Anatomia bogana

bogan

Według Oxford Dictionary:

bogan – wymawiane: ˈbəʊg(ə)n; an uncouth or unsophisticated person, regarded as being of low social status (czyli: nieokrzesana lub nieobyta osoba, o niższym statusie społecznym)

O boganach pisać chciałam już dawno, ale powstrzymywała mnie obawa o to, że szeroko pojęta publika uzna ten temat za niewłaściwy. Bo temat boganów to temat potencjalnie drażliwy, a być może ktoś się jeszcze poczuje obrażony. Ale raz kozie śmierć!

Pochodzenie słowa ‚bogan’ nie jest znane, ale zyskało ono na popularności w latach 70-tych i 80-tych, kiedy zaczęto w ten sposób określać nieobyte, nie najlepiej wykształcone i słabo zarabiające osoby mieszkające na obrzeżach dużych miast i poza nimi. Bogana płci męskiej charakteryzowało kilka rzeczy – flanelowa koszula w kratkę noszona na spraną koszulkę, fryzura na czeskiego hokeistę (w Australii znana jest ona jako mullet), przydeptane klapki, mocny prowincjonalny akcent, zamiłowanie do kiczu i piwa marki VB. Bogan płci żeńskiej nosi Ugg buty (wiem, że w Europie to szczyt mody, ale w Australii skąd ugg buty pochodzą, wręcz przeciwnie), uwielbia robić zakupy, oglądać seriale i telewizję śniadaniową i razem z boganem płci męskiej pić piwo marki VB.

Na przestrzeni lat sytuacja zaczęła się jednak zmieniać. Bogan zaczął coraz lepiej zarabiać, a wraz z tym zaczął posiadać coraz więcej. A ponoć jedna z charakterystyk współczesnego bogana to to, że jest pozerem i lubi chwalić się przynależnością do klasy średniej. Koszula w kratkę przestała być znakiem rozpoznawczym bogana (przejęli ją hipsterzy, dla których jeszcze kilka lat temu  była ona szczytem obciachu), a zastąpiły ją t-shirty z nadrukami w nienajlepszym guście.

Bogan, by zamanifestować swoją zamożność, zaczął inwestować w samochody – ulubione to Ford Falcon lub Holden V8, najlepiej w kolorze lemonki albo pomarańczy; zaczął też dbać o swoją sylwetkę – zapisał się na siłownię, ale często trenuje tylko te mięśnie, które wystają spod ubrania, więc często ma nieproporcjonalną sylwetkę; kupił wielki dom i wypełnił go skórzanymi zestawami wypoczynkowymi i 60-calowymi plazmami; zaczął upiększać ciało tatuażami – najlepiej krzyżem południa, czyli konstelacją gwiazd, która znalazła swoje miejsce na australijskiej fladze.

To dlatego, że bogan jest patriotą, co manifestuje nie tylko wspomnianym wyżej tatuażem, ale także zamiłowaniem do noszenia spodenek z australijską flagą oraz narzekaniem na emigrantów zabierających pracę jedynym prawowitym mieszkańcom tych ziem (oczywiście nie chodzi boganom o Aborygenów).

Rzeczy, które lubi bogan jest jeszcze cała masa. Powstał o tym nawet bardzo zabawny blog – Things Bogans Like – który udokumentował ich już ponad 200. Wśród nich są m.in. zakupy na kredyt, muzyka tworzona przez Pink, piractwo w internecie, spersonalizowane tablice rejestracyjne, kiczowate wesela, oglądanie reality shows czy regularne stołowanie się w fast foodach.

Australijczycy mieszkający w centrach dużych miast, szczególnie ci  młodzi, dobrze sytuowani oraz hipsterzy, za boganów mają w zasadzie całą resztą kraju. W Sydney za zagłębie boganów uważa się zachodnie dzielnice miasta (czyli jego większość). Większość mieszkańców owych dzielnic wcale się boganami nie czuje i często czuje się dotknięta tym mającym pogardliwy wydźwięk określeniem. Ci, którzy innych nazywają boganami uważają, że w nich samych nie ma ani kszty boganizmu. To oczywiście hipokryzja, bo wystarczy rozejrzeć się dookoła, aby się przekonać, że każdy ma w sobie choć ociupinkę bogana.

