Zasady i zwyczaje ruchu drogowego po australijsku

Zasady i zwyczaje ruchu drogowego. Wydawać by się mogło, że to temat tak powszedni, że w zasadzie go nie ma. Może i powszedni, ale na pewno od czasu do czasu irytujący. Oto kilka moich osobistych frustracji związanych z ruchem drogowym w Sydney.

Brak pomarańczowego światła przy starcie

O ile pamięć mnie nie zawodzi, to w Polsce sygnalizacja świetlna działa tak – zapala się czerwone, czyli trzeba się zatrzymać. Potem pomarańczowe informuje nas, że za chwilę będzie można ruszyć. Potem jest zielone, czyli wio.

W Australii nie ma pomarańczowego światła przy ruszaniu, jest ono tylko przy zatrzymywaniu się. Czyli: przy zatrzymywaniu się jest zielone – pomarańczowe – czerwone, ale przy ruszaniu już tylko czerwone – zielone. Jaki jest taki efekt? A no taki, że zanim pierwszy samochód przed światłami ruszy z miejsca, mija trochę czasu (a czasem bardzo sporo jeśli kierowca jest akurat zagapiony w swój telefon komórkowy – to tutaj plaga), i w efekcie przez skrzyżowanie przejeżdża mniej samochodów. Tak się tworzą korki.

Synchronizacja świateł na sąsiadujących skrzyżowaniach

A w zasadzie jej brak. Nie wiem czy to jest zjawisko powszechne w całej w Australii, ale w Sydney jest to nagminne i szczególnie irytujące w centrum, które jest strasznie ciasne, i skrzyżowania ze światłami są dosłownie co 150 metrów (nie żartuję!).  Zapala się zielone, ruszamy z miejsca, tylko po to, żeby na znajdującym się 200m dalej skrzyżowaniu trafić na czerwone.  O zielonej fali nikt tu chyba nie słyszał.

Parkowanie wzdłuż drogi blisko skrzyżowań

Większość dróg w Sydney ma przynajmniej po dwa pasy ruchu w każdym kierunku. I w przypadku wielu z tych dróg, na pasie ruchu najbliżej chodnika można parkować samochody (równolegle do chodnika). Zazwyczaj jest to dozwolone tylko poza godzinami szczytu. W godzinach szczytu zaparkowane samochody muszą zniknąć, a zwolniony pas zmienia się z parkingu na kolejny pas ruchu. Rzeczywistość jest jednak taka, że na pewnych drogach i ulicach Sydney ruch jest zawsze ogromny, bez względu na to czy są akurat godziny szczytu czy nie. Mimo to, parkowanie wzdłuż wielu z nich jest dozwolone, a efekt tego jest taki, że korki ciągną się bez końca. Mój „ulubiony” przepis to ten, który określa jak daleko od skrzyżowania można zaparkować samochód. W przypadku  ruchliwych dróg i dużych skrzyżowań jest to jakieś 20m, w przypadku tych mniejszych jakieś 10m. To śmiesznie mało, bo wystarczy że tylko jeden samochód jest zaparkowany w pobliżu skrzyżowania, żeby utrudnić dostęp do zewnętrznego pasa przeznaczonego do skręcania. Tak więc samochody skręcające  oraz te jadące prosto stoją wszystkie razem gęsiego, i dopiero przed samiutkim skrzyżowaniem ci skręcający mogą zmienić pas.

Reguły dotyczące parkowania

Znaki opisujące reguły parkowania są dla nowo przyjezdnych jak obcy język. Szczegółowo określają one gdzie można parkować, na jak długo można zostawić w danym miejscu samochód, czy trzeba za to zapłacić czy nie, ale też w jakim kierunku należy samochód zaparkować. Przy parkowaniu równolegle do chodnika zasada jest taka, że trzeba parkować zgodnie z kierunkiem ruchu na danym pasie. Złamanie tej zasady potrafi kosztować sporo ponad $100. To jednak inna zasada dotycząca parkowania nie przestaje mnie zadziwiać. Otóż w przypadku miejsc parkingowych, gdzie samochód stawia się prostopadle do chodnika, zasady określają czy samochód ma stać przodem czy tyłem do owego chodnika oraz kąt pod jakim ma stać samochód, choć to jest zazwyczaj ułatwione przez linie namalowane na asfalcie (przykład na zdjęciu obok – ’60 degree angle parking read to kerb’ czyli tyłem samochodu od strony chodnika po kątem 60 stopni).  Prawie zawsze w takich przypadkach obowiązuje zasada parkowania tyłem do chodnika. Efekt tego jest taki, że samochody, które chcą zaparkować blokują ruch próbując wykręcić, tak aby ustawić  samochód  tyłem pod właściwym kontem. Mój prosty rozum podpowiada mi, że o wiele bardziej praktyczne byłoby pozwolenie kierowcom parkować w takim kierunku, który powoduje jak najmniejsze blokowanie ruchu na drodze, czyli prawie zawsze byłoby to parkowanie przodem do chodnika. Owszem, wyjeżdżanie byłoby być może trochę bardziej kłopotliwe, ale przy wyjeżdżaniu można zawsze poczekać, aż droga będzie wolna, i manewrować ile się chce.

