Stambuł – coś dla ducha

Było kilka minut po 13.00, kiedy ciszę przerwało wezwanie na modlitwę. Dosłownie sekundę później podobne wezwanie, ale pochodzące z kilkunastu innych okolicznych meczetów rozbrzmiały z całą mocą. W poprzednich dniach słyszałam je wielokrotnie, ale w zgiełku ulic były one przytłumione i łatwo było je przegapić. Teraz, kiedy stałam tuż obok zbudowanego na wzgórzu i z dala od ruchliwych dróg meczetu Suleymaniye, śpiew muezinów słychać było głośno i wyraźnie. Zrobiło się bardzo magiczne, i przyznam, że także trochę wzruszająco. Kilkanaście minut wcześniej do meczetu zaczęły schodzić się masy mężczyzn, zaczynających wizytę w świątyni od dokładnego umycia rąk i stóp, bez czego modlić się nie można. Przez kolejną godzinę meczet zamknięty był dla zwiedzających i w 100% był tym, do czego go stworzono – był miejscem modlitwy.

Meczet Suleymaniye był jednym z wielu jakie odwiedziłam podczas pobytu w Stambule. I każdy jeden zrobił na mnie wielkie wrażenie. Niektóre meczety są przeogromne, inne mniejsze, ale każdy jest niezwykły. W tych wielkich, z gigantycznymi kopułami i wysokimi minaretami, największe wrażenie robi właśnie ich ogrom. Za to w mniejszych meczetach jak na dłoni zobaczyć można przepiękne mozaiki, którymi dekorowane są wnętrza świątyń.

Co ciekawe, meczety – poza czasem modlitwy – są zazwyczaj puściutkie. Turyści walą do Błękitnego Meczetu (trzeba stać w kolejce żeby się do niego dostać, a ilość turystów w środku jest tak ogromna, że pierwsza rzecz jaką zauważa się po wejściu do środka jest woń spoconych stóp tej masy ludzi), podczas gdy Stambuł ma jeszcze całą masę innych, równie pięknych meczetów. Mój ulubiony to wspomniany wcześniej meczet Suleymaniye oraz malutki Rustem Pasa, wyłożony na zewnątrz i w środku ślicznymi niebieskimi kaflami.

Jednak meczety to nie jedyne stambulskie świątynie warte uwagi. Jest też kilka kościołów chrześcijańskich, w których wizyta gwarantuje opad szczęki. Jednym z nich jest Aya Sophia – oryginalnie zbudowana jako ortodoksyjny kościół, później zamieniony na meczet, a dziś pełniący rolę muzeum. To jedno z tych miejsc, które mimo strasznych tłumów koniecznie trzeba odwiedzić, bo na żywo wygląda jeszcze lepiej niż na zdjęciach czy w telewizji. Drugim takim miejscem jest dla mnie kościół Chora (dziś to także muzeum), położony poza centrum w zachodniej części miasta, z olśniewającymi mozaikami, na które można patrzeć bez końca.
Religia jest w Stambule widoczna także poza meczetami. Mniej więcej połowa kobiet nosi na głowie chusty symbolizujące ich przywiązanie do tradycji i religii muzułmańskiej, w dłoniach mężczyzn często widać muzułmański różaniec, ludzie pozdrawiają się tradycyjnym As Salamu Alaykum, a w czasie odbywających się pięć razy dziennie modlitw do meczetów tłumnie ściągają ludzie.

Ta widoczna na każdym kroku religijność to jeden z głównych uroków Stambułu. Najlepiej przekonajcie się o tym sami organizując kilkudniowy wypad do tego niesamowitego miasta :) To naprawdę przysłowiowy rzut beretem z Polski, więc  serdecznie polecam. Niedługo napiszę notatkę o praktycznych aspektach związanych z organizacją pobytu w Stambule, czym mam nadzieję zachęcę przynajmniej kilka osób do tego, żeby się tam wybrać.

Stambuł - coś dla ciała
Przeprawa międzykontynentalna za 3.50zł

5 komentarzy

  1. Kapitalne zdjęcia. Nie wiem czemu, ale jakoś nigdy wcześniej nie myślałam o Stambule jako o miejscu, do którego mogłabym się wybrać.
    Dzięki za inspirację.

    Post a Reply
    • Nie ma sprawy. Miasto jest naprawdę warte uwagi. Idealny kierunek na jakiś przedłużony weekend :)

      Post a Reply

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.