15 tysięcy kilometrów

2533051524_a4e15439a4_b

Mamy kurwa przejebane – rzekł elokwentnie pasażer z miejsca 32G do swoich dwóch towarzyszy podróży. To było pierwsze zdanie w ojczystej mowie, jakie usłyszałam w czasie podróży do Polski, w samolocie na trasie Singapur-Frankfurt. W ten właśnie sposób młodzieniec wyraził swoje niezadowolenie z faktu, że przyszło mu spędzić kolejne 13 godzin podróży na siedzeniu w rzędzie tuż za dwójką małych dzieci (jednym z nich była Olivia). Nie powinno się bachorów w ogóle wpuszczać na pokład, niech je paczką kurwa wysyłają – dodał po chwili. Nie wiedział wtedy jeszcze, że jego polska mowa jest mi i wielu innym pasażerom doskonale zrozumiała. Gdy w końcu usłyszał jak mówię do Oliwii po polsku, intensywnie się zaczerwienił i zaprzestał wygłaszania na głos swoich poglądów.

A przecież dziecko też człowiek i też czasem musi gdzieś polecieć. Nam przyszło lecieć daleko i długo – najpierw 8 godzin z Sydney do Singapuru, potem 13 do Frankfurtu, i kolejne 1.5h do Katowic. Razem z przesiadkami i odprawą przed odlotem wyszło z tego 30 godzin podróży. Dla dorosłego to mordęga, a co dopiero dla malucha.

Wyszło tak, że leciałam z Oliwią sama (Przemek dołączy do nas w grudniu), więc łatwo nie było, choć obsługa lotnisk i samolotów okazała się bardzo pomocna. W Sydney przepuszczono nas przez wszystkie kolejki (do kontroli paszportowej, a potem do kontroli bagażu). Miły pan w typowo australijskim stylu, z uśmiechem na twarzy, uprawiając miłą gadkę-szmatkę, pomógł mi prześwietlić bagaż i wózek, a potem się ze wszystkim znowu zabrać. W Singapurze było to samo – obsługa prawie zabijała się, aby mi pomóc, gdy tylko pojawiałam się na horyzoncie. We Frankfurcie pomoc też była, choć w typowo niemieckim stylu wszystko odbywało się bez jednego zbędnego słowa czy uśmiechu.

W Katowicach było już mniej miło – kiedy przyszło do odbioru bagażu, żaden z gentlemanów stojących tuż obok nawet nie drgnął, gdy z dzieckiem na ręku i ciężkim plecakiem podręcznym na plecach ściągałam z taśmy wózek i wielką torbę. Welcome to Poland, pomyślałam złośliwie.

I tak, w 30h po opuszczeniu domu w Sydney znalazłam się w domu w Rybniku. Fajnie jest być w domu, z rodziną. Ale uroczyście ślubuję, że już nigdy więcej nie przyjadę do Polski jesienią ani zimą. Przez ostatnie dwa tygodnie, które jestem w Polsce, słońce przebiło się przez chmury raz na dosłownie godzinę czy dwie. Możesz śmiać się ze mnie i mówić, że dramatyzuję, ale ta pogoda działa na mnie depresyjnie. Cały dzień jest ponuro, szaro i buro. Pal licho, że zimno – zawsze można się cieplej ubrać. Ale brak słońca mnie dobija, rozleniwia i najzwyczajniej w świecie psuje humor. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że chmury w końcu znikną, a słońce zawita na trochę dłużej. Bo jak nie to okaże się, że okulary słoneczne mogłam zostawić w Sydney ;)

Fot: Flickr Crative Commons, Ryan G. Smith

Wiesz, że zbyt długo mieszkasz w Australii, kiedy...
Australijskie wynalazki

22 komentarze

  1. Oj jak ja cie dobrze rozumiem. Bez slonca uchodzi ze mnie zycie. Nie da sie wytrzymac z ta pogoda

    Post a Reply
  2. A wracasz przed świętami czy po? bo jak po to może jeszcze zmienisz zdanie. Będzie śnieg, choinka na rynku, na sankach z Szarloty ;)

    Post a Reply
    • Zostajemy do połowy stycznia. Ale jakos mnie ta perspektywa śniegu średnio kręci.

