Śnieg? W Australii? W końcu mamy zimę!

Na wypadek, gdyby ktoś myślał, że mamy tu na Antypodach wieczne słońce i upały, postanowiłam napisać kilka słów o lokalnej zimie.

Jak każdy wie z lekcji geografii w szkole podstawowej, gdy na półkuli północnej trwa lato, południowa półkula walczy zimą. Oczywiście zima zimie nie równa, więc np. ta w argentyńskiej Patagonii jest inna od tej w Sydney, tak samo jak zima w Polsce inna jest od zimy w Hong Kongu.

W każdym razie, jak pewnie już wiecie, nasza sydnejska zimna nie należy do specjalnie mroźnych, szczególnie gdyby ocenić ją w polskich kategoriach. Choć nie oznacza to, że jest gorąco. Owszem, zdarzają się dni, kiedy temperatura w ciągu dnia dochodzi do 20 stopni, ale bardziej standardowy zimowy dzień to jakieś 15 stopni. Nad ranem jest zazwyczaj około 6 stopni, tak samo wieczorem, po tym jak zajdzie słońce. W dzielnicach położonych w zachodniej części miasta dosyć normalną rzeczą są poranne przymrozki.

Jeśli po przeczytaniu tego co napisałam nadal uważacie, że zima w Sydney to żadna zima, to dodam jeszcze, że:

  • nie mamy tu centralnego ogrzewania. Trzeba dogrzewać się klimatyzacją, albo grzejnikami elektrycznymi, które z racji bardzo wysokich cen prądu potrafią ładnie opróżnić kieszeń. W związku z tym, korzystamy z nich sporadycznie, w zamian używając koca,
  • okna mają tu tylko jedną szybę (podwójna szyba to luksus, na który pozwalają sobie nieliczni), co oznacza, że każda próba nagrzania mieszkania ma krótki efekt, bo ciepło i tak ucieka na zewnątrz,
  • podobnym problemem jest to, że tutejsze budynki są zbudowane z materiałów, które nie najgorzej sprawdzają się, gdy jest ciepło, ale nie koniecznie, kiedy jest chłodniej. Domy buduje się tutaj głównie z drewna i płyt gipsowych.

Tak więc, wierzcie mi – marzniemy zimą, i to całkiem często.

Gdyby dla kogoś taka zima nie była wystarczająca, to może pojechać w Góry Śnieżne, 500km na południe od Sydney. To tu mieszczą się jedna z najpopularniejszych ośrodków narciarskich w Australii, które wypadają całkiem nieźle w porównaniu z tymi w Polsce. Właśnie tam pojechał Przemek w ostatni weekend, i takie oto zdjęcia ze sobą przywiózł:

O Malezji w magazynie Podróże
Czym robię zdjęcia

10 komentarzy

  1. to nie jest Australia jaką znamy..:)Jakoś snieg, kangury i misie koala nie pasują do siebie..:)

    Post a Reply
    • No, a o nas za to chodzą legendy, że tu ciągle zimno, wszyscy poruszają się po ulicy trzymając Automat Kałasznikowa jednej ręce i niedźwiedzia na smyczy w drugiej. No, a jak myślisz, jak teraz zimno jest na Syberii? Tam są teraz ‚mrozy’ dochodzące do +30 stopni w cieniu.

      Post a Reply
  2. Ta zima w Sydney zupełnie przypomina mi zimę w Palma de Mallorca. Łącznie z brakiem centralnego ogrzewania i innymi.
    Pozdrowienia z Hiszpanii!

    Post a Reply
  3. wierzę pani Magdo,ale wolę lato nawet w Australii

    Post a Reply
  4. No nie, te drzewa jakoś nie pasują do śniegu. :D Nie wiem jak to się stało, ale pierwszy raz widzę zdjęcia śniegu z Australii.

    Post a Reply
  5. Wlasnie wrocilam z Sydney do Brisbane i nagrzewa moje zmarzniete kosci!

    NIby slonecznie, ale jednak rano i wieczorem to niezly chlodek sie czai po kontach.

    Co prawda bardzo niedlugo przeprowadzam sie do Sydney, ale mam nadzieje, ze ta najbardziej zimowa pogoda bedzie juz za mna. Na pewno zatesknie do Queenslandowego ciepelka.

    Post a Reply

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.