5 sposobów na zepsucie sobie wakacji w Australii

Australia to piękny kraj i zawsze wszystkim mówię, że naprawdę warto tu przyjechać. Mało gdzie można znaleźć taką przyrodę, takie widoki i takie przestrzenie. Masa ludzi marzy, by to wszystko zobaczyć i na swoje doroczne urlopy wybiera właśnie Australię. Większość wraca zachwycona. Niektórzy wracają rozczarowani. Rozczarowanie wynikać może z różnych kwestii. Poniżej pięć sprawdzonych sposobów na zepsucie sobie wakacji w Australii.

 

Jedź do Canberry

6586212677_17d885a223_b

Stolice zazwyczaj mają to do siebie, że są najbardziej reprezentacyjnym miastem w kraju. Nie w Australii. Byłam w swoim życiu w wielu stolicach i żadna nie była tak nudna jak Canberra. Jest nuda, bo to twór sztuczny, który powstał przy użyciu cyrkla i linijki, w dodatku na zadupiu. Owszem, są w Canberrze dwa czy trzy ciekawe muzea, ale czy po to się jedzie na wakacje na drugi koniec świata, na kontynent pełen unikalnej fauny i flory, żeby łazić po muzeach i galeriach??? Canberra to miejsce, na które warto poświęcić dzień czy dwa tylko i wyłącznie wtedy, kiedy w Australii widziało się już wszystko inne, a nadal ma się trochę wolnego czasu. Jak czas ma się ograniczony, to Canberra w żadnych wypadku nie powinna znaleźć w planie podróży. I na nic wymówki, że Canberra jest przecież po drodze między Sydney i Melbourne, więc wpadniemy tam tylko przejazdem, na kilka godzin. Nawet kilka godzin to marnotrawstwo, kiedy na trasie z Sydney do Melbourne jest masa zdecydowanie ciekawszych miejsc.

 

Spędź większość czasu w miastach

20130310-{MardiGras}IMG_9804

Kompletnie nie rozumiem, dlaczego ludzie tak dużo swoich krótkich, kilkutygodniowych urlopów w Australii poświęcają miastom. Co chwila na jakimś forum kolejna osoba pisze o planie na wakacje w Australii według trasy Brisbane-Sydney-Canberra-Melbourne-Adelaida, czy innej trasy na podobną modłę. Prawda jest taka – z turystycznego punktu widzenia Australijskie miasta nie są warte uwagi. Wyjątkiem jest tu Sydney, które z racji bajkowego położenia i niezwykłej fuzji przyrody i urbanizmu zobaczyć warto. Według mnie nawet Melbourne nie jest warte uwagi, jeśli ma się w Oz tylko kilka tygodni czasu. O Melbourne wszyscy mówią, że to najbardziej europejskie miasto w Australii. Tylko po jaką cholerę marnować cenny czas na europejskie miasto, skoro na wakacje przyjechało się do Australii z Europy??? Australijskie miasta nie mają turyście do zaoferowania w zasadzie nic – ani ciekawej architektury, ani historii, ani sztuki wysokich lotów. W bród jest za to brzydkich i nudnych przedmieść. Przeciętne australijskie miasto ma atrakcji na pół dnia, i tak jak w przypadku Canberry lepiej te pół dnia spędzić w jakimś fajnym parku narodowym, czy na pustej, dzikiej plaży.

 

Jedź na Outback w środku lata

1870478751_840cb381f3_b

Nie, nie chodzi mi o środek europejskiego lata. Ten jest akurat na wizytę na Outbacku idealny. Mam na myśli środek lata w Australii. Problemy z Outbackiem w środku lata są dwa – temperatura i muchy. Trudno powiedzieć, co bardziej wykańcza i psuje humor. Temperatury oscylujące w okolicach 40 stopni oznaczają, że o ile Outback wygląda pięknie z wnętrza klimatyzowanego pojazdu, to takie rzeczy jak trekkingi, czy choćby zwykłe pogapienie się w krajobraz oznaczają prawie natychmiastowy odpływ energii i hektolitry potu. W takiej temperaturze trudno cieszyć się otaczającym nas pięknem. Muchy to inny rodzaj udręki. W sekundę otaczają każdą żywą istotę, którą spotkają na swojej drodze. Wchodzą do ust, oczu, uszu i wszelkich innych otworów w ciele, do których są się w stanie dostać. Jedyną formą obrony jest siatka chroniąca twarz (patrz: zdjęcie powyżej), ale taka bariera wokół twarzy w 40-kilku stopniach to koszmar. Byłam na Outbacku i latem, i zimą, i jesienią, i gwarantuję, że lato to najgorsza pora na tą część Australii. Ci, którzy byli latem na Outbacku pewnie zaraz powiedzą, że wcale nie było tak źle. W końcu przeżyli. Gwarantuję jednak, że gdyby na Outback pojechali kiedy indziej, pobyt byłby jakieś 450% bardziej udany.

