Polska dwa lata później – pierwsze wrażenia

Zdjęcie: jaimie.silva, Flickr Creative Commons

Nie było nas w Polsce dokładnie dwa lata. Ani to mało, ani jakoś specjalnie dużo, ale jednak wystarczająco długo, aby o pewnych rzeczach zapomnieć i się zdziwić. Oto kilka z nich.

Wszyscy mówią po polsku

To niby taka oczywista oczywistość, ale dla nas to sytuacja bardzo niecodzienna. Jesteśmy przyzwyczajeni, że będąc na ulicy możemy ze sobą rozmawiać o czym chcemy, bo szansa na to, że ktoś nas zrozumie jest minimalna. A tu nagle trzeba uważać co się mówi, bo przecież wszyscy dookoła słyszą i rozumieją!

Filmy z lektorem są nieoglądalne

Nie jestem w stanie oglądać w telewizji filmów z lektorem, nawet bardzo dobrych filmów. Lektor to relikt przeszłości i zupełnie nie rozumiem jak to możliwe, że ostał się do dziś. Z powodu lektora, który nie jest zbyt dobry w oddawaniu emocji wypowiedzi bohaterów, filmy są zupełnie nieoglądalne.

Zakupy spożywcze i ubraniowe są przyjemnością

Poszłam dziś na zakupy najpierw do Carrefoura, a potem do lokalnego centrum handlowego. I przyznam, że już dawno zwykłe zakupy nie sprawiły mi tak wielkiej przyjemności. Dlaczego? Bo w Polsce jest ogromny wybór wszystkiego! Dziesiątki rodzajów wód mineralnych, soków, jogurtów, serów, słodyczy, makaronów itp itd. O takim wyborze w Australii możemy tylko pomarzyć. To samo z ubraniami. H&M czy Promode to marki, na które Australia czeka od lat. W międzyczasie trzeba zaopatrywać się w nijakie i podobne do siebie ciuchy lokalnych firm.

Jest strasznie drogo

Jeśli porównać koszty wszystkiego – jedzenia, benzyny, ubrań itd – do lokalnych zarobków, to okazuje się, że życie w Polsce jest dwa razy droższe niż w Australii. Dla nas, po przeliczeniu cen na $, nadal jest dosyć tanio, ale nie mam pojęcia jak żyją ludzie zarabiający 2000zł miesięcznie.

Kierowcy jeżdżą jak wariaci

Brawura na drogach dostrzegalna jest na każdym kroku. Po ślamazarnych i niezdecydowanych kierowcach w Australii przeciętny Polak za kółkiem sprawia wrażenie kierowcy rajdowego. Szczególne wrażenie robi na mnie to w jak niebezpieczny sposób wielu kierowców dokonuje manewru wyprzedzania.

Ludzie wydają się być stale poddenerwowani

Australijski luz udzielił mi się już dawno temu, i coraz rzadziej tracę cierpliwość albo denerwuję się sytuacjami, na które nie mam żadnego wpływu.  Tak samo zachowuje się ogromna większość Australijczyków. W Polsce za to ludzie bardzo szybko dają się ponieść emocjom i nawet głupia kolejka w sklepie wzbudza złość. Myślę, że Polacy byliby o wiele szczęśliwsi, gdyby nabrali odrobinę dystansu do siebie i do tego, co dzieje się wokół nich.

Mało co da się w 100% załatwić przez internet lub przez telefon

Próbowałam załatwić dwie sprawy – jedną z bankiem, drugą z funduszem inwestycyjnym. W obu przypadkach już myślałam, że sprawę załatwię do końca przez telefon, gdy okazywało się, że jednak trzeba dodatkowo udać się osobiści do oddziału banki, żeby coś tam odebrać, albo wypełnić jakiś tam druk i wysłać go pocztą (skanowane i wysyłane emailem dokumenty są z jakiegoś powodu nie do zaakceptowania). Szkoda, że biurokrację tak trudno zlikwidować.

Pepsi i czekolada smakują inaczej

Niby te same marki, ta sama receptura (choć może jednak nie?), a smak tak bardzo inny. Może wynika to z tego, że lokalne odmiany różnych produktów są dostosowywane do lokalnych gustów? Nie wiem. W każdym razie wiele produktów, które na pierwszy rzut oka wydają się  być identyczne do tych dostępnych w Australii, smakuje inaczej.

Powrót do przeszłości
10 australijskich muzycznych hitów wszechczasów

105 komentarzy

  1. ciekawe spostrzeżenia :)

    Post a Reply
  2. Pamiętam jak wróciłam do Polski po dwóch latach mieszkania w Stanach i w ogóle jak jest kiedy wracam po dłuższej nieobecności. Zgadzam się praktycznie ze wszystkim, może tylko nie z punktem o zakupach i ubraniach, ale w końcu nie mam porównania z Australią.
    Co do Pepsi lub Coli to zdecydowanie różnią się między sobą, bo nie zawsze mają ten sam skład (np. w USA cukrzy się ją syropem kukrydzianym).
    Kiedyś na zajęciach na uczelni testowaliśmy czekoladę Cadbury z różnych krajów (Australii akurat też) i chociaż firma niby ta sama, to smak znacząco się różnił :).

    Post a Reply
  3. Baaardzo ciekawy tekst. Pamiętam, że mnie po powrocie po jakimś roku też bardzo dziwił wszechobecny język polski, już od lądowania w Warszawie. Dziwili mnie też ludzie, którzy nie ciszyli się, że robię im zdjęcia oraz panie w sklepie, które nigdy nie miały z czego wydać reszty. A tak jak przez pierwsze dni w Tajlandii fotogeniczni wydawali mi się mnisi tak po powrocie do Polski na zdjęciach ładnie wychodzili księża i zakonnice ;)

    Post a Reply
    • Nie mogę się doczekać by móc studiować te dziwne objawy percepcji już w zimie, podczas odwiedzin w Polsce. Myślę, że po czterech latach w Stanach będzie naprawdę ciekawie.
      Podczas moich pierwszych odwiedzin w 2009 uśmiechałam się do wszystkich na ulicy tak jak to się robi tu. Dziwne spojrzenia i strach na twarzach odbiorców sprawiał na mnie spore wrażenie. Rodzina i znajomi polubili mój nowy nawyk. Dawniej znali mnie z nieodstępującej ponurej miny (no chyba że mnie coś naprawdę rozśmieszyło). Ta polska powściągliwość ma swoje zalety, ale częstsze szczerzenie się bez powodu też ma.

      Post a Reply
      • Ha, ha – mialam dokladnie takie samo doswiadczenie po powrocie ze Stanow. Usmiechalam sie do ludzi na ulicy a wchodzac do sklepu mowilam dzien dobry – odbior byl dokladnie taki jak opisalas: dziwne spojrzenia i obracanie sie za mna na ulicy jakbym miala co najmniej dwie glowy. Szkoda. Usmiech bez powodu lepszy niz ponura mina bez powodu.

        Post a Reply
  4. Zgadzam się, szczególnie z punktem o cenach. Ceny zachodnie, pensje wschodnie. Przekonałem się o tym w Szwecji, że ceny, które są trochę wyższe w porównaniu do pensji nie są takie straszne, a nawet wychodzi taniej niż w PL.

    Post a Reply
  5. Mimo że o Polsce, to od razu zaciekawił mnie ten artykuł. Dobrze jest poznać takie spojrzenie na polską rzeczywistość.

    Ludzie wydają się być stale poddenerwowani – z całym akapitem się w 100% zgadzam. Niesamowicie dużo wszystkim dała by zmiana tego. Może to przez to, że tak mało słońca tu mamy?

    cheers,

    Post a Reply
    • Słońce na pewno ma spory wpływ na samopoczucie, ale nie można na jego brak zwalić całą winę za to, że ludzie są ponurzy. Ja myślę, że to jest kwestia wychowania oraz uwarunkowań kulturowych. Wielu Polaków we krwi ma narzekanie, czarnowidztwo i zawiść. I przyznam, że dopóki nie pomieszkałam za granicą to nie zdawałam sobie sprawy jak silne są w ludziach te negatywne uczucia i jak ogromny mają one wpływ na samopoczucie społeczeństwa.

      Post a Reply
  6. Mam to samo, do Polski jeżdze tak co 2-3 lata i zazwyczaj robię z siebie wielką idiotke wchodząc wszedzie do sklepów i z uśmiechem na twarzy mowiąc „dzien dobry” mam wrażenie,ze ludzie się wtedy zastanawiają – „a ta co taka szcześliwa?”

    Dopiero z dystansu widze, jak my, Polacy mało się usmiechamy na codzien. Wszyscy na ulicach tacy ponurzy i nikt nie mówi „dzien dobry” do kierowcy jak wsiada do autobusu, nikt nie zagaduje współpasażera drobną pogawędką….:)

    I za każdym razem jak jestem w Polsce to u mnie w okolicy buduje się nowy supermarket i kościół. Powaga!

    Post a Reply
    • Może jakbyś żyła w kraju, gdzie zarabia się 1500-2000 zł i gdzie przez praktycznie większość czasu nie ma za dużo słońca, to też byś była pochmurna i nie miała ochoty z każdym ucinać pogawędki w autobusie, czasem warto pomyśleć skąd się bierze takie, a nie inne zachowanie wśród ludzi.

      Post a Reply
      • Tak naprawdę każda wymówka jest dobra, żeby się nie uśmiechać… Jak nie niskie zarobki, to brak słońca, dziury w chodnikach itd…

        Post a Reply
        • Lepiej się uśmiechać szczerze niż jak niektóre narody które z tego wręcz słyną – szczerzą się bardzo do każdego, ale nie zawsze są to szczere uśmiechy. Może niektórzy wolą stwarzać pozory, zawsze byli, są i będą pesymiści, optymiści i racjonaliści i dajmy każdym żyć po swojemu niż zmuszać każdego na siłę do uśmiechu.

