Na Bali. Na bogato.

6065146864_fe9a312972_b

Prawie zawsze jak gdzieś jedziemy bierzemy ze sobą plastikowe talerze, aluminiowe kubki i grzałkę elektryczną. To po to, by móc zaoszczędzić trochę kasy robiąc sobie samodzielnie przynajmniej śniadania. Grzałka to wynalazek niesamowity, bo już nie raz pokazała, że można dzięki niej nie tylko napić się herbaty, ale też ugotować jajka na twardo, a nawet podgrzać parówki. Zawsze mamy też ze sobą informacje o tym, gdzie można znaleźć tani nocleg, gdzie tanio zjeść, i jak najtaniej poruszać się po danym miejscu. Żadni z nas ekstremiści, którzy wyznaczają sobie głodowy dzienny budżet, w imię oszczędności rezygnują z zobaczenia Taj Mahal czy innego Machu Picchu, a na obiad jedzą tylko zupki chińskie przywiezione ze sobą z domu. Ale mimo to zdecydowanie zaliczyć nas można do budżetowców, bo w podróżach kasą nigdy nie szastamy.

Jednak od pewnego czasu marzę sobie, żeby w końcu gdzieś pojechać i olać budżetowe podejście do podróży. Żeby nie zapisywać codziennie na koniec dnia każdego wydanego grosza. Żeby zamiast w nijakim hostelowym pokoju z dzieloną łazienką przenocować w czymś lepszym. Żeby kupić sobie colę zawsze jak mam na nią ochotę, a nie rezygnować z niej, bo bym przez to o $0,5 przekroczyła dozwolony dzienny budżet. Żeby zamiast  jeść kolację na ulicznym straganie, pójść dla odmiany do fajnej restauracji. Nie żebym miała coś przeciwko ulicznym straganom. Wręcz przeciwnie – uwielbiam się na nich stołować. Ale chcę w końcu spróbować czegoś innego. I wygląda na to, że w końcu to zrobię. Bo nasz nadchodzący wypad na Bali będzie na bogato. Nie luksusowo, ale na bogato w porównaniu do wszystkich podróży, jakie dotąd odbyliśmy. I wcale nie boję się do tego przyznać.

Pewnie co niektórzy wyznawcy podróżowania za jak najmniejszą kasę patrzą na mnie teraz z politowaniem i wyższością. Bo nie wiedzieć czemu cała masa budżetowców uważa, że podróżowanie za jak najmniejszą kasę to jedyna czysta i prawdziwa forma podróżowania. Że dopłacenie dwóch dolców żeby mieć własną łazienkę w pokoju to herezja. Że tylko podróżując minimalnym kosztem można zaznać prawdziwej interakcji z lokalną społecznością. A każdy, kto wydaje trochę więcej to frajer, który przez swoją rozrzutność pozbawia się możliwości poznania prawdziwego świata. Jak ktoś nocuje zawsze w pięciu gwiazdkach, a posiłki je tylko w najlepszych restauracjach to rzeczywiście można założyć, że jego kontakt z prawdziwym światem jest ograniczony. Ale ja nie takie podróżowanie „na bogato” mam na myśli, i nie takie planuję w związku z wyjazdem na Bali.

Mamy to szczęście, że zarabiamy w australijskich dolarach i każdy z nich wart jest na Bali całkiem sporo. Okazuje się, że możemy tam mieć prywatną willę z basenem za mniej niż w Sydney płaci się za ciasny dwuosobowy pokój z dzieloną łazienką w marnym hostelu. Że za cenę sydnejskiej kawy, na Bali możemy zjeść dobry obiad w restauracji. Dlatego Bali wydaje się być idealnym kierunkiem na to, by choć raz w życiu olać z góry wyznaczony, niewielki dzienny budżet i pobujać się troszkę w mini-luksusie. I nie widzę w tym nic złego. Na Bali jedziemy leżeć do góry brzuchem, pluskać się w basenie, chodzić na masaże i spacerować po uliczkach Ubub i plażach. Jedziemy na krótkie wczasy, a nie na jakąś wielomiesięczną ekspedycję, która wymaga liczenia każdego grosza.

Dlatego z lotniska mam zamiar wziąć do Ubud taksówkę,  a nie lokalny autobus, spać będę w willi z basenem, a nie w ledwo trzymającym się kupy bungalowie, stołować będę się w restauracjach, a nie na ulicy. I nie uważam, że to wszystko sprawi, iż moje wakacje i doświadczenie będą mniej autentyczne niż gdybym na Bali pojechała budżetowo. Każdy powinien podróżować tak jak chce. Dla jednego $8 dziennie będzie wystarczające, dla innego $80 to będzie za mało. I nie widzę powodu, by kogokolwiek należało oceniać na podstawie tego ile pieniędzy poświęca na swoje podróże. Przyznaję uczciwie, że kiedyś, wielokrotnie z pogardą patrzyłam na tych, którzy w podróży wydawali zdecydowanie więcej ode mnie. Dziś już ich nie oceniam. Dotarło do mnie, że każdy ma inne potrzeby i cele, i ocenianie innych własną miarą jest niesprawiedliwe.

