Eksperyment pierwszy – walka z szumem informacyjnym i uzależnieniem od internetu

Zgadnij, co zazwyczaj robię, żeby uciec od robienia rzeczy naprawdę ważnych? Tak, uciekam w otchłań internetu i bezmyślnie oraz bezcelowo marnuję w nim bezcenny czas. Dlatego pierwszy eksperyment, który ma mi pomóc w walce z prokrastynacją to walka z szumem informacyjnym i uzależnieniem od netu, (bo te dwie sprawy są ze sobą bezpośrednio powiązane w moim przypadku). Zaczęłam go już w lutym, ale to długi i bolesny proces, który potrwa jeszcze trochę.

Istnieje masa narzędzi i technik mających na celu pomoc w walce z prokrastynacją – różne aplikacje blokujące dostęp do stron www, Getting Things Done, Pomodoro itp. Wszystkiego próbowałam, ale nic nie działało. Po prostu wokół było zbyt wiele pokus.

Problem

Przez moje ręce przechodzi nieopisana ilość informacji. W efekcie tracę masę czasu na bezwartościowe sprawy i zbyt dużo czasu spędzam w internecie skąd pochodzi większość informacji, które do mnie docierają.

Cel

Całkowicie wyeliminować zbędne informacje, a przy okazji drastycznie ograniczyć czas spędzany w sieci. Zmienić sposób korzystania z internetu. Internet ma być przede wszystkim narzędziem pracy.

Czas trwania eksperymentu

Od lutego 2013 aż do skutku

Przebieg

Jestem ‚information junkie’. Uwielbiam wiedzieć i nienawidzę nie wiedzieć. Zawsze tak było. Dlatego zawsze czytałam dużo prasy, książek, oglądałam programy informacyjne. To było do ogarnięcia do czasu, kiedy nastała era internetu. Na początku doskonale sobie radziłam w nowej rzeczywistości. Internet był drogi i wolny (kto jeszcze pamięta modemy dial-up?), więc korzystało się z niego od święta. Nie było smartfonów. Nie było wifi i nieograniczonego dostępu do netu. Teraz to zupełnie inna bajka. Internet jest zawsze i wszędzie. No i na przestrzeni ostatnich trzech lat ta jego wszechobecność i łatwo dostępność stały się dla mnie udręką.

Prawie 400 znajomych i kilkaset stron lubianych na facebooku, ponad 500 blogów na czytniku rss, emailowa subskrypcja nieopisanej ilości biuletynów informacyjnych. Za tym poszła trudna do opanowania potrzeba ciągłego sprawdzania, co też nowego pojawiło się na mojej skrzynce emailowej, na moim facebooku czy w moim czytniku rss (czytaj: uzależnienie od internetu). A gdy już na nie zaglądałam to musiałam przejrzeć całą masę chłamu, zdjęć kotków, dzieci, tego co ludzie właśnie zjedli itp. żeby dotrzeć do wartościowych informacji. To było zdecydowanie zbyt pracochłonne i odciągało mnie od realizacji moich wielu planów. Dlatego powiedziałam DOSYĆ i zaczęłam generalne porządki w moim internetowym świecie.

Doszłam do wniosku, że najlepsza metoda na internetowe uzależnienie to sprawienie, żeby ten internet był nudny jak flaki z olejem. Jak będzie nudny to nie będzie potrzeby ani ochoty żeby z niego stale korzystać. A żeby internet był nudy to muszę drastycznie ograniczyć ilość informacji, jaka przez niego do mnie dociera. Dlatego:

– z czytnika RSS wywaliłam wszystkie blogi, których i tak prawie nigdy nie czytałam. Teraz mam tam tylko 40 blogów (zamiast kilkuset). Taką ilość jestem w stanie ogarnąć zaglądając na czytnik raz dziennie na 15-20min;

– zrezygnowałam ze wszelkich subskrypcji emailowych. Był taki moment, że każdego dnia dostawałam nawet 20 emaili z tego źródła. 95% z nich nigdy nie czytałam i od razu kasowałam. Na tą chwilę nie dostaję ani jednego newslettera. Dzięki temu drastycznie spadła liczba otrzymywanych emaili;

– zmieniłam sposób, w jaki korzystam z emaila. Po przeczytaniu i odpowiedzeniu na email przenoszę go do jednego z kilku folderów (np. zakupy internetowe, blog, wakacje, inne). W skrzynce odbiorczej są tylko te emaile, których jeszcze nie przeczytałam czy na które nie odpowiedziałam. Dzięki temu w mojej skrzynce odbiorczej nigdy nie ma więcej niż 5 emaili. Wywaliłam też emaile z telefonu i jedyne miejsce, gdzie je sprawdzam to komputer;

