Hong Kongu – lubię Cię!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Po ośmiu tygodniach w Polsce przyszedł w końcu czas na wakacje. Bo pobyt w Polsce to raczej nie były wakacje – raczej maraton spotkań i wizyt, który choć niezwykle miły, doprowadził jednak u mnie do wielkiej ochoty na tydzień prawdziwego odpoczynku. Ale nie takiego z leżeniem do góry brzuchem. Ja tak nie odpoczywam. O aktywny odpoczynek oczywiście chodzi. To, że po Polsce będzie nam się chciało wakacji, przewidzieliśmy dużo wcześniej i bilet powrotny do Sydney zabukowaliśmy z 6-dniowym postojem w Hong Kongu. To był strzał w dziesiątkę!

Hong Kong odwiedziliśmy poprzednio w 2007 roku. Tak się wtedy jednak nieszczęśliwie złożyło, że pobyt trwał tylko 3 dni, z których większość czasu padał deszcz. Więc widzieliśmy wtedy tego Hong Kongu tyle, co nic. Nadszedł najwyższy czas, żeby nadrobić braki. Za pośrednictwem naszego ulubionego serwisu wynajmu Airbnb znaleźliśmy mieszkanko, które na 6 styczniowych dni stało się naszą bazą.

Jak przystało na Hong Kong, mieszkanie było rozmiarów mikroskopijnych. Składało się z sypialni długości łóżka i niewiele większej szerokości, pokoju dziennego o wymiarach 2x3m, w którym znajdował się także „aneks” kuchenny, oraz łazienki. Całe szczęście, pod łóżkiem mieścił się nasz bagaż, bo gdyby nie to, to zostalibyśmy bez żadnej pustej przestrzeni na podłodze. Za to lokalizacja była świetna!

Hong Kong, o Hong Kong! Mogłabym tam mieszkać! Gdybym miała wybrać jedno azjatyckie miasto do życia, to wybrałabym właśnie Hong Kong. Bo jest idealną mieszkanką tego wszystkiego, co w azjatyckich miastach lubię najbardziej. Po prostu idealny balans. Miasto jest wystarczająco egzotyczne, ale nie na tyle, żeby przeżywać  w nim jakąś cięższą odmianę szoku kulturowego. Jest nieźle zorganizowane i ułożone, ale nie ma w nim sterylności w klimacie Singapuru. Jest azjatycki chaos, ale nie w ilościach występujących w Bangkoku czy Manilii. Kulinarnie nie jest może tak świetnie jak w Kuala Lumpur (malezyjska kuchnia nadal jest moją ulubioną), ale nadal jest pysznie. Jeśli dodać do tego obecność Victoria Harbour i Morza Południowo-Chińskiego (jestem fanką miast, w których jest dużo wody) to wychodzi z tego coś świetnego.

Znajdź nocleg w Hong Kongu.

Sześć dni to w sumie w sam raz, żeby zwiedzić zdecydowaną większość Hong Kongu, włącznie z terenami pozamiejskimi, plażami, zielonymi wzgórzami itp. Ale to pod warunkiem, że zwiedza się od rana do wieczora. I że nie ma się ze sobą 7-miesięcznego Malucha. My jednak nie zwiedzaliśmy od rana do wieczora i mieliśmy ze sobą 7-miesięcznego Malucha, dlatego nasze poznawanie Hong Kongu odbywało się na spokojnie, na niskim biegu, bez gonitwy i napinania się. Zdjęć też nie zrobiłam dużo, ani też nie zrobiłam ich takich jak bym chciała, no ale jak się podróżuje z małym dzieckiem to trzeba pójść na pewne kompromisy. Wcale mnie to jednak nie martwi. W końcu Olivia nie zawsze będzie miała 7 miesięcy, i z pewnością jeszcze da mi niejedną szansę na zrobienie masy zdjęć w podróży.

02
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
06
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
10
11
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
15
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
20
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
23
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
25
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
28

Sydney w magazynie Podróże
10 lat na emigracji

13 komentarzy

  1. Fajny pomysł z tym stopoverem. A jak oceniasz kolonialny Hong kong (czy tez postkolonialny) Czy jeszcze trochę się go gdzieś zachowało jeszcze? :) Warto pod tym względem ruszyć w eksploracje miasta?
    Super zdjęcia, widać, że zimowe światło sprzyjało

    btw – w Kuala Lumpur ciężko mi było jeść w tej duchocie. Jedyne miasto gdzie ciezko było oddychać. Ale Penang nie zawiodło

    Post a Reply
    • W sumie to malo tej postkolonialnosci widac w kwestiach architektonicznej. Sa oczywiscie takie miejsca, ale gubia sie one jakby wsrod wszystkiego innego.

      Post a Reply
  2. byłam w Hong Kongu 7 lat temu, również w drodze do Australii i mam bardzo podobne przemyślenia i ……….zdjęcia :) Pozdrowienia

    Post a Reply
  3. Też lubię HongKong bo robię z nimi interesy … prosto z Polski :)

    Post a Reply
    • Ciesze sie, ze blog sie podoba

      Post a Reply
  4. Hongkong to jedna z tych azjatyckich metropolii, która jest na liście must-see, a do tej pory nie dała się odwiedzić. Również spotkałem się z opinią, że klimatycznie to coś pmiędzy Singapurem, a Bangkokiem, w którym jesteśmy zakochani i póki co to dla nas numer jeden jeżeli chodzi o zurbanizowaną Azję. Dzięki za foty, zachęciłaś.

    Pozdro z Filipin
    http://poluzujtamgdzieciecisnie.blogspot.com/

    Post a Reply
  5. Jak będę jechał do Australii, która jest wyżej niż Hong-Kong na mojej liście, to też postaram się o niego zahaczyć. Zdjęcia super, rozpalają wyobraźnię.

    Post a Reply
  6. dla mnie HongKong to najpiękniejsze miasto w Azji i tez mogłabym tam mieszkać. Nie wiem jak Wy, ale ja po dwóch dniach czułam się jak u siebie i ciezko bylo zabłądzić, bo w HK azjatycki nieład układa się sensowny ład..:)

    Post a Reply
  7. Ach Magda, te twoje zdjęcia :). Od razu chce się jechać, chociaż nie planowało ;)

    Post a Reply
    • Jeśli moje zdjęcia zainspirują choć jedną osobę, żeby gdzieś pojechac, to to jest dla mnie mega radość :)

      Post a Reply

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.