7 rzeczy, których nie ma w Australii (a są w Polsce) – część 2

HD000264

 

Kilka tygodni temu pisałam na blogu o siedmiu rzeczach, których nie ma w Australii, a są w Polsce. Notatka cieszyła się tak ogromną popularnością, że postanowiłam stworzyć kolejną część tego zestawienia. Tak więc dziś kolejne siedem rzeczy, których nie ma w Australii, a są w Polsce.

Psie kupy na chodnikach i trawnikach

Być może trochę przesadzę, jeśli powiem, ze trafienie na psią kupę na australijskim chodniku lub trawniku jest tak samo prawdopodobne jak wygranie w totolotka, ale chyba nie będę daleko. Psie kupy pod nogami to zjawisko tutaj praktycznie nieistniejące. Nie dlatego, że brakuje psów – tych jest cała masa. Raczej dlatego, ze w Australii właściciele psów ich kupy sprzątają. Podstawowym wyposażeniem każdego właściciela psa wybiegającego się z pupilem na spacer jest woreczek na psie odchody. Woreczki są też dostępne w wielu parkach. No i jak piesek kupkę zrobi, to właściciel bierze woreczek, zbiera kupkę, i wyrzuca ją do kosza. To zachowanie normalne, tak się po prostu robi, i myślę, że wielu polskich właścicieli psów mogłoby się od Australijczyków czegoś nauczyć. Bo o ile pamięć mnie nie zawodzi, to psich kup na polskich chodnikach jest całkiem sporo.

Wysokie bezrobocie

Lokalne media trąbią, że na lokalnym rynku pracy szaleje kryzys – jego oznaką jest rekordowe w Australii bezrobocie, które właśnie sięgnęło okolic 6%. Na lokalne warunki to rzeczywiście dużo, bo przez lata bezrobocie utrzymywało się w okolicach 5%. Oczywiście punkt widzenia zależy od punktu siedzenia – z perspektywy Polski i większości Europy taka stopa bezrobocia jest w kategorii marzeń.

Czy z pracą jest w Australii rzeczywiście tak krucho? Według mnie nie. Wydaje mi się, że wysokie jak na lokalne warunki bezrobocie wynika między innymi z tego, że na dzień dzisiejszy dostęp do zasiłku dla bezrobotnych jest bardzo łatwy. Zasiłek jest niewielki, ale masa ludzi woli nic nie robić za grosze niż się narobić i być może zarobić tylko ciut więcej.

Nieudolne/pobłażliwe wobec pijanych kierowców policja i sądy

Australijczycy lubią wypić, i pod tym względem chyba dorównują Polakom. Różnica jest taka, że w Australii policja i sądy są wobec pijanych kierowców nieubłagalne. Przekroczona norma alkoholu we krwi zawsze oznacza karę. To, jaka ona będzie zależy od ilości alkoholu we krwi, i tego, który raz zostało się złapanym pijanym za kółkiem. Kary finansowe wynoszą (w Nowej Południowej Walii) od $1100 $5500. Dodatkowo przy większej zawartości alkoholu we krwi z automatu traci się prawo jazdy na okres od 3 miesięcy aż do dożywotniego zakazu prowadzenia pojazdów. Każdy pijak za kierownicą przyłapany na tym przez policję ląduje w sądzie, a kara zostaje odnotowana w jego rejestrze karalności i pozostaje tam na 10 lat. To istotne, bo w Australii pracodawcy często przed zatrudnieniem chcą zobaczyć wyciąg z rejestru o niekaralności.

Długi, płatny urlop macierzyński

Pewnie zaskoczy Cię fakt, że w tak bogatym kraju jak Australia jeszcze kilka lat temu nie istniał płatny urlop macierzyński. Poza Stanami Zjednoczonymi był to chyba jedyny rozwinięty kraj na świecie, który nowe mamy zostawiał same sobie. Na szczęście sytuacja się w końcu niedawno zmieniła, choć daleka jest od tego, co mamom oferuje się w Europie. Standardowo pracodawca daje nowej mamie do roku wolnego po urodzeniu dziecka, ale pieniądze dostaje się tylko przez 18 tygodni i tylko w kwocie aktualnej oficjalnej pensji minimalnej. Po 18 tygodniach trzeba sobie radzić samemu. Macierzyński nie jest finansowany przez pracodawcę, ale przez rząd. Ma to ten plus, że pracodawca – nieobciążony finansowo przez fakt zatrudniania kobiety z dzieckiem – dużo rzadziej dyskryminuje kobiety w tzw. wieku rozrodczym. Nikt na rozmowie kwalifikacyjnej nie zapyta kobiety czy i kiedy planuje potomstwo, bo to dyskryminacja, która w Australii by nie przeszła.