A jakie jest Twoje zdanie na ten temat? Czy podróżowanie jest ‚prawdziwe’ tylko, gdy jest budżetowe?

Nie kocham Cię Bali
Artykuł o Uluru w magazynie Travel 3Sixty

70 komentarzy

  1. Hej Magda1 O jak ja lubie takie podejscie do tematu! Osobiscie wlasnie na Bali, z drdze z Kuty do Ubud, doznalam olsnienia w podobnej kwestii. Uznalismy wtedy,ze jedziemy do Ubud transportem publicznym i juz. Nie pojedziemy „shuttle bus’em”. Po 4 godzinach, czy nawet 5-ciu, okazalo sie, ze podroz publicznym transportem byla warta wiecej niz ten bus, nie poznalismy zadnych super lokalnych ludzi, a tylko zdenerwowalismy sie, bo ciezko bylo sie targowac z kierowcami. Dodatkowo, dotarlismy o jakies 2 godziny pozniej do miejsca docelowego. I tak, zamiast cieszyc sie swietna atmosfera Ubud, musielismy najpierw sie wyciszyc, znalezc nocleg, juz poddenerwoani, i tak dalej. Uwazam, ze czasem, jesli tylko kogos na to stac i tak chce, warto tak „na bogato”. Dla perspektywy i udowodnienia sobie, ze wtedy poznawczo czy kulturowo, wcale nie tracimy. Bo ja tego chyba najbardziej sie obawialam. Udanego czasu w tym przepieknym miejscu!

    Post a Reply
    • Czasem tak właśnie bywa z tanim podróżowaniem, że można się nieźle sfrustrować, dokładnie jak w Twoim przykładzie :) Ja nie mam przeciwko temu, ale jak gdzieś jadę na tydzień, to wolę dopłacić kilka baksów i być na miejscu w parę chwil niż w imię oszczędności marnować cenny czas.

      Post a Reply
  2. Dla mnie podróżowanie jest prawdziwe wtedy kiedy sprawia przyjemność – w sumie bez znaczenia jest dla nawet to czy to podróżowanie czy turystyka.

    Sama chyba nigdy nie patrzyłam z pogardą na nikogo na wakacjach (ja zawsze mówię, że jestem na wakacjach, nie że podróżuję) – nawet na tych przebywających na all inclusive z drinkami przy basenie – skoro tak spędzają czas to widocznie jest im to potrzebne.
    Do wakacji i podróżowania mam podobne nastawienie jak do książek – należy czytać takie jakie chcemy, nie ważne co czytają inni ludzie. Życie jest za krótki, żeby czytać książki, które nam się nie podobają, i żeby odwiedzać miejsca w sposób jaki nie chcemy.

    I chociaż przeważnie podróżuję w taki sposób jak wy to pamiętam jak ogromną przyjemność sprawiły mi wakacje w Egipcie, gdzie życie składało się z trzech elementów: 1. nurkowanie, 2. jedzenie i siedzenie w knajpach, 3. czytanie książek na leżaku.
    I tego i wam życzę: udanych, leniwych i bogatych wakacji:)

    Post a Reply
    • Porównanie do książek – rewelacja! :)

      Post a Reply
  3. Niesamowite, jak to jest, że pomyślę o temacie na wpis i tu bach – właśnie ktoś napisał dokładnie to, co myślę :). Magda, zgadzam się z Tobą w 100%, Jakiś czas temu złapałam się w pułapkę myślenia, że podróżować można wyłącznie niskobudżetowo i jeśli lubię nocować w 3* hotelu w pokoju z własną łazienką to nie mam prawa nazywać się podróżnikiem, najwyżej marnym turystą, na którego prawdziwi podróżnicy patrzeć będą z politowaniem. Przecież to głupie! Ważne jest to, jak się podchodzi do odwiedzanych miejsc, ważne jest to czy mamy w sobie chęć poznania, doświadczenia otaczającego nas w tym momencie świata, poznania ludzi, a nie tylko odhaczenia miejsca na mapie. Pozdrawiam i życzę udanego wypoczynku na Bali :)

    Post a Reply
    • Zgadzam się, że liczy się przede wszystkim podejście do odwiedzanych miejsc