          Post a Reply
      • Wielu Tajów pracuje 6 dni w tygodniu, od rana do wieczora i zarabia mniej niż 1000zł. A i tak szczerzą się (choć nie zawsze szczerze) wszyscy. Pobliska Birma jest jednym z najbiedniejszych krajów świata, jedna trzecia ludności żyje poniżej progu ubóstwa a o uśmiech na ulicy, rozmowę – nie trudno. Ta nasza markotność to nie wina rozbiorów, korupcji, afer, podatków i ZUS-u, to tkwi w nas samych, taki nasz urok.

        Post a Reply
          • No ja myśle, ze to ani kwestia zarobków ani słońca, tylko poprostu Polski naród lubi sobie ponazekac.
            Ja mieszkam w Irlandii, słonca tu naprawde jest duzo mniej niz w Polsce a ludzie mimo to bardziej radośni.

            Ale wiecie to nasze Polskie malkontenctwo ma swoje dobre strony, przynajmniej szybciej przyswajamy nowinki i powiedzmy ulepszamy rzeczywistość.

            Na zielonej wyspie ludzie by niepsuc sobie humoru machaja reka na niedogodnosci i zamiast narzekac ida na piwo.
            Przykład :tutejsza Bankowośc która przypomina Polska z przed 2000 roku.

            Post a Reply
            • Mieszkasz w Irlandii, słońca nie ma masz, ale masz za to zarobki, bo inaczej byś tam nie wyjechała, tylko siedziała w Polsce bez słońca i bez zarobków.

              Post a Reply
        • Ale jest ubóstwo i „ubóstwo”, Tajowie czy Birmańczycy mają po prostu inne oczekiwania niż Polacy, próg ubóstwa wyznaczony zapewne przez jakąś międzynarodową organizację, bądź nawet rząd nie musi uwzględniać specyfiki biedy i porównywanie ich będzie niemiarodajne. Polak czuje, że jest biedny, kiedy nie ma swojego mieszkania i przynajmniej kilkunastu metrów kwadratowych na osobę, kiedy nie ma Internetu, kiedy nie stać go na kotlety mielone codziennie, kiedy nie ma pieniędzy na pieluchy i wózek. Mieszkaniec wielu regionów Azji nie postrzega biedy w ten sposób, jeśli ma dach nad głową zrobiony z naprędce zbitych kawałków drewna – jest okej. Dzieciak nie ma pieluch? A po co mu, może latać bez nich, też jest okej. On nawet nie czuje, że jest biedny, bo nie ma mieszkania z centralnym ogrzewaniem i dostępem do Internetu. Natomiast gdybyś spotkał Azjatę, który rzeczywiście głoduje, to wątpię, żeby był on szczęśliwy.

          Post a Reply
  7. Prawda! Australia nie oferuje swoim klientom tak wielkiej gamy produktów, zarówno spożywczych jak i ubrań. Australijski odpowiednik H&M-u to ich cotton on jednak o wiele bardziej ubogi. Zazdroszczę Australijczykom tego wszechobecnego luzu!

    Post a Reply
  8. Witam,

    czasami trochę podróżuję po Azji. Spostrzeżeń do co cen nie mam, gdyż zawsze jestem na wyprawo/wczaso/podróżo/wakacjach. Jednak ten uśmiech daje się zauważyć od razu
    .
    Podróżowanie pociągiem w Polsce… różnie może być. Ludzie się nie uśmiechają, nie mówiąc już o umilaniu sobie podróży rozmówkami. Zakupy, to samo…
    Kultura dresa i cwaniactwo na ulicach…
    Dlaczego u nas tak jest, a tam nie? Nie wynika to tylko z pieniędzy, chociaż gdybyśmy byli bogatsi może nie zazdrościlibyśmy sobie tak bardzo. Z drugiej strony spotkani przeze mnie Hindusi nie byli bogaci, a potrafili się uśmiechać do siebie, rozmawiać, chwalić telefonami, kto ma nowszy i cieszyć się tym, wszystko szczerze.

    Pozdrawiam,

    Szymon

    Post a Reply
    • Podróżowanie to zupełnie co innego niż mieszkanie w danym kraju. Jedziemy na miesiąc na wakacje do Azji i wszystko jest piękne, ludzie fantastyczni, a Polska taka beznadziejna. Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma.

      Post a Reply
      • czasem warto właśnie pomysleć , co zrobić aby te życie było przyjemniejsze. Ja zawsze byłam pogodna i uśmiechnieta i pamiętam, że czasem spotykałam się w Polsce ze sciana dezapropady, bo skoro taka wesoła to pewnie pijana albo walnięta. Nie jets tu zadnym usprawiedliwieniem sytuacja ekonomiczna kraju. Bez przesady, z głodu nikt nie umiera, o jedzenie nie trzeba walczyć na ulicy. Potrafimy byc uśmiechnieci i radośni w sród rodziny i przyjaciół. Jednak na ulicy, w sklepie zachowujemy się jak ostatnie gbury. Do tego co mnie teraz uderza jak wracam do Polski to te spojrzenia na drugiego wilkiem, ocenianie człowieka po wygądzie, komentowanie fryzury, figury itd. To mi się w Polsce nie podoba, mimo, że kocham swoj kraj i tęsknie okrutnie. Niestety nie umiem tam żyć. To tak jak z toksycznymi związkami – jest miość,ale zyć sie razem nie da.Więc Aśka, może ty zamiast się myślec o braku słońca i malej wypłacie ,uśmiechniesz się do wspolpasażera w autobusie i zapytasz co słychac…:) Pozdrawiam!

        Post a Reply
        • matkaooo…aż prawie na zawał zeszłam – dezapropady??? Jaki wstyd – oczywiscie powinno być – dezaprobaty!

          Szkoda,że wpisów nie można edytować:(

          Post a Reply
  9. Za każdym razem, gdy jadę do Polski najbardziej cieszy mnie to, że wszystko, wszystko rozumiem :-) Każde słówko, każde odniesienie, każdy żart – i to sprawia, iż czuję się „u siebie”. A ze złych rzeczy… wspomniane patrzenie na siebie wilkiem, brak kultury (np. pani recepcjonistka w przychodni zaczęła krzyczeć na biedną starszą babcię, bo ta spóźniła się na wizytę), dziurawe drogi… A ostatnio ręcę mi opadły, gdy przeczytałam na onecie, że wiele wypożyczalni rowerów w Warszawie zostało zniszczonych, a rowery pokradzione, zniszczone, rozkręcone. Dlaczego u nas tak jest :-(

    Post a Reply
  10. Spirte w Rosji tez smakuje inaczej niż w PL więc jest coś na rzeczy :)

    Post a Reply
  11. w PL kierowcy rajdowcy? zapraszam do Grecji ;) hehehe

    Post a Reply
  12. Swietny wpis. Poza zakupami (bo nie bylem w Aus) wszystko zweryfikowane w 100%. Caly czas zastanawiam sie czemu jestesmy takimi tchorzami i nic z tym nie zrobimy…

    Post a Reply
  13. Bardzo fajny wpis! Ja po roku życia w Kanadzie miałam niemalże identyczne spostrzeżenia. Przez pierwsze parę dni byłam dziwnie zaskoczona, że nagle wszyscy mówią po polsku ;), sieciówki które są w Polsce są fantastyczne ;) a zwłaszcza cudne można kupić buty. Fajnie wydaje się dolary w Polsce, natomiast mając polską pensję nie jest już tak cudownie.
    Najbardziej jednak rzuca się w oczy szarość, przygnębienie, brak uśmiechu, złość, nerwowość- w autobusie, u lekarza, w sklepie, na ulicy. Czasami mam ochotę przepraszać za to, że weszłam do sklepu i chcę coś kupić… :/

    Post a Reply
  14. Celne spostrzeżenia. Miałam dokładnie to samo po przeprowadzce z Londynu, a potem znów po powrocie z NZ. Te podejrzliwe spojrzenia sprzedawczyń w sklepach, kiedy mówiłam ‚dzień dobry’ z uśmiechem na ustach…Do tej pory najbardziej wkurza mnie to, że właściwie nic nie da się załatwić przez internet. Ech, pewnie dlatego po powrocie zamieszkaliśmy na peryferiach małego miasteczka. Przeczytałam gdzieś kiedyś, że życie w Polsce jest jak pływanie w kisielu – można, ale cholernie trudno! ;)))

    Post a Reply
    • Ludzie są w Polsce zastraszani i zastraszeni.Wiele, wiele osób to wykorzystuje. Kultura walczenia o swoje prawa dopiero się buduje,. Wracajacy do Polski po długich podróżach mają tu niemały pozytywny wkład. Trudno się usmiechac, gdy tak dużemu procentowi Polakow głod zagląda do garnka, trudno się usmiechać, gdy chorzy zmuszani sa do stania w kolejkach do lekarzy o 3-ej nad ranem by zapisać sie na wizytę za 3 miesiące. Przykłady można mnożyc i jest ich zdecydowanie za dużo by utrzymać stały usmiech na twarzy.

