85 tysięcy biegaczy i my, czyli City2Surf

 

O udziale w tym biegu myślałam od początku mojego pobytu w Australii. Co roku obiecywałam sobie, że kilka miesięcy przed jego datą zacznę trenować, ale oczywiście zawsze kończyło się na obietnicach. Aż do teraz, do roku w którym odkryłam w sobie biegacza, w którym na punkcie biegania trochę mi odbiło. Po przebiegnięciu w maju półmaratonu, 14-to kilometrowa trasa City2Surf wydawała się być śmiesznie krótka.

Pierwszy City2Surf odbył się w 1971 roku, a pomysł na niego zaczerpnięty został z biegu Bay to Break z San Francisco. Wczoraj, w 42-giej edycji udział wzięło 85tys zawodników, czyniąc go tym samym największym regularnie odbywającym się biegiem na świecie.

Nazwę City2Surf można przetłumaczyć na ‘Miasto do Fal’ i dokładnie tym jest ten bieg. Trasa, która ma 14km zaczyna się w samym centrum Sydney, tuż obok Hyde Parku, a kończy na najsłynniejszej australijskiej plaży – Bondi. 14km to nie jest bardzo dużo (jeśli regularnie się biega), ale dokładnie w połowie trasy jest coś co prawie każdego – nie licząc może zawodowych biegaczy biorących udział w biegu – kompletnie pozbawi tchu. To coś to górka zwana Heartbreak Hill. Ma 2km długości i składa się głównie z ostrych zakrętów. Gdyby nie Heartbreak Hill to można by powiedzieć, że trasa City2Surf jest w sumie bardzo prosta.

City2Surf to jednak nie tylko zawody, w których chodzi o przebiegnięcie 14km. Ogromnie ważnym – jeśli nie najważniejszym – aspektem tej imprezy jest pomoc najróżniejszym organizacjom charytatywnym. Działa to w ten sposób, że zawodnicy deklarują jaką kwotę planują zebrać dla jakiej organizacji, a następnie werbują znajomych i kogo się da, aby pomogli im w zebraniu tej kwoty. Żeby zachęcić ludzi do wpłacania pieniędzy, zawodnicy przebierają się na najróżniejsze sposoby, byle tylko wzbudzić jak najwięcej zainteresowania dla swojego celu. W efekcie całkiem spora część z 85tys uczestników biegnie poprzebierana za panny młode, smurfy, supermany, banany, misie panda i inne cuda. Atmosfera imprezy jest rewelacyjna. Zawodników na całej trasie zabawiają różne zespoły muzyczne, jest masa dopingujących lokalsów, a widoki na końcówce trasy powalają na kolana. W przyszłym roku biegniemy znowu.

Gdyby kogoś to interesowało to dodam, że rekord trasy wynosi 40 minut 8 sekund (1981 rok), a tegoroczny zwycięzca potrzebował 41 minut i 31 sekund, aby dobiec do Bondi.

Robienie zdjęć kiedy się biegnie nie jest proste (szczególnie kiedy nie ma się ze sobą aparatu), więc mam tylko to jedno marne zdjęcie z telefonu na początku notatki. Oficjalne zdjęcia z imprezy znajdziecie tutaj. Polecam też zobaczenie poniższego filmiku.

(Wpis z serii Nasza Sydnejska Bucket List)

Raj Surferów
Zasady i zwyczaje ruchu drogowego po australijsku

7 komentarzy

  1. Magdo, a pochwalisz sie swoim wynikiem?

    85 tys biegaczy to naprawde imponujacy wynik.
    zastanawia mnie tylko ile czasu uplywa od chwili startu by wszyscy uczestnicy byli na trasie, pewnie dobrych kilkanascie minut.

    Post a Reply
    • Bieglismy na luzie, a pod ta wielka gorke weszlismy. Zabralo nam to 1,5h czyli bez szalu, ale tez nie o wynik chodzilo, a o dobra zabawe :) Zawodnicy byli podzieleni na 10 grup startowych, kazda startowala osobno. Pierwsza startowala o 7.50, ostatnia o 9.30

      Post a Reply
  2. Krotkie sprostowanie: Bieg w San Francisco sie nazywa „Bay to Breakers” – od zatoki (bay) do oceanu/tam gdzie zalamuja sie fale (breakers).

    Post a Reply
  3. Witam pani Magdo, słyszałam, że w Australii prawdziwą inwazją i ogromnym problemem są termity. Czy to prawda?

    Post a Reply
  4. Ciekawe , u nas w Perth City2surf jest raczej zmodyfikowany , mamy 6 roznych dystansow , wtorych mozna brac udzial . Od maratony do 4 km. wiec nie ma wymowki dla nikogo .

    Post a Reply

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.