7 rzeczy, których nie ma w Australii (a są w Polsce)

12403821423_eed7639919_o

 

Jest wiele dziedzin życia, w których Australia i Polska różnią się od siebie. Czasem te różnice wypadają na korzyść Australii, innym razem na korzyść Polski. Dziś na blogu jest właśnie w temacie różnic, a dokładnie w temacie tego, czego nie ma w Australii, za to jest w Polsce.

 

ZUS

Wyobraź sobie, że żyjesz w kraju, w którym nie ma ZUSu. Że pieniądze, które co miesiąc odciągane są z Twojej pensji na przyszłą emeryturę nie dostają się w łapy wielkiej, biurokratycznej maszyny, która je od razu wydaje. Zamiast tego pieniądze lądują na Twoim własnym, osobistym koncie. Nie możesz ich co prawda wypłacić dopóki nie osiągniesz wieku emerytalnego, ale za to samodzielnie decydujesz co z pieniędzmi się dzieje (jak są inwestowane) oraz obserwujesz jak zmienia się stan Twojego emerytalnego konta. A jeśli nie daj Boże nie dożyjesz wieku emerytalnego pieniądze nie przepadną, tylko odziedziczy je wskazana przez Ciebie osoba.

System (zwany superannuation) nie jest idealny, ale według mnie jest zdecydowanie lepszy niż powszechne ubezpieczenia społeczne, które funkcjonują w Polsce. Przede wszystkim dlatego, że masz stałą kontrolę nad pieniędzmi. W zależności jak zdecydujesz się je inwestować  zarobisz dużo, mało, albo być może nawet trochę stracisz. Ale i tak wolę takie ryzyko niż kompletny brak kontroli nad tym, co dzieje się z moją składką emerytalną.

Nie jest niestety aż tak różowo, jeśli nie uda Ci się zaoszczędzić na tyle pieniędzy, by starczyło na całą emeryturę. Wtedy jesteś skazany na finansowaną przez państwo emeryturę (age pension), której wysokość na dzień dzisiejszy wynosi około $380 na tydzień. Tak, wiem, że w przeliczeniu na złotówki to 1000zł na tydzień, więc kupa szmalu. Ale tu nie Polska, tu Australia, życie jest bardzo drogie i $380 na tydzień to stawka głodowa, która może i gwarantuje przetrwanie, ale nic poza tym.

 

Dowody osobiste i PESEL

Mało tego – nie dość, że nie ma dowodów osobistych i obowiązku posiadania dokumentu potwierdzającego tożsamość, to nie ma także uniwersalnego numeru identyfikacji w stylu PESEL. W praktyce praktycznie każdy (poza dziećmi) ma prawo jazdy, które standardowo funkcjonuje jako dokument tożsamości. Jeśli chodzi o numer identyfikacji to większość mieszkańców kraju ma ich kilka, ale posiadanie żadnego z nich nie jest wymagane – numer prawa jazdy, numer identyfikacji podatkowej, numer karty Medicare (Medicare to coś jak lokalny NFZ).

W latach 80-tych pojawiła się propozycja wprowadzenia tzw. Australia Card, ale pomysł szybko spalił na panewce. Dzięki temu jest bardzo praktycznie – jeden mniej dokument, który trzeba odnawiać i za który trzeba płacić.

 

Obowiązek meldunkowy

Kolejna rzecz, o której w Australii nikt nie słyszał. W Polsce to pozostałość po komunizmie, i z jakiegoś powodu władze nie chcą obywateli tego bezsensownego obowiązku pozbyć. W końcu i tak cała masa ludzi mieszka na stałe poza adresem zameldowania.

W Australii, w sytuacji gdy wymagane jest przedstawienie dowodu o miejscu zamieszkania, wystarczy pokazać prawo jazdy z tym adresem i np. rachunek za prąd wysłany do nas na nasz adres. I tyle. I najlepsze – po zmianie adresu nie trzeba od razu wymieniać prawa jazdy. Wystarczy poinformować o zmianie adresu odpowiedni urząd, a ten wyśle nam do domu naklejkę z nowym adresem, którą należy nakleić na prawo jazdy. I tyle.

 

Filmy z lektorem

Jeśli od zawsze oglądasz polską telewizję to pewnie nie rozumiesz z czym mam problem, bo lektor to dla Ciebie coś normalnego. Ja nie jestem w stanie takich filmów oglądać. Z dwóch powodów – lektorzy są tragicznymi aktorami i swoim głosem w żaden sposób nie potrafią oddać emocji; tłumaczenia są często tragicznej jakości. W Australii na szczęście na pomysł lektora nikt nie wpadł. Na pomysł dubbingu też nie (uffff!). Gdy w telewizji puszczają film nieanglojęzyczny, to zawsze jest on w oryginale, z napisami po angielsku. Szkoda, że w Polsce tak nie robią. Może na pierwszy rzut oka to większy wysiłek dla widza, ale przynajmniej z językami obcymi by się młodzież osłuchała.

 

Konkurencja na rynku supermarketów i wybór produktów spożywczych

Nie masz pojęcia jak bardzo lubię robić zakupy spożywcze w supermarketach, kiedy jestem w Polsce. Przede wszystkim dlatego, że oferują one wybór produktów o jakim w Australii mogę tylko pomarzyć (choć i tak teraz jest o wiele lepiej niż było w 2005 roku, kiedy przyjechałam do Australii i kupienie dobrego sera czy choćby chleba było wielką misją). Jedyny rodzaj produktów spożywczych, w których Australia wygrywa to produkty azjatyckie, owoce morza i wołowina. Poza tym zdecydowanie wygrywa Polska. Dziesiątki rodzajów soków, wód mineralnych, nieopisany wybór nabiały, wędlin…. ach rozmarzyłam się.

