Weekend w Melbourne, czyli o tym, że nie wszystkim trzeba się zachwycać

Jeśli nie pomyliłam się w liczeniu to wychodzi na to, że w Melbourne byłam dotąd pięć razy. Ostatni raz w miniony weekend. I za każdym razem wracałam z pobytu w Melbourne z poczuciem, że to miasto znów nie zrobiło na mnie większego wrażenia.

Miłośnicy i mieszkańcy Melbourne już pewnie zrywają się z foteli, żeby wymieniać mi zalety tego miasta i to, w czym jest ono lepsze od Sydney (współzawodnictwo Melbourne i Sydney jest legendarne). Mnie to porównywanie bokami już wychodzi, więc nie będę brać w nim udziału. Oba miasta mają swoje plusy i minusy, i nikt kto nie mieszkał wystarczająco długo w obu nie powinien w ogóle zabierać się za ich porównywanie. Moje pięć wizyt w stolicy stanu Victoria to zdecydowanie za mało, żebym mogła Melbourne porównywać z Sydney, dlatego oceniać i porównywać nie będę.

Wiem za to jedno – podróżowanie, to bliższe i dalsze, jest wspaniałe. Ale nie wynika z niego obowiązek popadania w zachwyt nad każdym odwiedzonym miejscem. I o ile jest na świecie kilka takich miejsc , które na każdym zrobią ogromne wrażenie (tak mi się przynajmniej wydaje), to odważę się stwierdzić, że Melbourne do nich nie należy.

Nie zrozum mnie źle – Melbourne to ładne i przyjemne miasto (zresztą sam zobacz poniżej). Tyle, że mnie po prostu nie zachwyca. Każdy z moich tam pobytów pozbawiony był emocji, które bardzo często towarzyszą mi przy wyjazdach – ekscytacji, ciekawości, chęci poznania. Jak zauważysz, napisałam, że te emocje towarzyszą mi często, a nie zawsze. Bo Melbourne to nie jedyne miejsce, w jakim byłam, które nie zrobiło na mnie większego wrażenia. I myślę, że nic w tym złego. Byłoby ze mną coś nie tak, gdyby wszystko mnie zachwycało. Wolę przyznać, że tak nie jest, niż udawać euforię tam gdzie jej nie ma.

 20130309-{MardiGras}IMG_9410

20130309-{MardiGras}IMG_9423

20130309-{MardiGras}IMG_9445

Bez nazwy-5

20130309-{MardiGras}IMG_9542

20130309-{MardiGras}IMG_9577

Bez nazwy-8

20130309-{MardiGras}IMG_9613

20130309-{MardiGras}IMG_9619

20130309-{MardiGras}IMG_9627

20130309-{MardiGras}IMG_9632

Bez nazwy-1

20130309-{MardiGras}IMG_9735

20130309-{MardiGras}IMG_9800

Bez nazwy-2

Bez nazwy-3

20130310-{MardiGras}IMG_0012

20130310-{MardiGras}IMG_9823

20130310-{MardiGras}IMG_9845

20130310-{MardiGras}IMG_9877

20130310-{MardiGras}IMG_9896

Bez nazwy-7

20130310-{MardiGras}IMG_9916

Bez nazwy-4

Bez nazwy-9

Anatomia bogana
Mardi Gras, czyli święto miłości

17 komentarzy

  1. Swietny wpis! Tak trzymać! Najważniejsza jest szczerosc!:)

    Post a Reply
  2. a ja, jak wiesz, lubię Melbourne, ale po tych plażach Sydney nie mogłam nie postawić Sydney na pierwszym miejscu ;)

    Post a Reply
  3. W głowach się poprzewracało ;-)
    Może patrząc z perspektywy Sydney Melburne nie robi wrażenia (choć dla mnie to trochę pytanie czy ktoś woli bardziej europejskość czy amerykańskość miast, raczej miasta biznesu i finansów czy nauki), ale zrobisz trzy kroki do tyłu to oba miasta są niesamowite. My wpadliśmy do Mel po miesiącach w Pd-wsch Azji i na przekór geografii okazało się, że nagle jesteśmy prawie w Europie. Taki kawał Starego Kontynentu na drugim koncu Ziemi robi wrażenie. Nikt Ci nie pluje pod nogi, nie proponuje taksówek, wszystko jest ładnie i zadbanie.