      Post a Reply
  4. Najważniejsze żeby cokolwiek robisz, robić w zgodzie ze sobą. Bez napinki, bez frustracji czy wyrzutów sumienia. Ja mam totalny luz w tym temacie. Zdarzało się, że po powrocie z bardzo budżetowego wyjazdu, wyjeżdzaliśmy na wakacje na bogato bo poczuliśmy taką potrzebę. Każdy z naszych wyjazdów wspominam bardzo miło bo zaspokajał nasze aktualne potrzeby. Raz ma się więcej pieniędzy, raz mniej. Raz więcej czasu, innym razem mniej. To przecież nasze życie, nasze pieniądze i nasz czas. Miłego wyjazdu, jestem przekonana że czeka Was wiele miłych wspomnień, nawet z restauracji czy z własnej łazienki:)

    Post a Reply
    • Dzięki za życzenia miłego wyjazdu, na pewno będzie miły :)

      Post a Reply
  5. Każdy powinien jeździć jak chce, nie uważam, że tylko pijąc wodę z kałuży i śpiąc czasem ja włóczęga można o sobie powiedzieć podróżnik. Strasznie mnie itytuje takie podejście ‚kolegów oo fachu’, bo tworzy jakich chory obrazek, barierę, że to nie dla każdego, że elita. Bzdura, dziś każdy ko ma dostęp do netu i trochę zapału może pijechać gdzie chce. Ja często jeżdżę z plecakiem, ale od czasu do czasu lubie się wygrzać na all inclusive, szczególnie jeśli tak się po prostu niekkiedy opłaca. Nie oglądam się w ogóle na to jak jeżdżą inni, a jeśli już mam okazję komuś poopowiadać o swoich podróżach, to dziarsko walczę z mitem ‚o prawdziwym podróżniku’ i zachęcam każdego, żeby jeździł jak mu się podoba.
    A na Bali akurat byłam budżetowo i z plecakiem, ale noc w Kucie za 9 $ za noc, za to z grzybem na ścianach, przaktycznie bez ciepłej wody i pościeli jakiejolwiek to nawet ja dla mnie było przegięcie :-) więc poszukukiwanie wygód absolutnie rozumiem :-)
    Pozdrawiam!

    Post a Reply
    • Nie mogę się tych wygód doczekać :)

      Post a Reply
  6. Nie macie z czego się tłumaczyć :) każdy zasługuje na odrobinę „luksusu” i nie ma jedynej, słusznej polityki podróży. Podróże w końcu od tego są, żeby spróbować WSZYSTKIEGO! I dorma, autostopa, straganu i willi, basenu, kolacji przy świecach. Sami na święta w taniej Tajlandii wydaliśmy fortunę bo chcieliśmy je spędzić „na bogato” a 2 dni potem spaliśmy na dachu rasta baru i myliśmy się w beczce. Super było :) Już Wam zazdroszczę, Ubud, choć turystyczne, zachowało swój urok! Spróbujcie koniecznie puddingu z czarnego ryżu z mlekiem kokosowym u Nomadów (wersja dla białasów z lodami waniliowymi, zakochałam się :) ), no do Małpiego Gaju nie muszę Was zachęcać heh. Pozdrawiam serdecznie!

    Post a Reply
    • Tekst nie powstał z potrzeby tłumaczenia się, a raczej dlatego, że z czasem zmieniła mi się filozofia w sprawie budżetowego podróżowania. Jak to mówią, tylko krowa nie zmienia poglądów :)

      Post a Reply
  7. Myślę, że nie powinno się osądzać sposobu podróżowania. Każdy z nas ma inne potrzeby, które zmieniają się z czasem.
    Nie ważne jak i gdzie, lecz ważne jest z kim…

    Post a Reply
    • „Każdy z nas ma inne potrzeby, które zmieniają się z czasem.” – dokładnie.

      Post a Reply
  8. Witam,

    Myślę, ze nie ma nic złego w wakacjach na bogato, szczególnie, jeśli można sobie na to pozwolić.
    Nie chodzi mi o to, żeby brać wszystko jak najdroższe, bo w tym sensu nie widze ale jesli sie ma potrzebę, to od czasu do czasu, czemu nie?
    Osobiście jestem zwolennikiem podróżowania na małym budżecie ale kiedy jest potrzeba to fajnie odpocząć w dobrych warunkach. Wszystko tez zależy od tego, co każdy uważa za dobre, czy wystarczające. Czasem lubię spędzić kilka dni w lepszym hotelu, szczególnie pod koniec intensywnej eskapady.
    Pozdrawiam i życzę miłych wakacji :)

    Post a Reply
    • Też nie jestem zainteresowania braniem tego co najdroższe – raczej chodzi o dołożenie kilku $, a komfort może się drastycznie zmienić :) No i nie ukrywam, że fakt iż zarabiamy w dolarach bardzo to ułatwia.