Wybór miejsca na zakpy jest w Australii jeszcze gorszy niż wybór produktów spożywczych. Rynek supermarketów opanowany jest przez dwie sieci – Coles i Woolworths (w niektórych stanach znany jako Safeway). Jest na rynku kilku mniejszych graczy (sieć IGA czy Aldi), ale przy potędze dwóch gigantów ci mniejsi często przegrywają. Coles i Woolworths to prawie duopol, a za tym idą takie problemy jak minimalna konkurencja cenowa na rynku, czy dyktowanie drakońskich stawek dostawcom. Aldi, mimo, że wyraźnie tańszy niż dwie duże sieci, oferuje bardzo ograniczony wybór towaru, zaś IGA jest piekielnie droga, bo nie ma takiej siły negocjacyjnej z dostawcami jak Coles czy Woolworths. Efekt jest oczywiście taki, że traci konsument, bo nie dość, że wybór marny to i ceny wyższe niż mogłyby być, gdyby na rynku było więcej graczy. To jednak chyba nigdy nie nastąpi, bo nie bardzo widzę, by któryś z europejskich gigantów typu Tesco czy Geant chciał pchać się na mały, 20-milionowy rynek na końcu świata, gdzie w co drugiej dzielnicy jest już supermarket.

 

Szybki internet i niezawodne sieci komórkowe

Poziom życia może i jest w Australii wyższy niż w Polsce, a społeczeństwo jest bogatsze, ale w kwestii internetu i sieci komórkowych Australia jest w tyle. Problem wynika oczywiście z racji tego, że Australia to ogromny kraj, więc infrastruktura to droga sprawa. Nie mam więc problemu w sytuacjach, kiedy zasięgu brakuje np. w środku parku narodowego. Choć pewne rzeczy ciężko zrozumieć. Np. jak to możliwe, żeby u mnie w domu, 6km od centrum największego miasta w kraju, zasięg na komórce spadał co jakiś czas do jednej kreski? Albo by w pracy, 2km od centrum, były w biurze punkty, gdzie komórka po prostu nie działa?

Albo dlaczegog cała masa hoteli, hosteli i kempingów kasuje gości za korzystanie z internetu? Nawet w biednych krajach Azji internet był wszędzie za darmo. W Australii trzeba płacić. Jedyne pewne miejsce na złapanie bezpłatnego netu to McDonalds i większość bibliotek. Na szczęście coraz częściej bezpłatny internet oferują swoim klientom także kawiarnie, ale nadal w kwestii bezpłatnego wifi daleko za resztą świata. Do tego dochodzi fakt, że w porównaniu z np. Europą lokalny internet jest zdecydowanie wolniejszy.

 

Powszechnie dostępny alkohol

Wódka o 3 w nocy na stacji benzynowej? Piwko w osiedlowym spożywczaku? Zapomnij! Sprzedaż alkoholu w Australii jest bardzo mocno regulowana – można go kupić tylko w wyznaczonych miejscach i to tylko w określonym czasie. I to nie ważne czy mowa o alkoholach wysokoprocentowych czy o zwykłym piwie. W supermarketach, osiedlowych spożywczakach czy sklepach typu Żabka alkoholu nie uświadczysz. Żeby się w niego zaopatrzyć trzeba udać się do lokalnej odmiany sklepu monopolowanego, tzw. bottle shop (dosłownie: sklep butelkowy). Tych jest cała masa, ale jednak sam fakt, że trzeba pofatygować się do osobnego sklepu niektórym nie podoba się za bardzo. Bottle shop‚y zamykają się wczesnym wieczorem, więc o wyskoczeniu po flaszeczce w środku nocy, bo zabrakło akurat na imprezie, odpada.

Sprzedaż alkoholi w restauracjach, barach, pubach itp. jest także regulowana – każdy taki przybytek musi posiadać licencję, która dokładnie określa jakiego rodzaju alkohole może sprzedawać oraz w jakich godzinach. Wiele restauracji, by oszczędzić na koszcie licencji i zachęcić klientów, preferuje model BYO (Bring Your Own), o którym szczegółowo pisałam jakiś czas temu.

 

Rok temu w Japonii
AirBnB, czyli mój ulubiony sposób na nocleg w podróży + KONKURS!

68 komentarzy

  1. Fajny artykuł, ale w Polsce już nie ma obowiązku zameldowania : )

    Post a Reply
    • Serio?? Od kiedy? Dobra wiadomosc!

      Post a Reply
        • Mój znajomy wrócił z UK w 2010 i nie ma meldunku bo wymeldował się koło 2002 jak wyjeżdżał. Były trochę problemy z wyrobieniem dowodu bo wrócił jedynie z paszportem na końcówce ważności ale jednak mu wyrobili. Teraz są jaja jak go policja legitymuje ale dzięki temu mandatów zazwyczaj nie dostaje bo Panowie gubią się w procedurach.

          Post a Reply
          • Brak stałego zameldowania = mandat opłacony na miejscu. Nie wiem czy to tak fajnie…

            Post a Reply
          • A w jakich to konkretnie procedurach się gubią i co konkretnie skłania ich od odstąpienia od nakładania mandatów? Bo jak nie masz stałego meldunku, to i tak dostajesz dowód (tak ma np. mój ojciec).

            Post a Reply
          • poprawka – od 1 stycznia 2015 nie będzie.

            Bardzo ciekawy artykuł :)

            Post a Reply
        • Obowiązku meldunkowego niby nie ma ale nie da się wyrobić dowodu rejestracyjnego bez meldunku.

          Post a Reply
      • Zgadza się, ale jest to martwy przepis.

        Post a Reply
        • Na pewno martwy? Da sie dostać kredyt w banku jak sie nie ma adresu zameldowania?

          Post a Reply
          • nie jest to martwy przepis, wiem co mówię bo pracuję w urzędzie….

