10 lat na emigracji

1024px-Australia_Entry_Stamp_Hensley

Pamiętam, że to był pierwszy tydzień lutego 2005 roku, ale za nic nie pamiętam dokładnej daty. Nie przywiązywałam do niej wtedy żadnej wagi, bo mój pobyt w Australii miał trwać tylko miesiąc. Nie planowałam emigracji i nawet przez myśl mi wtedy nie przyszło, że życie potoczy się tak jak się potoczyło, i że mój pobyt poza Polską aż tak sie przedłuży. Historia mojego przypadkowego wyjazdu do Australii jest skomplikowana i zna ją tylko kilka osób, i nie planuję w tej kwestii nic zmieniać. Powiem tylko tyle, że życie potrafi zaskakiwać. Tak właśnie było z moim wyjazdem do Australii. Miał być miesiąc, który nagle zmienił sie w trzy. Potem w sześć. Potem w rok. Potem poznałam Przemka, więc wizja powrotu do Polski się oddaliła. Mijały kolejne lata. Po czterech postanowiliśmy wyjechać i spróbować życia w Hiszpanii. Nic z tego nie wyszło – po 20 miesiącach podróży znow byliśmy w Australii. I nie wiedzieć kiedy minęło już prawie cztery i pół roku powrotu z podróży.

Nawet nie wiem kiedy minęło te 10 lat. Dużo się w tym czasie wydarzyło – miałam sześć rożnych adresów (plus 20 miesięcy bezdomności w czasie podróży), pracowałam w czterech rożnych miejscach, zdobyłam nowy zawód, sześć razy zmieniałam wizę, spełniłam wszystkie warunki, by ubiegać sie o australijskie obywatelstwo (ale dotąd nie znalazłam czasu, by zacząć cały proces ubiegania sie o nie), wyszłam za mąż, urodziłam dziecko, kupiłam mieszkanie, pokochałam fotografię i nauczyłam sie robić zdjęcia, zaczęłam publikować zdjęcia i teskty w magazynach podróżniczych, nauczyłam się myśleć po angielsku, zakochałam się w naturze (kiedyś w podróżach wolałam tzw. zabytki), nauczyłam się nowego podejścia do pieniędzy, mocno wyluzowałam w każdej chyba dziedzinie życia, objechałam kawałek świata. Krótko mówiąc – działo się.

Emigracja w dzisiejszych czasach to już nie to, co kiedyś. Nie trzeba pisać listów i długimi tygodniami czekać na odpowiedź. Nie trzeba racjonować (kiedyś koszmarnie drogich) międzynarodowych połączeń telefonicznych. Nowe technologie sprawiają, że w kontakcie z rodziną i znajomymi można być zawsze i wszędzie, przy minimalnym koszcie. Więc nie jest ta emigracja jakoś specjalnie ciężka w kwestiach tęsknoty. Nie jest też ciężka w kwestii poczucia przynależności – Australia zbudowana jest w końcu na bazie społeczności pochodzenia europejskiego, więc szybko można się przystosować. A fakt, że społeczeństwo składa się w dużej części z emigrantów sprawia, że każdy znajdzie tu trochę domu, choćby w postaci polskiego sklepu, czy polskich znajomych.

Dobrze mi w tej Australii. Minęło 10 lat i mimo, że mam etat i kredyt, to nadal bardzo często czuję się, jakbym tu była na wakacjach. Nie wiem czy to zasługa wyluzowanego społeczeństwa, czy może dobrej pogody przez większość roku. W każdym razie jest fajnie.

Czy zostanę tu na zawsze? Może tak, a może nie. Kto wie, co mi do głowy przyjdzie :)

Hong Kongu - lubię Cię!
Sydnejska Opera w National Geographic Traveler

40 komentarzy

  1. Co sie stało ze wrociliscie z hiszpani?jesli można wiedzieć.jesli w Andaluzji byłyby ceny azjatyckie to choćby jutro tam emigruje:)

    Post a Reply
  2. Czas plynie szybko i nieublaganie. Czasami mnie to przeraza. 10 lat to szmat czasu!
    Ja wyjechalam z Polski rowniez ponad 10 lat temu. Kto by pomyslal, ze znajde sie w Tajlandii..