      Post a Reply
  9. życzę wspaniałego czasu na Bali! Korzystajcie bezczelnie i bierzcie pełnymi garściami. Nie ma jednej słusznej drogi podróży. Uwielbiam namiot i stopa ale to nie powód żeby patrzeć z góry na baseny i wille. I nie rozpieścić się czasem :)

    Post a Reply
  10. Zgadzam się w 100% ! Po to się jedzie na wakacje, żeby odpocząć, a przecież każdy odpoczywa w inny sposób. Jak płacę za bilet lotniczy 2 tys złotych to nie będę na miejscu oszczędzać na atrakcjach, bo możliwe, że już w to miejsce nie trafię;-) Jedni kochają noclegi pod gołym niebem, ja lubię się wyspać w łóżku i być gotowa na kolejny dzień po ciepłym prysznicu;-))

    Życzę udanego pobytu, liczę na obszerną relację, bo zaciekawiło mnie to Bali;-) Skoro w dolarach jest tanio, to ja też chcę tam jechać:D

    Post a Reply
    • No, z tego co czytam to tanio jest niemiłosiernie jeśli przeliczać z dolarów. Taxi z lotniska do Ubud (ponad godzina jazdy) kosztuje tylko odrobinę więcej niż za transport z lotniska do domu płacę w Sydney mieszkając 4km od lotniska….

      Post a Reply
  11. zgadzam sie z powyzszymi wpisami, w koncu nie samym chlebem czlowiek zyje :-)

    zycze udanego wyjazdu i czekam na nowy wpis po powrocie

    pozdrawiam

    Post a Reply
  12. Moje podejście do niskobudżetowego podróżowania przeszło chwilę próby kiedy wylądowałam w bungalowie, gdzie miałam wizję stada robaków wychodzących w nocy… Każdy powinien podróżować tak jak mu się podoba i w takich warunkach jak lubi. Chociaż zgodzę się zdecydowanie, że ludzie śpiący po 5-gwiazdkowych hotelach, jedzący w najlepszych restauracjach i wyjeżdżający tylko na wycieczki organizowane przez hotelowe agencje turystyczne niewiele widzą z kraju, który odwiedzają. W tym roku trafiliśmy przypadkowo na wyspę Koh Ngai – miejsce, w którym hotel stoi koło hotelu i mimo, że plaża jest obłędnie ładna to sorry ale goście tam Tajlandii nie widzą. Zgodnie twierdzimy, że rownie dobrze mogliby spędzać wakacje w Grecji, Chorwacji, Turcji albo innej Tunezji. Ale jeśli lubią…

    Post a Reply
    • Kiedyś w Tajlandii w jakimś hostelu stałam się ofiarą ataku pluskw i potem przez tydzień chodziłam pokryta czerwonymi kropkami i nie mogłam się przestać drapać. Okropieństwo. Właśnie takie doświadczenia pokazują, że czasem warto dopłacić $2 i zamiast nory mieć coś przyzwoitego

      Post a Reply
      • Z pluskwami nigdy nie wiadomo gdzie i kiedy zaatakują – ktoś może je przynieść i do lepszego i do gorszego miejsca.

        Post a Reply
  13. Nie ma to dla mnie znaczenia, czy ktoś wydaje na podróż dużo, czy też mało. Mnie drażnią tylko ludzie, którzy wydają ogromne pieniądze na hotel, z którego przez całe 2 tygodnie nawet nie wychodzą, a jedyną rozrywką jest kąpiel w basenie. Nic nie zobaczą, ale chwalą się, że byli w egzotycznych i dalekich miejscach. Co prawda oni nie podróżują – oni wakacjują.
    Ja sama nie potrzebuję luksusów, bo i tak w danym miejscu tylko śpię i zostawiam rzeczy. Są wyjazdy na których śpię w 12 osobowym pokoju, ale są i takie, gdzie za tą samą cenę mogę sobie pozwolić na pokój nawet z łazienką. Wszystko zależy od miejsca.

    Post a Reply
    • Mnie już nawet tacy ludzie nie drażnią. Może trochę mnie śmieszą, ale nic po za tym. Dla każdego definicja „zwiedzania” jest inna. Znam i takich, którzy przesiadając się gdzieś na lotnisku dopisują ten kraj do listy odwiedzonych…

      Post a Reply
    • A mnie w ogóle nie drażnią (o ile nie wchodzą mi w drogę i nie zanieczyszczają środowiska). Ich czas, ich wybór, ich pieniądze…