            Post a Reply
          • dostaniesz kredyt jak przedstawisz np rachunek na gaz jeżeli wynajmujesz mieszkanie to media sa na ciebie automatycznie nie na odnajmującego

            Post a Reply
        • To nie jest martwy przepis. To, że w większości przypadków odstępuje się od egzekucji, nie oznacza, że jest martwy.

          Post a Reply
        • Czym według ciebie jest „martwy przepis”?

          Post a Reply
        • Ni.jest to martwy przepis, bo byla u mnie osoba jakies 2-3 miesiace i pani w urzedzie sie przyczepila dlaczego nie przyszlismy wczesniej zameldowac osoby to jej powiedzialam ze podrozowalismy po Europie…

          Post a Reply
    • Bzdura. Jest i jeszcze trochę niestety będzie.

      Post a Reply
    • Skoro ma wejść dopiero w 2016 r., to znaczy, że obowiązek jeszcze funkcjonuje.

      Post a Reply
    • Nowa ustawa mowi o braku obiwiazku meldunkowego. Starej natomiast nie zniesiono = obowiazek meldunkowy w Polsce dalej wystepuje. Chcieli dobrze, a wyszlo jak zwykle.

      Post a Reply
    • Tylko. Spróbuj coś załatwić bez meldunku.Nie masz meldunku,nieistniejedz dla biurw.

      Post a Reply
  2. Fajny pomysł na post. Zazwyczaj ludzie skupiają się na tym, co jest w Australii, a czego NIE ma w Polsce :) Najlepszy ten ZUS! Marzy mi się takie w Polsce eh…

    Post a Reply
  3. Drogi autorze mało filmów obejrzałeś z lektorem. Weźmy na ten przykład „chłopaki z baraków”. Obejrzyj ten serial i powiedz mi, że lektor się nie spisał. Ja jestem za filmami z lektorem nie znam na tyle angielskiego by oglądać bez napisów a na samym „czytaniu” skupiam się na tyle by gubić wątek w filmie. Nie chcesz lektora nie oglądaj, ja np. nie mam nic przeciwko. W dzieciństwie oglądałem na niemieckim kanale Godzillę i wiesz co ? Nie pomogło mi to w nauce tego języka. Pozdrawiam Komancz.

    Post a Reply
    • Jak mieszkałam w Polsce i oglądałam polską tv to tez mi lektor nie przeszkadzał, wydawał mi sie czymś zupełnie normalnym. To po prostu kwestia przyzwyczajenia i tyle. Teraz jestem odzwyczajona no i nie trawie.

      Post a Reply
      • Myślę że wszyscy świadomi koneserzy filmów zgodzą się że ścieżka dzwiękowa filmu jest tak samo ważna jak obraz w budowaniu historii i atmosfery. Pomysł lektora niszczy niestety warstwę dzwiękową. Od najmłodszych lat w Polsce byliśmy do tego przyzwyczajni i wielu ludziom do dziś wydaję się to normalne. Po kilku latach spędzonych za granicą w sposó naturalny zrozumiałem jak zły to był pomysł. Teraz już mam tak jak Magda i absolutnie nie jestem w stanie oglądać tak popsutych filmów. Pozdrawiam!

        Post a Reply
        • Ja w kilku krajach filmy oglalem i powiem szczerze, ze najgorsze sa filmy z dubingiem. Te z napisami sa najlepsze ale polski lektor nie jest najgorszy. Obcokrajowcy jak ogladaja w Polsxe film to sie troche dziwia ale dla nas to chyba juz takie dziwne nie jest.

          Post a Reply
        • Fajny post !
          Z tym lektorem to sie zgodzę z autorką postu. Ja wyjechałam do AUS mając 14 lat i wróciłam do polski mając 29 lat. Długo na nowo przyzwyczajałam sie do lektora teraz jakoś ujdzie w tłumie, chociaż często wsłuchuję się w oryginalną wersję. Tłumaczenia faktycznie czesto są mierne , naprawdę nie wiem czemu często odbiegają od rzeczywistych dialogów lub wręcz nie tłumaczy się całości wypowiedzi….. ALE i tu najważniejsze wiadomość – teraz w większości telewizji kablowych jest możliwość wyboru opcji dzwięku i można lektora WYŁĄCZYĆ (lub np. włączyć napisy) aha i jeszcze jednej rzecz której w Australii brak to wyboru kanałów TV – ilość jest naprawdę ograniczony w porównaniu z europą

          Post a Reply
      • Z lektorem to jest taki problem, ze on zawsze akurat zaczyna gadac kiedy dzieje sie cos waznego i nie tylko rozprasza, ale tez zaglusza innych. Ktos cos mowi, a tu w polowie slowa nagle gada jakis facet. Tragedia, moglby choc gadac kiedy nic sie nie dzieje.

        Post a Reply
    • W Polsce tez istnieją juz kanaly tv w formie cyfrowej(większość -naziemna,satelitarna i kablowa) i na wielu kanalach można wybrac jaka chcesz wersje czy oryginał czy z napisami czy lektor czy dubbing. Trzeba tylko umieć używać dekodera.

      Post a Reply
    • Osobiście nie trawię dubbingu, a czytanie napisów nie pozwala się skupić na akcji. Lektor to jest to.

      Post a Reply
  4. Cześć. Wrzucając dwa kamyczki do ogródka, trochę z dowodem osobistym/PESEL a trochę z ZUS. Brak ogólnokrajowego ID czasami rodzi problemy. Prawo jazdy wydawane jest przez rząd stanowy, a nie centralny. Głupie animozje mniędzystanowe czasami dają w kość. osobiście spotkałem się z sytuacją jak instytucja stanowa w S.A. powiedziała, że dla niej prawo jazdy wydane w VIC nie jest żadnym dokumentem i nie zaświadcza o niczym. Ogólnokrajowe ID przydałoby się jednak bo wiele osób jest klientami Medicare i Centrelink jednoczesnie. W kazdej instytucji maja różne numery. W AU co prawda nie ma ZUS, ale również jest gigantyczny bałagan z funduszami emerytalnymi. Kont emerytalnych jest ponad dwa razy więcej niż obywateli. Jeśli nowemu pracodawcy nie podasz swojego numeru superannuation, to założy Ci kolejne konto. Przy elestycznym rynku pracy i tysiącach osób pracujących na cząstki etatów w wielu miejscach jest to problem. Mając niewielkie kwoty na kilku kontach emerytalnych oszczędności są zjadane przez prowizje i opłaty za prowadzenie rachunków.

