Moje ulubione gadżety podróżnicze

Za kilka dni ruszamy w kierunku Tasmanii, gdzie planujemy spędzić całą resztę roku, więc nadchodzi pora na pakowanie się na wyjazd. I przy okazji pomyślałam, że napiszę o moich ulubionych podróżniczych gadżetach. To są gadżety, bez których w tej chwili nie wyobrażam sobie żadnego wyjazdu.

photo

Elektroniczny czytnik książek

Jeszcze niedawno uważałam, że jak książka to wyłącznie papierowa. Teraz myślę, że takie podejście jest bzdurne, bo w końcu w książce liczy się przede wszystkim treść, a nie forma (chyba, że chodzi o album fotograficzny itp). Dlatego od jakiegoś czasu czytnik Kindle to jeden z moich ulubionych przedmiotów. Kosztował mnie niewiele, bo tyle, co trzy nowe książki (kupiłam używany), jest niesłychanie lekki, bateria trzyma wieki, ekran idealnie imituje papier, a w jego pamięci można zmieścić setki książek. Krótko mówiąc idealny gadżet dla lubiącego czytać podróżnika. Nie mam już problemu związanego z taszczeniem grubych, ciężkich tomów i kupowaniem nowych książek w podróży. Po prostu przed wyjazdem wrzucam na Kindla kilka tytułów i mam w ten sposób zagwarantowaną lekturę na cały wyjazd.

Zatyczki do uszu

Ten, kto wymyślił zatyczki do uszu zasłużył według mnie na nagrodę Nobla. Nie jestem w stanie zliczyć ile razy zapewniły mi w różnych podróżach spokojny, głęboki sen – nocne autobusy czy pociągi, głośny sąsiad za ścianą w hostelu, okna pokoju wychodzące na ruchliwą ulicę, czy też kamping w lesie, który nawet nocą nie milknie. W tych sytuacjach śpię dzięki zatyczkom jak zabita, a to dla mnie bardzo ważne, bo niewyspanie, obok głodu, to dwie rzeczy, których bardzo nie lubię :) Szczególnie, gdy jestem w podróży, i w ciągu dnia chcę być wypoczęta i pełna energii.

Aparat fotograficzny

Nie ruszam się bez niego nawet jak jadę gdzieś tylko na dwa dni. Aparat sprawia, że – szukając ciekawych ujęć – uważniej obserwuję to, co dzieje się dookoła, że wychwytuję interesujące sceny, ludzi, miejsca. Aparat motywuje mnie, że wstać wcześnie rano i zobaczyć magiczne miejsca zanim zaleją je masy ludzi. Aparat sprawia, że podróżuję wolniej – bo w pośpiechu nie da zrobić się interesujących zdjęć – a przez  to więcej doświadczam. Przyznaję, że czasem aparat mi ciąży (fizycznie, jak i mentalnie), i wtedy po prostu odkładam go na kilka godzin czy dni. Ale na wyjazdy biorę go zawsze.

Smartphone

Długo broniłam się przed smartfonem. Po prostu uważałam go za rzecz zupełnie zbędną. Później wygrałam w konkursie iphona i zdanie zmieniłam. Na codzień smartfona używam w zasadzie tylko jako telefonu, ale na wyjazdach to na prawdę niesamowicie wielofunkcyjny i przydatny gadżet. Używam go na wiele różnych sposobów – jako mini-komputera (gdy trafiam na sygnał wi-fi), jako narzędzia komunikacji (Skype, WhatsApp), jako notatnika, jako archiwum różnego rodzaju przydanych informacji (tu moim numerem jeden jest aplikacja Evernote, którą mocno polecam), jako GPS (za granicą korzystam z aplikacji CityMaps2Go, na której dostępne są mapy off-line, więc nie potrzebuję połączenia internetowego, żeby gdzieś dotrzeć), jako odtwarzacza muzyki, a czasem także jako aparatu. Taki mały, a jak wiele potrafi!

Uniwersalna przejściówka do kontaktu

To jedna z najlepszych inwestycji gadżetowo-podróżniczych, jaką kiedykolwiek poczyniliśmy. Przejściówkę kupiliśmy jakieś 5 lat temu na lotnisku w Atlancie, i do dziś służy nam ona na każdym wyjeździe zagranicznym. Przejściówka ma wszystkie możliwe końcówki, i jeszcze nigdy nie zdarzyło nam się, by gdzieś nas zawiodła. Kiedyś mieliśmy cały woreczek przejściówek na różne kraje, teraz używamy tylko i wyłącznie tej uniwersalnej. Genialna sprawa.