    Post a Reply
    • Jo, napisz proszę jak Ci się żyje w Tajlandii :)

      Post a Reply
  3. Heh, im mniej mówisz o tym jak to się stało, że wylądowałaś w Australii tym bardziej jestem ciekawa tej historii, no ale trudno, nie dane mi jest ją poznać :) A propos mieszkań – jakie są ceny w nieruchomości w Sydney, koszmarnie drogie, czy tylko trochę? Czy para z dobrym wykształceniem i pracą (IT i finanse) jest w stanie spłacać do miesiąc ratę i do tego żyć na fajnym poziomie włączając w to podróże?
    Pozdrawiam (i do zobaczenia za kilka lat w Australii ;))
    Justyna

    Post a Reply
    • Nieruchomosci są drogie. Ceny oczywiście zależą od tego gdzie w Sydney, oraz of tego czy chcesz dom czy może mieszkanie i jak duże. Mieszkanie z dwoma sypialniami w miarę sensownej odległości od miasta to bedzie minimum pół miliona $. Ale da sie żyć. Masa ludzi ma mieszkania na kredyt (włącznie z nami) i żyją.

      Post a Reply
      • Nieruchomości są kosmicznie drogie, a nie tylko drogie! Za jakość, którą się otrzymuje w Australii te wszystkie domy i mieszkania powinny być conajmniej 3 razy tańsze! To zbrodnia w biały dzień żeby brać od klienta 500tyś dolarów za jakiś kurnik, a szczyt głupoty ze strony tegoż klienta że tyle za to płaci! Kredyty do końca życia, całkiem jak w Polsce, tylko że to Australia i tu podobno miało być tak super…??? Z kredytem do końca życia nie jest za specjalnie super, a domy jak z kart, pękają, rozwalają się, niszczeją już po kilkunastu latach użytkowania. Stare technologie! Dwa krany zamiast jednego i wiele innych „kwiatków”, gdzie z tym do reszty świata?? Za pół miliona dolarów to chyba jakiś niezniszczalny pałac powinien być, a nie takie byle co?
        Budują teraz coraz więcej bloków w Au gdzie maleńkie mieszkanie (tutaj się to zwie szlachetnie „apartment”, ha ha) jednopokojowe kosztuje prawie tyle albo czasem właśnie tyle co cały nowy dom na obrzeżach miasta czyli około pół miliona dolarów. Dwupokojowe już ponad pół miliona, a większe to zapomnij bo dwa domy byś tu postawił za te pieniądze.. W Polsce nigdy za swoje NOWE mieszkanie w bloku nie płaciłem funduszu remontowego czy jak to się zwie az tyle ile tutaj zzynają z człowieka, chociaż też miało wygody jak garaże podziemne, ogrodzenia, place zabaw, ochrone itp. W Australii spróbuj sobie kupić apartament za pół miliona dolarów i liczyć na święty spokój z innymi wydatkami (jak to jest w przypadku domu) to się lekko przeliczysz!! Tu jest tzw. Strata fee czyli złodziejska instytucja, która co kwartał będzie cię okradała na dobre kilkaset do tysiąca dolarów za… no właśnie, za co? Za to chyba że tylko istnieje i musi opłacić swoich pracowników darmozjadów bo nigdy nie zauważyłem żeby cokolwiek było robione dookoła bloku oprócz rzeczy podstawowych czyli koszenia trawy i wymiany żarówki w bramie wjazdowej. Golą nas na ciężkie miliony rocznie nie dając w zamian nic. A jak ktoś coś zgłasza to się wypinają.. Jak kupujecie w Au mieszkanie (tfu, apartment) to nie podniecajcie się kwotą wyjściową bo to nie wszystko, za tym jeszcze będą dodatkowe inne i to nie małe koszty, o których się przewaznie nie mówi… Złodzieje wiedzą jak ogolić głupiego klienta, co jak co ale to tutaj jest rozwinięte do perfekcji.

        Post a Reply
        • Zawsze jak widze takie komenarze to sie zastanawiam, czy autor na serio nie ma na nic innego zuzywac swojej energii zyciowej ;)

          Post a Reply
          • Przykro mi i wstyd, gdy czytam cos takiego.Wstydze sie, ze moi rodacy nie potrafia docenic tego co maja i byc wdziecznym, ze obcy kraj dal im godziwe waruni zycia. Monika

