Pocztówki z Tasmanii, część pierwsza

Trzy dni to w zasadzie dosyć mało czasu. Ale jeśli zapakuje się w nie masę zadań i atrakcji to okazuje się, że można całkiem dużo przeżyć w te raptem 72 godziny. Dokładnie tak było z naszymi krótkimi wakacjami na Tasmanii. Czasu wydawało się być bardzo niewiele, a mimo to czuję się wypoczęta, naładowałam wewnętrzne baterie, a doznania z pobytu mam fantastyczne. Choć początek tych mini-wakacji nie był za specjalny.

Wylądowaliśmy w Hobart z samego rana, by szybko przekonać się, że zupełnie nie doceniliśmy ostrzeżeń o tym, że Tasmania potrafi być naprawdę chłodna. Termometry wskazywały raptem 14 stopni, co po 30-stopniowym sydnejskim ciepełku było trudne do zaakceptowania. Szybko odebraliśmy samochód z wypożyczalni i ruszyliśmy w kierunku północnej części wyspy. Pogoda była wstrętna. Chłód dało się ignorować siedząc we wnętrzu samochodu, ale szczelnie zakrytego chmurami nieba i deszczu nie bardzo. Prognoza pogody mówiła o jeszcze gorszej aurze na dzień kolejny. Nie zostawało nam nic innego jak zacisnąć zęby i liczyć na to, że prognoza jednak się nie sprawdzi.

Naszym pierwszy celem było miejsce niezwykłe – największa na półkuli południowej plantacja lawendy. Naoglądałam się tego miejsca na zdjęciach w internecie i od dawna marzyłam, żeby je zobaczyć. Niestety spóźniliśmy się raptem o tydzień, bo właśnie tydzień wcześniej skończyły się zbiory lawendy i większość pól świeciła pustkami. Ale ta lawenda, która nie została jeszcze zebrana i tak wyglądała przepięknie, a lawendowy zapach unosił się w powietrzu w całej okolicy.

lawenda2

IMG_7288

Lawenda

Otumanieni zapachem lawendy ruszyliśmy w kierunku północno-wschodniego wybrzeża, a konkretnie w kierunku Bay of Fires (o czym dalej). Trasa była przepiękna (mimo pogody), a kręta droga wiodła nas przez oblesione wzgórza i malownicze wioski.

IMG_7296

IMG_7302

IMG_7300

Po drodze zatrzymaliśmy się w słynnej kawiarni Holly Cow. Prowadzi ją lokalna firma mleczarska specjalizująca się w produkcji serów. Ale do spróbowania były też ich domowej roboty lody na świeżym mleku, których oczywiście nie omieszkałam spróbować. I przyznam, że to były jedne z najlepszych, najbardziej kremowych lodów jakie kiedykolwiek jadałam.

cows

Bay of Fires, czyli Ognista Zatoka, miała być naszą bazą noclegową. Nazwa zatoki pochodzi od zdobiących jej wybrzeże kamieni i głazów w ognistym, czerwono-pomarańczowym kolorze. Głazy są przepiękne, i nawet przy tej marnej pogodzie prezentowały się pierwsza klasa.

IMG_7349

bay-of-fires

IMG_7359

Zlokalizowaliśmy pole namiotowe w pobliskim buszu, zrobiliśmy sobie kolację i, mimo że nie było jeszcze 21-szej, poszliśmy spać. Temperatura, o tej porze oscylująca w granicach 10-11 stopni, nie pozwalała na wiele więcej niż leżenie w śpiworach. Zamknęliśmy oczy, i z nadzieją na lepszą pogodę następnego dnia, oddaliśmy się w objęcia Morfeusza.

Ciąg dalszy nastąpi…

Pocztówki z Tasmanii, część druga
Life is good, czyli mój sposób na szczęście

21 komentarzy

  1. Przepiękne fotografie, chciałoby się tam być… :)!

    Post a Reply
  2. Czy przypadkiem w Australii nie powinno być teraz lato? To boje się pomyśleć jaka będzie tam temperatura w czerwcu kiedy my się tam wybieramy!