Domy z cegły

W Australii istnieją zupełnie inne standardy budowlane niż w Polsce – domy buduje się zazwyczaj na bazie drewnianego szkieletu, a ściany są z płyt gipsowych. Do tego standardowo okna mają tylko jedną szybę, a coś takiego jak wentylacja z prawdziwego zdarzenia nie istnieje (tu się wentyluje otwierając okna). Tak jest niby taniej, no i w ciepłym klimacie niby więcej nie trzeba. Na budowlance się nie znam, ale według mnie to oszczędność złudna. Bo drewniana konstrukcja prędzej czy później spróchnieje albo zostanie zeżarta przez insekty, a gipsowe ściany trzeba będzie wymienić. Jedna szyba oznacza okna mniej szczelne, więc zimą trzeba więcej grzać, a w efekcie wydać na to więcej pieniędzy. Kupując starszy dom trzeba go zazwyczaj wyremontować w sposób, o jakim w Polsce nikomu się nie śniło – zrywa się ściany i sufity, zastępując je nowymi.

Supermarkety ze wszystkim

W Polsce w takim Auchan czy Geant kupić można wszystko – chleb, kurtkę na zimę, telewizor i garnki. W Australii takich supermarketów nie ma i chyba nigdy nie będzie. Jedzenie trzeba kupować w supermarkecie spożywczym, (w którym także dostaniemy chemię domową i kosmetyki), a wszystko inne w supermarketach z resztą. W tych drugich (są tu dwie główne sieci: Big W oraz Target) do kupienia są ubrania, trochę elektroniki, (ale dużo mniej niż w polskim supermarkecie ze wszystkim), sprzęty kuchenne i gospodarstwa domowego, zabawki, książki itp. Ta rozdzielność jakoś mi nie przeszkadza, ale z pewnością polskie rozwiązanie jest dla konsumenta wygodniejsze.

Droga benzyna

Australijczycy strasznie narzekają, że benzyna droga – litr to jakieś $1.40-1.50, czyli około …4zł. Za godzinę pracy za minimalną pensję można kupić jakieś 10 litrów benzyny. Czy Australijczycy mają więc prawo narzekać? Pewnie, że mają. Cena benzyny, mimo, że nadal niska w stosunku do zarobków, idzie w górę bardzo szybko. Pamiętam, że pod koniec 2008 roku litr kosztował jakieś 99c, więc w przeciągu sześciu lat cena poszła w górę o 50%.

 

Surferzy z Bondi
City2Surf, czyli 80tys ludzi na trasie z centrum Sydney do plaży Bondi

16 komentarzy

  1. W Kalifornii tez, niestety, wiekszosc domow jest budowana na bazie drewnianego szkieletu. Glowny minus tego jest taki, ze sa one malo dzwiekoszczelne. Ale za to kosztuja po kilka milionow dolarow… ;)

    Magda, ostatnio przegladalam Twoje artykuly o Australii, gdyz rozwazam podroz za kilka miesiecy. W jednym z pierwszych postow obiecalas napisac o opcjach noclegowych. Gdybys kiedys znalazla czas na ten temat napisac, to byloby super. Mysle, ze nie tylko mi by sie przydala Twoja wiedza w tej kwestii. Pozdrowienia, M

    Post a Reply
    • Postaram sie kiedyś coś o tym napisać, ale ostatnio z czasem krucho wiec nie wiem kiedy to będzie :(

      Post a Reply
    • Przestancie narzekac na szkielety drewniane i sciany gipsowe. A po co Wam beton i mury ktore dlugo sie nagrzewa lub ktore przyciagaja wilgotnosc i grzyba? W USA dom konstrukcji szkieletowej latwo nagrzac i latwo ochlodzic. Kosztuje mniej do zbudowania i latwo przerobic jak ktos potrzebuje lub po prostu chce. Po co Wam dom budowac na 100-200 lat? Co jak Wasze dzieci nie beda chcialy go? Co jak Wasze wnuki nie beda chcialy go? Co jak nikt nie bedzie chcial kupic bo nie spelnia ich oczekiwan a trudno przerobic? Jak chcesz solidny dom to sobie zbuduj solidny dom o ile sie oplaca. Nikt nie zabrania zbudowac takiego w Australii lub w USA, ale czy chcecie i czy Wam sie to oplaca?
      Zawsze mnie smieszy jak ktos mieszka kilka miesiecy za granica i mysli ze wszystkie rozumy pozjadal. Jak bedziesz mieszkac w obcym kraju przez 15 lat to moze zrozumiesz.