    Post a Reply
  4. Gratuluje przelamania sie! Rzeczywiscie nie wszystko musi byc piekne i sie podobac. Mieszkancy Melbourne, pomozcie prosze, bo zawsze jak sa goscie, to jest pytanie, wlasciwie co by tu im pokazac i jest yyyyyyaaaaaayyyyyy i problem. Dla niektorych fajne jest przejechanie sie po torze formuly 1 samochodem (na codzien sa to normalne ulice, czasami niektore czesci nie sa dostepne), ale to nie jest atrakcja dla wszystkich. Wiec gdzie zabieracie przyjezdnych?

    Post a Reply
  5. Ja mieszkam w Melbourne, czytam ten wpis i nie wiem o co w nim właściwie chodzi. Zdjęcia ładne, ale żadnych kompletnie argumentów.
    Ja może powiem od swojej strony, że Melbourne to jest miasto, w którym się mieszka, a nie które się ogląda. Sydney daje się zachwycić w 1 dzień, ale po tygodniu zaczyna być nudne, bo ile razy można z promu patrzeć na Operę? Natomiast Melbourne z czasem nabiera uroku, zaczynasz doceniać lepsze planowanie, większą ilość parków, lepsze ścieżki rowerowe, bardziej urokliwe dzielnice etniczne.
    Melbourne odwiedza więcej turystów niż cały stan Queensland, mimo że nie ma tutaj rafy koralowej. Wabikiem nie jest architektura (chociaż i tak najlepsza w Australii), ani przyroda (chociaż i tak są tu piękne parki), ale fakt, że tutaj się coś dzieje cały czas.

    Post a Reply
    • No ale dlaczego musze miec argumenty na to co czuje? Po prostu tak czuje i tyle. Nie umiem powiedziec dlaczego, ale tak po prostu jest. Moj wpis to nie atak na Melbourne tylko przyznanie sie do tego, ze nie wszystko mnie zachwyca na tym swiecie i ze nie mam zamiaru sie z tym kryc.

      Co do reszty komentarza to miedzy wierszami porownujesz Melbourne z Sydney, choc nie masz do tego podstaw, bo Sydney znasz jako turysta, a Melbourne jako jego mieszkaniec. Ja sie prob porownywanie nie podejmuje, bo uwazam, ze nie mam do tego podstaw najmniejszych. I na serio nie musisz mi wymienac zalet Melbourne czy mowic ilu ludzi odwiedza miasto, bo to nie jest cos co mnie przekona. Zreszta ja nie potrzebuje przekonywania. Przeciez napisalam, ze Melbourne to ladne i przyjemne miasto. Ale to jest troche tak jak z zakochiwaniem sie w innej osobie – duzo wokol pieknych, umiesnionych facetow, ale jakos mnie oni wcale nie ruszaja. Po prostu dla mnie w Melbourne brakuje tego czegos, czegos czego nie potrafie nazwac, tak samo jak trudno jest czesto wytlumaczyc dlaczego zakochujemy sie akurat w tej a nie innej osobie.

      A czy Sydney jest nudne czy tez nudniejsze niz Melbourne jak sugerujesz? Punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia. Mnie sie po 7 latach widok opery nie znudzil, i miasto wcale nie jest dla mnie nudne. Pewnie dlatego, ze wiem iz nie konczy sie ono na operze, ale byc moze z punktu widzenia turysty to jedyna jego atrakcja.

      I chyba wlasnie o to chodzi, ze mieszkajac gdzies dlugo poznajemy dane miejsce na wylot i znamy je tak jak turysta nigdy znac go nie bedzie. Moze gdybym zamieszkala w Melbourne i poznala je od podszewki to zawrociloby mi ono w glowie tak jak zrobilo to Sydney? A moze gdybys Ty zamieszkal w Sydney to odkrylbys ze poza Opera jest tu jeszcze sporo innych fajnych miejsc, i ze tez ciagle cos sie dzieje?

