ulubionymi pierożkami, a wraz z nimi, stempelków na naszej kartce z zamówieniami. Ja z Przemkiem zajadaliśmy się dim sum, a Olivia w międzyczasie przechodziła od rąk do rąk, robiąc furorę wśród obsługi.

Dobre yum cha jest nie tylko w Hong Kongu – każde miasto na świecie, w którym jest nawet maluteńkie China Town ma przynajmniej kilka takich restauracji. My od czasu do czasu odwiedzamy którąś w sydnejskim China Town. Więc jeśli będziesz gdzieś w podróży i trafisz na chińską dzielnicę, to koniecznie spróbuj yum cha!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

To nie ściema! Australia weźmie udział w konkursie Eurowizji!
Jak sie robi dzieci w Australii

3 komentarze

  1. Brzmi swietnie!
    Mysle, ze powinniscie z Olivia zrobic tournee po Azji. Zrobilaby na pewno furore!

    Post a Reply
    • W lutym przyszlego roku wybieramy sie do Bangkoku oraz Birmy, wiec bedzie mini-tournee :)

      Post a Reply

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.