 

Podróżuj szlakiem ‚Big Things’

5315013496_6b38f842a4_b

Jak wcześniej wspomniałam duże australijskie miasta nie mają turyście wiele do zaoferowania. Jeszcze mniej do zaoferowania mają niewielkie australijskie miasta. Mało które z nich może się poszczycić prawdziwą atrakcją turystyczną, jednak prawie każde chciałoby turystów do siebie przyciągnąć. Powstała więc moda na tzw. big things, które mają niby napędzać turystów. Big Things to nic innego jak duże instalacje stojące przy głównych drogach w kilkudziesięciu australijskich miasteczkach. Owe Big Things przyjmują różne formy – jest Duży Banan w Coffs Harbour, Duża Krewetka w Ballina, Duży Baran w Goulbourne, Duża Krowa w Yandina i Duży Szkot w Madindie. W teorii każda Big Thing ma coś wspólnego z okolicą, jej historią czy tradycją, w praktyce zazwyczaj pasują do lokalnego krajobrazu jak pięść do nosa, są brzydkie, kiczowate i kompletnie nieatrakcyjne. Mimo to masa ludzi podróżuje po Australii szlakiem Big Things. Jeśli też masz taki pomysł na wakacje w Australii to mam dla Ciebie radę – jeśli już musisz podróżować szlakiem czegoś, to niech będzie to szlak parków narodowych, szlak rzek czy szlak plaż. Przynajmniej zaoszczędzisz sobie rozczarowania.

 

Daj się nabrać na etykietę historyczności

8431339259_3ba4af4138_b

Drugą po Big Things metodą małych miasteczek na przyciągnięcie turystów jest historia. Historia w formie historycznej architektury, oraz historia w formie jakiegoś lokalnego, niby ważnego wydarzenia sprzed lat. Nabranie się na ten argument będzie miało tak samo frustrujący efekt jak nabranie się na Big Things. To dlatego, że w Australii – tymże jak młodym kraju – wszystko co starsze niż 60 lat uważane jest za historię, na której warto budować lokalną potęgę turystyczną. „Historyczne” centrum jakiegoś miasteczka, o którym wspomina przewodnik, to zazwyczaj maksymalnie 100-letni budynek pubu czy poczty. Dla turysty z Polski, w której prawie każda mieścina ma kościół czy inny ratusz z 200- czy 300-letnią historią, gdzie masa ludzi mieszka w domach i kamienicach starszych niż wspomniany australijski budynek pubu czy poczty, 100 lat to żadna atrakcja. Z lokalną historią jest tak samo – jej obecność w miasteczku zazwyczaj sprowadza się do małej i nudnej wystawy w lokalnym ‚muzeum’, którą można zaliczyć w 15 minut. To nie są atrakcje, dla których warto tłuc się gdzieś godzinami przez Australię.

Jak więc mieć pewność, że wakacji w Australii nie zmarnujesz? Metoda jest prosta – spędź czas w Australii na eksploracji tego, co najlepsze. Tym czymś jest przyroda, natura. Chodź na trekkingi, odwiedzaj parki narodowe, rób sobie pikniki w miejscówkach z nieziemskimi widokami, zjeżdżaj z głównych dróg i odkrywaj ciągnące się kilometrami dzikie plaże, o których nie wspomina żaden przewodnik. Eksploruj piękno natury. Unikaj tego, co stworzono ręką ludzką.