      Post a Reply
  3. Jak ja cie rozumiem.
    Po wyladowaniu w Gdansku (po 10 latach niebytnosci w kraju) tez pierwsze co uslyszalam to byly przeklenstwa, a zaraz potem mialam takie same problemy ze sciagnieciem bagazow z tasmy (chociaz ja bylam bez dziecka, wiec wyobrazam sobie jaki to byl problem dla ciebie) – i mimo grzecznego poproszenia o pomoc nikt sie nie ruszyl, udawali ze nie slysza/nie widza.
    Dodam, ze wozkow bagazowych nigdzie nie bylo w poblizu, a ludzie do tej tasmy (mimo, ze tylko jeden samolot wyladowal i poza tym byly pustki) pchali sie jak za chlebem za komuny…

    Ja na szczescie w Polsce bylam w lecie, ale i tak dalo mi sie to lato we znaki – lepsza pogoda byla w Kalifornii w zimie :)

    Brak slonca juz gdzies po tygodniu sprawia, ze zyc sie odechciewa…nie wiem, jak ludzie mieszkajacy w okolicach kola podbiegunowego wytrzymuja zime..

    Post a Reply
  4. Dzisiaj pierwszy raz od prawie trzech tygodni słońce zaświeciło mi w twarz. Aż nie wiedziałam jak się zachować, zapomniałam o jego istnieniu.

    Post a Reply
  5. „Nie powinno się bachorów w ogóle wpuszczać na pokład, niech je paczką kurwa wysyłają” – kiedyś przeczytałem na takową sytuację fajną odpowiedź i epitet taty jednego z maluchów – „wywłoki backpackerskie”. Szok, jakie chamstwo „lepszych” bo przecież „podróżników”. Smutny śmiech na sali.

    Wiem, że pewnie macie napięty plan ale serdecznie zapraszamy do nas do Szczecina, może jakoś będzie Wam po drodze. Miejsca mamy aż nadto.
    Pozdrawiam serdecznie,
    Marcin.

    Post a Reply
    • A to ciekawe, że od razu zakładasz, że ten ktoś jest „wywłoką backpackerską”, jakiś uraz? :)
      Takie automatyczne założenie i takie słowo świadczą o Tobie tak samo wspaniale, jak o autorze komentarza, który słyszała Magda.

      Post a Reply
      • Czytaj proszę ze zrozumieniem. To był cytat (co zresztą podkreśliłem odpowiednimi znakami) a nie moje słowa więc nie rozliczaj mnie za brak kultury. Cytowane słowa odnoszą się do konkretnego przypadku (a teraz nawet dwóch), które chamstwem nie odbiegało od współpasażerów Magdy. Więc nie odnoszę się do wszystkich tzw. backpackerów i szczerze mówiąc mam gdzieś kto kim jest lub za kogo się uważa – to tylko (niestety i aż) kwestia braku kultury osobistej. Pozdrawiam.

        Post a Reply
  6. Oj, jak ja Cie rozumiem. Bez Slonca jest smutno.

    Post a Reply
  7. Witajcie w Polsce dziewczyny :)

    Post a Reply
  8. i ja uwielbiam słońce – jak większość pewnie:) ale lubie to, ze sa u nas wszystkie pory roku:) natomiast nie lubie durnych komentarzy takich panów jak ten w samolocie :( Pan nikt..wstyd mi za niego:(