            Post a Reply
        • Wojtek:
          no sa nieruchomosci w Sydney (jak i w wielu innych wielkich metropoliach tego swiata) drogie bardzo. Ale przeciez nikt nie zmusza cie kupowac, prawda?
          A jesli chcesz kogos ostrzec przed nietrafna inwestycja, to zwaz, ze lepszy efekt bedzie, gdy wyfasujesz spokojny komentarz wyliczajacy obiektywnie za i przeciw, a nie robiac „emotional dump”….nie mowiac juz o tym, ze wpis jakby o czyms innym jest…

          Post a Reply
        • stary, kto kupuje mieszkanie w australii ? W Australii sie kupuje dom. Na dodatek nie leci sie do sydney tak samo jak nie leci sie do Londynu, bo w takich miejsach zapomnij o kupieniu czegokolwiek. Kosmiczne pieniadze za kilka metrow.
          Ja za pol roku bede mial wize i lece Adelaide, ale moim celem jest Brisbane. Tam za pol miliona mozesz kupic jakis dom w miare odleglosci od centrum.

          Post a Reply
          • Akurat w dużych miastach kupowanie mieszkań idzie na potęgę, w Sydney to już bardzo. Kupienie domu często oznacza że trzeba się wynieść daleko poza centrum, więc mieszkanie to dobra alternatywa jak się nie chce mieszkać 30km od city

            Post a Reply
  4. Ciekawie piszesz :) Mam znajomą, która w wieku 18 lat wyjechała do Au, mieszkała kilkanaście lat, wyszła za Australijczyka, uzyskała obywatelstwo po czym… wróciła do Polski, gdzie nie wytrzymała… i wyjechała do Holandii bo… bliżej do rodziny w Polsce. Ciekawi mnie, czy czujesz się jednocześnie u siebie w Polsce i Australii, czy też do końca ani w Polsce ani w Australii…? Wiem akurat, że ta osoba miała pomimo kilkunastu lat życia w Au taką zagwostkę – jednak wspólne korzenie są bardzo silne – czuła się jak jedną nogą w jednym kraju i mentalności, a drugą w drugim, i nigdzie do końca u siebie… Ale może to inaczej, jak mąż też jest Polakiem :) Pozdrawiam serdecznie z zimowej Warszawy! Australia my dream ;)

    Post a Reply
  5. Gratulacje! Radisc z zycia jest najważniejsza. Czy latwo dostac miejsca w przedszkolach zlobkach w sydney? Czy panstwo pomaga mlodym rodzicom na taka skalę jak w Europie? (Roczne urlopy platne, ulgi podatkowe, miesieczne dofinansowania) czy w pracy posiadanie dziecka jest mile widziane?
    Dzieki za info! :)

    Post a Reply
    • Obiecuje, ze w ciagu miesiaca pojawi sie na blogu wpis o tej tematyce

      Post a Reply
  6. Cos w tym jest, ze sie wsiaka w Australie. Ja nie zamierzalem tu byc tez az tak dlugo, a juz jestem tu 4.5 roku :). Polaczenie roznych czynnikow takich jak ladna pogoda, wiekszy luz ludzi , otwartosc i miedzy kullutowosc sprawiaja, ze sie czlowiek sam przestawia z mysleniem i ma juz inne spojrzenie :) . Ja zamierzam za pol roku wrocic do Europy na jakis czas… i najlepsze jest to, ze juz zaczynam troche tesknic za Australia ;)

    Super wpis!

    Post a Reply
  7. Aż strach pomyśleć, że moje życie mogło tak wyglądać, gdyby moi rodzice kilkanaście lat temu jednak zdecydowali się do Australii wyjechać. Były takie plany, ale zostali w Polsce i teraz zostaje mi (póki co) zachwycać się jedynie wpisami na blogach.

    Post a Reply
  8. „Nie wiem czy to zasługa wyluzowanego społeczeństwa, czy może dobrej pogody przez większość roku. W każdym razie jest fajnie.”

    Pogoda na nastroj zdecydowanie ma wplyw ogromny! Dzis juz nawet jest to potwierdzone konkretnymi badaniami. Zbyt malo slonca i organizm nie produkuje witaminy D, melatoniny i zaburzone jest wydzielanie pewnych hormonow.

