Sylwester z przygodami, czyli o złośliwości rzeczy martwych

Nic nie zapowiadało takiego obrotu sprawy. 28 grudnia około godziny 14 wsiedliśmy w samochód i ruszyliśmy na północ w kierunku oddalonego od Sydney o 550km miasta Coffs Harbour. Mieliśmy się spotkać w tamtych okolicach ze znajomymi z Gold Coast, z którymi mieliśmy spędzić kilka dni na kempingu w pobliskim parku narodowym. Drogi były zaskakująco puste i niecałe 8h później dotarliśmy na miejsce.

Miejscówka trafiła nam się nienajgorsza – kemping znajdował się jakieś 15km od głównej drogi, tuż obok malowniczej rzeczki i 10min spacerkiem od długiej, dzikiej plaży. Dni mijały nam raczej leniwie – kręciliśmy się po okolicach plaży, pojechaliśmy do pobliskiego miasteczka Woolgoola, skoczyliśmy też do Coffs Harbour. Sylwester mieliśmy spędzić przy ognisku, zajadając ryby złowione przez chłopaków. Dzień wcześniej udało im się złowić kilka niezłych i bardzo smacznych okazów. Niestety, w sylwestrowy wieczór połów za bardzo nie szedł i szanse na kolacje z rybą wydawały się być nikłe. Postanowiliśmy więc, że chłopaki nadal będą łowić, a ja wezmę samochód i pojadę do oddalonego o 35km miasteczka Woolgoola kupić coś do jedzenia. Była godzina 19.00.

Najpierw miałam do przejechania 15km leśną drogą przez las. Od samego początku miałam wrażenie, że coś jest nie tak z samochodem. To przeczucie zrzuciłam na dziurawą i pełną kamieni drogę, po której jazda zdecydowanie nie była komfortowa. Po jakiś 20 minutach poczułam smród palonej gumy i od razu wiedziałam, ze coś jest nie tak. Zatrzymałam samochód, żeby zobaczyć co jest grane. Źródło zapachu palonej gumy zlokalizowałam szybko – przednia lewa opona okazała się być pełna dziur. Musiałam dobre kilka minut jechać na flaku, bo opona była w naprawdę opłakanym stanie. Nie liczyłam na to, że wąską leśną drogą nadjedzie jakaś pomoc, więc zabrałam się za zmianę koła. Pomoc jednak nadeszła w postaci przemiłej pary, która jechała z tego samego kempingu po zapas lodu na najbliższą stację benzynową. 10 minut później koło było zmienione.

Zaczęło się ściemniać, wiec zrezygnowałam z zakupów, zawróciłam samochód, i ruszyłam w drogę powrotną na kemping. Niestety samochód nie bardzo chciał ze mną współpracować. Pedał gazu wciskałam tak mocno jak mogłam, a samochód ledwo posuwał się do przodu. Ujechałam może 2km i samochód stanął w miejscu. Pomyślałam, ze spróbuję metody, która prawie zawsze się sprawdza, kiedy nie działa coś w komputerze, czyli zrestartowania maszyny. Zgasiłam silnik i zapaliłam go jeszcze raz. Wrzuciłam jedynkę i nacisnęłam pedał gazu. Silnik wskoczył od razu na wysokie obroty, a auto jak stało w miejscu tak stało. To chyba coś ze sprzęgłem, pomyślałam, i od razu wpadałam w małą panikę. Byłam sama, w środku lasu, jakieś 8km od kempingu i ponad 20km od najbliższego miasteczka. Z minuty na minutę robiło się coraz ciemniej. Przemek ze znajomymi próbowali na plaży złowić naszą kolację – na plaży, na której oczywiście nie było zasięgu, więc moja komórka była bezużyteczna. Siedziałam więc w zepsutym samochodzie i zastanawiałam się co robić.

Kilka minut później na drodze pojawił ze samochód. Uprzejmy Australijczyk powiedział, ze szybko rzuci okiem na auto, ale nie będzie mi mógł pomoc, bo miał w samochodzie dwójkę małych dzieci – szybko się ściemniało, a on musiał jeszcze dotrzeć na oddalony o 15km kemping (inny niż ten na którym my byliśmy rozbici) i rozbić się przed zmrokiem. Koleś szybko potwierdził moje obawy – poszło sprzęgło. Nie bardzo wiedziałam co robić dalej, więc napisałam na kawałku papieru błagalną wiadomość dla Przemka, którą przemiły Australijczyk obiecał zostawić przy naszym namiocie. Przemek miał wracać z ryb dopiero za jakaś godzinę, i na tamtą chwile wiadomość na kawałku papieru wydawała mi się najlepszym planem.