      Post a Reply
  15. Polske odwiedzilam po 10 latach nieobecnosci prawie rok temu i zgadzam sie ze wszystkim, oprocz punktu o wielosci wyboru produktow zywnosciowych i ciuchow. No, ale ja wracalam z USA i na dodatek Doliny Krzemowej, gdzie mieszka i zyje zlepek ludzi z calego swiata, wiec i dostac mozna wszystko (supermarkety sa japonskie, chinskie, hinduskie, tajskie zarcie i tak dalej, jesli chodzi o ciuchy w San Francisco mozna dostac co sie absolutnie chce).

    Jesli chodzi o sklad pepsi/coli to tez zauwazylam jest rozny w zaleznosci od kraju. Z tego co sie dopytywalam i zauwazylam, zalezy od wody (lepsza badz gorsza w roznych krajach) oraz od rodzaju slodzika (HFCS jest rozny od cukru stolowego).

    Post a Reply
    • W Australii żarcie azjatyckie też jest do wyboru do koloru. Są supermarkety tajskie, chińskie, wietnamskie, japońskie itp. Za to wybór spożywczych towarów typowo europejskich jest żenujący. Np. wybór wody jest taki, że są dwie firmy, które robią gazowaną i dwie, które robią niegazowaną. I na tym koniec. Wynika to m.in. z tego, że rynek jest bardzo mały (raptem 20 mln ludzi) i daleko od reszty świata, oraz od tego, że na rynku działają tylko dwie ogólnokrajowe sieci supermarketów, więc konkurencja jest żadna. Z roku na rok asortyment produktów europejskich się poprawia, ale wiele lat będzie jeszcze musiało minąć, żeby wybór był taki jak w Polsce.

      Post a Reply
      • no wlasnie, ale jak zauwazylas wynika to w duzej mierze ze specyfiki Australii.

        Mnie w Polsce z produktow zywnosciowych najbardziej brakowalo porzadnego cydru oraz podstaw kuchni meksykanskiej (dostac porzadne papryczki i cilantro jest niewykonalnym). No i dobrego i taniego wina :)

        Post a Reply
  16. A ja uwazam, ze najwieksza zmiana jest to, ze w Polsce jest teraz masa tandety i komercji – miasta zaklejane sa ohydnymi plakatami, reklamami i wyglada to naprawde koszmarnie, ale zawsze jak wracam, to wiem, ze to moj kraj i nigdzie indziej nie bede sie czula tak jak u siebie w domu :)
    Po wielu latach na emigracji do szalu doprowadzaja mnie natomiast zmiany w jezyku. Ludzie naduzywaja wulgaryzmow. Poza tym wzdrygam sie slyszac pewne bardzo juz „ucodziennione” slowa; np. dokladnie (jakie dokladnie? dokladnie mozna cos wymierzyc – w polszczyznie mamy piekne slowo „wlasnie”) albo zajebiscie oraz zdrobnienia – panie po 30-tce, ktore sa Kasiami, piwko, pieniazki itp. No i ta przerazajaca tendencja uzywania przymiotnikow oznaczajacych ceche stala PRZED rzeczownikami np. teraz nie mowi sie juz „powiesc kryminalna” tylko „kryminalna powiesc” i nikogo to najwyrazniej nie razi!
    W dziecinstwie ogladalam programy Adama Slodowego, ktory byl nie tylko majsterklepka, ale rowniez mistrzem jezykowym – takiej telewizji bardzo mi brakuje.
    Polska mlodziez sprawia wrazenie bezmozgow – wystarczy przysluchac sie ich rozmowom w srodkach komunikacji miejskiej…
    Jezeli chodzi o spoleczenstwo, to przerazaja mnie bardzo widoczne roznice spoleczne – luksus obok skrajnej nedzy oraz tendencje do odgradzania sie od biedoty poprzez zamykanie sie w luksusowych osiedlach. I ped za pieniadzem. Za wszelka cene, jakby nie mialo byc jutra…
    A tak podsumowujac to dopiero teraz dotarlo do mnie co to znaczy byc emigrantem – tak naprawde nigdy juz nie jest sie nigdzie w domu – bedac tu tesknie za Polska, a w Polsce tesknie za krajem, w ktorym spedzilam polowe zycia…

    Post a Reply
    • Pęd za pieniędzmi to chyba główny powód emigracji, 99% osób wyjeżdża z powodu właśnie pieniędzy. Czy ty jesteś tym 1% który wyjechał z innych powodów?

      Post a Reply
      • Ja wyjechalam z innych powodow. Niestety pianiadze sa tym przez ktore nie moge wrocic, bo nie ma do czego :(

        Post a Reply
    • Podpisuje sie obiema rekami pod ta wypowiedzia , a szczegolnie tym „pedem za pieniadzem” .Jednym sie powodzi lepiej niz innym a to od razu powod do zazdrosci , oszczerstwa . Tutaj jest inaczej jakos , niema tej zazdrosci az tak widocznej , jest ale pomiedzy polakami niestety , chyba nasza narodowa cecha niestety .

      Post a Reply
  17. witam ja wlasnie przymierzam sie do powrotu po kilku latach nieobecnosci w polsce i juz wiem ze to nie najlepsza decyzja,wracam z powodow rodzinnych, . ,Wiec zacznijmy od poczatku w krajach cywilizowanych polska nim nie jest jeszcze ,,, relacja cen do zarobkow jest wprostproporcjonalna u nas odwrotnie,za srednia pensje mozna kupic 1000l paliwa pare miesiecy temu nawet 1500,w polsce ok 300.l,i tak z cala reszta,,,,,,,,,,ale w pewnym stopniu ludzie sa winni za brak reakcji i jednosci,,smisza mnie ci ktorzy nigdy nosa ze swojej dziury nie wychylili a twierdza ze za granica to dopiero drozyzna,,,no coz otwierajcie oczy ,aha bardzo wazne jak drozeje cukier to nie kupujcie po 100 kilo bo popyt napedza podaz, ale czy to zrobicie ,,,nie ,, dlugaaa droga do normalnosci a czasu tak niewiele,,,, you can bring horse to river but you cant force him to drink,,,,,u nas odwrotnie,,,nara

    Post a Reply
    • Pomieszkałbyś sobie w którymś z krajów azjatyckich i wtedy byś zobaczył jak Polska jest krajem cywilizowanym zamiast pisać takie farmazony. Nara.

      Post a Reply
  18. a propo innych smakow czekolady .i nie tylko to fakt nas wedel smakuje jak g…o odkad sprobowalem prawdziwej,,, jai rynek taki produkt

    Post a Reply
  19. A może to kwestia pobytu w dużym mieście (Warszawa, Kraków…) Gdzie indziej (małe miasta, prowincja) jest luz i uśmiechy w sklepach, a pogaduchy w PKS też nie są rzadkością ;). Bez przesady z tym, że w Polsce jest tak nerwowo. Co do smaków, to jest różnie, ale takiego pieczywa jak w Polsce nie ma nigdzie, to fakt :).

    Post a Reply
    • Karol, piszesz to z Polski czy spoza niej? Bo myślę, że będąc na stałe w Polsce tej nerwowości się nie zauważa, bo się jest do niej przyzwyczajonym.

      Post a Reply
      • Hej Magda,

        pisze z Polski, obecnie z Pomorza, ale mieszkam przez większość cześć czasu w Warszawie. Jeżdżę też dużo po Polsce i widzę, że to napięcie zmniejsza się wprost proporcjonalnie do odległości od dużych miast. Wystarczy spojrzeć na badania zadowolenia z życia poszczególnych regionów w Polsce. Zdaje mi się, ze tak jest na całym świecie, zwłaszcza na północy. Może na zachodzie lepiej to skrywają pod wyuczonym uśmiechem, ale nerwy podobne. Pozdrawiam.

        Post a Reply
      • Też by była Magda nerwowa jakbyś zarabiała 500$ miesięcznie. Oczywiście można wyjechać i zarabiać, nic nie stoi na przeszkodzie. Ale czasem tęsknota za krajem jest tak wielka, że nawet nie warta tych 2000-3000$ Siedzi się gdzieś, bo życie lepsze, wyższy standard itp. Dlaczego ludzie wracają po paru latach do Polski? Przecież wcale nie jest lepiej. Wracają, bo tęsknią, nie widzę innych powodów.

        Post a Reply
  20. Hey, pozdrawiam z Sydney, zgadzam sie 100%. Mialem ponad 2 lata przerwy od Polski i rok temu pojechalem na pare tygodni do Szczecina, mojego rodzinnego miasta, ktore pewnie odstaje troche od Wawy czy Poznania.

    Dodalbym jeszcze:

    – wszyscy ludzie wygladaja tak samo (np. jakas mega zjeb.. moda ze kobiety farbuja sie na czarno, do tego maja blada twarz, okropnosc… )

    – ludzie sa ogolnie jacys zaniedbani, nieogoleni, brudni i jakby pijani (zamuleni) – zwlaszcza nieco starsi (po 30-tce)…

    – ogolnie ludzie wyrazaja sie tak samo (juz nawet nie chodzi o jezyk, ale sposob formulowania mysli, zdan); jest to dosc duzy szok w porownaniu do Sydney, setek akcentow i jezykow. Tylko w moim biurze mamy z 10 roznych narodowsci, nie mowiac juz ze np. Ausik-Azjata (urodzony to syn emigrantow) mowi zupelnie inaczej niz Ausik z np. Sutherland Shire …

    – byl to okres wakacyjny ale na ulicach bardzo malo ludzi w wieku 18-35 lat, glownie matki z dziecmi i ludzie starsi. Idac ulica w Sydney jesto dokladnie odwrotnie …

    – niektore dzielnice w centrum szczecina wygladaja jakby wojna skonczyla sie wczoraj a nie 70 lat temu… (Slaska, Smialego, ogolnie kamienice komunalne). Wciaz nawet widac slady po kulach!

