O wyższości japońskich toalet

jfmf_toilet

Czy tematyka związana z tak podstawową czynnością fizjologiczną jak wypróżnianie może być fascynująca? Okazuje się, że tak. Wystarczy doświadczyć tych czynności w wydaniu Japońskim! Wiem, wiem, brzmi mało apetycznie, no i temat dosyć intymny i osobisty. Ale ja o sprzęcie chcę tu pisać, a niekoniecznie o samej czynności.

O japońskich, zautomatyzowanych toaletach oczywiście słyszałam przed wyjazdem do Japonii, i przyznam, że trochę obawiałam się kontaktu z nimi. W końcu wszystko, co nieznane jest trochę straszne. Okazało się jednak, że – nie licząc pierwszych doświadczeń – japońskich ubikacji nie trzeba się bać. Wręcz przeciwnie!

Czym właściwie różni się przeciętna japońska  toaleta od np. toalety polskiej czy australijskiej? Możliwościami oczywiście. Na zupełnie pierwszy rzut oka japońska ubikacja wygląda dokładnie tak samo jak ta, którą masz w domu. Szybko okazuje się jednak, że przymocowany do niej (a w nowocześniejszych modelach zainstalowany w ścianie) panel sterowania niesie ze sobą masę możliwości. Jakich możliwości? No, więc jest oczywiście mycie. Tu opcji jest wiele – panel sterowania pozwala na zarządzanie kierunkiem, pod jakim pryska woda, jej ciśnieniem, i oczywiście temperaturą. Nowsze modele mają także opcję suszenia. Standardem, który sprawia, że korzystanie z japońskiej ubikacji jest doświadczeniem tak niezwykle przyjemnym, jest podgrzewana deska. Nie będę wchodzić w szczegóły, ale wierz mi, że załatwianie potrzeb filozoficznych siedząc na desce, której temperatura jest zbliżona do temperatury ciała to doświadczenie niezwykle miłe J

Każdy panel sterowania ma też przycisk służący włączaniu zasłony dźwiękowej. Japońscy toaletowi naukowcy odkryli, że kobiety są bardzo nieśmiałe, kiedy przychodzi do załatwiania potrzeb fizjologicznych w publicznych toaletach – spłukiwały wodę przed, w czasie i po, po to tylko, żeby nikt nie słyszał tego, co robią. W efekcie każda zautomatyzowana japońska toaleta (znana jako washlet) wyposażona jest w przycisk, który emituje dźwięk spuszczanej wody. Dzięki temu znikł problem marnowania wody, a użytkownicy mogą w komforcie zrobić, co muszą.

Są też takie bajery jak automatyczne spłukiwanie wody czy automatyczne podnoszenie i opuszczanie deski.

Aż trudno uwierzyć w postęp, jaki Japonia zrobiła w kwestii ubikacji. Do czasów drugiej wojny światowej standardowy japoński kibel był po prostu dziurą w ziemi. Zachodnie toalety zyskały na popularności po wojnie, w czasie amerykańskiej okupacji kraju. Pierwszy washlet powstał w 1980 i został stworzony przez potentata w tym biznesie, czyli firmę Toto. Od tamtego czasu Toto co chwila wypuszcza na rynek nowe, coraz bardziej kosmiczne modele. A Japończycy z wielkim entuzjazmem z nich korzystają – według statystyk prawie 3/4 japońskich domów ma na posiadaniu washlet. W miejscach publicznych takich jak centra handlowe, dworce kolejowe itp. ten odsetek jest chyba jeszcze większy. Tylko raz w czasie pobytu w Japonii widzieliśmy ubikację na narciarza. Wszystkie inne były w pełni zautomatyzowane.

Czy wspomniałam o jeszcze jednej, zdecydowanie najważniejszej według mnie charakterystyce japońskich ubikacji? Czystość. Czysta toaleta to rzecz w większości znanych nam azjatyckich krajów egzotyczna (przeczytaj o moich doświadczeniach toaletowych w Chinach). W Japonii ma się za to wrażenie, że publiczne toalety sprzątane są na okrągło. Aż chce się korzystać!

Jeszcze jedna toaletowa ciekawostka na koniec – toaletowe kapcie. W japońskiej kulturze pewne części domu traktuje się jako czyste, a inne jako brudne. Jednym z „brudnych” pomieszczeń, (mimo, że w Japonii to często najczystsze miejsce w domu)  jest ubikacja właśnie. Żeby zapobiec roznoszenia brudów, w ubikacji trzeba założyć toaletowe kapcie. Są one powszechne w mieszkaniach, ale także w hotelach. Wejście do ubikacji w papciach domowych jest nie do pomyślenia!

 

Untitled-1

Bardzo japońska Japonia, czyli wizyta w Koyasan
Eksperyment pierwszy - walka z szumem informacyjnym i uzależnieniem od internetu

10 komentarzy

  1. fajna , szkoda ze nie przyjelo sie nigdzie indziej na swiecie :(

    Post a Reply
    • W Polsce też można kupić bez większych problemów… tyle, że kosztują po japońsku. ;)

      Post a Reply
  2. Świetny wpis :D poważnie! :) bajery z melodyjką najlepsze :) no i kapcie.. czekać jak u nas po ulicy niektórzy będą w takowych śmigać :) a potem cyk i zdjęcie na FFR :)

    Post a Reply
  3. niezły kontrast w porównaniu z toaletami w Chinach, o których pisałaś :)

    Post a Reply
  4. Nie wiem, mnie ten wynalazek jakoś nie przekonuje. Musiałbym spróbować.

    Post a Reply
  5. Bez względu na czystość, ja i tak na obcej desce nie usiądę… ale wolę to, od chińskiego kucania „pupa przy pupie” :)

    Post a Reply

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.