      Post a Reply
  14. Ja, jak na razie jestem po stronie podróżujących tych bardzo oszczędnie – jest to trochę z braku innej opcji, ale też dlatego, że po prostu sprawia mi to radość ;) Będąc młodsza, kiedy wyjeżdżałam gdzieś z rodzicami chociażby nad Bałtyk, nie oszczędzaliśmy na wszystkim – nie spaliśmy pod namiotem, tylko w całkiem przyjemnym hostelu/hotelu, jedliśmy te stanowczo za drogie ryby i było fajnie, ale jak w czasie liceum zasmakowałam podróży autostopem/bardzo niskobudżetowych, dosłownie za grosze, to już nie wyobrażam sobie wydawać dużo na przemierzanie świata ;) Spanie pod namiotem na rajskiej plaży w Albanii, na wrzosowisku w Chorwacji, poznawanie ludzi, których normalnie bym nie poznała – dla mnie to zdecydowane plusy taniego podróżowania i za nic nie chciałabym spać w luksusowym hotelu :) chociaż taki wyjazd na Bali, w celu zregenerowania sił i po prostu odpoczęcia też jest super opcją i gdyby bylo mnie stać, to na pewno bym się na coś takiego zdecydowała.
    Baw się dobrze i czekam na dużo pięknych zdjęć z wakacji na bogato! :D

    Post a Reply
    • Podróżowanie budżetowe jest jak najbardziej ok. Ja tylko nie lubię jak budżetowcy z góry patrzą na całą resztę.

      Post a Reply
  15. Przeczytałam teraz mój komentarz wyżej i trochę niegramatycznie mi to wyszło, ale mam nadzieje, że wiadomo co autor miał na myśli ;)

    Post a Reply
  16. Ja podróżuje tak, jak akurat mam na to ochotę. Jeśli jadę gdzieś i mam okazję zaoszczędzić trochę grosza, to czemu nie, ale nie robię tego jakoś specjalnie na siłę. Jeśli mam ochotę ponurkować (a tanie to nie jest) – to nurkuję. Jeśli mam ochotę zjeść taniego falafela z ulicznego straganu – to jem. I szczerze mówiąc mam w nosie, co myślą o tym inni, chociaż z drugiej strony nigdy też nie spotkałam się z tym, by ktoś patrzył na mnie przez to z pogardą. A może po prostu nie zwracam na to uwagi :)

    Post a Reply
  17. W tym wszystkim chodzi tylko o to, że ludzie, którzy wybierają „all inclusive” nie mają najczęściej mentalności podróżnika. Bo za tym, żeby wydać więcej na transport czy jedzenie często kryje się strach, a on eliminuje możliwości poznania. To jest ogólny obraz wśród którego są wyjątki.
    Ale to wszystko i tak wpisuje się pod „nie oceniaj innych” w każdej życiowej dziedzinie. Brzmi pięknie, ale nie zawsze się da, też o tym wiesz.
    W Twoim przypadku obojętnie czy będziesz spać w namiocie czy w 5-gwiazdkowym hotelu, Twoje podejście do wyjazdu będzie nieprzeciętne. A jeżeli masz ochote nawet od tego zrobić sobie przerwę, zwłaszcza że w Indonezji już byłaś, to luz totalny i nie ma potrzeby tłumaczenia czegokolwiek komukolwiek ;)

    Post a Reply
    • Ale dlaczego od razu All Inclusive? Między podróżowaniem za $10 dziennie, a All Inclusive jest jeszcze 1000 odcieni szarości. Nie trzeba od razu popadać ze skrajności w skrajność :)
      W Indonezji jeszcze nigdy nie byłam, ale nie sądzę iż to, że z lotniska pojadę do Ubud taksówką, a spać będzie w willi z basenem zmieni jakoś drastycznie mój obraz tego miejsca. W willi i tak będę tylko spać, a całe dnie będę się wałęsać po okolicy, więc tu akurat to jak podróżuje i poznaję miejsca się nie zmieni.

      Post a Reply
      • No pewnie, że jest 100 różnych sposobów na podróżowanie, ja tylko dotknęłam przeciętnej, szablonowej turystyki.
        Co do reszty, to przecież właśnie o to mi chodziło- Twój sposób poznania jakiegoś miejsca i tak będzie nieprzeciętny, niezależnie gdzie będziesz spać, czym dojedziesz z lotniska i ile wydasz na jedzenie.
        Natomiast jeszcze co do popadania w skrajności, to przypomniało mi to jedną rzecz. Oglądałam ostatnio rozmowę z Tobą i Andrzejem na You Tube, która zresztą bardzo mi się podobała, bo czułam się, jakbym siedziała sobie na przeciwko Ciebie przy stole w Twoim mieszkaniu :D. Powiedziałaś tam jednak, że hostele to jedno wielkie pijaństwo i dlatego wolisz wybierać hotele/pokoje prywatne- to było bardzo skrajne i nie pasujące do myśli zawartej w tym poście. No bo rzeczywiście są hostele z niekończącą się imprezą, ale jest też masa takich, gdzie jest cisza i spokój i nikt nie wraca o 5am w pełnym stanie nietrzeźwości.
        Miałam to skomentować pod tamtym postem, ale zapomniałam;).