    A ze Australijczycy sa wyluzowani, to tez fakt :)
    Pamietam moja pierwsza wizyte (po spedzeniu kilku lat w USA) i to zdziwienie – jakos im sie tu nie spieszy, usmiechaja sie, zagaduja, zawsze jest czas z przyjaciolmi spotkac sie w ulubionej knajpie/knajpce/barze …nie ma wyscigu szczurów, rzeczy ktore przyprawialy mnie o ciezki stres w Silly Valley tutaj byly kwitowane „no biggie”. Szok po prostu :)

    Post a Reply
  9. Bardzo ciekawe wpisy. Ja juz jestem na emigracji w UK od 12 lat. W Sierpniu przeprowadzamy sie do Australi. Jestem podekscytowana I troche niepewna ale lubie przygode wiec napewno wszystko sie ulozy. Czy masz moze jakies porady dla kogos kto bedzie stawial pierwsze kroki na emigracji w Oz? Zaznacze ze bylam w Australi 5 razy wiec to nie tak ze nie wiem nic o tym kraju. Kazda porada bedzie dobra ;-) dzieki.

    Post a Reply
    • Czesc. Rady jakieś pewnie bym miała, ale nie bardzo wiem od czego zacząć, wiec byłoby łatwiej jakbyś wysłała konkretne pytania :) W którym mieście będziesz mieszkać?

      Post a Reply
  10. Cześć Wszystkim!
    Mam nadzieję, że do dwóch lat również będziemy już na czerwonej ziemi. Taki sobie daliśmy czas na ogarnięcie papierów, odłożenie pieniędzy, pozamykanie spraw. Oby szybciej :-) Chciałbym już siedzieć w samolocie tak naprawdę ;-)

    Wystarczy szarówy mentalnej jak i za oknem, kombinowania od wypłaty do wypłaty, śmieciowych umów.
    Spokojnie, wiem, że wszędzie trzeba pracować na chleb a i dojdą problemy związane z początkami na ‚nowym’.
    Generalnie co nieco okiełznałem poszczególne kroki załatwiania spraw wizowych, zastanawiam się jedynie czy ma sens przez biuro emigracyjne to załatwiać. Jeszcze nie znam kosztów takiej usługi. Teraz aktualnie robię rozeznanie pod kątem miast/regionów. Pierwszym typem było Brisbane, ale z tego co czytam opinie jednak Perth jest rzekomo najbardziej aussie i kapitalny pod kątem rodzin, cokolwiek to oznacza ;-)

    Interesuje nas wiza PR (189/190)*. Mgr ekonomii i psychologii w papierach u silniejszego aplikanta. Jest nadzieja, z tego co patrzę na SOL (oba te zawody są na rok 2014/15). Z tym, że w ekonomii (accountant) doświadczenia zawodowego uzbiera się 10 lat, a psychologia aktualnie na finiszu obrony pracy.
    Z dwójką małych dzieci nie będzie łatwo logistycznie i stresowo, ale stawka jest wysoka. Chcemy słońca, zwolnienia tempa, czasu dla rodziny i otoczenia życzliwych i pogodnych ludzi :-D Ma być legalnie, bezpiecznie. Nie ma dnia, żebym o tym nie myślał. Szukam par/rodzin z dziećmi, które emigrowały w ten sposób i są chętne do udzielenia wskazówek i ew. pomocy w uporządkowaniu spraw.

    *ktoś może odpowiedzieć, czy trzeba na początek szukać pracy w zawodzie spod jakiego aplikuje się o wizę PR? Na chłopski rozum, to nie – najpierw otrzymuje się wizę, a później na miejscu szuka pracy i nikt nie weryfikuje chyba w jakiej branży?

    Pozdrawiam Was! Dziękuje za zaangażowanie w prowadzenie bloga i wartościowe posty!
    Marcin