 

Wszystko co musisz wiedzieć, by wynająć mieszkanie w Australii
Sydney w National Geographic Traveler

37 komentarzy

  1. Ale fajnie napisane. Też staram się jak mogę unikać miast na swojej drodze, bo wszędzie na świecie tak naprawdę wygląda to podobnie.

    Post a Reply
    • Sa takie miejsca, gdzie miasta warto ogladac, np. w Europie, jesli interesuje nas historia i architektura. Ale tak czy siak przyroda wszedzie jest zawsze najciekawsza :)

      Post a Reply
  2. Lepiej bym tego nie ujal :)

    Post a Reply
  3. Jakbym czytal o Stanach ;) no moze z wyjatkiem miast – choc tez nacisk zdecydowanue na przyrode bym kladl.
    Magda dodalbym jeszcze ogromne dystanse, ktore potrafia zepsuc wakacje (te krotkie), lepiej dluzej i wowczas juz nic nie przeszkadza.

    Post a Reply
    • Masz racje z dystansami. Fajnie jest je przejechac samochodem jak sie ma mase czasu, bo mozna wtedy na jazde poswiecic tylko kilka godzin dziennie, a reszte czasu delektowac sie przestrzenia. Ale przy krotkich wakacjach szkoda czasu na kilka dni za kolkiem.

      Post a Reply
  4. Dzięki za wskazówki :) Niestety będę skazana na Canberrę, bo będę miała tam konsultacje na Uniwersytecie, ale mam nadzieję, że uda mi się z tym uporać w kilka dni i będę mogła ruszyć dalej, w stronę natury :) Pozdrowienia!

    Post a Reply
    • Jak jestes skazana to niewiele mozesz zrobic, ale jak bedziesz miec czas to sproboj pojechac w sasiednie Gory Sniezne i wejdz na szczyt Mt Kosciuszko. Bardzo latwy spacer, ale widoki sa przyjemne

      Post a Reply
        • Hej,
          ja bym wyskoczył w drugą stronę, czyli Batemansbay – Ulladulla. Przejazd przez górzasty busz, po drodze typowe australijskie „gost-town” Braidwood, no i perełka, czyli Pebly Beach :)

          Post a Reply
  5. świetnie się czytało .. :^)) .. .ale jednak Australian Open jest tylko jeden i to w Melbourne :^)

    Post a Reply
    • Zgadza sie, i dla fanow tenisa wizyta w Melbourne w czasie trwania turnieju ma sens. W innym okresie nie za bardzo wedlug mnie :)

      Post a Reply
      • może kiedyś uda mi się połączyć i wyprawę motocyklową i choć jeden dzień na Australian Open…te korty wyglądają tak wspaniale
        całowicie się z Tobą zgadzam, że położenie Sydney jest niesamowite .. dla mnie obok San Francisco jedno z najpiękniej położonych miast na świecie choć nie byłem jeszcze w Capetown więc może dołączy .. byłem w Sydney tylko służbowo i niewiele miałem czasu ale przywiozłem didgeridoo i obiecałem sobie pojechać motocyklem aż do Kata Tjuta .. nawet jeśli miałaby za mną gonić chmurka much :^)

        Post a Reply
        • Jeszcze Rio de Janeiro powala na kolana jesli chodzi o lokalizacje

          Post a Reply
  6. Pełna zgoda ;) Nic nie robi takiej roboty, jak urlop na łonie natury. Jeśli do Australii, to tylko tej, która zapachem przyrody wdziera się z każdej strony. My już zacieramy ręce na zimowe oglądactwo i tripy :)

    Post a Reply
      • Na początek weekendowe mini off-road’owki z pieszymi szlakami:) Najbliższa trasa: Little Hartley-Alum Creek- Kananga Boyd NP- Black Range- Hampton State Forest z The Six Foot Track. A w okolicach maj/czerwiec będziemy chcieli na dłuższej trasie w końcu, wypróbować Cheerokee, do którego zakupu się zbieramy i zbieramy… padnie pewnie na 12 Apostołów z wszystkim co po drodze warte uwagi, albo na wielkie nic pośrodku lądu. Jakieś wskazówki i polecacze? :)

        Post a Reply
        • Blue Mountains znam slabo, musze sie w koncu tam kiedys na dluzej wybrac :)