Przejścia dla pieszych

W Australii zebrą oznakowane są tylko te przejścia dla pieszych, przy których nie ma świateł. Te z sygnalizacją świetlną oznakowane są dwoma białymi liniami, łączącymi dwie strony ulicy. To te przejścia z zebrą, a raczej co niektórzy korzystający z nich ludzie, działają mi czasem na nerwy. Otóż przyjęte jest, że na tego typu przejściach pierwszeństwo ma pieszy. Czyli jeśli kierowca zbliżając się do takiego przejścia widzi, że jest przy nim pieszy, który chce przejść na drugą stronę ulicy, powinien zatrzymać się i przepuścić pieszego. W teorii ta zasada jest dla mnie jak najbardziej ok i nie mam z nią teoretycznie żadnego problemu. Niestety w praktyce wygląda to bardzo często tak, że piesi snują się przez zebrę, zamiast szybko przejść na drugą stronę, co w jakimś tam stopniu przyczynia się do tworzenia się korków. Szczytem jest jednak to, że cała masa ludzi wchodzi na przejścia zupełnie nie zwracając uwagi na to co dzieje się na drodze, całkowicie zrzucając odpowiedzialność za bezpieczeństwo na kierowców. Włażą tacy na przejście ni stąd ni zowąd, zagapieni w swoje smartfony, nie podnosząc nawet na chwilę oczu znad telefonu, co nie raz ma efekt taki, że samochody muszą gwałtownie hamować, żeby jaśnie pan mógł bezpiecznie przejść na drugą stronę.

Brak szacunku dla pieszych

O ile z tym wszystkim o czym napisałam wyżej nauczyłam się żyć, to brak szacunku dla pieszych działa mi na nerwy cały czas. Jak objawia się brak szacunku dla pieszych? Na przykład tak, że instytucja odpowiedzialna za drogi i sygnalizacje świetlną (w naszym stanie jest to Road and Traffic Authority) zdecydowała, że 10 sekund to wystarczający czas, aby piesi przeszli przez ulicę. Tyle mniej więcej pali się dla pieszych zielone światło po tym jak przez 5 minut czekali oni na swoją szansę dostania się na drugą stronę ulicy. W rezultacie nagminne jest przechodzenie ulic w miejscach niedozwolonych oraz na czerwonym świetle. Mało kto ma czas i cierpliwość czekać bez końca na kolejnych przejściach na 10 sekund zielonego światła.

Kierowcy też nie mają większego szacunku dla pieszych – standardowo przejeżdżają przez skrzyżowania mimo, że po jego drugiej stronie jest korek i ich samochód nie ma szans się tam zmieścić. Kończy się to tak, że blokują przejścia dla pieszych, zabierając im dostęp do 10 sekund zielonego światła. Co ciekawe przodują w tym kierowcy autobusów.

Ale się namarudziłam :)

85 tysięcy biegaczy i my, czyli City2Surf
Niedziela w Azji, 20km od centrum Sydney

12 komentarzy

  1. hmmmm
    Czyżby czas opuścić Sydney na rzecz mniej stresogennego otoczenia jak natenprzykład Brizbejn ;)
    Karol

    Post a Reply
    • Ale ja się prawie wcale nie stresuję :) Pewne rzeczy czasem działają mi na nerwy albo mnie zaskakują, ale nie spędzają mi one snu z powiek, po prostu ignoruję je tak bardzo jak się da :)

      Post a Reply
  2. hm ciekawy i zaskakujący troszkę temat, inaczej wyobrażałem sobie „kulturę komunikacyjną” w Australii.
    Czekam na więcej smaczków o tej krainie;)
    Btw. świetny blog ;)

    Post a Reply
  3. Fajny tekst. Przepisy dotyczące parkowania (ustawienie auta, kąty itd.) wynikają z regulacji przeciwpożarowych w Australii. Łatwiej jest odholować auto w razie potrzeby, jeśli stoi przodem do jezdni i pod odpowiednim kątem, tak mnie uczono :)

    Post a Reply
    • Ciekawe info. Nie miałam o tym pojęcia. Każdego dnia człowiek uczy się czegoś nowego :)

      Post a Reply
  4. Z tymi swiatlami to u nas tez tak jest. I chyba we wszystkich innych krajach gdzie transmisja automatyczna jest popularna, bo jak mi wytlumaczono, to to pomaranczowe swiatlo przy starcie to dla tych co na manualu jezdza, czyli w Europie. I ciesz sie ze w ogole wolno u was parkowac przy chodniku. Ja za tym tesknie. Bo u nas przepisy sa proste – kazde parkowanie na ulicy jest nielegalne. A gdzie ludzia maja parkowac? To juz wladze miejskie (panstwowe) guzik obchodzi.