– zrobiłam dokładne porządki na fecebooku: zmieniłam ustawienia tak, że nie widzę niczego, co publikują na fb moi znajomi. Wszyscy znajomi. Nie oszczędziłam nawet własnej siostry. Drastyczne, ale jak bardzo skuteczne. Odlubiłam wszystkie fanpage. W efekcie mój fb wygląda tak jak poniżej i służy mi w tej chwili przede wszystkim jako narzędzie do rozmawiania ze znajomymi. Wywaliłam też aplikacje facebook z telefonu;

Facebook

 

Efekt

Dawno nie czułam się tak dobrze. Zrobienie tego wszystkiego zabrało trochę czasu i było o wiele trudniejsze niż mogłoby się to wydawać. Ciągle wydawało mi się, że ograniczając sobie dostęp do informacji dużo stracę. Bardzo szybko okazało się jednak, że nie odczuwam żadnej straty. Wręcz przeciwnie – odzyskałam masę czasu (szacuję, że średnio jakieś 1-1.5h dziennie) i spokoju. A co najważniejsze – drastycznie zmniejszyłam ilość pokus czyhających na mnie w internecie. A to pomaga w skupieniu się na zadaniach.

Moje uzależnienie od internetu ma się o wiele lepiej niż kilka miesięcy temu, ale nadal z nim walczę. Cały czas mam (coraz słabszy, ale jednak) odruch zaglądania na email wiele razy dziennie, i sprawdzania facebooka 2-3 razy dziennie, mimo, że wiem, że nic tam nie znajdę. Postęp jest jednak niesamowity, i myślę, że w ciągu najbliższych dwóch miesięcy będę „uleczona”. Cel ostateczny jest taki, aby doprowadzić do sytuacji, kiedy na email, czytnik rss i facebook zaglądam tylko raz dziennie.

W jaki sposób docieram w tej chwili do informacji? Czytam książki, dużo więcej niż w ostatnich kilku latach. Książki mają tą przewagę nad tym, co serwuje internet, że o wiele bardziej świadomie wybieram ich treść. Za treściami, które kiedyś docierały do mnie przez facebooka i setki blogów zupełnie nie tęsknię. Być może ucieka mi trochę ciekawych rzeczy, ale nie mam z tym problemu, bo wiem, że one nie są warte czasu, jaki musiałabym stracić na dotarcie do nich.

Kolejny eksperyment zaczynam w przyszłym tygodniu i już się boję co to będzie. Będzie on wymagał ode mnie masy samozaparcia i dyscypliny. Jeśli się uda to moja lista rzeczy do zrobienia zacznie się kurczyć bardzo, bardzo szybko, a o to właśnie chodzi. Szczegóły oraz relacja z przebiegu eksperymentu gdzieś za dwa tygodnie :)

O wyższości japońskich toalet
Prokrastynacja, czyli o tym jak postanowiłam zawalczyć z własną słabością

27 komentarzy

  1. Tym samym tokiem myslenia moze ‚odlajkowac’ ciebie?

    Post a Reply
    • Jesli to ma Ci pomoc to czemu nie. Nie bede z tego powodu rwac wlosow z glowy :)
      Z likowaniem stron na facebooku jest juz tak, ze lajkuje sie czesto jak popadnie i byle co. I te na serio wartosciowe strony gubia sie w masie byleczego. Dla mnie teoria szokowa jest jedyna ktora dziala, dlatego ja zastosowalam. Moze za kilka miesiecy, jak bede „uleczona” to zalajkuje znow te kilkanascie stron, ktore sa warte uwagi.

      Post a Reply
    • Dokładnie….trafne bardzo! Tyle, że wtedy Magda na pewno by się obraziła lub zareagowała olewająco jak teraz! Ponieważ ciężko jej było wytrzymać bez bloga więc wróciła. Ale jak jej się wysyła maila i zadaje pytanie, to nawet nie odpisuje – a dzięki tym osobom właśnie jej blog żyje…! A nie daj Boże jak się zwróci uwagę, że ma błąd w tekście, to niemiło reaguje… Dziwne. Kiedyś mi się Twój blog podobał. Teraz zrobiłaś się pewna siebie, odpychająca… Dlatego odlikowałem Cię na fb i czasem wracam zobaczyć, czy coś się zmienia w charakterze na plus.

      Post a Reply
      • I co ja mam Ci napisać Jędrzeju? :)

        Tak jak napisałam w odpowiedzi do komentarza Kasi, rwać sobie włosów z głowy nie będę jeśli ona odlubi mojego bloga na facebooku. Nie obrażę się. Na serio :) I zupelnie nie rozumiem, dlaczego moja odpowiedz do komenatrza Kasi jest niby olewajaca. Na serio liczba fanow na facebooku nie jest czyms co spedza mi sen z powiek albo napedza mnie do dzialania :)

        Jeśli tak się zdarzyło, ze nie odpisałam na email, który do mnie wysłałeś to przepraszam, ale być może mi on umknął, a być może najzwyczajniej mi się zapomniało. Gwarantuję Ci, ze na ten jeden email na ktory nie odpisalam jest 30 albo 40 na ktore odpisalam.