          Post a Reply
  7. W zasadzie z tymi punktami bym się zgodził, sam kiedyś popełniłem posta w podobnym tonie (http://antypody.info/blog/2013/02/jak-zwiedzic-australie-i-nie-umrzec-z-nudow/). Do każdego znalazłym jednak małe „ale”.
    1. Miasta – zgodzę się, że najciekawsze miejsca w Australii są poza miastami. Jednak patrząc po sobie to na pierwszej wyprawie do Australii daliśmy sobie czas na poznanie dwóch największych miast. To była chyba najlepsza decyzja w moim życiu, bo gdyby nie to to nie mieszkałbym teraz w tym wspaniałym miejscu, które bardzo lubię (Melbourne). Dużo więc zależy od tego czego oczekujesz po wyprawie. Jeśli chcesz oglądać widoki to w Australii zabytków brak, więc możesz się zawieść. Jeśli jednak chcesz zobaczyć jak żyją ludzie to dwa dni spędzone w Melbourne dadzą ci może nawet więcej niż spędzone w Sydney.
    Melbourne bowiem to nie jest „najbardziej europejskie miasto” w Australii. To jest JEDYNE miasto. Niektórzy ten fakt lubią, ja do tej grupy należę.

    2. Outback w lecie. Byłem w outbacku zimą, wiosną i również latem. Oprócz miesięcy ściśle zimowych much jest tam pełno zawsze, nawet wczesną wiosną trudno się opędzić.
    Problem czasami jest taki, że nie do końca można sobie pozwolić na wyprawę w dogodnym terminie. Co jeśli ktoś przyjeżdża akurat latem? Jechać do Uluru czy nie jechać? Moja odpowiedź brzmi: jechać, ale wiedząc w co się pakujesz.

    Pozdrawiam z jeszcze lepszego miasta ;).

    Post a Reply
  8. Bylam w Australii w Sydney, Melbourne i Canberra. Poniewaz bylo to z okazji miedzynarodowych konferencji, nie bylo czasu na wloczenie sie po outbacku czy parkach narodowych. A i tak mi sie podobalo :)
    Plaze w Sydney, wycieczka statkiem do Manly, lazenie po miescie, w Melbourne ogrody oraz marsz pingwinow do miejsc lęgowych – bardzo mi sie podobalo. Canberra faktycznie calkowicie po pominiecia :)

    Lato potworne. Nawet w miastach – w srodku dnia lepiej nie wysciubiac nosa na zewnatrz, a co dopiero outback. Trzeba byc szalencem zeby sie tam pojawic wtedy :)

    Inna sprawa, ze jak sie przyjedzie z USA, to NAWET miasta australijskie wydaja sie mile, piekne i swietne do zycia :)
    Sydney zwlaszcza. Niesamowite miejsce, po prostu :)

    Post a Reply
    • Z latem w miastach nie jest tak strasznie zle, bo wszedzie jest klima :) No i nie kazde lato jest mega upalne, np w tym roku w Sydney bylo calkiem przyjemne, do wytrzymania

      Post a Reply
      • Ja mialam pecha i trafilam na strasznie upalne (pierwsza wizyta, druga byla w zimie) – ale i tak, wyjscie o zachodzie slonca na Cooge beach i polazenie sobie w okolicach opery, ogrodow – bezcenne. Bardzo mi sie podobalo, ze po plazy lazili sobie wyluzowani ludzie, ktorzy a to poczestowali frytka, a to skretem, a to ich sie czestowalo, przysiadalo, pogadalo, popilo piwko…czulam sie tam bezpiecznie i bardzo przyjemnie. Tej atmosfery brakowalo mi w USA. Znajomi z Kalifornii, ktorzy sie tam wychowali, mowli, ze Kalifornia kiedys taka byla… coz…. pomarzyc mozna :)

        Post a Reply
  9. A najważniejsze to planować podróż samodzielnie bez pomocy przewodnika.

    Post a Reply
    • Tu sie akurat nie zgodze, bo przewodnik to wedlug mnie bardzo dobre narzedzie, zeby dowiedziec sie czegos ogolnie o kierunku, w ktory sie wybieramy. Oczywiscie za zadne skarby planowanie podrozy nie powinno sie ograniczac do przewodnika. Przewodnik powinien byc tylko poczatkiem planowania. Ale jak sie nic nie wie o jakims kierunku to przewodnik to super forma na poznanie podstawowych informacji.

