Japonia z marzeń, czyli o niespełnionych oczekiwaniach

Untitled

O podróży do Japonii marzyłam odkąd pamiętam. Byłam zaintrygowana jej kulturą i innością, o których tak wiele słyszałam, i których bardzo chciałam doświadczyć. Wyjazd do Kraju Kwitnącej Wiśni pierwszy raz wydawał się być realny podczas naszej podróży przez Azję. Okazało się jednak, że to dosyć droga impreza. I kiedy stanęliśmy przed decyzją o tym, czy chcemy jechać na miesiąc do Japonii czy też może za tą samą kasę podróżować przez kilka miesięcy po tańszych krajach, argument finansowy okazał się być mocniejszy niż marzenie. Wtedy wiedzieliśmy już, że Japonia jest jak najbardziej osiągalna, ale musi po prostu poczekać na czasy, kiedy stan naszego konta będzie trochę lepszy.

Jakiś czas temu na skrzynkę emailową przyszła informacja o mega promocji na loty do Japonii. Szybki telefon do Przemka i w ciągu 30 minut mieliśmy oboje załatwiony urlop w pracy i kupione bilety do Osaki. Marzenie w końcu miało się spełnić. W ramach przygotowań do wyjazdu przejrzałam masę zdjęć z Japonii, przeczytałam kilka książek o japońskiej kulturze, przetrząsnęłam blogi i fora podróżnicze. Potem zrobiłam listę tego, co chcę zobaczyć, zjeść i sfotografować, i niecierpliwie wyczekiwałam na dzień wyjazdu. Ale gdy tylko postawiłam swoją nogę na japońskiej ziemi wiedziałam, że to jednak nie to, czego się spodziewałam.

Nie jestem żadnym ekspertem od Japonii, bo spędziłam tam raptem 18 dni i zobaczyłam tylko garstkę miejsc. Ale wiem, co w podróżowaniu lubię – lubię, gdy miejsca, które odwiedzam stale pobudzają wszystkie moje zmysły; lubię, gdy każdy kolejny dzień to przygoda, gdy nie wiadomo, co zaraz się wydarzy. W Japonii tego nie doświadczyłam. Tam wszystko jest tak świetnie zorganizowane, że szansa na to, że coś pójdzie niezgodnie z planem jest bliska zeru. Dla kogoś innego to być może wielki plus, ale dla mnie niekoniecznie. Z ręką na sercu przyznaję, że bez mrugnięcia okiem pojechałabym jutro do brudnych, zatłoczonych i nadszarpujących cierpliwość Indii, za to do Japonii już niekoniecznie. Ta idealność Japonii po prostu nie jest dla mnie. Ja wiem, że ludzie są tam przemili i bardzo pomocni, że transport jest niesamowicie efektywny, że świątynie są piękne, a sushi zawsze świeże. To naprawdę świetny kraj, ale to nie kraj dla mnie. W żadnym wypadku nie mówię, że ten wyjazd się nie udał, bo wiele było w Japonii fajnych chwil i doświadczeń – rewelacyjne sushi, turniej sumo, nocleg w buddyjskim zakonie czy wieczorne spacery po Osace. Wręcz przeciwnie – on się udał w 110% procentach. Wszystko poszło dokładnie tak jak sobie to zaplanowaliśmy. Ba, to pierwsze nasze wakacje, w czasie których wszystko poszło dokładnie z planem – nie spóźnił się ani jeden pociąg czy autobus, nie było żadnych problemów z ani jednym noclegiem, ani razu się nie zgubiliśmy, ani razu nie złapaliśmy zatrucia żołądkowego, ani razu nie spotkało nas nic nieprzyjemnego ze strony lokalsów. Krótko mówiąc – w zasadzie nic nas w Japonii nie zaskoczyło.

Piszę to wszystko, bo po prostu nie chce mi się udawać, że wróciłam zachwycona, skoro to nieprawda. Wiele osób będzie tym pewnie oburzona, uzna mnie być może za rozpieszczoną, powie, że nie potrafię docenić innej kultury. Nic z tych rzeczy. Tak jak już kiedyś napisałam na blogu, byłoby ze mną coś nie tak, gdyby zawsze wszystko mnie zachwycało.