Niestety muszę zgodzić się z tym, że osób noszących charakterystykę bogana – czyli nieobytych, z marnym gustem, niedouczonych i niesłychanie pewnych siebie –  jest w Australii cała masa. Zresztą takich ludzi jest cała masa wszędzie na całym świecie. W USA mówią na nich red necks, w UK chavs, w innych krajach mają na nich pewnie jeszcze inne określenia. Bo to naturalna rzecz, że większość każdego społeczeństwa tworzy szara masa ludzi żyjących według powszechnego schematu.

Tylko czy trzeba do nich przyklejać etykietkę?

bogan3

Skąd się wzięło Uluru
Weekend w Melbourne, czyli o tym, że nie wszystkim trzeba się zachwycać

26 komentarzy

  1. Nie wiem jak ich nazywają w Kanadzie, ale dla mnie to wyglądało na 90% społeczeństwa :P Przynajmniej w Toronto.
    Co do Australii to zapomniałaś jeszcze o wszelakich HSV, choć np. Maloo R8 mi się podoba, gdyby nie te pstrokate kolory i świecące dodatki :-) Z tymi autami to jest trochę jak z BMW w Polsce…

    Post a Reply
  2. W Polsce na takich ludzi mówi się pogardliwie „Polaczki” ;-)

    Post a Reply
    • @Patryk:
      hm..?
      Ja slyszalam „karki” a w wersji zenskiej „blachary”. Pewna odmiana sa tez „blockersi” ew. uzywa sie tez okreslenia „fura skóra i komóra” :))

      Od siebie dodam tez, ze zenska wersje charakteryzuje na ogol dosc wulgarny sposob eksponowania swojej seksualnosci.

      Post a Reply
  3. Magda, brawo! Super tekst. To ja mam jeszcze jedną prośbę – opisz w podobny sposób surferów i ich filozofię życiową :)

    Post a Reply
    • Problem jest taki ze nie znam surferów z prawdziwego zdarzenia. Boganow wokół jest cała masa więc nietrudno było o nich napisać ;)

      Post a Reply
  4. Świetny post. Właśnie w Australii spotkałam się z tym słowem pare razy i chociaż z wydźwięku domyślałam o co chodzi, post o boganach sprawę rozjaśnił mi w 100% haha. No i rzeczywiście, oni są wszędzie, w każdym kraju, łączą ich te same cechy. A etykieta, chociaż niewygodna, to jednak przydaje się. Jak inaczej opisałabyś jednym słowem hipsterów nie używając tego wyrazu w taki sposób, żeby wszyscy wiedzieli o kim mowa? :)

    Post a Reply
  5. W Polsce chyba nie ma takiego uniwersalnego określenia? A przynajmniej nie mogę żadnego skojarzyć. Jak zwykle ciekawie opisane, aż chce się tych boganów wyguglować;-)

    Post a Reply
  6. I oczywiście, wszyscy którzy tu piszą w najmniejszym stopniu nie są boganami ;). No cóż.

    Moim skromnym zdaniem, opisałaś tu po prostu zwykłych ludzi, którzy stanowią większość każdego kraju. Ja tam na nich mówię po prostu: masy, bądź lud.

    Post a Reply
  7. Kzwdy ma cos w sobie z bogana (prawie kazdy) , u nas w WA jest ich pelno teraz sa bardzo nadziani bo w iekszosci przypadkow pracuja w kopalni i niezle zarabiaja . Wiec tutaj nikt juz sie nie smieje z bogana bo ekonomia rosnie dzieki im i ich zwyczajach zakupowich .