Koleś odjechał, ale chwilę później pojawił się kolejny samochód. Samochód zatrzymał się i wysiadł z niego starszy mężczyzna. Jak tylko otworzył usta wiedziałam, ze to prawdziwy przedstawiciel australijskiej prowincji – akcent miał tak mocny, że z trudem rozumiałam co do mnie mówi. Z samochodem nie był mi w stanie pomoc, ale zaoferował, że podwiezie mnie na kemping. Na ofertę przystałam, bo było już prawie zupełnie ciemno, a czekanie samej w lesie na to aż Przemek z kumplem po mnie przyjadą zupełnie mi się nie podobało. W drodze na kemping dowiedziałam się, że koleś mieszka w oddalonej o jakieś 15 min jazdy miejscowości, i że co roku przyjeżdża na wakacje na ten kemping wraz z całą rodziną, zawsze rozkładając namioty w tym samym miejscu. To nie był pierwszy raz kiedy poznałam osobę jeżdżącą co roku na wakacje w to samo miejsce, ale to była pierwsza osoba, która na te wakacje nie oddalała się od domu nawet o 30km.

Na kemping dotarliśmy szybko. Chwilę później Przemek i znajomi wrócili z ryb. Wsiedliśmy w samochód kumpla i ruszyliśmy w kierunku naszego zepsutego samochodu. Oczywiście nic nie byliśmy w stanie z nim zrobić, zepchnęliśmy go więc na pobocze. Komórka złapała zasięg, więc wygooglowałam najbliższa firmę zajmująca się holowaniem. Była już 21.30 w Sylwestra, więc nie liczyłam na to, ze ktoś odbierze. Na szczęście okazało się, ze byłam w błędzie. Telefon odebrał właściciel firmy i ku mojemu zdziwieniu zgodził się przyjechać rano, 1 stycznia, zabrać samochód do najbliższego miasteczka.

Wróciliśmy na kemping. Humory średnio nam dopisywały. Plan był taki, żebyby z rana wracać do Sydney, bo Przemek 2-go musiał być w pracy. Oczywiście było wiadomo, że planu nie uda się zrealizować.

Rano o umówionej porze zjawił się samochód z platforma do przewożenia samochodów. Nasze auto wylądowało na platformie, ja i Przemek w kabinie z kierowcą, i razem ruszyliśmy do najbliższego miasteczka. Na miejscu zaczęło się szukanie mechanika. Oczywiście nikt nie był otwarty, bo był w końcu nowy rok, i większość lokalnych mechaników miała wakacje aż do 7 stycznia. Na szczęście znalazł się jeden otwarty następnego dnia. Zaczęło się nerwowe czekanie na wycenę naprawy. Gdy usłyszeliśmy cenę to prawne wyskoczyliśmy z butów. Aż takiej kwoty nie spodziewaliśmy się. Jej wysokość wynikała głownie z tego, żmechanik nie był w stanie na szybko dostać nieoryginalnego (czyli tańszego) sprzęgła do naszego Subaru. Jedyną opcją na szybką naprawę było sprzęgło oryginalne. Można było oczywiście zamówić nieoryginalne i czekać na nie kilka dni, ale to byłaby oszczędność złudna, bo przez te dni trzeba by wydawać pieniądze na noclegi i jedzenie. Zgodziliśmy się więc na wymianę sprzęgła na oryginalne. Samochód miał być gotowy 3 stycznia po południu.

W międzyczasie przyjechała po nas do miasteczka koleżanka żeby zabrać nas z powrotem na kemping. I tym razem nie obyło się bez przygód, bo i ten samochód złapał gumę. Po zmianie koła okazało się, że zapasowa opona ma za mało powietrza. Po raz kolejny z pomocna nadeszło jedno z przejeżdżających aut – jego właściciel miał akurat na stanie pompkę!