    – ludzie przywiazuje straszna wage do pieniedzy i ciagle narzekaja na ich brak

    – kazdy mi mowi „dobrze ze spierdol…les z tego kraju”.

    Post a Reply
    • musze przyznac ze roznorodnosc kulturowa w Australii jest olbrzymia, ciekawa i pociagajaca. W polsce to po prostu kulturowa nuda.

      Jesli chodzi o jezyk to ta roznorodnosc jest dla mnie wrecz przezabawna kiedy ludzie o roznych akcentach staraja sie dogadac i nie moga i obydwoje mysla ze mowia poprawnie.

      Jesli poruszyles sposob wypowiadania sie po polsku chcilam tez zauwazyc ze australijski angielski w porownaniu do angielskiego angielskiego jest jezykiem niebywale ubogim. Udezylo mnie to od pierwszych dni pobytu.

      Za to jesli chodzi o architekture … Moze i Szczecin jest zaniedbaly-nie wiem nie bylam dawno za to Krakow i moja rodzinna miescina wygladaja wspaniale i nawet kolega z Australii mowi ze nic w Australii temu nie dorowna Juz pomijajac idiotyczna architektuer centrum Melbourne polecam spacer po Fitzroy gdzie piecioletnie budynki wygladaja jak po wojnie. I sa tak stworzone celowo bo stare jest w modzie! Tylko w Australii moga wpasc na taki pomysl. Oni by za te szczecinskie budynki zaplacili fortune by je miec u siebie. Hi hi.
      Nie wiem jak macie tam w Sydnej ale Melbourne jest jednym, z brzydszych duzych miast jakie widzialam. Dobrze ze ten multikulturowy klimacik osladza mi tu zycie.

      Post a Reply
      • Jak możesz porównywac Kraków do Sydney. Mieszkam w tym mieście 30 lat i prócz głównego rynku i starego miasta to widać biede zarówno w Bronowicach, Prokocimiu, Nowej Hucie, Kurdwanowie, Podgórzu itd. mógłbym wymieniać. Podobnie jest w innych miastach.. tu nie ma siedli domków jednorodzinnych w praktycznie całym miescie, tu są osiedla bloków.. Ostatnio odebrałem telefon mówiąc „hellom how are you” Moje nieszczeście że byłem wśród mieszkańców z poza centrum Krakowa —> wszyscy sie popatrzyli jakby nie wiem co! Polska jest i będzie zacofana względem innych kraów i nikt nie chce tu emigrować i tu żyć… dlaczego? Bo większość ludzi z ambicjami stąd spierda…ą!!! amen

        Post a Reply
  21. „Wyostrzenie uwagi” po powrocie do kraju, w którym się kiedyś mieszkało przytrafia się wszystkim , także Australijczykom wracającym z eropejskiego grand tour – dawniej czytałem o tym w londyńskich magazynach dla expatów (TNT, Southern Cross – ciekawe czy to jeszcze wychodzi). Podobno zjawisko zanika po tygodniu – zostajemy wchłonięci przez nowo-starą rzeczywistość.

    Filmy z lektorem to polska specyfika – fenomen badany i zaakceptowany przez BBC i innych zagranicznych nadawców: w Polsce nie są akceptowane filmy zdubingowane.
    Podobno jest to specyfika naszego rynku medialnego i nikt nie próbuje tego zmieniać, tym bardziej że lektor jest bardzo tani w porównaniu do dubbingu.
    Nie ma tradycji wyświetlania filmów w TV z napisami (Nikomu nie chce się czytać? Ludzie chcą wyjść do kuchni po herbatę i słyszeć co się dzieje? Analfabetyzm: dawniej pierwotny, teraz wtórny?).
    Osobiście lubię filmy z lektorem, bo można przy pewnym skoncentrowaniu uwagi śledzić obie ścieżki dźwiękowe jednocześnie.
    Jeżeli się nie zna języka oryginalnego to przynajmniej odbiera się oryginalne wrażenie emocji. Lektor emocji nie oddaje, ale oryginalna ścieżka dźwiękowa transmituje emocje całkiem dobrze.
    Dubbing (rynek niemiecki) to nieporozumienie, na rynku anglojęzycznym po prostu nie wyświetla się filmów spoza strefy językowej i nie jest to fajne – rozumiem, że „przyjemności” oglądania TV w Australii doświadczacie na codzień ;-)
    To chyba i tak nieźle, w Kalafiorni mają kanał nadający autostradowe pościgi policyjne za przestępcami („hot live pursuit” czy jakos tak) – albo (mój ulubiony ;-) Home Improvement Channel.

    Post a Reply
    • Przyjemność oglądania tv w Australii jest rzeczywiście minimalna, i już kiedyś o tym pisałam na blogu http://careerbreak.pl/2011/04/15/po-osme-%E2%80%93-w-telewizji-nic-nie-ma/
      Jeśli już jednak trafi się film nieanglojęzyczny (szansa na to jest w zasadzie tylko i wyłącznie w państwowej stacji SBS) to zawsze w oryginale, z podpisami.

      Z tym słuchaniem równocześnie lektora i oryginalnej ścieżki filmu to moje doświadczenie jest takie, że słyszę stale jak źle przetłumaczony jest film. Oczywiście osoby, które nie znają angielskiego nie zdają sobie sprawy jak makabryczne czasem tłumaczenia są im serwowane. I często z tego właśnie powodu nawet bardzo dobry film wypada blado, bo lektor i marne tłumaczenie nie są w stanie oddać klimatu filmu.

      Post a Reply
      • Obawiam się, że jakość tłumaczenia nie byłaby lepsza gdyby były napisy zamiast lektora (wiem, marna pociecha). Wszystko lepsze niż dubbing ;-) kto wątpi nich zerknie na amerykański film w niemieckiej telewizji.

        Post a Reply
      • magda, ja mam to samo – nie potrafie oglądać filmów z lektorem, bo mi sie zwyczajnie mózg buntuje. Jako,że znam dwa języki to automatycznie śłucham w dwóch, dla mnie to efekt słuchania dwóch stacji radiowych nakładających się na siebie. No i do tego te tłumaczenie…..;-/

        Post a Reply
  22. Po powrocie z ponad rocznej tulaczki tez dziwil mnie wszechobecny jezyk polski. Wciaz ogladalam sie za siebie kto mowi po polsku :)
    A teraz przezywam sytuacje jednak odwrotna do Waszej. Przyjechalam do Australii jakies 3 tygodnie temu i:

    Kierowcy jezdza w Australii jak szaleni i w dodatku jak idioci! Mieszkam kolo szkoly podstawowej i to co tu sie dzieje to przechodzi wszelkie pojecie! Jak dla mnie przejscie przez ulice w Melbourne moge czasami smialo porownac z Chinami albo Wietnamem.

    Jesli chodzi o czekolade: australijskie Cadbury wcale duzo nie rozni sie od polskiej za to najlepsze Cadbury jest w Anglii-uzalezniajaco dobre!

    MOze Australijczycy sa narodem chilloutu choc ja bym to nazwala raczej letargiem. Nic nikomu sie nie chce, wszystko zawsze robia powolii i jakby od niechcenia. Nawet wyjsc nikomu sie nie chce bo zimno (20 st C) bo drogo i po co… Ale pomimo tego letargu odkad tu przybylam jestem zbulwersowana australijska wybuchowoscia jak Wy polska. Zawsze oczekuja najlepszej obslugi, najwyzszej jakosci i jak cos nie gra po ich mysli wybuchaja. A najmniejsza sytuacje, ktora ich gdzies tam ugodzila draza przez tygodnie. Nawet podczas moich podrozy Australijscy turysci zawsze mieli najwiecej pretensji o standard hostelu, jakosc jedzenia, czy ze w Peru wszyscy mowia po hiszpansku itp. Jak to mowi moja sasiadka wloszka: „Ci ludzie maja za dobrze”

    Jest w Australii drogo. Zarobki wysokie czy nie- jak dla mnie wysokosc niektorych cen nie maja usprawiedliwienia . Nawet Australijskie wino tej samej marki taniej mozna dostac w Polsce. Cena 10 $ za kilo pomidorow wprawia w smiech takze dobrze pracujacych australijczykow. Dobrze ze istnieja w miare tanie supermarkety gdzie mozna tanio w miare sie wyzywic. Jesli chodzi o piwo 0,5 litra w pubie; w Polsce mozna je dostac za polowe standardowej stawki godzinnej i akurat w tej sprawie jest identycznie w Australi!