        Bogatych wrażeń w Indonezji! :*

        Post a Reply
        • Ula, ja mam 35 lat i spanie w 8-osobowym pokoju w hostelu to nie jest juz moja bajka :) Poczekaj 10 lat i Tobie pewnie tez sie troche zmieni :) Kiedys mi to nie przeszkadzalo, ale dzis za zadne skarby w takim miejscu nie zanocuje. Bo zawsze trafi sie ktos kto halasuje i ma gdzies inne osoby w pokoju. A ja w nocy chce ciszy i spokoju. O to mi wlasnie chodzilo w czasie rozmowy z Andrzejem. Moge spac w hostelach w dwojce, ale z dormow po prostu wyroslam. Kiedys jak ktos mi mowil, ze z wiekiem czlowiek zaczyna potrzebowac wiecej wygod to sie smialam i mowilam, ze mnie to nie bedzie dotyczyc. Dzis moge stwierdzic, ze to prawda. Nadal czuje sie bardzo mlodo, ale potrzeby mam jednak troche inne niz 10 lat temu :)

          Post a Reply
          • Jeżeli o to Ci chodziło to luz- rozumiem i wiem, że każdego to czeka.
            Po prostu wcześniej nie zabrzmiało to tak, ale najwyraźniej wymagało wyjaśnienia.

            Post a Reply
          • O, tak, z wiekem się to dosyć często zmienia – tylko ‚starszego’ człowieka często młodszy nie zrozumie – bo wydaje mu się, że skoro on lubi TERAZ tak to w przyszłości się nie zmieni…
            Może się zmieni, może nie… nigdy nie wiadomo…
            Zdarza mi się czasami spać w dormach – bo nie chce mi się szukać, a pada, bo jest obok dworca, a za chwilę wyjeżdżam czy np. jest to Zurich i nie mam wyboru bo miejsce w dormie i tak kosztuje ponad 200zł…
            Im więcej pracuję tym wiecej wygody czasami potrzebuję:)

            Post a Reply
          • Ja zawsze lubiłem hostele, ale jak ostatnio we wspólnej 8-osobowej sypialni jedna para bezceremonialnie kopulowała, zmieniłem swoje podejście. Niestety, chamstwo i bydło zdarza się często, szczególnie w europejskim hostelach. Dużo jest prawdy w tym, co piszesz. Zresztą z natury człowiek lubi prywatność, więc jeśli ma możliwość, to nocuje w prywatnym pokoju. To, że decydujemy lub decydowaliśmy się spać w hostelach, a konkretnie w dormach, wynika prawie tylko z warunków finansowych.

            Post a Reply
  18. Zgadzam sie w calej rozciaglosci.
    Podrozowanie z kalkulatorkiem w ręku nigdy mnie nie pociagalo i uwazam, ze ludzie robiacy z tego bożka i religie są dziwni. Owszem, zdarzalo mi sie tak podrozowac, ale wtedy, gdy faktycznie mialam malo kasy. Ale to malo zabawne jest.

    Dzis doszlam do tego, ze wole poczekac dluzej i mieszkac w lepszych warunkach (czyli doplacic te pare dolarow za normalny nocleg z wlasna lazienka i w czystym pokoju) niz sie szarpac spiac na jakims dworcu czy odmawiac sobie zjedzenia czegos, na co mam ochote.

    Post a Reply
    • Ja to od jakiegoś czasu robię sobie w głowię prostą kalkulację – żeby mieć np. własną łazienkę w pokoju muszę dopłacić np $5. Zarobienie $5 zabiera mi ileś tam minut (niewiele), więc wychodzę z założenia, że nie zbankrutuję przez to, więc czemu nie poprawić sobię odrobinę komfortu.

      Post a Reply
      • O to to.
        W miare jak zaczelam podrozowac wiecej zauwazylam, ze proby oszczedzania na takich rzeczach jak pokoj z lazienka (jak zauwazylas raptem pare dolarow wiecej), pokoj z klima (tam gdzie jest to faktycznie niezbedne), srodek trasportu nie kosztuja tak bardzo wiecej, a komfort podrozy i zadowolenie wlasne zwiekszaja bardzo istotnie. A jak czlowiek wypoczety i pozytywnie nasawiony do swiata to wiecej z takiego wyjazdu wyniesie, niz nawet jakby mial byc o 1/5 tanszy, ale za to wspominany byl jako mordęga :)

        Post a Reply
  19. W życiu i tym samym w tym obszarze potrzebny jest zawsze balans czy po prostu równowaga. Nigdy nie uważałem, że budżetowe podróżowanie ma jedynie sens (choć jest wartością samą w sobie). Podróżowanie bowiem ma sens jak robimy to jak chcemy, z kim chcemy no… i gdzie chcemy. Korzystajcie więc na całego. Pozdrowienia od http://www.crazyfamilytravel.pl/