    Post a Reply
    • Nie mówię, ze brak jednolitego numeru identyfikacji to dobra rzeczy. Mówię tylko, ze go nie ma :)
      Co do poruszonej przez Ciebie kwestii superannuation to zgadzam sie. Masa ludzi ma w tym temacie burdel w papierach, i mysle ze to wynika z typowej dla ludzi niechęci do interesowania sie tym, co tak odległe w przyszłości. Przydałaby sie w tym temacie jakaś akcja edukacyjna, bo wiele osób nie zdaje sobie sprawy z tego jak drogo bedzie ich kosztować ich własna ignorancji i lenistwo.

      Post a Reply
  5. A macie rzecznika praw konsumenta? Miałem wrażenie że w PL prawa konsumentów są lepiej chronione, w każdym razie jak jest jakaś mega promocja to tez podawane są warunki dodatkowe, w Australii często dowiadywałem się o tym dopiero przy kasie

    Post a Reply
    • Z moich doświadczeń wynika coś zupełnie odwrotnego! W Australii klient to świętość, wszelkie zwroty/ wymiany robione są natychmiastowo i z uśmiechem na ustach, czy to pękniętego chupa chupsa czy wiertarki, której użyłeś i chcesz po prostu zwrócić :) A żeby pani na kasie warknęła zamiast „miłego dnia”? O nieee… na pewno nie w Australii :)

      Post a Reply
    • Instytucja broniący prawa konsumenta działa w każdym stanie.
      A co do kwestii zwrotu towarów to mam podobne doświadczenia co Lymkya – nigdy nie miałam z tym problemu, zawsze odbywa sie to bez problemu i z uśmiechem na twarzy.

      Post a Reply
  6. Mnie chyba najbardziej zaciekawiła ta sprawa z alkoholem, gdybyś mieszkała w Dubaju czy innym arabskim kraju takie ograniczenia by mnie nie dziwiły, ale w Australii? Dlaczego wprowadzone zostały takie utrudnienia? Ma to zmniejszyć ilość spożywanego alkoholu? O co z tym chodzi? :)

    Post a Reply
    • Porownanie z krajami muzulmanskimi jest zdecydowanie na wyrost :) Tak jak napisalam bottle shops sa wszedzie, wiec to nie jest tak,. ze kupienie alkoholu to jakas wielka misja. Mozna tez na to popatrzec z innej strony – moze tak jak jest w Australii jest ok, za to w Polsce jest zbyt latwy dostep do alkoholu?

      Post a Reply
  7. Australia należy do wspólnoty brytyjskiej i wyznaje zasadę że jesteś tym za kogo się podajesz, a jeśli skłamiesz to minimalna kara wynosi 5 lat więzienia. Australia posiada też najdłuższy na świecie prosty odcinek drogi z Sydney do Darwin gdzie są tylko 2 zakręty i pomimo że jest prosta droga to nikt nie ma w zwyczaju przekraczać prędkości.

    Post a Reply
  8. Daniela Miernik :D

    Post a Reply
  9. Super tekst, naprawdę ciekawe informacje! Chętnie poczytam jeszcze o takich różnicach (może edukacja, kto częściej zostaje na wychowawczym w domu – wiem, że tu potrzebny byłby jakiś większy research, ale może kiedyś, coś :) ) Pozdrawiam!

    Post a Reply
    • To tematy, o ktorych mam marna wiedze, ale moze kiedys uda sie znalezc czas, zrobic research i napisaco nich :)

      Post a Reply
  10. Ciekawie jest czytac o tym co jest a czego nie ma w Polsce i w Australii. Co do supermarketow i wyrobow spozywczych, nie dziwi mnie to ze w Australii aka. na koncu swiata nie ma produktow ktore sa w Polsce, ale co mnie dziwi jest to ze tych produktow nie ma w Niemczech. Kupienie zwyklej pietruszki w niemieckim supermarkecie graniczy z cudem, a na pietruszce niestety sie nie konczy :)

    Post a Reply
    • Slyszalam o tym od siostry, ktora mieszka w Niemczech. Z tego co rozumiem to wynika ze zwyklych roznic w gustach kulinarnych.

      Post a Reply
  11. Caly ten tekst to 100% prawda :)
    Warto tez wspomniec o roznicach w systemie zdrowotnym:
    w Polsce podobno mozna miec chorobowego ile sie chce pod warunkiem ze jest zwolnienie od lekarza tu zaklad pracy daje tylko 8 dni platnego chorobowego na rok.
    W Polsce podobno macierzynski jest platny przez rok I jest cos takiego jak okres wychowawczy ktory trwa kolejne 2 lata. Tu platny macierzynski funkcjonuje dopiero od 2 lat, trwa 18 tygodni, dostaje sie srednia krajowa niezaleznie od zarobkow, czyli duzo mniej od regularnej wyplaty. Po 18 tygodniach nie dostaje sie nic a prace trzymaja dla ciebie tylko do roku. „Wychowacze” tu nie istnieje. Czy to prawda ze tak dobrze jest ciezarnym kobietom w Polsce? slyszalam od kolezanki, ktora podobno cala ciaze przesiedziala w domu na platnym zwolnieniu lekarskim.