      Post a Reply
  6. Hey, Mieszkam w Melbourne od 2 lat i poświęciłam wiele czasu, by znaleźć miejsca, które budzą zachwyt. Jeśli nie jest się miłośnikiem pustoty i tanich gadżetów, a ma się gust wyrobiony przez europejską kulturę i tradycję i jest się mną, to przez 2 lata nie ma się tu własnego miejsca… Z najszczerszymi chęciami nie wygrałam i szukałam długo. Na szczęście za kilkanaście dni będę już daleko, daleko… :) :)

    Post a Reply
  7. Mozna ale Nie trzeba porownywac miast Melbourne I Sydney w cale. Są one fundamentalnie inne. Sydney ma plaże i jest lepiej dla ludzi co lubią być na plazy, Melbourne jest bardziej na nocy ustawiony, ma wiecej malych barów, małych klubów i ciekawszy wybór restauracji – jest to lepsze dla ludzi co lubią noc i kulture. Całkowicie inaczej sie mieszka w tych dwóch miastach więc nie ma sensu porównywać tak właściwie tylko wybrać co sie preferuje. Stwierdzam tak bo mieszkałem tu i tam przez dosyć długie okres. Fakt ze jednak kocham obe dwa miasta. Są one niesamowitymi miastami w światowej lidze… Żyłem w 34 miast na 4 kontynentach więc chyba przegląd jakiś tam mam. Masz całkowicie racie, Magda, ze wrażenia Melbourne nie robi po kilka dniach pobytu – tak samo to odebrałem jak sie tutaj pierwszy raz wprowadzilem. W Melbourne jest wszystko dobre male i schowane, i nawet po latach odkrywa sie ciekawe miejsca co robią wlasnie ten klimat którego w Sydney tak po prostu sie na da znaleść. Najważniejsze ze jest wybór i dla wszystkich coś :) przeprowadzam sie do Singapuru za tydzień, i w Australi następnym miastem dla mnie będzie Sydney dla odmiany :)

    Post a Reply
  8. Jeśli mieszka się w jakimś mieście od urodzenia, jego piękno poznaje się dopiero wtedy, kiedy po długiej nieobecności się do niego wraca. Wówczas wszystko wydaje się takie piękne, budzą się wspomnienia.
    Zgadzam się z opinią, że nie wszystko każdemu musi się podobać, a porównywanie miast może być kontrowersyjne dla tych, którzy je znają. Każdy będzie bronił własnego zdania, każdy widzi inne piękno. Ale ogólnie rzecz ujmując, podoba mi się, gdy ktoś nie boi się przedstawiać swoich opinii na dany temat. A zdjęcia zdają się nie robić Melbourne kryptoreklamy, a wręcz przeciwnie. Kto będzie chciał tam pojechać, na pewno się skusi.

    Post a Reply
  9. W zupelnosci popieram posta Magdy gdyz kazdy ma prawo do nie zachwycania sie i zupelne ma prawo do pisania o tym. Z drugiej strony w zupelnosci (ponownie) popieram wszystkich ktorzy bronia MElbourne. Takze ja uwazam ze najwspanialesze miejsca sa gleboko skryte. Miasto jest jak tajemniczy ogrod. Wciaz sie cos odkrywa. Przyznam sie jeszcze ze do wielu malych schowanych miejsc w ktorych bylam raz nie moge znalezc drogi ponownie. Co za dziwne miasto. NIe jestem tu dlugo bo ok 9 miesiecy. Przez pierwsze 2 nienawidzilam go. POzniej zakochalam sie i juz to sie nie zmieni. Prawda ze nie wiadomo co POKAZAC bo MElbpourne sie nie oglada MElbourne trzeba PRZEZYC. PO drugie MElbourne nie jest na jeden dzien. Z drugiej strony jak pytam co mozna zobaczyc w Sydney….. Opera….. i ….. plaza…. i ???? Ostatnio poznalam pare osob ktore przeniosly sie z Sydney do MElbourne. Wyjasniajac ze JEsli nie surfujesz i nie chodzisz sie opalac to Melbourne ma do zaferowania o wiele wiecej niz Sydney. JEst w dodatku nieco wolniejsze i bardziej zrelaksowane.

    Post a Reply
  10. a mi te zdjecia sie bardzo podobaja i chyba jak bym tam pojechala to bym sie zachwycila ;)

    ale dobrze cie rozumiem, sama mam pare takich miast, ktore nie zachwycaja, mimo bardzo dobrej opinii innych….

    :P

    Post a Reply
  11. ile szmalu wydalas na te melbern?

    Post a Reply

Trackbacks/Pingbacks

  1. Japonia z marzeń, czyli o niespełnionych oczekiwaniach | Careerbreak - [...] Piszę to wszystko, bo po prostu nie chce mi się udawać, że wróciłam zachwycona, skoro to nie prawda. Wiele…

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.