    Post a Reply
    • Ciekawi mnie co masz na myśli pisząc, że tanie podróżowanie jest wartością samą w sobie :)

      Post a Reply
  20. Ja z kolei mam inne podejście od budżetowców. Co prawda wybierając wczasy, często czekam do samego końca by Last Minute stało się Very Last Minute i dzięki temu mogę zaoszczędzić sporo na takim wyjeździe (tak jak na ostatnim wyjeździe do Tunezji), to będąc już na miejscu nie liczę tak bardzo pieniędzy. Uważam, że po to są wczasy, by nie żałować sobie Coli, lodów, wejściówek do fajnych miejsc i restauracji.
    Marzą mi się jednak odległe podróże, które niestety są drogie – Malediwy, Dubaj, Nowy Jork.

    Post a Reply
    • Zgadzam się. Nigdy nie rozumiałam ludzi, którzy po odbyciu długiej podróży np. do Indii rezygnowali z odwiedzenia Taj Mahal, bo szkoda im było pieniędzy

      Post a Reply
  21. Hej,

    kiedyś popełniłem tekst o pieniądzach w podróży (http://www.lkedzierski.com/teksty/tanie-podrozowanie/), który jest bardzo zbieżny z tym co przedstawiłaś we wpisie..
    zgadzam się w 100%. Z drugiej strony ktoś ze znajomych kiedyś powiedział, że „ceny nie są za wysokie, lecz po prostu mało zarabiamy” niezależnie od pułapu cenowego.

    pozdrawiam
    łukasz

    Post a Reply
    • Przeczytałam Twój tekst i zgadzam się w całej rozciągłości :)

      Post a Reply
  22. Zdjęcie do artykułu nie pochodzi z Bali. Śmieszą mnie zawsze zdjęcia przedstawiające idylliczną Bali, co z idyllą niewiele ma wspólnego. Oczywiście Bali ma w sobie coś niesamowitego, ale na pewno nie są to plaże z białym piaskiem i palmami jak z pocztówki (albo ze zdjęcia jak powyżej).

    Post a Reply
    • Oczywiscie, ze zdjecie nie pochodzi z Bali, w koncu jeszcze na to Bali nie dotarlam. Zdjecie jest z Vanuatu, a wrzucilam je do wpisu, bo pasowalo do tematyki leniwych wczasow. Jak Cie to smieszy to sie ciesze, ze wywolalam usmiech na Twojej twarzy ;)

      Post a Reply
      • :) Nie twoje zdjęcie mnie śmieszy, tylko uważam po prostu, że Bali ma najlepszych speców od marketingu na świecie :) i każdy się na to łapie ;)
        Pomijając to, kocham Bali, ale nie dla jej plaż, które są daleko chociażby za plażami w Tajlandii czy na Filipinach.

        Post a Reply
        • Ewo, są na Bali białe plaże z palmami jak z pocztówki. Nie znajdują się w komercyjnych miejscach jak Kuta, Semyniak czy Sanur. Nie są zaznaczone na żadnej mapie, no bo po co? Wystarczy trochę poszukać i nie jeździć wyznaczonymi szlakami, a zapewniam Cię że na taką plaże trafisz :)

          Post a Reply
          • Radek, nie musisz mnie o tym przekonywać, znam Bali doskonale, spędziłam na tej wyspie ponad 2 lata życia i znam jej wszystkie plaże, White Sand Beach chociażby czy Balangan, Bingin czy Blue Lagoon i inne mniej znane też. Piękną plażą jest również Dreamland, szkoda tylko żeby do niej dojść trzeba przejść przez wysypisko śmieci. Ale i tak dalej one nie dorównują przepięknym plażom z Tajlandii, które na zdjęciach jednak odzwierciedlają rzeczywistość, w przeciwieństwie to zdjęć z Bali :)

            Post a Reply
            • Ewo, co do tego to się zgadzam, że zdjęcia przedstawiające Bali, często nie odzwierciedlają stanu rzeczywistego. Nie mniej jednak, piękne plaże są :) Wiesz, to chyba jest jak z tym filmem „Jedz, módl się i kochaj”, główna bohaterka mieszka w Ubud, a do najbliższej plaży ma 10 min rowerem… :) A w Tajlandii jeszcze, nie byłem, ale skoro jest jak na pocztówkach to najbliższy kierunek podróży skieruję właśnie tam! :)

              Post a Reply
              • Piękne plaże są na całym świecie. Szczególnie na wyspie, jeśli nie jest przesadnie jakaś wulkaniczna :) Po odwiedzeniu iluś tam egzotycznych państw, człowiek stwierdza, że te wszystkie rankingi, która ładniejsza to w ogóle bez sensu są :)

  23. Niskobudzetowo to rozumiem, a ja co znaczy na bogato?

    Post a Reply
  24. :) na bogato,że nie masz grzałki, ani karimaty, śpiwora?