    Post a Reply
    • Roznic jest rzeczywiscie duzo wiecej niz te 7, o ktorych pisze.
      Co do Twojego komentarza to dni chorobowego jest 10 w roku (przynajmniej tak jest w NSW), a macierzynski to nie srednia pensja tylko najnizsza pensja (czyli na dzis jakies $550/tydzien).
      Z jednej strony kobiety w Polsce maja sie lepiej z dlugim platnym macierzynskim itp, ale w Polsce te koszta ponosi pracodawca. Wiekszosci z nich sie to nie podoba, i o ile wiem w rezultacie dyskryminacja kobiet „w wieku rozrodczym” jest w Polsce spora. W Australii macierzynski jest finansowany przez panstwo (oczywiscie sa firmy, ktore dobrowolnie zapewniaja platny urlop macierzysnki swoim pracownicom, ale tych nie jest duzo), a to ma te plusy, ze firmy nie maja wiekszego problemu z zatrudnianiem kobiet, ida na reke w kwestii elastycznego czasu pracy po powrocie z urlopu itp

      Post a Reply
      • Kosztu macierzyńskiego nie ponosi pracodawca, tylko pierwsze 33 dni chorobowego (100%) jeśli kobieta pójdzie. Płaci ZUS tylko w praktyce wygląda to tak, że prawie każde macierzyńskie w tym chorym kraju = śledztwo u pracodawcy i sprawa w sądzie. No chyba że kobieta pracuje z 10 lat u niego i nie zarabia za dużo, czyli nie więcej niż najniższa krajowa, a nie daj Boże dać podwyżkę kiedy już jest w ciąży to sprawa w sądzie to bankowo. Zakład Utylizacji Szmalu działa tak, że wydaje decyzję wg której pracodawca ma oddać to co kobieta już dostaje. Bez wyroku sądu.
        Dlatego pracodawcy nie chcą zatrudniać młodych kobiet i nie cieszą się gdy już zajdzie.

        Post a Reply
  12. Może wypowiem się na temat urlopów macierzyńskich… W Polsce od 2013r urlop macierzyński faktycznie trwa rok i jest płatny 80% wynagrodzenia. Zostało to wprowadzone by zachęcić małżeństwa do decydowania się na dzieci. Super, ale poza tym to super na tym się kończy. Rodzi to niestety szereg problemów, rację ma Magda pisząc, że pracodawcy przez to nie chcą zatrudniać kobiet w tzw wieku rozrodczym a już na pewno bezdzietnych mężatek. Kolejny problem to niepewność stanowiska po powrocie do pracy. Nie wspominając już o tym, że brak wystarczającej ilości miejsc w żłobkach (czwórka dzieci na jedno miejsce) powoduje, iż wiele matek nie ma możliwości powrotu do pracy bo cena prywatnej opieki czasami równa się 80-90% wynagrodzenia (i jak tu decydować się na dziecko). To błędne koło i wiele matek w Polsce gdy już zdecyduje się na dziecko szybko wraca do pracy nie korzystając z tego rocznego luksusu ;)

    Post a Reply
  13. Nie pomyślałabym, że sieć komórkową i internet – w tym wifi – w PL są lepsze i łatwiej dostępne! A z alkoholem to chyba podobnie jak w Skandynawii macie, a jak to się przekłada na ogólne alkoholizowanie się społeczeństwa? Czy przez to, że jest trudniej dostępny, ludzie piją mniej?

    Post a Reply
    • Porownanie ze Skandynawia jest bardzo na wyrost. Tam sprzedaz alkoholu jest w rekach panstwa, a sklepow z alkoholem jkest jak na lekarstwo. W Australii sklepow z alkoholem jest cala masa i sa prywante. Roznica z Polska jest taka, ze nie ma sprzedazy alkoholu w nocy oraz w miejsach typu stancja benzynowa czy spozywczak

      Post a Reply
  14. Z Internetem w Europie można się zdziwić. Np. szukając darmowego WiFi w najbogatszym państwie europejskim – w Niemczech – mnie się nie udało znaleźć ;) Jeszcze 3-4 lata temu nawet w hotelach (mowa o hotelach 3- i 4-ro gwiazdkowych) wszędzie się płaciło za dostęp do WiFi. W tej chwili jest już lepiej i najczęściej wystarczy się zgłosić do recepcji po darmowy ticket. W restauracjach prawdopodobnie też to tak zadziała (znaczy się na ticket). Natomiast znalezienie sieci niezabezpieczonej tak jak w Polsce jest mało prawdopodobne.

    Post a Reply
  15. Wszystko sie zgadza i dodac by trzeba bylo, ze w Australii nigdy nie bedzie tak fajnych i zaopatrzonych centrow handlowych (tzw. shoppingow) jak sa w Polsce. Chodzi o kwestie ubraniowe. Akurat w tym roku bylem w ojczyznie i odswiezylem sobie wizerunek polskich shoppingow w Warszawie, a wiem ze jeszcze fajniejsze i nowoczesniejsze powstaly ostatnio w innych wiekszych miastach Polski. Shopping to jedno z moich hobby (juz tak mam tak z pobytu w Australii bo z nudow czlowiek lazi po sklepach) no i powiem, ze wracajac do Australii po porzadnym shoppingu w Polsce, chodzac po jednym z wiekszych australijskich centrow handlowych czuje sie jak na targowisku w kraju 3-go swiata. Brakuje tylko kur i siana pod nogami. Od otwarcia do zamkniecia shopping w Australii jest pelen roznej masci ludzi, przepychanki, nieprzyjemne zapachy i ta targowa atmosfera… W polskim shoppingu pachnie luksusem i parfuma, w godzinach pracy ludzie sa w pracy, a nie laza po sklepach, a wiec jest luzno, przyjemnie, bez wlazenia sobie w droge, jest swoboda i komfort ogladania oraz kupowania o ktorym australijscy klienci moga sobie tylko pomarzyc (no,moze maly procent bo wiekszosc z nich nie ma pojecia jak jest tam gdzies w swiecie, jak inni zyja itd) Poza tym w australijskich shoppingach ciagle brakuje jakiegos towaru, ktory akurat chcemy kupic, ciagle jest malo i robia wglad na stan mag. po to zeby oznajmic iz jest 1 sztuka tego czy innego produktu ale…w innym stanie Australii i moga to sciagnac w ciagu tygodnia badz dwoch.. Porazka. Nie do zaakceptowania przez kogos kto emigruje do Australii z Europy. Dzieki Bogu ze jest ten K-mart ze swoja dosc obfita iloscia taniego ale dosc dobrej jakosci asortymentu bo jakby nie to oraz dwa lub trzy podobnego typu markety to ja nie wiem gdzie ubierali by sie emigranci. Pozdrowienia z wioski zwanej Australia. Czeslaw Szczepan.