Prokrastynacja, czyli o tym jak postanowiłam zawalczyć z własną słabością
Gdzie byłam jak mnie nie było i o tym co będzie dalej

24 komentarze

  1. Myśleliśmy już kilka razy o wypadzie do Japonii (tylko ciągle te ceny i porównania do taniutkich Filipin czy innych takich), ale z Twojego wpisu wnioskuję, że musielibyśmy choć na chwilę na ugładzenie kulturowe do Europy po tym mieszkaniu w Chinach się wybrać, co by nie zachowywać się w tym uporządkowanym kraju jak jakieś dzikusy ;-)

    Post a Reply
  2. Myśleliśmy już kilka razy o wypadzie do Japonii (tylko ciągle te ceny i porównania do taniutkich Filipin czy innych takich), ale z Twojego wpisu wnioskuję, że musielibyśmy choć na chwilę na ugładzenie kulturowe do Europy po tym mieszkaniu w Chinach się wybrać, co by nie zachowywać się w tym uporządkowanym kraju jak jakieś dzikusy ;-)

    Post a Reply
  3. To nic nie da… Europejczyk w Japonii też jest dzikusem, a po powrocie (z Japonii do Polski) wszyscy wokół wydają Ci się chamskimi prostakami – przynajmniej takie mieliśmy wrażenie przez pierwsze dni po powrocie ;)

    Post a Reply
  4. Twój blog nakręca mnie na nowe doznania kulturowe:) Wiedz, że posty umieszczane dają komuś „kopa w tyłek” do dalszego działania:) Czekam na więcej:) Wiem wiem to nie będą regularne wpisy:) Pozdrawiam i życzę samych słonecznych dni gdziekolwiek jesteś/jesteście:)
    Paulina:)

    Post a Reply
  5. czyli potwierdziłaś moje przypuszczenia..też wolę Indie..dzięki za szczere informacje

    Post a Reply
  6. w takim razie Japonia to kraj jak najbardziej dla mnie ;) Lubię zaplanowane i poukładane wakacje.

    Post a Reply
  7. Hmmm, moje ogolne przezycie bylo bardzo podobne. I Twoje slowa doskonale oddaja to co tam sie w Japonii dzieje.
    I troche brakowalo mi tam takiego wakacyjnego luzu, ktory poniekad bierze sie z jednak dosc wygorowanych cen, badz z tego ze jest sie tam takim przybyszem z kosmosu ladujacym na obcej ziemi i nie chcacego nikogo urazic i szanowac wszystkie zwyczaje i obrzadki.

    Ale… my pojechalismy w czasie hanami czylu kwietnienia wisni i dzieki temu chwile jakie spedzilem z lokalsami sa niezapomniane. Pilismy wino i piwo w publicznym parku pod drzewami pelnych kwiatow z totalnie obcymi ludzmi przez 4 czy 5 godzin, potem totalnie spontaniczne karaoke tylko z lokalsami, ktorzy poczatkowo byli zdziwieni ze dla nas to super atrakcja jak oni beda po japonsku spiewac (i my nic nie zrozumiemy z tego), i totalne baja-bongo w barze w Osace oraz w Narze, gdzie nowo poznani ludzie z nami jedli, smiali sie i pili do maxymalnego rozpuku.
    Wiec mimo ogolnego super zorganizowania, jest cos co moze zaskoczyc, mnie to spotkalo i… zaskoczylo. I im wiecej czasu minelo od mojego wyjazdu, tym bardziej doceniam to co mnie tam spotkalo :)

    PS. Moje zdjecie w grupie 40-stu kilku Japonczykow podczas hanami :)))- http://www.flickr.com/photos/dominik_siedlecki/8063424857/in/set-72157631713208344

    Post a Reply
  8. hmmmm…bardzo ciekawy wpis:)
    a MariOlka zastanawia się intensywnie, czy Japoni na rowerze nie spałaszować.
    co myślicie?
    pozdrawiamy gorąco

    Post a Reply
    • Mysle, ze Japonia jest na rower super krajem. Tam na rowerach jezdza wszyscy :)

      Post a Reply
    • A Ewcyna już Japonię rowerem spałaszowała.. w 3 miesiące z południa na północ.
      Japonia jest cudowna, a już szczególnie rowerem po prowincji.. miodzio.
      Zachęcam innych nieustannie, szczegóły na blogu..
      Mnie też drażnią te niezachwiane reguły panujące w tym kraju. Ale i tak wolę to od rodzimego piekiełka. Długo by gadać.

