Lato na całego, czyli idziemy na spacer

W Sydney lato na całego. Na szczęście fala 40-kilku stopniowych upałów nie dotarła do nas z Melbourne, ale i tak zeszły tydzień był bardzo ciepły –  termometr wskazywal około 30 stopni w centrum i okolicach (i 38 w zachodnich dzielnicach miasta). O ile generalnie rzecz biorąc zdecydowanie wolę klimat Sydney niż klimat Polski, to przyznaję bez bicia, że za upałami nie przepadam. Tutejsze słońce praży niemiłosiernie potęgując uczucie gorąca, do tego wilgotność powietrza sprawia, że w 10minut po wyjściu z domu czoło pokryte mam gęsto kroplami potu.

Ale wspomnieć chciałam dziś o czymś innym. Nie jestem z tych blogerów, którzy opisują każdy swój dzień, wszystko co robili i widzieli, więc relacje z tego jak spędziłam weekend znaleźć można na blogu niesłychanie rzadko. Ale postanowiłam pokazać Ci kilka fot ze spacerku, który zrobiliśmy sobie wczoraj z okazji wspomnianej wcześniej niezwykle leniej pogody. Bo spacer łady, no i jest okazja, żeby kolejny raz pokazać, że Sydney ma o wiele więcej do zaoferowania niż Most i Operę.

Nie wiedzieć czemu o owej trasie spacerowej dowiedziałam się dopiero kilka tygodni temu. To mój ósmy rok w Sydney, ale jak widać wiele mam jeszcze do odkrycia, co zresztą niezwykle mnie cieszy, bo to dowód na to, że nie zanosi się na to, aby Sydney miało mnie znudzić w najbliższym czasie. Trasa zaczyna się w niezwykle luksusowej dzielnicy Rose Bay, gdzie dotarliśmy promem, bo tak jest najszybciej, i ciągnie się przez 8 km aż do Watsons Bay, jeden z moich ulubionych dzielnic Sydney. A po drodze to, co Sydney ma najlepsze – zatoczki, skałki, plaże i plażyczki, o istnieniu których nie miałam do teraz zielonego pojęcia, busz, błękitne wody zatoki, widok na miasto, i jeszcze ulice zastawione rezydencjami od widoku których może rozboleć głowa.

Trasa nie jest co prawda tej klasy co ta z Coogee do Bondi (która wymiata jak mało co), ale na pewno nie można odmówić jej uroku. Bonusem jest to, że spacerowiczów na niej tyle, co nic, podczas gdy z Coogee do Bondi nieustanie ciągną ludzie.

Zdjęć tylko kilka, bo słońce świeciło z niespotykaną mocą, co fotografii średnio sprzyja, ale jakiś obraz tego jak było chyba pokazują.

Spacerek na sam szczyt Sydney Harbour Bridge
Kemping po australijsku

5 komentarzy

  1. Fajne zdjecia! Polecam trase z South Mosman (promem z Circular Quay) do Balmolar Beach, wzdloz wybrzeza :) Tez malo ludzi i baaardzo ciekawe widoki na miasto i zatoke. Dodatkowa atrakcja sa jaszczurki (Eastern Water Dragon) na trasie – nie ma opcji, aby nie zobaczyc chocby kilku :)

    Post a Reply
  2. Fotki cudne :). Musimy koniecznie wybrać się na ten walk i zgodzę się ze Watson Bay to magiczne miejsce. Byliśmy za to 2 tygodnie temu pierwszy raz na Parsley Bay i muszę przyznać ze za bardzo kojarzyło nam się z koloniami w Polsce ;) i szybciutko przenieśliśmy się do Nielsen Parku na Shark Bay.

    Post a Reply
  3. Piękne zdjecia :-) jak sie je ogląda to nie chce sie siedzieć w domu! Ja lubię walk z Manly do Spit Bridge – widoki niesamowite. Byłaś w Bobbin Head? Fajne miejsce do relaksu.

    Post a Reply
  4. Ale wam dobrze, tam taka piękna pogoda, słońce i ciepełko, a u nas mróz i śnieg :)

    Post a Reply
  5. Bardzo ładnie w tym Sydney! :)
    Aż chciałabym się tam właśnie znaleźć :) Na szczęście moja fińska ciemnica niedługo odpuszcza, więc będzie mi się łatwiej oglądało takie fajne, słoneczne zdjęcia.

    Post a Reply

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.