    Post a Reply
  16. Bardzo ciekawe zestawienie, przedstawione z praktycznego punktu widzenia. Niestety miejsca idealne do życia chyba jednak nie istnieją. Zawsze są jakieś plusy i minusy :)

    Post a Reply
  17. Ważne, że mamy ZUS. Czyli prosta sprawa – Polska jest najlepszym krajem do mieszkania na świecie :P

    Post a Reply
    • Jest ser bialy mozna kupic we wloskich sklepach

      Post a Reply
  18. Duzo rzeczy ktore napisalas sa takie same w Australii jak w Kanadzie – tez mi przeszkadza to, ze W OGOLE nie ma konkurencji, nic z nic. Są dwa plyny do mycia naczyn, dwie marki dżemu, ser to cheddar, mozarella i swiss, a szynka black forest. Oczywiscie inne rzeczy mozna kupic w jakichs malutkich sklepach czy polskich sklepach, ale wieeelkie supermarkety takiego czegos nie mają. to samo jest z sieciami komorkowymi, są dwa giganci co mają pod sobą po 4 inne firmy i wszedzie ceny sa takie same, wszystko jest przeplacone a do tego nie ma czegos takiego jak „staly klient” ktory ma jakies znizki jak w PL :/
    Alkohol? Jest sklep o nazwie LCBO (liquor control board of Ontario – piekna nazwa, wiem) i tam do max 10pm w tygodniu i uwaga uwaga… 5PM!! w niedziele mozna kupic alkohol. A w klubach nocnych zamykają bar o 2AM, wiec nie ma imprez do rana.

    Ania, taffydream.net/blog

    Post a Reply
    • Aniu, mieszkam w tym samym mieście co już 3 lata i niestety nie mogę się zgodzić co do kilku rzeczy.

      Po większy wybór produktów musisz wyjść z sieciowego NoFrillsa/Freshco/FoodBasic czy innego Metro i pójść do innych gdzie znajdziesz wszystko co zechcesz. Co do serów to w Toronto mamy kilkanaście sklepów gdzie do wyboru jest ponad 500 (!) gatunków sera z całego świata. ( zajrzyj tu http://www.blogto.com/toronto/the_best_cheese_shops_in_toronto/ )

      Co do mięs polecam jednego ze świetnych rzeznikow ( http://www.blogto.com/toronto/the_best_butcher_shops_in_toronto/ ) polskiego Starsky’ego, lub Kensington Market gdzie dostaniesz takie rarytasy jak mięso z rekina, kangura, krokodyla, wielbłąda i z czego jeszcze sobie wymarzysz :)

      Generalnie pod względem dostepności i wyboru jedzenia to moim zdaniem mamy tutaj raj. Można tu znaleźć kazdą możliwą przyprawę / mięso / warzywo / owoc z całego świata. Polecam Kensington Market, St Lawrence Market, Chinatown i liczne etniczne czy niezależne sklepy typu Fiesta Farms.

      Co do sieci komórkowych to rzeczywiście monopol BIG 3 trzyma mocno to wszytko i jest to frustrujące ale na szczęscie jest jeszcze Wind (z którego to od 3 lat korzystam) gdzie za $29 mam nieograniczone rozmowy, smsy i internet ze starą zniżka dla stalego klienta ;)

      LCBO i ich „skandynawski model” to niestety niewygodna sprawa i trzeba planować wokoł ich godzin. W Quebecu i kilku innych prowincjach jest lepiej bo można kupić w małych sklepach i od jakiegoś czasu w Ontario też jest presja żeby to zmienić. Na plus jest to że te najwieksze oddziały wygladają jak duuży supermarket i w jednym miejscu masz naprawde dobry wybór alkoholi ze wszystkich zakątków globu – polecam szczególnie ten przy stacji Summerhill.

      Zgadzam się że 2 am na last call to bardzo słaby pomysł – jest kilka miejsc gdzie tak naprawdę to jest 3 am no i mamy w mieście akcję (podpisz! :) która chce to zmienić – http://lastcallto.com/

      Pozdrawiam cieplo!

      Post a Reply
      • Kuba, wiem o tym :) pisałam właśnie, że sery i inne produkty można dostać w małych sklepach, ale w sieciówkach wybór jest słaby.

        Post a Reply
        • …no bo kto by chciał korporacje wspierać jak jest tyle alternatyw? :P

          Powinnaś dodać że w najtańszych supermarketach bo w np. Loblaws już tego problemu nie ma ;)

          Post a Reply
          • No tak, masz racje. ostatnio byłam pierwszy raz w Sobeys (po 5 latach w Kanadzie :D) i sie pozytywnie zaskoczylam jak duzy wybór moze miec tak malutki sklep.

            Post a Reply
  19. Obowiązek meldunkowy nie jest od dłuższego czasu wykonywany (i bedzie zlikwidowany niedługo, nie pamietam teraz dokładnej daty). A za dowód sie nie płaci :)

    Post a Reply
  20. Pesel i numer identyfikacji podatkowej nie spelnia tych samych potrzeb?