    Zobaczymy jak mi sie bedzie tu zylo. Jak na razie odkrylam tu najlepsze curry od pobytu w Tajlandii. Pozdrawiam ze slonecznego Melbourne :)

    Post a Reply
    • Nie żebym próbowała bronić Australię :), ale:
      – pomidory są drogie akurat teraz, bo nie ma na nie teraz sezonu. Ceny większości owoców i warzyw zmieniają się na przestrzeni roku, właśnie na podstawie ich sezonowości
      – customer service w sklepach czasem pozostawia wiele do życzenia – to fakt. Ale z drugiej strony spróbuj np. na lotnisku w warszawie pogadać sobie o dupie maryni z kolesiem, który prześwietla bagaż albo z policjantem na ulicy. W OZ to zupełna normalka. Jest o wiele bardziej nieformalnie, a dzięki temu luźniej
      – australijska wybuchowość, o której wspominasz jest mi czymś zupełnie nieznanym. Choć może wynika to z tego, że jesteś w Australii dopiero 3 tygodnie i inaczej patrzysz na pewne sprawy (tak samo jak ja inaczej widzę Polskę po 4 dniach pobytu)
      – to że ludziom się nic nie chce – może akurat na takich ludzi trafiłaś? Znam trochę leni w OZ, ale większość ludzi, których znam jest dosyć chętna do tego, żeby wychodzić, coś robić, gdzieś pójść. Nie wiem, może po prostu w Sydney ludzie mają więcej luzu i chęci do życia niż w Melbourne? :))) W końcu słońca więcej :)

      Post a Reply
      • Australia sama się jakoś broni – widać po kierunku emigracji ;-) ale warto może coś napisać n/t jeszcze jednego ciekawego aspektu: pijaństwo w Polsce i w Autralii. W obu krajach ludzie upijają się do nieprzytomności ale jednak zupełnie inaczej. W PL publiczne pijaństwo jest ciągle jeszcze kojarzone z najniższym poziomem społecznym – chociaż jest go być może więcej; W Sydney kobiety w biurowych garsonkach potrafią w piątek po pracy spić się do nieprzytomności i uwalić na trawniku w centrum miasta i nikt się tym specjalnie nie przejmuje … no worries … to jednak inny klimat ;-)

        Post a Reply
  23. Mam podobne spostrzeżenie o naszym narodowym poddenerwowaniu. Po dwóch miesiącach na Bałkanach mam wrażenie, że cała Polska jest rozdrażniona i nigdy nie wiesz, gdzie powstanie mieszanka wybuchowa.

    Post a Reply
  24. Ehhh ta Polska….
    co prawda smaku Pepsi nie weryfikowałem bo nie jestem fanem ale po powrocie z rocznego „niebytu” w ojczyźnie pierwsze zaskoczenie to ludzie mówiący po polsku. Jeszcze na lotnisku już po przywitaniu się z rodzicami idąc przez salę przylotów szepnąłem do ojca w pełnej konspiracji: Patrz ten gość to Polak :)

    Co do ruchu ulicznego to rzeczywiście po NZ i Australii nie jest zbyt sennie na ulicach, na dodatek brak dróg dodaje nieco pikanterii poruszaniu się po kraju :)
    Parę lat przed podróżą też byłem jednym z tych „nieśmiertelnych” na drodze, ale obserwacja luzu i spokoju na drodze zaszczepiła nieco odmienny od „polskiego” styl jazdy. Troche człowiek odstaje od reszty przez to – ale to poklosie tego, że tu (w Polsce) wciąż jest społeczne przyzwolenie na łamanie przepisów (zwłaszcza drogowych), właściwie to często na kogoś jadącego przepisowo patrzą jak na idiotę….

    Mieszkając w stolicy i pracując wśród ludzi zarabiających „po australijsku” nie mogę niestety potwierdzić że fakt niskich zarobków jest jedynym generatorem „szczękościsku” jak nazywam tą niemal genetycznie zakodowaną w nas postawę wobec życia…Zresztą o korpozachowaniach to mógłbym książkę napisać z jedną puentą nie ma żadnego powiązania między stosunkiem do życia a stanem konta…

    Kocham ten kraj i nie mogliśmy się doczekac powrotu – tak bardzo tęsknilismy i tak bardzo sobie wyidealizowaliśmy go podczas naszej tu nieobecności…. coż czar prysł

    Post a Reply
  25. Witam Magdo moja propozycja – pożyj w Polsce za średnią krajową i za miesiąc opisz na co te pieniądze starczyły. W Australii na pewno masz lepiej przecież wszystkie rankingi pokazują że to cały czas najlepszy kraj do emigracji.

    Post a Reply
    • Taki eksperyment przeprowadzają w Polsce co miesiąc miliony ludzi. Myślę, że niczego nowego bym nie udowodniła :)

      Post a Reply
  26. Prawie ze wszystkim się zgadzam, ale wiele zależy od punktu odniesienia. Po powrocie z Iranu okazało się, że Polacy są znakomitymi kierowcami i na drogach panuje spokój i porządek, który jest wręcz nie do opisania ;)
    Pewnie to kwestia gustu, ale jak chcemy kupić jakieś ubranie w Polsce, to bardzo trudno jest znaleźć coś ładnego w przyzwoitej cenie. W Turcji za to, choćby w najmniejszym sklepiku, trudno się zdecydować co wziąć, wybór mają nieporównywalnie większy, ubrania ładniejsze i na dodatek sporo tańsze.

    Post a Reply
  27. W Australii kierowcy ustępują pieszym tylko na pasach. Wtedy bardzo ładnie się zatrzymują – nawet jak się dopiero dochodzi do pasów. Jeśli nie ma pasów, nie zatrzymają się. Kropka. W mojej miejscowości pasy są zazwyczaj tylko tam gdzie są światła. W innych miejscach trzeba czekać, aż samochody przejadą. Od domu do stacji mam 3 kilometry drogi: wiele skrzyżowań, kilka rond – pasy są w jednym miejscu.

    Tam gdzie są światła dla pieszych, zielone włącza się tylko na kilka sekund, wtedy można zacząć przechodzić. W trakcie przechodzenia zaczyna migać czerwone i czasami zmienia się na ciągłe czerwone zanim zdąży się przejść. Samochody mają zielone dużo dłużej – do dwóch minut. Chodzenie na piechotę po centrum Brisbane wygląda tak, że co chwila człowiek stoi i czeka na zielone światło, a samochody jadą.

    Post a Reply
      • To miało być do komentarza Emili :-), która napisała tak:
        >>Kierowcy jezdza w Australii jak szaleni i w dodatku jak idioci!
        >>Mieszkam kolo szkoly podstawowej i to co tu sie dzieje to przechodzi wszelkie pojecie!
        >>Jak dla mnie przejscie przez ulice w Melbourne moge czasami smialo porownac z Chinami albo Wietnamem.

        Jak się wie, że się nie zatrzymują, to nie odbiera się tego negatywnie, a po prostu jako inne przepisy/zwyczaje. Jest jeszcze kilka takich różnic, ale to już w wątku drogowym.

        Post a Reply
        • sa pasy (znaczy takie australijskie bez zebry) oznaczone cos w stylu: przejscie szkolne” obok jest male rondko i tam tez znak: ” szkola na tej drodze, zaraz bedzie przejscie piesze dla dzieci” a typowym obrazkiem jest dryft (jak w filmie szybcy i wsciekli) samochodu przez rondo albo zakret na dwoch kolach i fruuuuuuu…. Co do przepisow: ilosc przejsc dla pieszych a tymbardziej przejsc ze swiatlami jest bardzo znikoma.

          Post a Reply
  28. Z tym językiem polskim to jest jakiś fenomen. Teraz na codzień rozmawiam po polsku tylko z dwiema osobami – żoną i dzieckiem – i kiedy przyjeżdzam do Polski to wszechobecny język polski jest naprawdę czymś niezwykłym. Załatwianie najprostszych spraw w moim własnym języku staje się przyjemnością, której nawet niemiła obsługa nie jest w stanie popsuć ;)

    PS. Uważać co się mówi trzeba wszędzie. Już kilka razy zdarzyło nam się, że kasjerka w niemieckim supermarkecie zamiast „danke” powiedziała nam „dziękuję” :)))

    Post a Reply
  29. Najlepsze jest to jak z przyzwyczajenia zaczynasz sie zastanawiac jak o cos zapytac a potem zdajesz sobie sprawe, ze przeciez to jezyk Polski i mozesz po prostu powiedziec prosto z mostu, bez ukladania poprawnie zdania albo szukania wlasciwego slowa / wyrazenia … :)

    Post a Reply
  30. „Wszyscy mówią po polsku”
    No tak, Australia to nie Londyn. Tu można po obgadywać Hindusów, Indiańców, Aussie’ków po polsku, nikt Ci uwagi nie zwróci… do czasu.

    „Filmy z lektorem są nieoglądalne”
    No tak pewnie już zapomnieli jak to w PL oglądali takie filmy z lektorem… Dwa lata w AU i już delikatna palma bije. Znam to trochę z własnego doświadczenia. Mając 18 lat mieszkałem przez rok w USA, jak wróciłem też byłem rozczarowany…

    „Zakupy spożywcze i ubraniowe są przyjemnością”
    – nie komentuje, pisze kobieta, na trym polu nie wygram. Co do ubrań, wykazując się kreatywnością ubierzesz sie nawet w Savers’ie”

    „Jest strasznie drogo”,
    a co jak dwa lata temu wyjechaliście to było tak tanio że wyjazd do Australii kupowało się w biurze podróży w last minute? W Polsce było i jest drogo. Tylko od Ciebie, Twojej determinacji i celów w życiu zależy ile będziesz zarabiać w PL. Ja po 30 miesiącach w Australi przejrzałem na oczy i robię obecnie w PL lepsze pieniądze, niż w Au na pełen etat, dostając $35/h na rękę.

    „Kierowcy jeżdżą jak wariaci” – bez dwóch zdań :D

    „Ludzie wydają się być stale poddenerwowani”
    Ty byś nie była? Beznadzieja bije zewsząd, to nie wina polityków, ubóstwa, braku pracy. To przede wszystkim mentalność, niezaradność, głupota. 80% tego nieszczęścia to wybór. Naród bez celów – żyjemy od pierwszego do ostatniego… i tak 50-80 lat.

    „Mało co da się w 100% załatwić przez internet lub przez telefon”
    nie zapominaj ze minęło zbyt mało czasu po komunie, niestety biurokracji tak jak komunizmu nie da się przeskoczyć po paru latach. I tak świetnie sobie radzimy – my jako Polska. Nie zapominaj o korzeniach…

    „Pepsi i czekolada smakują inaczej” w Australii wszystko smakuje ciulato!