      Post a Reply
  9. Ja pokochałam Japonię, właśnie za to, że nie miałam wygórowanych oczekiwań, a wszystko czego tam doświadczyłam przez 17 dni mojej podróży przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Zero problemów żołądkowych, budżet wystarczył, nawet jeszcze zostało ;) (a wszyscy tak straszą, że drogo). Ludzie przecudowni, pomocni, tyle nowych osób ile tam spotkałam, nie spotkałam jeszcze nigdzie. English – no problem at all :). Nie da się zgubić, Shinkanseny są niezawodne. Wcześniej 2 razy byłam w Chinach. Teraz z perspektywy czasu wiem, że gdybym najpierw zwiedziła Japonię a potem poleciała do Chin, oczekując tego samego, to byłby dramat.

    Post a Reply
  10. tez niedawno bylam w Japonii i tez było to moim wielkim marzeniem… podobnie jak Ty, wrocilam trochę rozczarowana, owszem było ciekawie, fajnie było zobaczyć Maiko w Kioto, pospacerować w Gion, zjec na Dotombori w Osace, pogłaska jelonka w Narze, wjechać na Tokio Tower…. ale dla mnie tez było za spokojnie, za bardzo przewidywalnie, za bezpiecznie… i ciagle dziwnie się czułam, jak nieświadomie wpychałam się do kolejki do pociągu, wszyscy w rzadku, nadjezdza pociąg, my idziemy do przodu, bo przecież „nikt nie stoi” przed nami… takie polskie przyzwyczajenia…. ale nie zaluje ze bylam, wiem, ze jednak raczej nie wroce już tam.. chyba ze zamieszkam w Azji i skocze na dobre sushi :)

    Post a Reply
  11. tez niedawno bylam w Japonii i tez było to moim wielkim marzeniem… podobnie jak Ty, wrocilam trochę rozczarowana, owszem było ciekawie, fajnie było zobaczyć Maiko w Kioto, pospacerować w Gion, zjec na Dotombori w Osace, pogłaska jelonka w Narze, wjechać na Tokio Tower…. ale dla mnie tez było za spokojnie, za bardzo przewidywalnie, za bezpiecznie… i ciagle dziwnie się czułam, jak nieświadomie wpychałam się do kolejki do pociągu, wszyscy w rzadku, nadjezdza pociąg, my idziemy do przodu, bo przecież „nikt nie stoi” przed nami… takie polskie przyzwyczajenia…. ale nie zaluje ze bylam, wiem, ze jednak raczej nie wroce już tam.. chyba ze zamieszkam w Azji i skocze na dobre sushi :)

    Post a Reply
  12. Hm, to ciekawe. Może do Japonii trzeba jechać nieprzygotowanym? A może nawet i to nie pomoże.
    Wczoraj rozmawiałam z pewnym Norwegiem w Tiranie i stwierdziliśmy zgodnie, że są miejsca, które po prostu nie działają. Ok, mogą być podziwiane, doceniane, ale nie działają na nasze zmysły. A inne, jak Indie czy Albania mają zupełnie odwrotnie – krajobraz miejski brzydki jak nigdzie, ale jakoś chce się tam być ;)

    Post a Reply
    • Ja mysle, ze to nie kwestia przygotowania tylko oczekiwan. A ja mialam je ogromne. Spodziewalam sie cudow-wiankow, innej planety, kosmosu. Nic takiego tam nie zastalam. Japonia jest inna, ale nie wydaje mi sie, aby natezenie, czy poziom tej innosci byl wiekszy niz w kazdym innym kraju Azji.

      Post a Reply
  13. WITAM,

    Nie z Tobą wszystko jest ok Magda.
    spoks:)

    Bardzo dobrze,że napisałaś, to nie jest efekt rozpieszczenia, tylko tego,że przekonałaś, się jeszcze bardziej, jakie klimaty są Ci bliższe i tyle.

    Byłam w w ub roku w Izraelu, stamtąd miałam pojechać do Jordani do Petry w ramach mojej Bucking List (wiem, mialam się nie rozdrabniać tylko odkładać na coś dłuższego i poważniejszego, pamietam Magada rozmowe z gg, Ty moze ni ekoniecznie..:)wtedy była to tylko Praga, albo aż…

    I nic nie czułam. żadnych unieiseń, czy czegokoliwek. Owszem ciekawe to miejsca Jerozolima, Nazaret, Nie balam się,że gościa zHamasu zabito to wtedy byłam zawsze o krok, jeden dzień przed wydarzeniem, rakiety w str J. ja w Telawiwie itd:)

    Morze martwe, a i owszem. Dobra rzecz.

    I ja tam lecialam tylko i wiedziałam tu bede i tu i tu, o.
    To był mój plan.