    Post a Reply
    • Lato jest, jak najbardziej, ale Tasmania rządzi się swoimi prawami. No pocieszenie dodam, że kolejne dwa dni pobytu były zupełnie inne.
      A co do wizyty w czerwcu, to na południu Australii bywa wtedy chłodno i mokrawo. W niektórych miejsach spada nawet śnieg :)

      Post a Reply
    • Australia to duzy kraj, polozony w kilku strefa klimatycznych, prawie jak Zwiazek Radziecki.

      Post a Reply
    • W czerwcu w Australii jest akurat zima albo jesień, wiec nie ma się czego obawiać:P

      Post a Reply
    • Diabła nie widzieliśmy. Nie tym razem.

      Post a Reply
  3. Tasmania to moja ulubiona czesc Australii!
    Jak bylem maly, to wydawala mi sie byc na koncu swiata, ale to chyba przez globus po ktorym podrozowalem wtedy jeszcze tylko palcem. W sierpniu 2007 roku spedzilem dwa tygodnie odkrywajac jej uroki i objezdzajac ja dookola z plecakiem. Choc od 3 i pol roku mieszkam w Melbourne, to nie udalo mi sie jej ponownie odwiedzic, ale to pewnie przez odleglosc, latwiej mi przychodzi wyjazd do Tokjo niz do Hobart.
    Dla mnie Tasmania jest jak Norwegia, Szwecja i Szwajcaria w jednym, z duchem prawdziwej Australii i prawdziwymi Australijczykami.
    Nie zapomne jak starszy juz przewodnik w Maritime Museum w Hobart, dowiedziawszy sie, ze jestem z Polski, oswiadczyl, ze byl 6 razy jako czlonek zalogi, frachtowcem w Gdyni. Strasznie maly ten swiat. Skonczylo sie na milej rozmowie o morzu i zyciu nad kuflem piwa.
    Las deszczowy jest niesamowity swoim klimatem. Mi od Ognistej Zatoki o wiele bardziej podobly sie Diabelskie Marmury, ale to inna czesc Australii.
    Spieszcie sie z tymi diablami, bo niedlugo skoncza jak tygrysy tasmanskie.

    Post a Reply
  4. a ja chyba wiem co będzie w części drugiej i byćmoże trzeciej – „Postcards from Tasmania” prawdziwi fani będa wiedzieć o co chodzi ;)

    Post a Reply
  5. Najbardziej podobają mi się te skały, z daleka pewnie wyglądają jakby rzeczywiście płonęły:D Pola lawendy z kolei to coś pięknego, mój ulubiony kolor:)

    Post a Reply
  6. Pięknie. Mam nadzieję w ciągu 2 lat odwiedzić Australię i widzę, że warto zobaczyć Tasmanię :)
    Pozdrawiam :)

    Post a Reply
  7. Piekne te zdjecia , cudne , na pewno kiedys pojedziemy . Jak patrze na te zdjecia to od razu przypomnialy mi sie moje robione w Esperance (poludie zachodniej Ausralii) , jest tez cudnie . Byliscie kiedys na zachodnim wybrzezu ? Jeste rowniez co podziwniac , tylko te odleglosci.

    Post a Reply
    • Zachodnie wybrzeze jeszcze przed nami. Glownie z powodu odleglosci. Najfajniej byloby pojechac swoim samochodem, ale to jakies 3 dni jazdy w jedna strone … A lot + wynajem samochodu na miejscu to znow spory koszt. Wiec czekamy az bedzie okazja urwac sie z pracy na jakies 4 tyg, to wtedy pojedziemy :)

      Post a Reply
  8. czy mozliwe jest zwiedzenie Tasmanii bez samochodu czy nie ma to sensu? wybieram się tam w marcu na 3-4dni, nie jestem jednak kierowcą i cały czas biję się z myślami czy jednak nie zmienić planów…

    Post a Reply
    • Nie ma sensu. Nic nie zobaczysz w tak krótkim czasie nie mając samochodu

      Post a Reply

Trackbacks/Pingbacks

  1. Pocztówki z Tasmanii, część trzecia | Careerbreak - [...] Pocztówki z Tasmanii, część pierwsza Pocztówki z Tasmanii, część druga [...]

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.