    Post a Reply
    • Perth jest OK, nie jest absolutnie pod zadnym wzgledem idealne, jest po prostu okej. Po wielu latach mieszkania w Australii i doswiadczaniu roznych nastrojow w stosunku do tego kraju oswiadczam, ze nie chcialbym mieszkac w zadnym innym miescie Australii jak tylko w Perth. Troche z przymusu, troche z rozsadku. Fakt, jest nudne (ale ktore miasto Australii nie jest?) fakt, zamykaja sklepy zaraz po poludniu i kaza sie klasc z kurami spac, fakt, slonce tu pali niemilosiernie do tego stopnia ze odechciewa sie czasami zyc i chcialoby sie zamieszkac w lodowce.. fakt, ludzie tutaj maja zasciankowa sredniowieczna mentalnosc i na wszystko trzeba miec certyfikat(na trzymanie miotly, mycie rak,malowanie, pierdzenie itp..), fakt, ze nie ma tutaj budynku opery i ogromnego mostu ale jest to chyba jedyne miasto w Australii gdzie nie wystepuja naturalne kataklizmy (za wyjatkiem pozarow buszu poza miastem) i mozna sie tu czuc naprawde bezpiecznie jesli chodzi o to. Dachu nie zerwie, chalupy nie zaleje. Co roku obserwuje te cyklony, te powodzie, te nienormalnych rozmiarow pozary na wschodnim wybrzezu Australii i to mnie jeszcze tylko utwierdza w przekonaniu, ze za zadne skarby swiata nie zamieszkalbym w zadnym z miast wschodu, ani rowniez polnocy (tropiki i pustka) ani poludnia (zimno i pustka). Perth, pomimo ze jedno z najbardziej odizolowanych miast swiata radzi sobie calkiem calkiem i za jakies 10 lat bedzie to calkiem niezle, chyba najnowoczesniej wygladajace miasto Australii, a to akurat dla mnie bardzo wazne bo nie lubie staroci i sredniowiecznej architektury jak to sie zdarza widziec w innych miastach tego kraju.

      Co do wizy stalego pobytu to jesli ja otrzymacie na zawod i bedzie PR bez sponsora tylko za punkty to po przyjezdzie do Australii nikogo nie bedzie obchodzic co zamierzacie tutaj robic, gdzie pracowac itd. Radzicie sobie tak jak potraficie.

      „Z dwójką małych dzieci nie będzie łatwo logistycznie i stresowo, ale stawka jest wysoka. Chcemy słońca, zwolnienia tempa, czasu dla rodziny i otoczenia życzliwych i pogodnych ludzi :-D Ma być legalnie, bezpiecznie. Nie ma dnia, żebym o tym nie myślał.”

      Uwierz, nie ma sie czym podniecac. Wiem, ze latwo powiedziec, gorzej wykonac ale ja mialem to samo! Nie bylo dnia zebym o tym nie myslal!

      Jesli to bedzie Perth to slonca dostaniecie tyle, ze Wam sie odechce (naprawde i szczerze, sorry), ale w innych miastach Australii mozecie znowu narzekac na jego niedobor!!! (tez szczerze i naprawde)
      Perth jest wg mnie najbardziej slonecznym miastem w Au. Wystarczy poogladac w necie pogode przez rok i zapisac wyniki, aby pod koniec roku zobaczyc ze na wschodzie Au bylo przewaznie zachmurzenie i stosunkowo czesto padalo, a Perth omijaly wszelkie chmury! Tak, blekit nieba w Perth jest nie do pobicia, jednak temperatury w lecie to delikatnie mowiac przesada. Mowie pod katem pracy na zewnatrz i roznych czynnosci wymagajacych bycia na zewnatrz. Z drugiej strony, nie mozna w lato siedziec ciagle wewnatrz z klima na full.. bez sensu.. Nie ma zlotego srodka na przetrwanie lata w Perth, to naprawde koszmarne przezycie, kazdy sobie radzi tak jak umie. Najlepiej maja niepracujacy (b.duzy odsetek spoleczenstwa) bo moga sie kryc w cieniu. Byc moze dlatego jeszcze wiekszy odsetek tutejszej populacji tak zachwala Perthowska pogode…

      Z tym zwolnieniem tempa to bym tez byl ostrozny. Raczej je przyspieszycie i to o 200procent, powaznie pisze (chyba ze jestescie milionerami). Zwolnic mozecie prawdopodobnie dopiero po jakichs 10latach pobytu. Warte zachodu? Trzeba sobie samemu na to odpowiedziec.

      „Ma byc legalnie i bezpiecznie” – hmmm… z tym stwierdzeniem tez bym nie przesadzal. Australia nie jest idelanym krajem, zyja tutaj rowniez niezyczliwi i bardzo bardzo zli ludzie oraz lamie sie tutaj prawo prawdopodobnie czesciej niz w Polsce.

      Wszedzie dobrze gdzie nas nie ma :) 100 procent prawdy!

      Pozdrawiam. John.

      Post a Reply
  11. 10 lat – założę się, że nie wiesz kiedy to minęło ;) Dom, kredyt, etat, „pieluchy” – podziwiam, że wciąż masz czas na poblikacje na blogu.