      Post a Reply
      • 1. Dom z cegły w Australii nie jest łatwą sprawą nawet jakbym chciała bo tutejsi budowlańcy nie znają tej technologii dobrze
        2. Zanim zaczniesz osobiste utyczki to doczytaj. Używając Twoich słów „śmieszy mnie” jak ktoś nie doczyta, a krytykuje i kpi. W Australii mieszkam nie kilka miesięcy tylko ponad 8 lat. Nie jest to co prawda lat 15 ale na tyle sporo żeby sie trochę orientował w lokalnych realiach.

        Post a Reply
      • @Lane

        Odbierasz mi prawo do mojej osobistej opinii gdyz ci sie wydaje, ze „mieszkam za granica kilka miesiecy”?

        Nawet gdyby to byla prawda, to chyba ciagle mam prawo wyrazic swoja opinie, co wiecej mam prawo do tego by byla ona inna niz Twoja. Gdybysmy sie we wszystkim zgadzali, to nie byloby o czym rozmawiac i swiat bylby nudny.

        Post a Reply
  2. wait, wait, to jaka jest minimalna pensja w Australii? $14? O_O

    powiem ci, ze po przeczytaniu tego wpisu i poprzedniego wpisu – australia z kanadą są bardzo podobne.

    Ania, taffydream.net/blog

    Post a Reply
    • Niecałe $17 brutto wiec koło $14 na rękę, może ciut mniej

      Post a Reply
  3. Podnosić psie kupki z ziemi? Toż to niegodne. A fuuuu! Przecież same się rozniosą na butach. :p

    Post a Reply
  4. Będąc w UK myślałem bardzo o przeprowadzce do AUS… W Polsce największy minus to brak pracy i małe zarobki. Wszystko pozostałe jest w miarę okey i co ważne – najpiękniejsze kobiety :) Nie ma co porównywać warunków życia do zachodnich krajów oraz tego jak działają różne urzędy wspomagające obywateli. System socjalny raczej nie ma co liczyć, że się zmieni na dobre, podobnie jak rynek pracy ale są też na świecie kraje w których żyje się nędzniej więc można ponarzekać ale trzeba się też cieszyć z tego co jest. Po dwuletnim pobycie w Londynie stwierdzić muszę, że Kraków przebija tą zatłoczoną i szarą metropolie UK pod wieloma względami. Przede wszystkim jest to piękniejsze miasto a klimat rynku jest królewski. Jak jest dobra praca to i życie w miarę leci. Myślę, że w AUS jest kilkanaście więcej powodów żeby tam lecieć niż wracać do UK aczkolwiek odległość do Polski mnie przeraża i chyba już moje lata też :) dlatego jak już emigracja to może inna strona Europy, szkoda, że na południu kontynentu jest też biednie z pracą bo niewątpliwie uroki swoje mają takie kraje jak Włochy czy piękna Hiszpania. Z tych moich ostatnich przemyśleń stwierdziłem, żę najlepiej jechać do jednego z krajów niemieckojęzycznych bo tam odkąd pamiętam wszystko zorganizowane i blisko do Polski. Zarówno w Niemczech, Austrii i Szwajcarii zarobki bardzo dobre.. A Australia zapewne pozostanie kierunkiem wymarzonych wakacji… choć kto wie?! Zycie przewrotne jest :)

    Post a Reply
    • Życzę spełnienia planów i marzeń!

      Post a Reply
  5. Nie można mieć wszystkiego :) Ja tam jestem zadowolona z naszego kraju, mamy piękne krajobrazy i smaczne jedzenie.

    Post a Reply
  6. Trochę więcej odcieni szarości chyba jednak występuje… Z kupkami pewna zmiana mentalne występuje choć to zależy od dzielnicy, podejrzewam ze w Sydney tez znajdą się takie zakazane. Bezrobocie liczą zdaje się inaczej niż w Europie, a pijanym kierowcom tak specjalnie to się nie pobłaza. jeśli już to różnica dotyczy chyba respektowania ograniczeń prędkości.

    Post a Reply
  7. Zdziwił mnie ten brak supermarketów „ze wszystkim”, chociaż z drugiej strony mimo że mamy takie markety to i tak wiele osób spaceruje od jednego do drugiego – nie dlatego, że nie może czegoś znaleźć, tylko najczęściej z powodu niższych cen na określone produkty w poszczególnych sklepach

    Post a Reply
  8. Witaj Magdo, jestem tu pierwszy raz, ale bardzo mi się podoba Twój blog. Na pewno będę zaglądał częściej.

    Post a Reply

Trackbacks/Pingbacks

  1. Czego nie ma w Oz, a jest w Polsce? | australopitek - […] z lektorem, wyborze produktów spożywczych, szybkim internecie i powszechnie dostępnym alkoholu. W drugim zaś wymienia psie kupy, wysokie bezrobocie,…

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.