    Post a Reply
    • Rozumiem logikę braku pomarańczowego światła, ale niestety u nas się ona nie zawsze przekłada na praktykę, bo cała masa gap ma tu prawo jazdy :)

      Post a Reply
  5. W Brisbane jest tak samo z 10 sekundami dla pieszych. Dla samochodów światła są zsynchronizowane i daje się przejechać w miarę płynnie.

    Z parkowaniem w Brisbane jest jeszcze taka pułapka, że cały obszar centrum jest strefą parkowania na maksimum 2 godziny, chyba że są parkometry albo znaki. Pułapka polega na tym, że ta informacja pojawia się tylko na głównych drogach, którymi wjeżdża się do centrum, i łatwo ją przeoczyć. Zostawiając samochód na ulicy, gdzie nie znaków o zasadach parkowania, można dostać mandat po dwóch godzinach.

    Post a Reply
  6. Z tym parkowaniem, to czesto zastanawiam sie ile pieniedzy wydali na ta blache, bo znakow jest mnostwo..jest to z pewnoscia sposob na zarzadzanie wolnymi miejscami parkingowymi, jak i okazja do wlepiania kar:-) (istotna czesc budzetu miasta pewnie)

    Gdy np. samochody skrecaja w prawo(polskie lewo) to bardzo rzadko robia to ze srodka jezdni(tzn. blisko osi) tylko ze srodka swojego pasa, co powoduje, ze trudno je ominac, chyba nie ucza tego na tutejszym kursie

    Co do spiacych na swiatlach, zawsze jest jakis zyczliwiy, co przypomni klaksonem

    Fajna rzecza na autostradzie jest komfort psychiczny, ze zmieniajac pas nie zajedziesz drogi komus jadacemu 50km/h szybciej badz wiecej, gdyz wszyscy jada tyle samo

    Pomimo tego, ze samochody sa tutaj w mocniejszych wersjach silnikowych wzgledem Polski(srednio), nie ma z tego zadnego pozytku, bo w miescie 60, poza miastem 110. Jak ktos ma szybki samochod, to odjedzie ze swiatel, ale…..spotkacie sie na nastepnych:-) Co trzecie, badz czwarte swiatla fotoradar i wszyscy sie dostosowuja do przepisow. Czasami gdzies odcinek fajniejszej drogi (czytaj kretej), to bedzie lotny patrol jezdzil. Czasami na poboczu stoi samochod z fotoradarem w srodku, pomimo tego ich ‚luzu’, zaskakujace jest, ze wszyscy sie pieknie ostrzegaja dlugimi

    Troche czasu zajmuje to przyzwyczajenie sie do tej ‚przepisowosci’ i nie jest to w zgodzie z ‚ulanska fantazja’, ale dobra strona jest to, ze o akcji ‚Znicz’ nikt tutaj nie slyszal, a wypadki smiertelne nie sa takim problemem jak w Polsce

    pozdrawiam

    Post a Reply
  7. Do komentarza Jacka dodalbym jeszcze to, ze przy skrecaniu w obojetnie ktora strone robia dziwny manewr odbicia na sek.w odwrotnym kierunku (kiedy skrecaja np. w uliczke lub driveway albo brame) Jak skrecaja w prawo to zamiast po postu wrzucic kierunkowskaz i skrecic w prawo, to oni najpierw bach w lewo zajezdzaja (jakby sie bali ze sie nie zmieszcza w ta brame lub uliczke)
    Tak dokladnie jezdzil kiedys moj wujek w Polsce (z ta tylko roznica, ze on jezdzil ciagnikiem Ursus C-360 plus dwie przyczepy pelne wegla…) dlatego takie „zajezdzanie” w jego przypadku bylo calkowicie uzasadnione bo mogl sie np. nie zmiescic w brame czy ulice.., natomiast dlaczego Aussie jezdza w ten sposob osobowkami to nie mam pojecia. Kto ich tego uczyl? Zdawalem prawo jazdy w Australii ale nikt o takim manewrze nie wspominal.

    Co taki manewr powoduje? Wprowadza w blad jadacego z tylu i powoduje, ze wszystko dluzej trwa bo trzeba za takim delikwentem przyhamowac i przyjrzec sie dokladnie co on wyprawia.

    Poza tym super blog, wszystkie spostrzezenia ktore Autorka opisuje sa mega trafne i doslownie wszystko pieknie sie zgadza z tym co sie dzieje w WA. Te same absurdy na ulicach i ze swiatlami, pieszy i rowerzysta nie ma zycia, zero respektu do siebie nawzajem itp. Ze wszystkich pozostalych dziedzin zycia to co tu przeczytalem tez sie zgadza, nie moglo byc ujete lepiej! Jakbym pisal bloga to pewnie dodalbym jeszcze wiecej absurdow, martwych przepisow i innych chorych rzeczy na ktore natrafilismy z rodzina w WA.
    Dobra robota! Pozdrawiam.Tom

    Post a Reply
  8. Jeżeli chodzi o parkowanie pod kątem 60° to prawda jest taka ,że nie we wszystkich stanach jest tak samo bo np w całej Victorii parkuje się przodem a wyjeżdża tyłem.

    Post a Reply

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.