    Post a Reply
  9. Nie tylko Polska/Polacy nie sa przyjazni malym podrozujacym dzieciom i ich rodzicom. Podobnie jest w Niemczech (ludzie patrza na rodzicow z malymi dziecmi wilkiem i nawet odmowili zamienienia sie miejscami w pociagu by pomoc mojej kolezance podrozujacej z dwojka maluszkow), w Paryzu (nikt nigdy nie pomogl zniesc wozka na stacje metra), i w innych krajach europejskich. W Azji jest troche lepiej, ale najlepiej jest chyba w Stanach/Kalifornii. Jak ostatnio lecielismy samolotem to siedzieli za nami zestresowani rodzice maluszka, ktory bardzo plakal i ku mojemu pozytywnemu zdziwienu wielu wspolpasazerow zaczelo pocieszac rodzicow, ze bedzie lepiej, ze dzieci sie przyzwyczajaja do podrozy, i zeby sie rodzice nie martwili, ze dziecko drze sie w niebiosa, bo to nikomu nie przeszkadza :)

    Pomimo wszystko milego pobytu w ojczyznie zycze i udanych swiat.

    Post a Reply
    • Ja myślę, że to nie kwestia narodowości tylko doświadczeń życiowych (tzn. posiadania lub nie dzieci) oraz szacunku dla innych i tolerancji.

      Post a Reply
  10. No tak, pogoda w grudniu nas nie rozpieszcza a w dodatku ten wszechobecny smród z Rybnickich kominów…mimo tego uważam że Wigilia w Polsce z rodziną jest niepowtarzalna i warto przelecieć te tysiące kilometrów(nawet z takimi burakami w samolocie) żeby poczuć ten klimat!

    pozdrawiam z Rybnika:)

    Post a Reply
  11. Magda bo podczas polskiej zimy to się jedzie w ciepłe miejsce! Np. do Australii ;)
    Pozdrawiam z Melbeurne!!!

    Post a Reply
  12. Magda , chamstwo na wysokościach i tyle:( W -we z 13 piętra widzę mgłę i juz mam włączon lampkę na biurku i tak od XI:( Zgadzam się z przedmówcami Pogoda barowa tudzież literacka ale ile można…

    A do Rafała z Melbourne mam pytanie bp Miałam kumpele z liceum Katarzyna Malarska albo Melarska po uczelni sportowej lub turystycznej i nie wiem jak można odszukać taką osobę.Masz jakąś podpowieź?Mój adres e-mailowy zna Magda :)

    Post a Reply
  13. Witajcie!
    dawno tutaj nie zagladalam wiec najpierw gratuluje rodzicom przeslicznej coreczki i zycze aby rozwijala sie zdrowo i bezpiecznie.Obejrzalam zdjecia z wycieczki pod namiot .Wygladacie super szczesliwie!!.zycze milego pobytu w Polsce jakzesz niemilej o tej porze roku ale jednak warto bylo przyjechac i pokazac rodzinie swoj skarb.mysle ze i slonce wyjrzy zza chmur i nie bedzie tak zle.Dzisiaj w Berlinie jest ciemno i ponuro i dostalam jeszcze bardziej ponura wiadomosc a wiec ogolnie do kitu.Moze Magdusiu pamietasz jeszcze stara emigrantke z Berlina tulajaca sie po swiecie .Ja o Was pamietam i odwiedzam wasz blog.Moje serdeczne gratulacje i trzymam kciuki za mily pobyt w PL.Pozdrawiam i do uslyszenia

    Post a Reply
  14. Taaa..welcome to Poland :)

    Niemniej, mam nadzieje ze nie dasz sie wyprowadzic z równowagi jakims ziomkom; życzę udanego pobytu a jak śnieżek spadnie to bedzie jaśniej!

    Fajnie wrócić od czasu do czasu na stare śmieci:)

    Post a Reply
  15. A słońca w Polsce jak nie było, tak nie ma.