        Ludzie maja tendencje do oceniania ludzi, ktorych nie znaja (albo wydaje im sie, ze ich znaja, bo np. czytaja ich bloga). Tak jak Ty to zrobiles w komentarzu powyzej.

        Pozdrawiam!
        Magda

        Post a Reply
        • Magda, odpowiedz z klasa! I dlatego Twoj blog jest jednym z bardzo niewielu ktore czytam.

          Post a Reply
  2. Magda, dziękuję za ten wpis!
    Od dłuższego czasu boleję na tym, ile czasu przecieka mi przez palce w domu i w pracy. Czuję się kompletnie bezradna i nie mam pojęcia jak zabrać się za walkę ze swoimi słabościami (uzależnienie od grzebania w sieci, prokrastynacja, lenistwo…). Z zapartym tchem będę obserwować Twoje zmagania i mocno Ci kibicować. Pisz o postępach jak najczęściej.
    Uroczyście też oznajmiam, że z dniem dzisiejszym do Ciebie dołączam i uporządkowałam już facebooka i czytnik RSS.

    Post a Reply
  3. Też mam ten problem… Sprawdzam fb i maile nieustannie, śpię z telefonem przy poduszcze i potrafię wejść na swojego fanpejdża w środku nocy… Też muszę coś z tym zrobić, ale na tak drastyczne środki jak Ty nie mam odwagi ;-) Trzymam kciuki za powodzenie eksperymentu i już myślę nad tym jaką metodą mogłabym siebie samą „podejść” ;-)

    Post a Reply
    • Problem z telefonem przy łóżku miałam taki sam, bo uzywalam go jako budzik. Rozwiazalam go kupując… budzik. Taki najzwyczajniejszy budzik :) Telefon zostawiam na noc w kuchni. Problem zniknął od ręki. Polecam :)

      Co do strachu przed drastycznych zmianami, to one wyglądają na drastyczne ale tak na serio to były bardzo stopniowe. Nie było tak ze jednego dnia to wszystko zrobiłam. To trwa od lutego. Te porządki internetowe były stopniowe. Polecam taka metodę małych, ale istotnych zmian.

      Post a Reply
    • @Pojechana, na czas snu zawsze wyłączaj dźwięk w telefonie oraz dostęp do mobilnego internetu i wifi. Nie ma szans, by w środku nocy obudził Cię e-mail o tym, że lub powiadomienie o tym, że koleżanka lubi Twoje zdjęcie z kotkiem :)

      Post a Reply
  4. Bardzo radykalne. I bardzo inspirujące. Czekam na kolejny wpis w tym cyklu.

    Post a Reply
  5. Życzę wytrwałości! I jestem pod wrażeniem, że masz (miałaś) czas czytać (zaglądać) na tyle blogów, stron itd. Twoja doba ma chyba ze 40 godzin :D

    Post a Reply
  6. Polecam technikę Pomodoro (http://www.pomodorotechnique.com/) – bardzo skuteczna, używam już do dawna, i bez niej pewnie z mojej pracy w podróży by nic nie było (praca freelancerska, zwłaszcza uprawiana gdzieś w egzotycznych sceneriach, wymaga jeszcze więcej samozaparcia niż jakakolwiek inna).

    Post a Reply
    • Znam. Nie dzialalo tak dlugo jak wokol bylo zbyt wiele pokus. Teraz mam ich duzo, duzo mniej, wiec i technika zaczela dzialac:)

      Post a Reply
  7. No pewnie takie polączenie to klucz do sukcesu. U mnie pomidor działa (w sensie jak jestem w trybie pomidora to nie mam problemu ze skupieniem się), ale faktycznie czasem łatwo się zapomnieć i przedłużyć przerwę znacząco ponad to zalecane 5 minut…

    Post a Reply
  8. Powodzenia Magdo! I nie dziękuj, bo do dwoch tygodni obowiązuje post internetowy :)

    Post a Reply
  9. Technika Pomodoro działa dużo lepiej na introwertyków. Ekstrowertycy mają dużo większe problemy z dłuższym skupianiem się na zadaniu.

    Post a Reply
  10. Droga Magdaleno,

    Chciałem jako stały czytelnik zwrócić uwagę na inną sprawę. Otóż zwróć proszę uwagę na tę stronę, jak i na konto fb tej stronie poświęcone. Co ujrzysz? Prawdopodobnie dużą dysproporcje informacji na korzyść fanpage na facebooku. Nie wszyscy mają konto na facebooku, np. ja, ale więcej newsów i czasem ciekawych rzeczy publikujesz tam. Zmuszasz mnie więc niejako, aby tam zaglądać. Oddajesz większą część contentu jednej firmie. Fakt, może stamtąd dojdzie jakiś dodatkowy ruch, ale za jaką cenę?