    Dziękuję i pozdrawiam
    Karol

    Post a Reply
  12. Kurczę, sama się zastanawiam gdzie będę za kilka lat.. Mnie właśnie stuknęły 3 lata w Malezji. Póki co wciąż mi się tu podoba i nie zamierzam się przenosić.
    Zgodzę się, w obecnych czasach dzięki Skype i mailom emigracja nawet na koniec świata jest jakby łatwiejsza, bo można być w kontakcie z najbliższymi. Tęsknię za polską i nawet ogólno-europejską kulturą, bo w Malezji nawet sklepu polskiego czy restauracji nie ma. Ale staram się widzieć to jako zaletę i kopniaka do gotowania w domu :)
    Pozdrawiam serdecznie z Kuala Lumpur!

    Zuza
    http://www.zuinasia.com

    Post a Reply
  13. hej :) to znowu ja nie wiem w ktorym watku to napisac ale mam male pytanie:D 2 tyg temu wrocilam z AU po moim miesiecznym pobycie i dotarlo do mnie ze przywiozlam ze soba outgoing passenger card, wypenilam ja na lotnisku ale nikt mnie o nia nie zapytal przy opuszczaniu Australii. Zeskanowalam paszport, przeszlam przez kontrole i wsiadlam do samolotu…a karte wzielam ze soba…i teraz troche sie stresuje czy nie zlamalam jakiegos australijskiego prawa? powinnam ja byla komus zostawic na lotnisku?? Wiesz cos moze na ten temat??

    Post a Reply
    • Bedziesz teraz scigana listem gonczym po calym swiecie ;)
      A tak na serio, nie ma powodu sie stresowac. Nic sie nie stalo. Jesli nikt Cie o papierek nie prosil to to jest ich wina, nie Twoja

      Post a Reply
    • ok juz sie dowiedziałam ze nie musze sie tym martwic:D wszystko jest ok :)

      Post a Reply
  14. Bardzo fajny, sentymentalny wpis. Chciałabym się Ciebie zapytać, czy z Twojej perspektywy po spędzeniu tylu lat w Australii dalej warto tam emigrować? Pracowałam już w Holandii i w Anglii, jednak dalej nie znalazłam swojego miejsca na ziemi. Czy Twoim zdaniem Australia jest przyjaznym krajem, gdzie łatwo się odnajdę czy lepiej sobie to darować?

    Post a Reply
    • Nie umiem odpowiedziec na Twoje pytanie, bo w koncu kazdy z nas lubi co innego. Z wlasnej perspektywy moge stwierdzic, ze Australia to swietne miejsce do zycia pod wieloma wzgledami – poczawszy od dobrej pogody, a na dobrym stanie gospodarki skonczywszy. Zdecydowana wiekszosc moich znajomych-emigrantow w Australii uwielbia ten kraj i nie wyobraza sobie mieszkac, gdzie indziej, ale jest tez kilka osob, ktorym sie nie podoba. Najwiekszym dla mnie minusem mieszkania w Australii jest odleglosc od rodziny oraz ograniczone (ze wzgledu na odleglosci) mozliwosci podrozowania.

      Post a Reply
  15. Hej, wraz z mezem I 4 letnia corka zastanawiamy sie nad emigracja do Australii lub wyjazdem don’t Warszawy. One nie mieszkamy w Londynie of 11 lat. Nasi znajomi Ozzie czesta opowiadali nam ze sie wstydza tego ze kobiety w ich kraju sa zle traktowane lub padaj ofiarami gwaltow w bialy dzien lub w swoim domu. I ze na dzieci w szkolach trzeba uwazac. Czy moglabys napisac czy rzeczywiscie slyszy sie o tym czesto? Oni emigrowali do UK kawal czasu temu wiec sie zastanawiam Jak to wyglada and dzien dzisiejszy. Pozdrawiam serdecznie

    Post a Reply
    • Nie wiem gdzie w Australii mieszkali twoi znajomi oraz skąd mają takie historie, ale tu gdzie mieszkam nikt nikogo nie gwalci w biały dzień na ulicy.

      Post a Reply
      • Dziekuje za szybka Odp. Pochodza z Nowej Zelandii I polnocnego Queensland. Napewno temat ciezki do ogarniecia ale nie sadze zeby klamali bo niby po co. Wyjechali 10 lat temu wiec mysle ze teraz to wszystko inaczej wyglada.

        Post a Reply
        • Podejrzewam że życie na północy Queensland, poza dużym miastem to zupełnie inne realia niż życie w Sydney czy Melbourne. No i te 10 lat dodatkowo minęło

          Post a Reply

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.