Jak odróżnić fałszywą gejszę od gejszy prawdziwej

Geisha1

Pojechać do Kioto i nie zobaczyć gejszy? To tak jakby w Krakowie nie zobaczyć Rynku, a w Rio de Janeiro figury Chrystusa. Z gejszami w Kioto sprawa jest jednak o tyle trudniejsza, że trzeba się troszkę wysilić, żeby jakąś zobaczyć. Powody ku temu są dwa.

Po pierwsze, gejsz w Kioto zostało już niewiele (według różnych źródeł w całej Japonii jest ich obecnie nie więcej niż 2000). Dlatego przypadkowe wpadnięcie na jedną z nich na ulicach Kioto zdarza się rzadko. Trzeba wiedzieć gdzie szukać (ponoć historyczna dzielnica Gion to najlepsza miejscówka, nam właśnie tam się udało), i odstać swoje czekając, aż jedna z pięknie ubranych i wymalowanych pań do towarzystwa wyjdzie na ulicę.

Po drugie, będąc w Kioto odnieśliśmy wrażenie, że o wiele łatwiej trafić na gejszę fałszywą niż prawdziwą. Rzecz w tym, by wiedzieć jak odróżnić je od siebie, i niepotrzebnie nie fascynować się przebierańcem. Bo te fałszywe gejsze to po prostu przebrane turystki, które w zamian za kilkadziesiąt $ przechodzą metamorfozę.

Jak więc rozpoznać gejszę fałszywą od tej prawdziwej? Żaden ze mnie ekspert, ale w będąc w Kioto powiedziano nam, że trzy podstawowe różnice to:
– włosy – fałszywa gejsza nosi na głowie perukę, co widać zresztą gołym okiem, głównie dlatego, że te perukowe włosy nijak się mają do pięknych, błyszczących naturalnych włosów, jakie noszą prawdziwe gejsze;
– kimono – to na fałszywej gejszy zrobione jest z przeciętnej jakości materiału i jest często pogniecione. Kimono prawdziwej gejszy to najlepsze gatunki jedwabiu. Tak samo jak w przypadku włosów, różnica jest widoczna gołym okiem;
– zachowanie – prawdziwa gejsza nie zachowuje się jak panienki ze zdjęć poniżej – nie organizuje sobie w środku dnia sesji zdjęciowej z koleżankami w jednej z najtłumniej odwiedzanych świątyń w mieście. Prawdziwa gejsza szybko przemyka ulicą, raczej nie pozuje turystom, porusza się z wdziękiem i gracją.

Z kilku prawdziwych gejsz, jakie udało nam się zobaczyć w Gion, żadna nie była chętna do zdjęcia. W rezultacie mam tylko zdjęcie pleców jednej z nich (ostatnia fotka we wpisie). Według mnie nawet od tyłu widać różnicę pomiędzy profesjonalistkami, a przebierańcami.

Geisha2
Geisha3
Geisha4
Geisha5
Geisha6

Artykuł o Uluru w magazynie Travel 3Sixty
Od Tokyo wolę Osakę

4 komentarze

  1. Nie jestem specjalistką w temacie gejsz, ale dla mnie te „bardziej kolorowe” wyglądają na prawdziwe maiko – czyli dziewczyny, które są na początku swojej nauki. Mają prawidłowo pomalowany kark oraz twarz (nie są całe białe), również usta – szczególnie u tej środkowej dziewczyny widać, że ma pomalowaną tylko dolną wargę. Okobo – drewniane sandały z czerwonym paskiem to znak rozpoznawczy początkujących maiko. Także fryzura wygląda na oryginalną – wareshinobu i pas darari obi. Moim skromnym zdaniem, miałaś szczęście spotkać – prawdziwe, początkujące maiko. :)

    Post a Reply
  2. Natomiast u dziewczyny na dole, widać charakterystyczny dla geiko, sposób wiązania obi – węzeł pudełkowy. Fryzura to chyba shimada – również charakterystyczna dla geiko. Przy tej okazji warto powiedzieć, że geiko noszą peruki! Wolno im, to jest pewnego rodzaju przywilej, ponieważ mogą się porządnie wyspać, nie obawiając się uszkodzenia misternego uczesania :) Nie widzę czy ma pomalowany prawidłowo kark, buty też wyglądają dziwnie, ale może spotkałaś prawdziwą geiko! :) Zazdroszczę podróży – tej i wszystkich pozostałych! Serdecznie pozdrawiam.

    Post a Reply
  3. Nie jestem znawcą tematu, ale te trzy pozujące dziewczyny zakrawają dla mnie na tandetę dla turystów. Ciężko mi sobie wyobrazić, aby zmysł estetyczny kogokolwiek pozwalał na takie niedopasowanie poszczególnych elementów stroju, przesadną wręcz wzorzystość. Jak napisały poprzedniczki, to mogły być maiko (ta wisząca część ich spinek we włosach to ponoć znak rozpoznawczy maiko).
    Ponadto, większość Japończyków nie lubi być fotografowana (może za wyjątkiem cosplayowców), w związku z czym uważam, że te dziewczyny są podstawione. Taka turystyczna atrakcja ;)

    Post a Reply

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.