Powrót do przeszłości

Budzik zadzwonił, gdy było jeszcze zupełnie ciemno. W pierwszej chwili Magda nie wiedziała gdzie jest. Usiadła na łóżku, przetarła zaspane oczy i rozejrzała się dokoła. Mama krzątała się już po pokoju, a młodsza siostra powoli wybudzała się ze snu. Kątem oka Magda zauważyła dwie wielkie walizki. W tej samej chwili resztki snu zupełnie spłynęły jej z  twarzy, a na ustach pojawił się uśmiech. Za kilka godzin miała zacząć się największa i najbardziej fascynująca przygoda jej 7-letniego życia. W tej przygodzie ekscytujące było wszystko – pierwszy w życiu lot samolotem, spotkanie z tatą, egzotyczne widoki, soczyste owoce, plaża, słońce i zabawa.

Po wczesnym śniadaniu bagaże zostały spakowane do Syrenki wujka, u którego zatrzymały się w Warszawie. Miasto nadal było pochłonięte nocą, kiedy Syrenka mknęła pustymi ulicami na lotnisko. Magda przyglądała się miastu z okna samochodu i myślała o tym, że już za kilka godzin znajdzie się w zupełnie innym świecie. Był rok 1986, a ten inny, i w jej wyobrażeniu lepszy świat, leżał dwa tysiące kilometrów na południe od domu. Na imię było mu Turcja. To był świat, który do tej pory znała tylko z opowiadań pracującego w Turcji taty, jego zdjęć i prezentów, które przysyłał. Świat, który kojarzył się z obfitością, słońcem, a przede wszystkim z  mandarynkami.

Zapach mandarynek pamięta do dziś, mimo, że minęło już ponad 25 lat. Mandarynki przyszły w paczce od taty. Było ich tylko kilka i zapakowane były w niewielki foliowy woreczek. Mama podzieliła je równo między Magda i Olę, a one potem w żółwim tempie jadły je przez kilka dni, celebrując każdą cząstkę. Mandarynki skończyły się, ale został woreczek, który zdążył nasiąknąć wonią owoców tak bardzo, że pachniał dokładnie tak jak soczyste cytrusy. Magda i Ola schowały go więc głęboko do szuflady, i wyciągały  tylko raz dziennie, żeby nacieszyć nosy zapachem dawno już zjedzonych mandarynek.

Jadąc przez Warszawę Magda myślała o woreczku po mandarynkach, i o tym, że przez najbliższy miesiąc prawdziwe owoce, a nie tylko ich zapach, będą na wyciągnięcie ręki. Odprawa na lotnisku nie zostawiła po sobie żadnych wspomnień, bo wszystkie myśli skupione były na kolejnym etapie podróży – na samolocie. Magda znała samoloty tylko z telewizji i niezwykle trudno było jej wyobrazić sobie  lot, a jeszcze trudniej pojąć, jak to możliwe, że ta ogromna maszyna pełna ludzi i bagażu miała za chwilę wznieść się w niebo i zawieźć ją, mamę i Olę kilka tysięcy kilometrów dalej.

Samolot zapełniony był do ostatniego miejsca. Dziewczynki z fascynacją przyglądały się wnętrzu maszyny. Jego wykończenia zrobione były z jasnej sklejki imitującej drewno i idealnie wtapiały się w tamtą epokę – epokę sklejkowych meblościanek sięgających aż po sam sufit.

Samolot wystartował i Magda od razu poczuła jakby przeniosła się do innego świata. Porę jedzenia wszyscy podróżni powitali z entuzjazmem i nikt, bez względu na wiek, nie pozostał obojętny na pięknie prezentujący się posiłek zapakowany w plastikowe pudełko z przeźroczystą pokrywką. Bułeczka nie była pierwszej świeżości, a ciastko było zdecydowanie za słodkie, ale to nie miało znaczenia. To był jeden z najbardziej niezwykłych posiłków w życiu Magdy. Wszyscy dookoła z uśmiechem na twarzach pałaszowali nijakie samolotowe jedzenie, operując plastikowymi sztućcami i popijając sok pomarańczowy z plastikowych kubków. Plastik zachwycił Magdę, więc zapytała mamy, czy może sobie zachować na pamiątkę jasnobrązowy widelec, łyżkę i pudełeczko po ciastku. Mama zgodziła się, więc Magda z triumfem schowała zdobycze do swojego plecaczka.

Do Stambułu dotarły po kilku godzinach. Tata czekał na nie lotnisku. To było pierwsze spotkanie od ponad roku, więc radość była przeogromna.

Celem podróży było Yenikoy, niewielka miejscowość 800km na południe od Stambułu, a w stolicy Turcji zatrzymali się tylko na dzień czy dwa. Z tego niezwykłego miasta pozostały jednak bardzo mgliste wspomnienia. Magda dziś pamięta tylko jazdę hotelową windą i spacer wśród straganów pełnych bananów i innych egzotycznych owoców.

18 lat później, we wrześniu 2004 roku, do Stambułu przyjechała po raz kolejny. Tym razem na trzy dni wracając z wakacji w Jordanii. Zwiedzanie odbywało się bez żadnego planu i zobaczyła w sumie niewiele, ale miasto i tak ją zachwyciło. Mieszanka egzotycznego orientu i nowoczesnej europejskości zrobiły na niej tak wielkie wrażenie, że obiecała sobie, że na pewno jeszcze wróci do miasta. Udało się to dopiero 8 lat później.

 

Stambuł w pięć dni
Polska dwa lata później - pierwsze wrażenia

8 komentarzy

  1. Chyba jeszcze do dzisiaj mamy w domu kilka pudelek po jedzeniu samolotowym z tamtych czasow… Wtedy to faktycznie byly luksusy ;)

    Post a Reply
  2. Doskonale rozumiem Twój zachwyt Stambułem:) Sama też nie mogę się doczekac, kiedy tam wrócę i mam nadzieję, że nie nastąpi to za 8 lat;)
    Przyjemności!

    Post a Reply
  3. Ja pamietam Turcje z 199?-ktoregos. TO byla moja pierwsza tak egzotyczna podroz. Zdazylam jeszcze przespacerowac sie po bialych tarasach Pamukkale. Slyszalam ze juz od dawna sa zamkniete. I Stambul-cos pieknego! Tez tam jeszcze wroce. Pozdrawiam.

    Post a Reply
  4. pierwszy raz do Istmabulu dotarlem autem w 2010. bylo po prostu niesamowicie.
    drugi raz bylem w tym roku, juz samolotem. juz nie bylo tego samego zachwytu, juz nie czarowal tak samo, chyba wiedzialem czego sie spodziewac. tak to chyba jest kiedy wraca sie w to samo miejsce po raz drugi.
    ale wiem, ze na pewno bede tam jeszcze nie jeden raz!

    Post a Reply
  5. Piekna sentymentalna relacja…Zapach woreczka,puszki po coli,reklamowka …
    To byly czasy,a dzisiaj wspomnienia…Pozdrawiam i zycze udanych wakacji.

    Post a Reply

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.