Outback w chmurach

Zdjęcie Uluru z lotu ptaka to by było coś! Wyszukałam więc w necie informacji o tym, gdzie najlepiej usiąść w samolocie lecącym z Sydney do Ayers Rock, żeby przy lądowaniu mieć dobry widok na skałę. Przy odprawie poprosiłam o to właśnie miejsce i bez problemu je dostałam. Wszystko wskazywało na to, że za kilka godzin stanę się posiadaczką wymarzonego zdjęcia.

Niestety nic z tego.

Nad Uluru i całą okolicą zastaliśmy chmury wiszące tak nisko, że ziemię zobaczyliśmy dosłownie kilkanaście sekund przed tym jak samolot wylądował. Po wyjściu z samolotu okazało się dodatkowo, że temperatura to jakieś 17 stopni, co biorąc pod uwagę lokalne standardy i fakt, że dzień wcześniej stopni było 35, było kompletnie niespodziewane.

Z kwaśnymi minami i gęsią skórką (z zimna, nie z emocji!) stanęliśmy w kolejce po odbiór zarezerwowanego samochodu. Przed nami było raptem 5 czy 6 osób, ale 45 minut później dalej czekaliśmy na swoją kolej. Outback to nie wielkie miasto, tu nikomu nigdzie się nie spieszy, czego pokaz dawała nam właśnie obsługa wypożyczalni. W końcu jednak w nasze ręce trafiły kluczyki i ruszyliśmy do położonego niedaleko lotniska i jedynego w promieniu 400km supermarketu. Ceny większości towarów były prawie takie same jak w Sydney co nieźle nas zdziwiło. Zaopatrzeni na najbliższe dwa dni ruszyliśmy w kierunku Parku Narodowego Watarrka, 300km na północny-zachód.

Miny mieliśmy nienajlepsze. Chmury same w sobie niespecjalnie mi przeszkadzają, ale Outback naprawdę pięknie wygląda dopiero przy błękitnym niebie. Wtedy to pomarańczowa ziemia i niebieskie niebo tworzą tą magiczną mieszankę, której urokowi ulega każdy, kto ją zobaczy. A tu ani kawałka niebieskiego nieba. Pogoda to nie jest jednak coś nad czym mamy wpływ, więc nie pozostało nam nic innego jak poznawać uroki Outbacku w tych właśnie okolicznościach.

Jak wspomniałam celem naszym był Park Narodowy Watarrka, a dokładnie leżący na jego terenie Kings Canyon, czyli Królewski Kanion. Kanion nie jest ani jakoś specjalnie duży, ani też nie należy do tych najbardziej spektakularnych na świecie, ale to nie zmienia faktu, że jest bardzo urokliwy, a przy okazji bardzo łatwo dostępny. Wybraliśmy się na jego oglądanie następnego dnia.

To co tam zastaliśmy wyglądało mniej więcej tak:

Kings_Canyon-0081

Bez nazwy-3

Kings_Canyon-0144

Bez nazwy-4

Kings_Canyon-0135

Kings_Canyon-0153

Kings_Canyon-0189

Kings_Canyon-0254

Spacer po kanionie miał raptem 6km długości, więc już przed południem mieliśmy go za sobą. Dosłownie 30 minut później chmury gwałtownie rozeszły się, zaświeciło słońce, a Outback zaczął wyglądać tak jak powinien. Aby nie marnować czasu wsiedliśmy więc w samochód, i ruszyliśmy w kierunku Uluru (o którym pisałam tydzień temu). Trasa minęła nam mniej więcej tak:

Outback-0382

Bez nazwy-6

Outback-0314

Outback-0318

Bez nazwy-5

Outback-0395

O takim właśnie Outbacku marzyliśmy.

Gdzie byłam jak mnie nie było i o tym co będzie dalej
Skąd się wzięło Uluru

12 komentarzy

  1. hehe i ten „smok” na autostradzie – bardzo ładne zdjęcia, góra robi doskonałe wrażenie

    Post a Reply
  2. King’s Canyon wyglada bardzo zachecajaco. Przypomina mi troche czerwone kaniony Dzikiego Zachodu, ktory uwilebiam.

    Post a Reply
  3. Ekscytujące zdjęcia, nigdy nie widziałem żadnego kanionu na żywo, ale to foty przemawiają do mnie jeśli jest to nieduży kanion to jak wygląda „Wielki Kanion” :). Czekam na więcej relacji z wyprawy.

    Post a Reply
  4. Cudnie. Mnie się najbardziej podoba ten czerwony piasek. Jest niesamowity. A sama podróż na pewno fantastyczna. Z fotorelacji wynika, że była udana :-)

    Post a Reply
  5. Został kawałem mnie tam, w Centrum… serce szybciej bije, jak widzę ten piasek i niebo.

    Post a Reply
  6. Piękne miejsca! Masz rację, dopiero z niebieskim niebem to jest ten Outback, który wszyscy chcą zobaczyć.

    Post a Reply
  7. Coś niesamowitego. I ten kontrast nieba z czerwienią ziemi. Fantastyczny!

    Post a Reply
  8. Piękne.

    Myślę jednak sobie, że dość łatwo przychodzi nam zachwycać się czymś co jest daleko i nie dla wszystkich osiągalne (albo przynajmniej nie od razu). Jednocześnie dość trudno przychodzi nam dostrzegania i docenienie tego co mamy ‚za płotem’, za laskiem, za rzeczką.

    Nie jest tak?

    Post a Reply

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.