 

Jakie są Twoje ulubione gadzęty podróżnicze?

2013 był ok
Noodle Night Markets

14 komentarzy

  1. Faktycznie, smartphone doceniam podwójnie w czasie wyjazdów :) a moją wielofunkcyjną przejściówkę zapomniałam w gniazdku w chatce na wyspie Tioman, do dzisiaj się z tym nie pogodziłam. O! Już wiem co chcę dostać pod choinkę ;)
    Pozdrawiam!

    Post a Reply
  2. Rozgałęziacz/przedłużacz! Jak już mamy jedną przejściówkę i do naładowania smartphona (albo i dwa), aparat itd to bardzo przydatny sprzęt… może też posłużyć jako linka do suszenia upranych skarpetek :)

    Post a Reply
    • Zgadzam sie. Tez swego czasu wozilismy ze soba krotki przedluzacz z rozgaleziaczem na koncu. mozna bylo ladowac 4 rzeczy na raz :)

      Post a Reply
    • gdzies przeczytalem ze jako universalna suszarka/dratwa bardzo dobrze sprawuje sie nic dentystyczna, moze to ktos potwierdzic

      Post a Reply
  3. a gdzie nóż?

    Post a Reply
  4. Zgadzam się w 100%! Korzystam ze wszystkich wymienionych gadżetów poza czytnikiem, ale planuję to szybko zmienić. Myślę, że świetnie się on sprawdzi także w roli przewodnika, tym bardziej jeśli podróżujemy po kilku krajach, to zakup a później dźwiganie przewodników w wersji książkowej może być bardzo uciążliwe. No i w ciemnościach można czytać!
    Chociaż moim nr 1. i tak są zatyczki.;) Nigdzie się bez nie ruszam.

    Post a Reply
    • Standardowy czytnik elektorniczny nie ma podswietlanego ekranu – caly jego urok polega na tymm, ze ekran idealnie imituje papier. Nowsze modele miewaja podswietlane ekrany, trzeba jednak za to troche doplacic. Na poczatku tez mi sie wydawalo, ze podswietlany ekran bylby super, ale od niego mecza sie oczy. Wiec jestem bardzo zadowolona z mojego prostego, niepodswietlanego modelu :)

      Post a Reply
      • Dzięki za odpowiedź, to teraz muszę się zastanowić jaki będzie dla mnie lepszy. :)

        Post a Reply
  5. Sam również długo broniłem się przed smartfonem, ale jeśli ktoś wykorzystuje jego możliwości to jest to niezwykle pomocne narzędzie, zarówno w pracy, jak i podróży.

    Do zatyczek do uszu przekonałem się całkiem niedawno – nigdy się nie spodziewałem, że mogą być tak cudowną rzeczą w podróży!

    Post a Reply
  6. właśnie wróciłem z Tasmanii, ciekawe miejsce z nieprzewidywalną pogodą, opisuję dzień po dniu. Co ciekawe mam ten sam aparat co Ty. Smartfon plus uniwersalny konwerter napięcia to podstawa, do tego kompas, nóż i krzesiwo,

    Post a Reply
  7. Ja bardzo sobie chwaliłam (a pewnie jeszcze bardziej Ci co ze mną spali w hostelach) małą latarkę, którą zakłada się na głowę – taką małą wersję tego co mają górnicy. Wkładasz na głowe i masz ręce wolne. Nikogo nie budzisz światełkiem po oczach jak wychodzisz o 5 rano, czy jak chcesz poczytać w nocy.

    Nie wiem, czy to się mieści w kategorii „gadzety” ale dodatkowo:

    jedwabny…hmmm…jak to nazwać…śpiworek. Cienkie to i lekkie a super się sprawdza w ciepłych klimatach i zawsze to coś swojego pod głową.

    I koniecznie, szczególnie w krajach mniej bezpiecznych: kłódeczka!!!!!! Zamkniesz nią plecak jak jesteś poza hostelem, zamkniesz rzeczy w schowku, jak już dobijesz do hostelu.

    Post a Reply

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.