      Post a Reply
    • Na poludnie jest fajnie – Jarvis Bay, Pebbly Beach, Batemans Bay
      Gory Sniezne sa fajne na 4-5 dni jak lubicie chodzic duzo
      Na polnoc Nelsons Bay, Myall Lakes NP, Seal Rocks
      Na zachod Mudgee i okolice (jeszcze nie bylismy, ale juz od dawna sie wybieramy)

      Post a Reply
      • Dzięki! Dziś wypozyczylismy samochód, pierwszy mini trip w Australii, jaram się! :) A Wy jakieś podróżnicze plany na Wielkanoc macie?

        Post a Reply
        • W ktora strone uderzacie?
          Na Wielkanoc jedziemy do Jarvis Bay

          Post a Reply
          • My też!!! Jak w Sydney nie ma czasu się spotkać, to może na Jarvis Bay :) Ale fajnie! Wcześniej jedziemy m. in. do Hunter Valley i Blue Mountains, takie kółeczko chcemy zrobić. Pozdrawiamy.
            PS. pomijając same treści cudowny macie ten blog… kupiony szablon czy szyty 100% na miarę?

            Post a Reply
  10. Dwa miesiace temu w drodze do Byron Bay mijalismy Duzego Banana – absurdalne! Zaskakujace sa tez znaki drogowe (Uwaga! Duzy Banan za 400 metrow po lewej stronie!!!) :).

    Post a Reply
  11. Magdo, ekspertko od Australii, a w Perth kiedykolwiek bylas? Pewnie nie albo tylko „w okolicach” eksplorujac plaze i skalki..

    Gdybys dobrze zwiedzila samo Perth to juz nigdy nie napisalabys na swoim blogu, ze w calej Australii to tylko Sydney jest bajkowo polozonym miastem z doskonalym polaczeniem architektury i przyrody.

    Pozdrawiam i proponuje lepiej sie przygotowywac zanim sie wyglosi o czyms opinie na forum, wobec masy ludzi, ktorzy to czytaja i z ktorych niektorzy mogliby Cie zagiac z wiedzy o Australii.

    Post a Reply
    • Opinii nie wyglosilam na forum, tylko na swoim własnym osobistym blogu, który służy mi właśnie do tego – do wygaszania moich własnych opinii. Nie mam sie za eksperta od Australii, nigdy sie na ten tytuł nie porywalam. Pisze blog o życiu w Australii i moich z nim związanych doświadczeniach, a nie encyklopedie, która jest jedyną prawdą, z którą każdy musi sie zgadzać. Jak ktoś chce mnie „zaginać” w temacie Australii to zapraszam, niech korguje bledy. Bo jak wspomniałam, za eksperta sie nie uważam, dlatego o wielu sprawach (np. Wizach itp) nie pisze, bo sie nie znam. Opinie jednak na wiele tematów posiadam i na blogu sie ta opinia z czytelnikami dziele, bo od tego mam blog. Nie trzeba sie ze mną zgadzać. A takie sprawy jak sposób podróżowania, o czym jest ten post, to kwestie niezwykle subiektywne, więc tym bardziej nie trzeba sie ze mną zgadzać.

      W Perth ani nigdzie indziej w WA jeszcze nie byłam, bo nie było dotąd okazji. Informacja o tym, ze Perth jest bajkowo położone to dla mnie nowość – nigdy wcześniej o tym nigdzie nie czytałam, nikt ze znajomych, którzy tam byli o tym nie wspominali. Nie sugeruje, ze to nieprawda, ale tez Twoja jednostkowa opinia nie zmieni mojego zdania na temat australijskich miast, które według mnie turystycznie są mało warte uwagi. Nie trzeba w danym temacie być ekspertem i wszystko o nim wiedzieć, by miec opinie.

      Pozdrawiam!

      Post a Reply
  12. :^) .. przepraszam za obserwację ale mamy właśnie epizod ‚Atak Anonimów’ .. zjawisko często spotykane na blogach podróżniczych :^)

    Post a Reply

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.