    Post a Reply
  8. O! Znam takich, tu i w Polsce. Zgodzę się, że nie trzeba wcale szukać wysublimowanych określeń: burak to burak i już, zarówno w PL, USA czy AUS. Z drugiej zaś strony dziwię się, czemu temat hipsterski jest wciąż tak gorący. Może doczekamy się wpisu o australijskich hipsterach?… byłoby miło.

    Post a Reply
    • Nie czuje sie poki co na silach zeby pisac o australijskich hipsterach, bo ta ‚subkultura’ zupelnie mnie nie interesuje i wiem o niej tylko tyle co widze dookola.

      Post a Reply
  9. Zawsze myśłałem, że w Australii jest cała masa surferów…. :/

    Post a Reply
    • Jest cala masa surferow, ale tez cala masa boganow :)

      Post a Reply
  10. Ja mam jeszcze pomysł: napisz coś o „nieboganach”. Jak ich odróżnić, jak się zachowują, gdzie pracują et cetera. :)

    Post a Reply
    • niesamowici są pracownicy wielich biurowców w CBD… Panie w białych koszulach, marynarkach, spudnicach i obowiązkowo w adidasach asicsa i plecakiem fitness first :)
      A panowie… do biurowca na hulajnodze :)
      Pracowałem raz w takowym biurowcu na Martin Place i zdziwił mnie sposób spędzania przerwy lunchowej… Pracownicy przebierają się w stoje sportowe (koniecznie markowe, frotki, opaski, iphony na ramieniu etc) i wbiegają schodami na ostatnie piętro (ok30) i z powrotem windą (żeby nie przeszkadzać tym co wbiegają) i tak po kilka rundek :)

      Post a Reply
  11. Dla zainteresowanych tematem polecam serial „Housos”, odpowiednik Bundich czy Kiepskich w wydaniu AU… mistrz! :)

    Post a Reply
  12. w Polsce powiada sie na takie masy miejskie ,,plebs” ale jeszcze jest zjawisko tzw ,,sloikow,, ludnosci wiejskiej przybywajacej do duzych miast. problemem nie jest samo przybycie co postawa ”wielkiego,, mieszczucha czyli wspomnianego sloika sam jestem ze wsi ale na wsi;). Wspolczesny bogan jak zostal opisany przypomina typowa postawe nowobogackiego.pozdrawiam ciekawy wpis jak i blog.

    Post a Reply
  13. ” …ale często trenuje tylko te mięśnie, które wystają spod ubrania” – Magda, you make my day! :-)

    Post a Reply
  14. Hehe, kojarzy mi się taki styl z ludźmi, którzy emigrują do innych państw za chlebem, pracują często bardzo ciężko, mieszkają w złych warunkach, jedzą byle co. Za to jak wracają do kraju… Wówczas z człowieka z najniższej warstwy społecznej robi się wielki pan, kupuje samochód, nie podejmie się „byle jakiej pracy”, bo zarabiał w euro i ta Polska wypłata to ochłap i nie warto się po to schylać. Taki typ ludzi to teraz w Polsce istna plaga…

    Post a Reply
  15. Pojęcie Buraki już chyba odchodzi w zapomnienie. W sumie to jestem ciekawa jak teraz młodsze pokolenie tytułuje nasze dawne „buraki”

    Post a Reply
  16. Ja tez nie spotkałam się z takim określeniem na ludzi. Bogan… ale coś czuję, że u nas nie jest obraźliwe i spokojnie można go używać. Chyba, że się przyjmie i zacznie być czymś obrażającym. Ale póki co… Można używać do woli :-P

    Post a Reply
  17. u nas w Hiszpanii tez sa- najczesciej przybysze z Ameryki Lacinskiej ;)
    ale sa tez Hiszpanie, chociaz ich wyglad bardziej odpowiada naszym polskim paniom lubujacym sie w bialych kozakach ;)

    nazwa bogan jest barzdo ladna ;)
    jak wegan ;)

    Post a Reply
  18. Kurna jakbym znał tego gościa z butelką,czyżby to Karol?

    Post a Reply

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.