Na dalekim wschodzie… Australii

Tegoroczny sezon kempingowy postanowiliśmy zainaugurować dosyć daleko, bo w Byron Bay, jakieś 800km na północ od Sydney. Z pomocą przyszły tanie lokalne linie lotnicze, u których w promocji nabyliśmy bilety lotnicze w cenie biletów do kina. Spakowaliśmy namiot, karimaty i śpiwory, na miejscu wynajęliśmy samochód i z lotniska ruszyliśmy w kierunku Byron Bay.

Byron Bay znane jest z trzech powodów. Po pierwsze, to jedno z najlepszych w Australii miejsc do surfowania. Ma to ponoć coś wspólnego z unikalnymi falami i prądami, które dla surferów są idealne. Nie wiem, nie znam się, ale skoro tak mówią i skoro taka masa tam surferów, to coś chyba jest na rzeczy. Po drugie, Byron Bay znane jest jako „hipisowska stolica Australii” i właśnie dlatego zawsze pełne jest hipisów i pseudo-hipisów (dominują ci drudzy), przez co mieścinka ma charakterystyczny luzacki charakter. Po trzecie, Byron Bay leży przy Przylądku Byron, czyli najbardziej na wschód wysuniętym kawałku australijskiego lądu (z pominięciem wysp).

Kempingowanie udało się połowicznie, a to za sprawą pogody. Całą sobotę padał deszcz, a wraz z upływem dnia jego siła wzrastała. Apogeum nastąpiło wieczorem i w nocy i chyba tylko jakimś cudem nie przemókł nam namiot. Jednak uśmiechnęło się do nas trochę szczęścia, bo w niedzielę niebo było przez większość dnia bezchmurne i w końcu można było zobaczyć jak prezentuje się Byron Bay.

Okolica Byron Bay jest przepiękna, co zresztą sami możecie zobaczyć poniżej. I przyznam, że z każdym kolejnym miejscem jakie odwiedzam w Australii coraz bardziej podoba mi się ten kraj (w sensie atrakcyjności turystycznej). Kiedyś wydawało mi się, że Australia jest monotonna, bo wszędzie tylko plaże, woda, lasy, skały i pustynia. Jak bardzo się myliłam! Przecież każda plaża jest inna, każda zatoka jest unikalna, każdy park narodowy ma jakieś niesamowite zakamarki. Cóż tu dużo mówić – w pięknym kraju przyszło mi mieszkać :)

Untitled

Untitled Untitled

Untitled

Untitled

Untitled

Untitled

Untitled

Untitled

Untitled Untitled

Untitled

Untitled

Untitled

Australia z Google Maps
Kraków da się lubić

10 komentarzy

  1. to prawda, prawie kazdy z moich znajomych, zwlaszcza tych ktorzy lubia surfowac w jakiejkolwiek formie albo byl, albo jest albo planuje tam jechac :)

    Post a Reply
  2. A nie mysleliscie aby skorzystac z jakiejs relokacji kampera? poleciec w jedna strone, wziac kampera i wrocic do sydney ? ja wlasnie tak chcialbym sobie jakas duza wycieczke zaplanowac ;)

    Post a Reply
    • To jest jak najbardziej do zrobienia jak się ma trochę wolnego czasu i elastyczność jeśli chodzi o branie urlopu z krótkim wyprzedzeniem. Bo oferty relokacji nie pojwiają się z dużym wyprzedzeniem, tak, żeby można taki wyjazd zaplanować wcześniej. Na weekendowy wypad raczej niewykolane, bo sam dojazd z Byron do Sydney to jakieś 10h.

      Post a Reply
      • No nie na weekendowy wyjazd to srednio mocno rzeczywisice :) ale oferty pojawiaja sie codziennie fajne, ostatnio trackuje transfercar.co.nz i mysle ze spokojnie cos znajde, planuje jakis tydzien urlopu, ale rzeczywiscie, lepiej jak mozesz sobie wziac urlop prawie z dnia na dzien ;)
        Tak patrze na te oferty relokacji i az zaczynam „zalowac” ze mam prace :P

        Post a Reply
    • Cieszę sie, że się podobają :)

      Post a Reply

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.