    Napisałem to, żeby nikomu się nie wydawało że Australia to raj, Europa jest 1000x ciekawsza.

    Australię można zwiedzić na Discovery Channel, a Europy nie.

    Post a Reply
    • Leszek, Twój komentarz jest w moich oczach najlepszym dowodem na wspomniane przeze mnie poddenerwowanie Polaków. Na podstawie krótkiej notatki (do ktorej sam dorobiles mase tresci a raczej wymyslow) wyrobiles sobie zdanie na mój temat i oczywiście w typowo polski sposób się nim ze światem podzieliles. Ten typowy sposób to ton pełen jadu i złośliwości. Przepraszam za szczerość, ale tak to właśnie odbieram.

      Pozwól jeszcze ze wyjaśnię kilka faktów, bo z Twojego komentarza wnioskuje ze to Twoja pierwsza wizyta na moim blogu:
      – w Australii mieszkam 6 lat. Dwa lata o których wspominam w notatce to okres od ostatniej wizyty w Polsce
      – opisanie własnych obserwacji nie musi być jednoznaczne ze wspomnianym przez Ciebie ‚biciem palmy’. Ta notatka to lista moich obserwacji a nie atak na Polaków i Polskę. A Twój ton sugeruje ze tak właśnie ją odebrałes
      – nie wiem czemu zakładasz ze obgaduje po polsku ludzi w Australii. Miedzy sobą można tez rozmawiać o prywatnych sprawach (i właśnie takie rozmowy miałam na myśli w pierwszym punkcie mojej motatki), a nie tylko obgadywacludzi. Podróżowanie po świecie poszerzyło moje horyzonty i obgadywanie już od czasów szkoły średniej jest mi obce
      – Australia jest równie ciekawa co Europa choć w zupełnie inny sposób. Wiedza na temat innych regionów swiata uzyskana z tego co zaslyszes w Discovery Channel nie czyni Cie w moich oczach eksperta.
      – o tym ze wszystko w Australii smakuje „ciulato” wiesz z własnego doświadczenia? Coś się wydaje ze tak tylko napisałeś żeby sobie trochę ulżyć

      Pozdrawiam i życzę większego spokoju ducha i większego dystansu do siebie o swiata.

      Post a Reply
      • Myślę, że jest 1:1 między wami ;) Leszek może nie chciał „pojechać” po Tobie (przynajmniej zakładam jego dobre intencje) ale chciał pokazać skąd to wszystkie sie bierze. Zgadzam się, że jest beznadzieja, życie z nią na dzień, tak samo jak, że jest wieczne marudzenie wszędzie. etc.

        Z drugiej strony punkt dla Ciebie za zauważenie, że on sam tym postem wpisuje się w ten schemat ;)

        A teraz chodźcie na piwko, posprzeczamy się w wesołej atmosferze ;)

        podpisano:
        zmeczony polską ;)

        Post a Reply
      • Mi się komentarz Leszka bardzo podoba i nie odebrałam go negatywnie natomiast ty zachowałaś się niestety również jak typowa Polka wytykając jak to zwykle bywa to nasze „typowo polskie zachowanie pełne jadu i złośliwości”. Dla mnie ten komentarz jest ironiczny, trochę zabawny, życzysz koledze dystansu do świata i do siebie, a zapomniałaś o swoim dystansie do siebie samej :)

        Post a Reply
    • @Leszek:
      Ło matko.
      Czlowieku, wiecej dystansu do swiata, siebie i innych ludzi – wtedy jest nadzieja, ze na zawal nie umrzesz :)
      No i moze cudze uwagi zaczniesz odbierac po prostu jako subiektywne zdanie kogos o czyms, a nie jako ciezki atak na swoja wlasna osobe :))))

      Post a Reply
      • Ale przecież kolega Leszek wyraził właśnie swoje SUBIEKTYWNE zdanie więc dlaczego mu tego zabraniasz i krytykujesz? Cieszę się, że jesteś taki zdystansowany na maksa do wszystkiego :)))

        Post a Reply
        • @Aska:
          1. Nic nikomu nie zabraniam
          2. Uwagi typu „Dwa lata w AU i już delikatna palma bije” sa chamskim epitetem personalnym pod adresem autorki, nie objawem zdystansowania sie do czegokolwiek.

          Z mojej strony EOT.

          Post a Reply
    • Jakież to żenujące komentować coś nie mając nic do powiedzenia.

      Post a Reply
  31. Leszku,

    „Jest strasznie drogo” – masz racje, wszystko w rekach ludzi i ich determinacji, ale punkt sie odnosil do problemu „czy nie latwiej zaczyna sie kariere/prace i zyje w kraju, gdzie na jedzenie wydajesz 5% swoich zarobkow, a nie 25% i srednia pensja jest np. 2500EUR, a nie PLN itd.” Wkladajac ten sam wysilek w PL i krajach Europy Zachodniej/Wspolnoty Brytyjskiej bedziesz miec dramatyczne roznice w efektach (nie tylko finansowych).

    „Mało co da się w 100% załatwić przez internet lub przez telefon” – o Estonii to chyba nie slyszales.

    Wszystkim nam przyda sie w tym kraju wiecej luzu, ale moze czas zaczac sie usmiechac i przestac przejmowac tym, ze ktos Cie wezme za wariata. Ja tak zrobilem i czesto sie zdarza, ze usmiech jest odwzajemniany. To nie zabija, a dodatkowo poznaje nowych ludzi ;)

    Post a Reply
  32. zgadzam się ze wszytskimi punktami! tyle, że ja je oceniam na plus, a nie na minus :) jedynie to, że jest drugo, to kiepska sprawa.
    przez rok mieszkałam w stanach i powiem szczerze, że ostatnie 2miesiące dostawałam już świra. sprzedawcy w sklepie i ciągłe „how are you”, non stop uśmiech, a kiedy po prostu byłam zmęczona „what’s wrong?”.
    może zabrzmi to dziwnie, ale nienawidzę takiego „pierdolenia”;p typu, „och jaki to ładny dzień” itp. itd. nie lubię też zaczepiania w sklepie oraz tych uśmiechów na ulicach. może wyglądam teraz na bardzo depresyjną osobę, ale nie jestem taka :) uwielbiam się śmiać, ale nie lubię chodzić uśmiechnięta po ulicy bez powodu. cenię swoją przestrzeń i prywatnośc i po prostu nie lubię strzępić sobie języka na te wszystkie uprzejmościowe, nic nie znaczące słowa ;)
    nie wiem też jak jest w australii pod tym względem, ale większość amerykanów ma bardzo prymitywne poczucie humoru, nie rozumieją sarkazmu, ironii itd. za to filmy typu „druhny” są jak najbardziej w ich typie, gdzie mi to wydaje się po prostu głupie;) oczywiście nie mówię o wszystkich – ale o większości, niestety.
    jeśli chodzi o kierowców – u nas wszyscy zasuwają strasznie po ulicach ;) sama robię teraz prawo jazdy i kiedy jadę 50kim/h w zabudowanym terenie, wszyscy mnie wyprzedzają hahah ;D
    co do jedzenia, to moim zdaniem na plus, w porownaniu do usa :) nie wiem jak w australii, ale podejrzewam, że jedzenie jest tam dużo lepsze niż w us. a ubrania – jak miło nie chodzić ciągle w dresie i uggach ;)

    Post a Reply
    • No lepiej nie mogłaś tego napisać :) Bardzo ciekawy i już napisałam gdzieś wyżej, ludzie dajcie spokój z tymi uśmiechami. Nie mam zamiaru się uśmiechać do każdego jak nie mam na to ochoty i nie mam również ochoty zagadywać w autobusie co słychać, co nie znaczy, że jestem jakimś gburem, zaraz pewnie usłyszę – więcej dystansu do siebie i do wszystkiego. Chcę być sobą i nie wymagam również żeby każdy się do mnie uśmiechał, ale ręczę, że jak się ktoś uśmiechnie, to i ja się uśmiechnę, przecież nie pokażę mu „fuck you” :)

      Post a Reply
  33. „„Jest strasznie drogo”,
    a co jak dwa lata temu wyjechaliście to było tak tanio że wyjazd do Australii kupowało się w biurze podróży w last minute? W Polsce było i jest drogo. Tylko od Ciebie, Twojej determinacji i celów w życiu zależy ile będziesz zarabiać w PL. Ja po 30 miesiącach w Australi przejrzałem na oczy i robię obecnie w PL lepsze pieniądze, niż w Au na pełen etat, dostając $35/h na rękę.” – W ciągu ostatnich dwóch lat WSZYSTKO podrożało niewyobrażalnie. Paliwo, żywność, energia… To, że inflacja wynosi oficjalnie tylko jakieś marne 5%, to efekt tego, że do jej obliczenia bierze się pod uwagę ceny wszystkich dóbr na rynku, również statków i tramwajów.

    „„Ludzie wydają się być stale poddenerwowani”
    Ty byś nie była? Beznadzieja bije zewsząd, to nie wina polityków, ubóstwa, braku pracy. To przede wszystkim mentalność, niezaradność, głupota. 80% tego nieszczęścia to wybór. Naród bez celów – żyjemy od pierwszego do ostatniego… i tak 50-80 lat.”