    Masz wartościową stronę, którą lubię czytać. Dlaczego przyłączasz się do ogólnoświatowego rozszczepiania Internetu na: Internet i Facebook? Dlaczego wszystko co masz na swojej wartościowej stronie, jest i na facebooku + jeszcze więcej? Dlaczego to tak wygląda? Właśnie uzależnienie od facebooka powstaje przez autorów takich stron, bo publikują więcej tam, nawet komentarze integrują, logowania integrują, no wszystko co tylko się da. Później ludzie patrzą i zakładają konta i zakładają. Potem powstają właśnie posty o uzależnieniach od facebooka, bo jak każdy prowadzi 2 serwisy: jeden „normalny”, drugi na facebooku, z czego ten drugi jest częściej aktualizowany i bardziej żywy, to dlaczego by nie mieć konta? Przecież szanowani autorzy stron tak robią! Tak ma wyglądać Internet przyszłości?

    Magdaleno – jako stały czytelnik, proszę, nie idź tą drogą. Powiesz mi pewnie, że na fb są jakieś informacje mało ważne, krótkie notki czy co tam – nieważne, prędzej te informacje winny być na Twojej stronie, nie na facebooku. Może w innym dziale, ukrytym, co by nie zaśmiecać głównej strony. Dlatego jak chcesz walczyć z szumem informacyjnym – nie twórz go sama.

    Pozdrawiam,

    Post a Reply
  11. hej,

    trafiłem na Twoja stronę parę dni temu i powyższy wpis bardzo mnie zmotywował do uporządkowania mojego „życia sieciowego”. Dzięki tej terapii szokowej dzisiaj miałem pierwszy od dawna dzień bez głupiego marnowania czasu na FB i inne „wynalazki”. Dziękuję za inspiracje:)

    Pozdrawiam,
    Rafał

    Post a Reply
  12. Całe szczęście, że po 8h pracy (pon-pt) mam dosyć internetu, komputera itp. W domu sięgam tylko i wyłącznie w ostateczności, a firmowy facebook zastępuje mi mój własny.

    Post a Reply
  13. Myślę, że z biegiem czasu walka z szumem informacyjnym przerodzi się w prawdziwą wojnę, bo szum jest zdecydowanie z roku na rok coraz głośniejszy :-)

    Post a Reply
  14. Face może być przydatnym narzędziem w segregowaniu interesujących informacji, ale może być też sposobem na zatracenie. Fanpage – jak najbardziej tak. Silna wola odradziła jednak załozenia prywatnego profilu.

    Post a Reply
  15. Zwróciłem uwagę na ten tekst:

    „Jestem ‚information junkie’. Uwielbiam wiedzieć i nienawidzę nie wiedzieć. Zawsze tak było. Dlatego zawsze czytałam dużo prasy, książek, oglądałam programy informacyjne. To było do ogarnięcia do czasu, kiedy nastała era internetu. ”

    Mam ten sam problem. Oglądanie kanałów informacyjnych przeszło u mnie w fobie ciągłego czytania serwisów internetowych z informacjami. W późniejszym czasie kiedy pojawiły się smartfony dostęp do netu jest praktycznie cały czas. Doszło u mnie do tego, że stojąc na światłach mam czas na rzucenie okiem na najnowsze informacje.

    Trochę to ograniczyłem na szczęście, ale problem co jakiś czas wraca. Czasem z tego natłoku newsów nie mających ze mną nic wspólnego i czytanych nie wiadomo po co czuje się jakbym nie słyszał co się dzieje dookoła. Nie wiem tak do końca po co w ogóle to robię? Po co czytam te wszystkie bzdury, na które nie mam wpływu? A jednak to się dzieje. W zależności od ilości „ciekawych informacji” sprawa się raz pogłębia lub problem prawie zanika. I tak w kółko. Czasem nie pozwala mi to normalnie pracować, funkcjonować… To jest naprawdę dramat, ale staram się z tym walczyć i czasem nawet nieźle mi to wychodzi.

    Post a Reply
  16. Hej. Poruszyłeś niesamowicie interesujący i ważny temat. Ciekawi mnie jak Ci idzie z eksperymentem? Chętnie przeprowadziłabym z Tobą wywiad i napisała o tym, aby może pomóc innym, którzy tak jak Ty są uzależnieni od Internetu. Czy udało ci się osiągnąć sukces?

    Pozdrawiam ciepło

    Post a Reply
  17. Potraktowałam to jak swoisty poradnik. Powoli zaczynam odczuwać plusy takich porządków. mam dłuższy dzień :)

    Post a Reply

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.