    Post a Reply
  21. A co w przypadku jeśli dana osoba (imigrant) popracuje kilka/kilkanaście lat w AU i wyjedzie? Czy nadal nie ma dostępu do swoich środków z emerytury? Czy te pieniądze przepadają? A może ma do nich dostęp ale tylko po ukończeniu 60/65 lat?

    Post a Reply
    • Jeśli w Australii przebywałeś na wizie rezydenckiej to zaoszczędzone pieniądze będą dostępne po osiągnięciu wieku emerytalnego, nawet jeśli wyjedziesz wcześniej z Australii. Natomiast jeśli w Australii byleś na innym rodzaju wizy (np. studencka, sponsorowana) to wtedy pieniądze z emerytury możesz wypłacić w ciągu 5 lat od opuszczenia Australii (minus 30% podatku). Jeśli tego nie zrobisz to kasa przepadnie.

      Post a Reply
  22. Autorka artykulu chyba mieszka bardzo krotko w Australi i nie calkiem zrozumiala jak Australia pracuje.
    Ja mieszkam tu od 34 lat i widze wiele niescislosci w jej blogu. Zacznijmy od ZUS. Nie ma czegos takiego. Emerytura jest wyplacana z ogolnego budzetu panistwa, jesli jest para zyjaca razem($329 kazdy), troche mniej, samotna osoba dostaje troche wiecej ($430). I to nie jest poziom przezycia. Nawet pojedyncza osoba moze wynajac flat za $150 tygodniowo(oczywiscie nie w centrum miasta i dostanie jeszcze rental assistance do wysokosci $120, czyli mieszkanie bedzie kosztowac $30), prad,gaz, telefon, woda zabierze nie wiecej niz $50 tygodniowo. Czyli praktycznie ma do dyspozycji $350 na zycie. Ja z zona wydajemy na zywnosc, srodki do czyszczenia i utrzymania domu maxymalnie $100-$120 tygodniowo. Wbrew temu co bloger mowi, ceny zywnosci w Australii sa na poziomie cen polskich, Ceny ubran, AGD, electroniki, mebli sa czesto nizsze niz w Polsce. Faktem jest ze wybor jest znacznie mniejszy, ale to wynika z natury Australijczykow. Oni nie sa wybredni i dopiero teraz zaczynaja sie pojawiac i stawac popularne kontynentalne i azjatyckie produkty zywnosciowe. Mala roznorodnosc ma wielka zalete, powoduje ze produkty sa tansze. Jest to tak zwana „ekonomia wielkosci”, pojecie prawie zupelnie obce w Polsce. Kiedy w Polsce zapytalem kupujac piwo „A ile za skrzynke?”, sprzedawca mnozyl cene jednej butelki przez ilosc w skrzynce, i byl zdziwiony ze ja sie spodziewalem znacznie mniejszej ceny. A w Australi np. jedna bytelka $2.00, a karton -24 butelki-$35. Gdy jest mala rozmaitosc, Supermarket kupuje wieksze ilosci tego samego, a to wychodzi znacznie tanie-i taniej moze sprzedac . Wracajac do „Superannuation”, to nie jest zadna skladka emerytalna tylko przymusowe-dla pracodawcy- dodawanie do pensji pracownika 9% jego uposazenia, ale ktore idzie na fundusz ktorego nie mozna wyplacic do wieku emerytalnego, ale ktory przyciaga obnizone podatki. Mozna takze samemu dokladac do tego funduszu, Osoby samozatrudnione nie maja obowiazku do jakichkolwiek wplat. Gdy osoba osiaga wiek emerytalny, moze te wszyskie pieniadze wyjac, moze je dalej trzymac i wyplacac sobie „emeryture”, moze robic z tymi pieniedzmi co chce. Jezeli ma zgromadzona ilosc wieksza niz pewna suma, to zaczynaja mu obcinac panstwowa emeryture, az do momentu gdy jego „assets” -bogactwo-nie spadna ponizej pewnej sumy, kiedy to staje sie znow uprawniony do panstwowej emerytury. Dom do $500 000 nie jest zaliczany do bogactwa. Wbrew temu, co ta pani mowi, emeryt, nawet na panstwowej emeryturze zyje sobie bardzo wygodnie w Australii.
    Co do alkoholu, w kazdym pubie mozna go kupic na wynos po cenie detalicznej, a wiekszosc z nich operuje do 3.00 w nocy. Co do internetu, wiekszosc duzych i srednich miast jest przylaczona do NBN albo kablowego z predkosciami 100Mbs, male miasteczka maja ADSL z predkosciami do 20Mbs, odizolowane miejsca uzywala satelitarnego do 1Mbs. Nie wiem kto tobie zapewnia Internet. Telefony komorkowe maja doskonale pokrycie w duzych i srednich miastach, jak masz problem to pewnie twoj telefon, albo jestes w „cieniu”. „Telstra” ma bardzo dobre pokrycie w zamieszkalych terenach, a na odludziuj ak masz taka potrzebe, kup sobie satelitarny. Tylko bym nie ucinal dlugich pogawedek. Co do cen podstawowych produktow, sa porownywalne, czesto nizsze niz w Polsce (przy prawie 5 razy wyzszych zarobkach, np. benzyna $1.20 (3.60zl w moim miescie), tani chleb $1.00 (3zl), tanie dzinsy $7 (21zl), mleko $1.00/ltr (3zl), kilowatogodzina $0.22 (0.66zl). Zanim zaczniesz pisac o Australii, rozejrzyj sie dokladnie. Co do asortymentu w supermarkietach-oni trzymaja to co ludzie kupuja, nikt nie bedzie specjalnie sprowadzal dla waskiej grupy ludzi. Jak chcesz polskiej wedliny, to jest kilka polskich sklepow, ale przygotuj sie na ceny kilkakrotnie wyzsze niz australijskich produktow. Polacy za PRL nie mieli zadnego wyboru, teraz maja za duzy, a duza rozmaitosc to male ilosci, i zgodnie z prawami „ekonomii wielkosci” wyzsze ceny.