Następnego dnia był 2 stycznia, czyli dzień rozpoczęcia naprawy naszego auta. Postanowiliśmy, że kolejną noc spędzimy już w miasteczku, a nie na kempingu, żeby mieć mechanika pod ręka w razie gdyby musiał się z nami kontaktować. Znaleźliśmy pokój w lokalnym motelu, zapłaciliśmy za niego i poszliśmy na spacer. 2 godziny później zadzwonił telefon. To mechanik. Wiadomość była rewelacyjna – nowe sprzęgło dotarło do niego szybciej niż się spodziewał i auto jest już naprawione, o cały dzień wcześniej. Wszystko super, i oczywiście ucieszyliśmy się z tego bardzo, ale kasa za nocleg w hotelu okazała się nie do odzyskania.

Była już 15.00, więc szybko odebraliśmy samochód, zapakowaliśmy graty i ruszyliśmy w drogę do domu. Na miejsce dotarliśmy tuż przed północą, ponad dobę później i z o trochę niższym stanem konta. Mam nadzieję, że Was Sylwester udał się lepiej.

Nie będę Was zanudzać zdjęciami zepsutego samochodu czy dziurawej opony, i w zamian pokażę Wam zdjęcia okolicy, w której kempowaliśmy.

Untitled

Untitled

Untitled Untitled

Untitled

Rozwiązanie Świątecznego Konkursu Fotograficznego
Podsumowanie roku 2012

12 komentarzy

  1. Ale przynajmniej będzie to Sylwester jakiego szybko nie zapomnicie. Do tego ludzie okazali się bardzo mili, więc same plusy. No i macie nowe sprzęgło:P

    Na Nowy 2013 Rok życzę aby kolejne przygody były równie bogate w emocje, ale tylko te pozytywne, no i aby nie drenowały zbytnio kieszeni!;-))

    Post a Reply
    • Dzięki za życzenia i wzajemnie!

      Post a Reply
  2. Okolica piekna, rybka tez pokazna :-) Daliscie rade ja usmazyc? Pozdrowienia i wszystkiego dobrego w Nowym Roku!

    Post a Reply
    • Rybka oczywiście została usmażona. Była pyszna.

      Post a Reply
  3. Nie ma tego zlego co by na dobre nie wyszlo – przymajmniej macie ciekawa historie sylwestrowa do opowiadania wnukom ;) No i dowod na to, ze nawet podrozowanie po Australii nie musi byc nudne :)

    No i mieliscie szczescie, ze byliscie w rejonie, w ktorym bylo wiele osob. My akurat w Swieta i Sylwestra podrozowalismy po takich bezdorazch, ze mysle, ze pomoc by nie doszla szybciej niz w dwa dni, w ktore to pewnie bysmy zamarzli na smierc (temperatury noca ponizej -20C, brak zasiegu komorki w obrebie 60-100km…) Pierwszy raz w zyciu sie martwilam, ze nie ma w poblizu innych turystow.

    Wszystkiego najlepszego na Nowy Rok! Oby od tej pory przesylal w Wasza strone tylko pozytywne przygody.

    Post a Reply
    • Dzięki za zyczenia!

      A dlaczego podróżowanie po Australii miałoby być nudne??? :)

      Post a Reply
      • Slyszalam takie plotki, ale jak to z plotkami bywa pewnie nieprawdziwe :)

        Post a Reply
        • Plotka zdecydowanie nieprawdziwa i zaskakująca. Australia to fascynujący kierunek, szczególnie dla miłośników przyrody i szeroko pojętego outdoor’u.

          Post a Reply
  4. ale za to ile pomocy doświadczyliście od dobrych ludzi – więc może powiedzenie, że jaki Sylwester, taki cały rok, potraktować od tej strony :). Po prostu będziecie spotykać na Swojej drodze mnóstwo fantastycznych ludzi! :)

    Post a Reply
    • Australijczycy są z natury bardzo życzliwi i pomocni, więc to co nas spotkało z ich strony w tej przygodzie było bardzo typowe :)

      Post a Reply
  5. Przynajmniej można powiedzieć że coś się działo i raczej nie zapomnisz go tak szybko :)

    Post a Reply
  6. Przygody przygodami ale foty fantastyczne, pozdrawiam

    Post a Reply

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.