    A mnie się tak nie wydaje, że to „mentalność, niezaradność, głupota”. To jest wina polityków. Wg różnych obliczeń, oddajemy państwu w podatkach i parapodatkach (dochodowy, składki ZUS, akcyza, VAT i inne) około 70-80% naszych miesięcznych zarobków! Płacimy podatki od podatków. Jak ktoś zarabia 2000, drugie tyle od jego pensji zabiera ZUS. Nikt nie ryzykuje z zakładaniem firm, bo wszędzie napotyka barierę w postaci choćby ZUSu, który trzeba zapłacić, choćby nic się nie udało zarobić.
    Do lekarza, czy dentysty i tak musisz iść prywatnie, a na emeryturę w tym kraju nie ma widoków. Jest drogo, w stosunku do zarobków, jest kosmicznie drogo. Mam porównanie do UK, gdzie pracując w fabryce zarabiałam ok. 1500F, a ogólne ceny były, w przeliczeniu na jedną walutę, niewiele wyższe, niektóre rzeczy, np. elektronika – nawet tańsze.
    Firmy padają jak muchy. Nie ma chyba firmy budowlanej, która brała udział w tym cyrku przed EURO, która nie byłaby teraz w upadłości układowej czy likwidacyjnej. Mnóstwo firm i nawet małych firemek, które tylko wypożyczały sprzęt czy pracowników padło, bo nie dostali swoich pieniędzy przez wiele miesięcy, a poniosły koszty.
    Bezrobocie jest coraz wyższe, niektórzy mówią, że nieoficjalnie może wynosić już ok. 14-15%. Naprawdę trzeba trafić i być w czymś dobrym, żeby zarabiać.

    Post a Reply
  34. Ja tam nie zwracam uwagi na komentarz innych ludzi bowiem kazdy bedąc lub nie bedąc na zachodzie miał inną sytuacje. Jeden mówił dobrze w obcym języku a drugi słabo.Jeden miał fajna prace a drugi NIE. Świat należy do odważnych i tyle w temacie. Nikt Ci nie każe gdzieś jechać. Siedź w polskim burdelu

    Post a Reply
  35. fantastyczny artykuł, bardzo interesujące spostrzeżenia!

    Post a Reply
  36. Witamy w Polsce . Nie krytykuj wiecej narodu polskiego to my jesteśmy chrystusem swiata i cierpimy. Więc proszę pozwól nam cierpieć bo to właśnie kochamy, amen apeluje i sie cofamy. Nop zdenerwowany naród Europy. Ciemiezony. Krzyżem leżący . Krwawiacy i syczacy. Bliskich nienawidzacy. Bo polski my naród polski ród . I nienawidzacy nam bliźnich jest dane. Amen

    Post a Reply
  37. Hej Magda,

    Mieszkam w Sydney od ponad 12 lat wiec moge co nieco powiedziec i porownac. Do Pl jezdze zadko wiec pewnie latwo mi wychaczyc „ciekawostki”.

    Pan lektor w TV w PL… hehe kiedys na SBS byl taki program o roznych krajach i co jest specyficzne dla nich.. i bylo o PL i o tym ze lektor czyta wszystko. Nikt nie potrafil tego zrozumiec. Ja tez nie.

    Pani „Zoska” w biurze jest najgorszym doswiadczeniem dla mnie w PL (bez urazy dla Zosiek ;)). One nadal zyja w latach komuny, gdzie one mialy wladze a ty albo sie dostosuj albo nic z tego nie bedzie. Masakra. Tutaj zawsze mozesz odwolac sie do kierownika itd…

    Ale zeby byc fair, mialam nieprzyjemnosc isc do konsulatu PL w Sydney. Pani „Zoska” tez jest z lat komuny tam i wszystko trwa latami zeby cos zalatwic. Wiec moze tutaj ciekawostka ze jednak to narod polski a nie brak slonca i pieniedzy sprawia ze jestesmy tacy bez usmiechu i skwaszeni?

    „Jest strasznie drogo” – zgadzam sie ale w Sydney przez ostatnie dwa lata jest rowniez super drogo, do tego nie ma wyboru – jak sama zauwazylas co do zakupow. Wszystko tutaj jest made in china co mnie doprowadza do szalu bo nie bardzo rozumiem dlaczego nadal jest to takie drogie. Do tego kazda panna na ulicy wyglada tak samo, bo .. hmmm nie ma wyboru w sklepach. Wiec co jest w jednym, jest rowniez w kazdym innym. Moze dlatego ze to wszystko z jednej fabryki w Chinach pochodzi??? Musze przyznac ze Melbourne jest pod tym wzgledem o wiele lepsze, ludzie maja wiecej wyobrazni i jakby sie bardziej otwarci na bycie innym i niezaleznym.

    Przez telefon da sie zalatwic sprawy ale ile czasu sie na to spedza to bialej goraczki mozna dostac bo hindus nie bardzo po ang mowi i do tego musisz wyjasniac ta sama sprawe do 4 roznych osob zanim cie przelaczac do kogos kto ma zielone pojecie o co w ogole chodzi. Nie mowiac o tym ze zeby z nim pogadac to musisz siedziec na telefonie przez 30 min minimum i sluchac glupiej muzyki i pani ktora powtarza „your call is important to us”… yeah, right! Czasem szybciej jest isc osobiscie do banku.

    Czekolada w AU jest inna bo temperatury sa inne. Musza do niej dodac wiecej cukru i innych skladnikow bo inaczej na polkach by sie topila. Ogolnie AU stara sie dodawac ile wlezie cukru to wszystkiego. Pamietam jak przylechalam tutaj 12 lat temu i kupilam ten sam jogurt co jest w PL i byl o wiele slodszy, wrecz nie dalo sie go jesc. Ale te plantacje curku w QLD musza miec zbyc gdzies przeciez.

    Kierowcy w AU sa leniwi, nie uzywaja kierunkowskazow i non stop sprawdzaja FB i potem nie patrza co sie dzieje wokol nich. Jezdza jakby droga byla tylko dla nich. Nie maja pojecia o podstawowych regulach ruchu. Moze dlatego ze jest tutaj system nieobowiazkowego chodzenia na kurs prawa jazdy. Mam nadzieje ze sie to zmieni w przyszlosci bo strach sie bac czasem na drogach tutaj.

    Ale jak to mowia : co kraj to obyczaj :)

    Post a Reply
    • E nie jest tak zle , co do zakupow , to mamay dzieki bogu 21wiek i internet a co za tym idzie shopping online , w Polsce niby wszystko jest i super wybor a kobitki i tak kupuja online .
      A co do reszty to co mnie obchodzi ze nie ma mojego ulubionego jogurtu , czy serka , czy czekolady , i tak tego nie jem i nie kupuje , przez to jestem zdrowsza :))
      Polski mimo wszysto jest moja ojczyzna i gdybym tylko mogla i sytuacja sie zmienila w Polsce to bym chcetnie wrocila , choc nie wiem na jak dlugo ???

      Post a Reply
  38. No prosze, niby taki niewinny post, a tyle komentarzy :)

    Ja pozwole sobie ustosunkowac sie do tezy, ze Polacy „wydają się być stale poddenerwowani.”

    Mieszkam zagranica od 12 lat i przynajmniej dwa razy w kazdym roku udaje sie do Polski. Osobiscie nigdy nie mialam wrazenia, ze Polacy sa bardziej nerwowa nacja niz inne kraje (a na pewno wrecz mniej niz np tacy Wlosi).

    Zgadza sie, ze Polacy lubia narzekac (chyba dla samej przyjemnosci narzekania) i ze sa pozornie oschli. Mina wiekszosci urzedniczek potrafi czlowiekowi odebrac chec do dalszej rozmowy ;) Niemniej uwazam, ze jest to oschlosc na pokaz, taki kruchy mur obronny, przez ktory bardzo latwo mozna sie przebic do dobrej, cieplej osoby, ktora stanie na glowie by nam pomoc rozwiazac problem z ktorym przyszlismy.

    Ku pocieszeniu rodakow, chcialam tez dodac, ze moj maz–obcokrajowiec–jest zachwycony Polska pomimo tego, ze ojczyzne odwiedzilismy razem po raz pierwszy w samym sercu najzimniejszej z zim.

    Moj maz uwaza, ze Polacy sa bardzo przyjazni, otwarci i goscinni. I nie wyciagnal tych wnioskow tylko i wylacznie na podstawie mojej rodziny i przyjaciol, ale takze na podstawie swoich osobistych interakcji z obcymi ludzmi w polskich pubach i srodkach transportu publicznego. Szczegolnie w pubach mu sie podobalo, bo dziewczyny go podrywaly, a chlopaki mu stawiali alkohol :) I nawet w czasie podrozy zatloczonym pociagiem siedzacy obok nas pan dres i jego wytapetowana dziewczyna wykazali duzo cierpliwosci i nie dosc, ze nas nie pobili ;), to jeszcze bez slowa negatywnego komentarza znosili bloto spadajace z kolek naszej walizki na ich glowy…

    Szczerze mowiac wydaje mi sie, ze to ja jestem troche poddenerwowana w czasie moich podrozy do Polski, bo ciezko mi jest czasem zrozumiec i zaakceptowac przeogromna roznice w np jakosci uslug pomiedzy Polska a innymi krajami, w ktorych mieszkalam.

    Post a Reply
  39. hmmm a tam nie ma tego zapisu?

    Post a Reply
  40. Wszyscy mówią po polsku -fakt, podobnie jak w Rosji po rosyjsku itd.

    Filmy z lektorem są nieoglądalne -z kiepskim lektorem pewnie że nie, z dobrym nie widzę problemu. I tak wolę filmy z napisami (jako że panuje wtórny analfabetyzm wielu się nie zgodzi). Za to filmy z dubbingiem z reguły są beznadziejne – wyjątkiem od reguły jest kilka kreskówek np Shrek.