    Post a Reply
    • W Australii mieszkam 10 lat.
      Prosze czytac ze zrozumieniem – nie napisalam nigdzie, ze w Australii jest ZUS. Napisalam, ze go NIE MA.
      W porownaniu z reszta swiata australijski internet jest wolny i zawodny i to nie jest moj wymysl.
      O benzynie tez napisalam, ze jest tania (http://careerbreak.pl/2014/08/21/7-rzeczy-ktorych-nie-ma-w-australii-a-sa-w-polsce-czesc-2/)
      Nie wiem, gdzie Pan mieszka w Australii, ale tu gdzie ja mieszkam (czyli na obrzezach centrum Sydney) jest bardzo drogo. A ja pisze o zyciu, ktore znam, a nie o zyciu gdzies na Central Coast czy gdzies indziej poza duzym miastem, bo nie znam tamtych realiow. Moge pisac tylko o tym, co znam z wlasnego doswiadczenia.

      Post a Reply
    • Mieszkam w Sydney tzn 7 km od centrum . Piszesz Jake ,ze emeryci calkiem dobrze zyja , a ja sie z tym nie zgodze , poniewaz pracuje dla komorki rzadowej i pomagamy disable i starszym ludziom . Ten kto zaradny , zyje skromnie , ale raczej z wygoda bym nie przesadzala . Starsi ludzie musza duzo rzeczy sobie odmawiac . Latem placa za prad , bo uzywaja air conditioner a zima ogrzewanie , Poniewaz domy Australijskie nie sa termiczne .Czesto musimy szukac charytatywnej agencji aby pokryla rachunek za prad , ktory nie rzadko przekracza $1000 na kwartal . Poza tym dochodza leki i niestety , ale nie wszystkie sa refundowane . Tak jak w Polsce za czesc lekow trzeba placic pelna rownowartosc .Do tego dochodza rozne inne wydatki jak council rates , podatek za ziemie itd . Tak powiesz ,ze staruszkowie nie duzo potrzebuja , ale to jest liczenie sie z kazdym groszem .
      Tak mozesz wybrac swoje superannuation , ale nie wszystko od razu . Przepisy wlasnie sie zmienily w 2014 roku .Aha w Australii rok finansowy konczy sie 30 czerwca .
      Magda tak zgadza sie Sydney jest drozsze ale w calym NSW zarobisz do 30% wiecej niz w innych stanach za ta samo wykonywana prace .Poza tym w Sydney jest latwiej o prace . W Sydney sa drozsze domy i rent . To tak jak Warszawe porownac do mniejszych miast . Tak w duzych shoppingach zywnosc jest ograniczona , ale mamy pelno delikatesow z roznych zakatkow swiata , wiec calkiem nie jest tak zle .Ja natomiast kupuje ser u Wlochow . Maja ogromny wybor serow od bialego do zoltego . Wloskie dzielnice do Leichhardt, Haberfield i Five Dock .
      Od bardzo dawna od 30 lat prosperuje polska piekarnia na Rose Bay i maja przepyszne polskie i nie tylko pieczywo i rozne ciasta . A kto pamieta z PRL u maslanki lub drozdowki z serem , lub kajzerki . Wlasnie tam wypiekaja takie wspaniale pieczywo . To jest rodzinny business polskich Zydow . Do Rose Bay jest kawalek drogi ,wiec wpadlismy na pomysl ze znajomymi , ze zrobimy roster i kazda rodzina zaopatrza inne w wyznaczone tygodnie . Taki kurs po pieczywo wypada raz na 5 tygodni w soboty . Trzeba tam byc bardzo raniutko o 6 rano .
      Ktos napisal ,ze na shopingu czuje sie jak na markiecie . Ja tak tego nie odbieram . Zalezy gdzie i w jakiej dzielnicy kupujesz . Masz piekne butiki w centrum lub North Sydney .Victoria Building , Picadeli . Pitt str Poza tym lubie roznorodnosc w Australii . Sa roznorodne restauracje , gdzie nie wiem czy znajdziecie gdziekolwiek na swiecie autentyczne restauracje jak Thai , Samoa, Japanese , Korean, Laos , Brazylian , Chile , Afryaknskiei wiele innych a w tym Polish obok siebie .A to znajdziecie w Newtown na Kings str lub Anzac Pde Kingsford i centrum .

      Post a Reply
  23. Poprawka, w Polsce rowniez dziedziczy sie nie wykorzystane skladki emerytalne (po wprowadzeniu II i III filaru). Nie zgodze sie rowniez z tym ze w Polsce jest wiekszy wybor produktow spozywczych. Australia jest pod tym wzgledem oszalamiajaca, dostepne sa produkty z kazdego zakatka swiata, wybor owocow i warzyw nie do porownania z Polska (4 strefy klimatyczne w Au). Zawsze ciepie z powodu ubogiej gamy produktow spozywczy jak jestem w Polsce. Poza tym duzo wieksza oferta organic food, w Polsce dopiero rodzic sie ten sektor. Poza tym tekst interesujacy. Pozdrawiam iwona

    Post a Reply

Trackbacks/Pingbacks

  1. Czego nie ma w Oz, a jest w Polsce? | australopitek - […] zaciekawiły mnie dwa wpisy o tym, co takiego znajdziesz w Polsce, a czego nie ma w Australii. W pierwszym…
  2. Emerytura na wakacjach. Jak dostać zwrot Superannuation w Australii? - LymkyaLymkya - […] się w Australii, a czego nie ma w Polsce (poza ZUSem), to przeczytajcie artykuł Magdy z  careerbreak. UWAGA: lektura…

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.