2013 był ok

2013-2014

No i już po 2013.

Rok był dobry. Nie wszystkie plany i pomysły udało mi się zrealizować, ale to nie szkodzi. W końcu właśnie zaczął się 2014, a to dobra okazja, żeby przejrzeć listę rzeczy do zrobienia, dopisać kilka nowych zadań, zdecydować, co do priorytetów, i zabrać się do roboty. Bardzo lubię ten proces planowania na początku roku, bo on zawsze rozbudza we mnie pokłady entuzjazmu i motywuje mnie do działania. A że wydaje mi się, iż całkiem dobrze radzę sobie w stawianiu sobie dobrze sprecyzowanych planów, to i ich realizacja jest o wiele bardziej realna niż kilka lat temu, kiedy plany i cele miewałam bardzo ogólne, a przez to prawie nieosiągalne.

Podróżniczo 2013 był ok. Pewnie, że wolałabym móc wyjeżdżać częściej i dalej, ale biorąc pod uwagę fakt, że pracuję na pełen etat i mam do dyspozycji tylko 20 dni urlopu rocznie, to na wynik 50 dni spędzonych na różnych wyjazdach nie mogę narzekać. 2013 Zaczęliśmy od długiego weekendu na Tasmanii. Potem były dwa wypady na Gold Coast, fotograficzny wyjazd do Melbourne i pięć dni w samym środku Australii, gdzie podziwialiśmy Uluru i okolice. Dalej był wyjazd do wymarzonej od dawna Jap0nii, kilka weekendowych wyjazdów za miasto, i zakończenie roku w pięknej Tasmanii.

W kwestii bloga rok 2013 nie był szczególnie udany. To dlatego, że przez sporą jego część cierpiałam na blogowstręt – po ponad 5 latach regularnego pisania zwyczajniej miałam dosyć. Blogowstręt mi przeszedł, ale szanse na to, że będę znowu pisać tak regularnie jak kiedyś (czyli co najmniej raz w tygodniu) są raczej nie wielkie. Mam po prostu zbyt wiele innych spraw na głowie, które wymagają mojego czasu. Ale zaglądajcie dalej, bo na pewno będzie się tu pojawiał nowy materiał. Wśród wpisów, które opublikowałam w 2013 roku, najbardziej popularny nie miał wiele wspólnego z podróżami czy Australią, za to był wpisem bardzo osobistym. Life is good, czyli mój sposób na szczęście, czytany był ponad 3200 razy!

A co uważam, za swoja największe osiągnięcie w 2013 roku? Udało mi się wyleczyć z internetowego uzależnienia, które w pewnym momencie konsumowało mój prawie cały wolny czas. Kuracja była czasochłonna i czasem bolesna, ale misja zakończyła się w 100% sukcesem, a efekty są rewelacyjne.

Ok, koniec gadania, czas najwyższy, aby zabrać się do porządkowania listy zadań do wykonania w 2014 roku :)

Przy okazji życzę Ci, aby w 2014 roku spełniło się przynajmniej jedno Twoje marzenie, i żeby ten rok był najlepszy ze wszystkich do tej pory.

Tasmanię można tylko kochać
Moje ulubione gadżety podróżnicze

2 komentarze

  1. I nawzajem! Aby 2014 przyniosl ci wiele przygod I spelnienie marzen.

    Post a Reply

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.