    Zakupy spożywcze i ubraniowe są przyjemnością – bo ja wiem? Jogurt owocowy bez grama owoców, ser żółty z tłuszczu roślinnego, wędliny z mała ilością mięsa itd itp.
    Do tego wszystko zaprawiane solą drogową, ulepszaczami, wypełniaczami, emulgatorami, barwnikami i aromatami identycznymi z naturalnymi i całą masą E.
    Super, ze mamy taki duży wybór.

    Jest strasznie drogo – bo my równamy do Europy i Świata jedynie z cenami i podatkami, z pensjami już nie (wyjątek -politycy, gwiazdy, dyrektorzy)

    Kierowcy jeżdżą jak wariaci – jakie drogi, tacy kierowcy. W azji to dopiero kierowcy daja czadu.

    Ludzie wydają się być stale poddenerwowani – co w tym dziwnego? Spore bezrobocie, ceny nieadekwatne do zarobków, brak pewności jutra. Jak ktoś żyje w stresie i niepewności, martwi się jak tu przeżyć od 1-go do 1-go i jeszcze utrzymać rodzinę i jeszcze na każdym kroku dostaje kopa w 4 litery, to jak tu nie być poddenerwowanym?
    Gdybym miał tylko takie problemy jak np Australijczycy, to tez bym cieszył ryja.

    Mało co da się w 100% załatwić przez internet lub przez telefon -jesteśmy ze 20 lat za murzynami (bez podtekstu rasistowskiego). Wiec nic w tym dziwnego.

    Pepsi i czekolada smakują inaczej – podobnie jak kawa, proszek do prania też nie jest ten sam, kosmetyki maja inny skład, elektronika tez się różni itd. Oficjalnie – produkty są dostosowane do gustów i preferencji konsumenta. Tzn. Polak ma inne oczekiwania niż Niemiec czy Australijczyk. Faktycznie – tniemy koszty i upychamy tańsze odpowiedniki na mniej znaczących rynkach. Czyli do takiej Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii wędrują produkty pełnowartościowe, a do Polski, Rumunii czy na Ukrainę idą pośredniej jakości ochłapy.

    Post a Reply
  41. no proszę jaka dyskusja – 90 komentarzy w kilka dni, drażliwy temat :) Z moich małych podróży po świecie nasuwa się podobny wniosek – jest u nas nerwowo, ludzie się mało uśmiechają. Powodów można szukać wiele, brak słońca czy niskie zarobki. Ale przecież żyjemy w Europie bez granic i wiele osób ma szanse wyjechać za granicę i tam zarabiać normalne pieniądze. Jednak niektórym dużo łatwiej jest narzekać niż się uśmiechnąć czy spróbować coś zmienić – ot, taka mentalność.

    Post a Reply
  42. A on żyje jeszcze?

    Post a Reply
  43. „)) to przewrażliwienie i nie załapanie ironii „)

    Post a Reply
  44. Z jednej strony cieszę się że np ketchup helmans w PL nie jest tak przeoctowiony jak na zachodzie a z drugiej szlag mnie trafia że najsmaczniejsze francuskie masło President w Polandzie jest totalnym rozczarowaniem…

    kierowcy jeżdżą jak wariaci i do tego przekonani są o misji nawracania i/lub karania wszystkich wokół

    Post a Reply
  45. Smuci mnie to co czytam co o Polsce piszecie. Naprawdę nikt się nie uśmiecha, wszyscy narzekają, jest źle i beznadziejnie, brzydko, obskurnie i same menele? to ja mieszkam chyba w jakiejś innej Polsce. A może mam szczęście mieszkać wśród uśmiechających się i wcale nie tak bardzo narzekająch ludzi, w całkiem ładnej i zielonej mieścinie. Porównując te parę krajów świata które miałam okazję zobaczyć stwierdzam, że nie jest u nas tak źle, brudem nie obrastamy, w śmieciach nie toniemy, ludzie w PL bardziej uprzejmi i mili, wcale rzadziej się nie uśmiechamy niż inni, długo mogłabym tak wymieniać. Jeśli taka bieda u nas to skąd te tysiące osób wyjeżdzających za granicę, turystycznie, nie zarobkowo, skąd ta masa całkiem niezłych samochodów na ulicach, pełno budujących się nowych domów. Że kredyty? kredytów już nie wciskają na siłę, zdolność kredytową trzeba mieć, trzeba je też z czegoś spłacać.
    I naprawdę sądzicie, że na tych rajskich plażach codzienne życie rajskie jest?
    Ale jak to mówią, wszędzie dobrze gdzie nas nie ma.

    B.

    Post a Reply
  46. Tutaj Polska jest przedstawiona w nieco negatywnym świetle (poza dwoma spostrzeżeniami odnośnie dużego wyboru i chyba języka polskiego wszędzie :), ale bądź co bądź to ojczyzna. Nie wiem czy należysz do ludzi sentymentalnych, coś czuję jednak, że mnie osobiście męczyła by nostalgia. Nawet w tej cudownej Australii. :)

    Radzicie sobie ze wspomnieniami?

    Post a Reply
  47. Juz prawie wszystko bylo powiedziane w tej kwestii, ale jako, ze wrocilem z krotkiego pobytu w kraju, dorzuce swoje trzy grosze..

    Chcialbym powiedziec, ze jestem z paru rzeczy dumny:

    – terminal na lotnisku w Wawie i ze jest pociag do centrum, juz dobilismy do reszty
    – po miescie jezdza nowe, POLSKIE, autobusy (oczywiscie to co jest w AU sie nie umywa jezeli chodzi o srednia)
    – podobnie tramwaje, takze POLSKIE (jeszcze bardziej niz autobusy)
    – inwestycje w PKP, super nowe stacje, super nowe tory, super nowoczesne pociagi, oczywiscie POLSKIE (w porownaniu AU to bida i nedza)
    – wszyscy narzekaja na drogi, ale sie poprawia, buduja sie obwodnice, usprawniena. Moglyby byc tylko troche lepszej jakosci, bo sie po paru latach robia koleiny
    – wkrotce bedzie (chyba kolejne) bezposrednie polaczenie do Wawy z Azji, do zobaczenia Frankfurcie, Wiedniu, Londynie i cala reszto przesiadkowa
    – mamy super nowoczesne stadiony, MCG wyglada blado przy Narodowym
    – buduja sie skateparki i place zabaw dla dzieci
    – program ‚Orliki’, czy jak to sie zwie, gdzie mlodziez ma oswietlone obiekty do gry w pilke nozna
    – druga linia metra (patrzmy na pozytywy)
    – lotnisko w Modlinie z dobra komunikacja i infrastruktura, przy odrobinie szczescia mozna latac za zlotowke
    – LOT kupuje Dreamlinera, ma dobry marketing i dobrze skonstruowany produkt, wszystko o czym mozna pomyslec jest na miejscu, np. kredki dla dzieci do malowania
    – nie wiem w jaki sposob, ale udalo sie wyegzekwowac oplaty za torebki jednorazowe w marketach i ciagle zapominalem o materialowej, w AU byly jakies proby, ale nie przeszlo
    – polskie piwa, super ze niepasteryzowane sie przebily i staly sie standardem, wielki wybor, znow AU nedza
    – Polska to jednak Europa, wszedzie blisko, ogromna Australia jest obiektywnie baaaaaaaaaardzo mala jezeli chodzi o atrakcje do zwiedzania. W Australii zarabia sie wiecej, to fakt, ale potem i tak trzeba wydac na daleka podroz do Europy (zwiedzanie) :-)
    – mamy swoja tozsamosc narodowa, ktorej tutaj czasami odnosze wrazenie usilnie szukaja
    – podobno po Euro Azjaci czesciej obieraja nas jako atrakcje turystyczna i sa widoczni na miescie (Warszawe mam na mysli)
    – mamy bardzo kreatywne reklamy
    – Polska reprezentacja w noge jest lepsza niz byla, mecz z Anglia po angielsku i komentatorzy mowiacy, ze wynik dobrze, ze jest jaki jest, bo mogloby byc dla nich gorzej….BEZCENNE :-)
    – pewnie jeszcze wiele by sie znalazlo..

    Bolesne bylo uswiadomienie sobie jak niskie sa zarobki w PL (bo ceny swiatowe, mam tu na mysli, ze jak sie jest w Polsce i zarabia sie wzglednie dobrze, to sie cieszysz, ale jak zobaczysz, ze mozesz miec jeszcze wiecej, to juz sie cieszysz mniej. Dla sprawiedliwosci, mieszkania tu i tu sa malo dostepne….), niektorzy mawiaja, ze wszedzie dobrze, gdzie nas nie ma, mozna tez mowic, ze wszedzie dobrze, gdzie sa pieniadze…

    pozdrawiam

    Post a Reply
    • Jacek a o jakie poczenia chodzi?? Z tego co wiem jedyne polaczenie pomiedzy Oz i W-wa , bo jedyne jakie mi sie obilo o uszy to Dubai -W-wa

      Post a Reply
      • mialem na mysli Qatar-skie, ktore juz lataja, wkrotce Emirates (od lutego), lata tez chyba samolot z Indii do Warszawy

        Post a Reply
  48. Ja najbardziej lubie to ze nie musze l-i-t-e-r-o-w-a-c mojego nazwiska ktoregi i tak nikt tu nie umie wypowiedzec ,,,

    Post a Reply
  49. A ja filmy z lektorem uwielbiam, wspomnienia z dzieciństwa :)

    Post a Reply

Trackbacks/Pingbacks

  1. Carrebreak i Polska dwa lata później | Mini Podróżniccy - [...] http://careerbreak.pl/2012/09/04/polska-dwa-lata-pozniej-pierwsze-wrazenia/ [...]

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.