    Post a Reply
  16. Nie wiem czemu twoj pojawil mi sie na feedzie FB, wiec go przeczytalem, bo juz bardzo dawno twojego bloga nie odwiedzalem. Magda, wybacz, wyjatkowo ciezko jest mi zrozumiec twoj post. To jest czyste polskie malkotentctwo. mozesz i miec i 5 paszportow i mieszkac juz sto lat w tej Australii, ale polactwo z ciebie wychodzi.
    Przyjechalas do Polski i juz stekasz jak to strasznie Polacy w samolocie sie zachowuja, jak to w Polsce buro i zimno, jak to ludzie maja tanczyc wokol ciebie, bo z dzieckiem podrozujesz…
    Gdzie ten australijski optymizm????
    Dzieci w dzisiejszych czasach sa meczace dla nie-rodzicow tych dzieci. A juz na pewno na pokladzie samolotow – niezaleznie od kultury, propagandy wspolczesnej psychologii etc przecietny czlowiek nie ma przyjemnosci przesiadywania w kawiarni, kinie, samolocie, autobusie czy barze w towarzystwie rozwrzeszczanych dzieci. nawet matki przyznaja, ze wrzask trwajacy 15 minut wyprowadza wszystkich z rownowagi. to, ze maja zrozumienie dla takiego stanu nie oznacza, ze sie ciesza, gdy cos takiego ma miejsce. Nikt nie chce siedziec w samolocie przez 13 godzin kolo malego dziecka. naprawde nikt. Zapytaj o to swoich znajomych czy kogokolwiek spotkanego na ulicy, nawet w Australii. Ja pracuje w liniach lotniczych i wiem, ze kazdy pasazer chce siedziec jak najdalej od „family row”. Nie rozumiem tez tej postawy roszczeniowej wspolczesnych matek – nikt mi nie pomogl na lotnisku, na przystanku etc. Przepraszam, ale to twoje dziecko, wiec naucz sie obchodzic z nim na codzien tak, by nie przerzucac odpowiedzialnosci na kogos innego. Dziecko to nie choroba.
    Polacy sa chamscy w odzywkach, to swoja droga, ale do piet nie dorastaja Australijczykom. Przecietny mieszkaniec Parramaty, Wollongong czy innego Wagga Wagga w kazdym zdaniu ma przynajmniej pare slow na f…

    A ze pogoda na jesien jest brzydka???????????

    Magda zlituj sie, a w Sydney niby taki szal jest w zimie??????????

    Jak tam mieszkalem, to niebo potrafilo byc tez szare cale dwa tygodnie i do tego codziennie lac jak z cebra, co jest jeszcze gorsze!!!
    Rzadko zagladam na tego twojego bloga, teraz na pewno w ogole przestane, bo widze, ze nic ciekawego juz od dawna nie piszesz. stwierdzam, ze wraz z rodzicielstwem powinnas sobie odpuscic bloga i pisanie powyzszych bzdur, bo bardziej ci wychodzi bycie typowa polska mama i robienie zdjec dziecku instagramem.

    Post a Reply
    • Jeśli z kogoś wyszło „polactwo” to zdecydowanie z ciebie, w twoim komentarzu. Wyszedł tez z ciebie komplety brak empatii i złośliwość.

      W 100% zgadzam sie ze dziecko to nie choroba. Jednak to nie jest także dorosła osoba, ktorej mozna cokolwiek racjonalnie wytłumaczyć, bo małe dziecko nie potrafi racjonalnie myślec. Nie mam postawy roszczeniowej dlatego, ze mam dziecko. Nigdzie nie proszę o specjalne przywileje. Jednak spróbuj sam spędzić 30h w podrozy z kilku miesięcznym dzieciakiem, a zrozumiesz dlaczego tak bardzo doceniam, kiedy zostanę przepuszczona w długiej kolejce do kontroli paszportowej, albo kiedy ktoś pomoże z bagażami.
      Doskonale także wiem, ze nikt nie lubi siedzieć w samolocie koło dzieci. Ale to nie oznacza ze trzeba od razu rzucać przekleństwami na pół samolotu.
      A jak nie chcesz to juz tu nie zaglądaj, plakac po tobie nie bede.

      Post a Reply

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.