    Żadnych uniesień. I magda 6tak jak i Ty nie uwazam tego czasu za stracony,byłam, zobaczyłam i koniec.
    Powracam do planu i tyle. Do Bucking List ale juz nie na 2 tygfczy tydzień ale dłużej, ..

    Pozdrawiam,
    Ania

    Post a Reply
  14. Przepraszam za literówki.

    LA

    Post a Reply
  15. Wow, wysoki poziom podróżniczej samoświadomości. Chyba rozumiem. Obawiam się, że tak dla niektórych świat działa. „Najlepsze imprezy pod bombardowaniem” – świat bezpieczny, opanowany, ujarzmiony robi się nudny, pozbawiony małych i dużych przygód. Za to do czego dążą bogate społeczeństwa płaci się ukrytą cenę.

    Post a Reply
  16. Paweł, nie imprezowałam w Gazie „pod bombardowaniem.”To ,że nie noszę białych wyprasowanych bluzek podczas włóczęgo to z czystego pragmatyzmu:) Takie rzeczy zostawiam na czas kiedy chodze do pracy i tyle.

    Ciekawie Ty podróżujesz, naprawdę inne spojrzenie..
    Podziwiam.
    :)

    Post a Reply
  17. Rozumiem, bo tez lubie przygode, niespodzianki, negocjacje ceny, poszukiwania noclegu, transportu, itp. itd. Niemniej ciagle uwielbiam podrozowac po Stanach, ktore tez sa bardzo latwe w podrozowaniu i w sumie nie dostarczaja wielu niespodzianek logistycznych.

    Mysle, ze sa dwa glowne powody, dla ktorych „proste” podrozowanie tez moze byc fajne: (1) zapierajace dech w piersiach piekno natury, oraz (2) ludzie, ktorych sie poznaje po drodze.

    Czy moze Japonia bylaby bardziej fascynujaca gdybyscie zamiast spac w hostelach/hotelach skorzystali z n.p. couchsurfing lub airbnb? Jak dla mnie to swietne sposoby na przygode i element zaskoczenia.

    – Pisze z wcale nienudnej podrozy po Stanach, z lokum znalezionym na airbnb :)

    Post a Reply
    • Couchsurfing nie jest dla mnie. Zbyt zobowiazujacy, a zobowiazania to ostatnia rzecz, ktorej chce na wakacjach. Ale na pewno masz racje z tym co piszesz.

      Post a Reply
      • Wlasnie wrocilismy z Japonii, wiec sobie przypomnialam o Twoim wpisie :) Co wiecej to Twoje wpisy o Japonii zachecily mnie by tam poechac, bo wczesniej akurat Japonia nie byla zbyt wysoko na mojej liscie podrozniczej.

        Co ciekawe na poczatku wizyty tez Japonia nie bylismy zachwyceni i umiescilismy ja na liscie krajow „nigdy wiecej”, ale wraz z uplywem czasu Japonia znalazla miejsce w naszym sercu i teraz jest na liscie „moze” i liscie „szybkie zakupy” :) To co przewazylo szale na korzysc Japonii to ich obledne sklepy z zachwycajacym wzornictwem przemyslowym. Nigdy wczesniej na wakacjach nie chodzilismy po sklepach, ale w Japonii doszlismy do wniosku, ze to czesc Japonskiego stylu zycia, wiec poszlismy z fala i bylo absolutnie warto. Wlasnie tym Japonia mnie zaskoczyla na plus i zachwycila. Wrocilismy bogatsi nie tylko o ciekawe doswiadczenia, ale takze kilkanascie kilogramow designerskich upiekszaczy domu.

        Pozdrawiam i dzieki z Twoje posty, pomogly mi w planowaniu wakacji :)

        Post a Reply
  18. Świetny post. Nie owijasz w bawełnę, nie cukrujesz, nie piszesz wbrew sobie tylko po to, by nie poczuć na szyi oddechu turystów zakochanych w Japonii. Każdy od podróży oczekuje zupełnie czegoś innego, czegoś co sprawi,że pobyt będzie wielką przygoda i natchnieniem na kolejne wyjazdy. Piszesz bardzo mądrze i dlatego tak bardzo lubię tu zaglądać :)

    Post a Reply
  19. Super chociaż poczytać o takich podróżach. W moich kręgach, łącznie ze mną, ludzi nie stać na takie wycieczki marzeń. Osobiście, marzę o wycieczce do Japonii i po cicho w ukryciu przed mężem :) założyłam sobie konto oszczędnościowe, na które wrzucam nawet dwa, trzy razy w miesiącu kilka groszy.
    Pozdrawiam

    Post a Reply

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.