    Post a Reply
  25. Aby odkryc prawdziwy”urok” Bali trzeba ten pierwszy raz zaliczyc w Kucie, a nie Ubudzie – takie moje zdanie. Fajny blog ale rozpisujesz sie przeokropnie..Zastraszajaca ilosc niepotrzebnych wtracen i szczegolikow, ktore powoduja ze nieraz ciezko to czytac. Styl pisania zupelnie jakbys sie zwracala do dzieci albo przyglupow, to taka przywara po kilku latach mieszkania w Australii…sam dokladnie to samo przezywalem. Kiedys pewnie Ci przejdzie, czego Ci zycze. Pozdrawiam, Tommy.

    Post a Reply
    • Ilu ludzi tyle opinii, ale tego, ze pisze jak dla przygłupów jeszcze nie słyszałam. Rade mam na to prostą – jak sie styl nie podoba to nie ma obowiązku czytać :)

      Post a Reply
    • W porownaniu do innych wpisow Magdy, ten moze nie jest akurat najlepszy, ale ogolnie uwazam, ze Magda bardzo ladnie i prosto (to zaleta, nie wada) pisze, wlasnie bez „niepotrzebnych wtracen i szczegolikow”.

      Twoj negatywny komentarz jest niezasluzony i przykry. Sprawil mi przykrosc jako czytelnikowi i mysle, ze autorce troche tez. I czy byl ten komentarz potrzebny? Co chciales nim osiagnac?

      Post a Reply
  26. Prawda jest taka, że „tanie podróżowanie” to trochę (nie zawsze) dorabianie ideologii do swoich możliwości finansowych. Owszem, ma wiele plusów, jak choćby możliwość kontaktu z lokalną ludnością spoza branży turystycznej. Prawda jest jednak taka, że żaden rodzaj podróżowania nie jest lepszy ani gorszy. Widać w tym artykule potrzebę rozliczenia się ze swoimi poglądami z przeszłości.

    O tym, że patrzenie z wyższością na podróżujących „na bogato” jest błędem przekonałem się właśnie na Bali, gdzie nocowaliśmy w hotelu 5*****. Ale nie korzystaliśmy wcale z wycieczek, tylko wynajęliśmy busa z kierowcą i objechaliśmy całą wyspę. Kierowca zaprosił nas do swojego domu oraz do domu swoich rodziców w samym dzikim środku Bali. I gdyby jakiś fan taniego podróżowania śmiałby się, że nocowałem w Nusa Dua, to cóż, popatrzeć można tylko z politowaniem. Niestety, ta forma realizacji poczucia „lepszości” jest bardo słaba. Osobiście lubię namiot i dzikość, ale niech mi ktoś powie, że pogardzi raz na jakiś czas 5***** luksusem, nie uwierzę :)

    Post a Reply
  27. Magda, swoim pytaniem rozpetalas wojne oraz licytacje pod tytulem „gdzie to ja nie bylem i nie spalem” :)

    Moje trzy grosze sa takie, ze nawet takie podrozowanie, ktore ty uwazasz za „budzetowe”, w oczach czesci podroznikow pewnie nie jest wcale „budzetowe” tylko rozrzutne… Bo przeciez mozna jechac na stopa i spac w parku na lawce. I pewnie jest w tym nawet wiecej przyjemnosci i blizej sie czlowiek zbliza do lokalnej populacji.

    Najwazniejsze, ze ludzie podrozuja, bo podroze rozszerzaja horyzonty.

    Post a Reply
    • Powiedziałabym, że podróże najczęściej rozszerzają horyzonty (bo nie zawsze).

      Zgadzam się z tą względnością budżetowego podróżowania o której piszesz – to co dla jednego jest budżetowe dla innego już będzie ekstremalne – zawsze więc sobie trzeba zadać pytanie po co to robimy.

      Ja się czasami spotkałam z zarzutem, że nie spotykam się z prawdziwą lokalną ludnością – tzn. nie spotykam się z wystarczająco biedną ludnością – zawsze wtedy mówię, że to dokładnie tak jak w Polsce, nawięcej kontaktów mam z osobami podobnymi do mnie więc dlaczego gdzie indziej miałoby być inaczej?

      Post a Reply
  28. Wydając małe pieniądze również można zwiedzić wiele niesamowitych miejsc:) jednak mimo wszystko pieniądze ułatwiają podróżowanie i odkrywanie ciekawych miejsc:)

    Post a Reply
    • Nie. To zdjecie to tylko ilustracja do wpisu, bo dobrze mi pasowalo do temtu leniwych wakacji.

      Post a Reply

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.