Pocztówki z Tasmanii, część druga

(Pocztówki z Tasmanii, część pierwsza)

W nocy lało tak mocno, że momentami wydawało się, że to koniec świata nadchodzi. Nie tak wyobrażaliśmy sobie ten długo wyczekiwany weekend w Tasmanii. Następnego dnia rano już nie padało, ale niebo było przykryte ciemną i ciężką warstwą szarych chmur. W ekspresowym tempie zwinęliśmy namiot i ruszyliśmy w drogę. Miny mieliśmy nienajlepsze. Znów zaczęło lać, i jedynymi stworzeniami, które miały odwagę wychylić głowy (pewnie z konieczności) na zewnątrz były przeróżne ptaszyska.

Untitled

W pobliskim miasteczku St Helen zatrzymaliśmy się zakupy spożywcze. Do supermarketu weszliśmy dosłownie na 15 minut, ale to wystaraczyło, aby ku naszej wielkiej uciesze, pogoda drastycznie się zmieniła. Chmury częściowo się rozeszły, przestało padać i zaświeciło słońce. Zrobiliśmy sobie śniadanie na piknikowym stoliku w lokalnym parku, a w międzyczasie niebo zrobiło się prawie całkowiecie niebieskie. Postanowiliśmy więc jeszcze raz zobaczyć czerwone skały w Bay of Fires, tym razem przy dobrej pogodzie.

Po godzinnym spacerze, w czasie którego nie spotkaliśmy ani jednej osoby, ruszyliśmy wybrzeżem w kierunku parku narodowego Freycinet, który był naszym celem na ten dzień. Widoki na trasie były momentami nieziemskie. Na obrzeżach miasteczka Bicheno trafiliśmy na bujne krzewy jeżyn.

IMG_7484

Tuż przed wjazdem do parku narodowego Freycinet zajrzeliśmy też do lokalnej farmy ostryg, która poza nimi specjalizuje się też w homarach i muszlach. Trudno było się powsztrzymać, więc skończyło się na tym, że lancz zjedliśmy właśnie na tej farmie.

Park narodowy już z daleka wyglądał bardzo zachęcająco. Znany on jest przede wszystkim z Wineglass Bay (na ostanim zdjęciu w tym poście), najbardziej rozpoznawalanego chyba miejsca na całej Tasmanii. Poza Wineglass Bay w parku jest jeszcze kilka innych pięknych miejscówek i spokojnie możnaby w nim spędzić choćby i trzy dni. My niestety nie mieliśmy tyle czasu, więc skończyło się na dojściu na punktu widokowy z którego rozpościera się widok na Wineglass Bay.

Bez nazwy-3

W parku nie udało nam się znaleźć wolnego miejsca na polu namiotowym, ale na szczęście trafiliśmy na super miejscówkę tuż za jego granicami. Przed nami był jeszcze (tylko) jeden dzień na Tasmanii.

Ciąg dalszy nastąpi…

Pocztówki z Tasmanii, część trzecia
Pocztówki z Tasmanii, część pierwsza

12 komentarzy

  1. Widzieliście ślady po pożarze w Bicheno? My o mały włos spędzilibyśmy jeden ze styczniowych weekendów w Freycinet NP, ale odstraszył nas ogień, a i sam park był przez jakiś czas zamknięty niestety.

    Post a Reply
    • Slady pozaru byly na drodze miedzy Bicheno a Freycinet NP. Z jednej strony drogi drzewa byly czesciowo spalone.

      Post a Reply
  2. Szczegolnie pierwsze zdjecie oraz te mozaikowe – fenomenalne!

    Post a Reply
    • Ciesze sie, ze sie podobaja :)

      Post a Reply
  3. Jeżyny, no właśnie jeżyny bo aż w oczy kole;-))) U nas w Polsce powoli wiosna zaczyna pukać do okien, (przynajmniej w Trójmieście) śniegu już nie ma, temperatury powyżej zera, więc jest nadzieja, że będzie niedługo tak ciepło i pięknie jak na Waszych zdjęciach;-))) Zdjęcie kangurka urocze, czy to był dorosły czy jeszcze młody osobnik? Nigdy nie widziałam na żywo kangura i wydawało mi się, że są trochę … większe;-)))

    Post a Reply
    • To nie kangur tylko wallaby. To dwa rożne gatunki, oba należą do rodziny torbaczy.

      Post a Reply
    • To niech podpowiadają przez prywatna wiadomość/emaila a niekoniecznie w komentarzach. Ja sobie zdaje sprawę, że z moją ortografią nie jest najlepiej, ale po co mi to od razu mówić w komentarzach :) No i jeden raz wystarczy. Na serio nie trzeba dwóch komentarzy pod wpisem z dokładnie tą samą uwagą :)

      Post a Reply

Trackbacks/Pingbacks

  1. Pocztówki z Tasmanii, część trzecia | Careerbreak - [...] Pocztówki z Tasmanii, część pierwsza Pocztówki z Tasmanii, część druga [...]

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.