Bondi zimą

Bondi to instytucja. W tej położonej na wschód od centrum dzielnicy Sydney znajduje się plaża Bondi – najbardziej znana plaża w Australii i prawdopodobnie na całej półkuli południowej. Każdy kto w Australii był, albo kiedykolwiek planował tam podróż, o Bondi z pewnością słyszał i miał ją na swojej liście miejsc do zobaczenia. Szczerze mówią nie do końca rozumiem fenomen tego miejsca, ale ja nigdy nie byłam wielkim miłośnikiem plaż, więc moja opinia się nie liczy.

Plaża to serce dzielnicy, i to właśnie wokół niej toczy się życie w Bondi. W lecie, każdego dnia ściągają tam tysiące ludzi z całego Sydney, po to, aby zażyć trochę słońca i oceanu. Zimą ludzi w wodzie jest trochę mniej, ale to wcale nie znaczy, że na Bondi nic się wtedy nie dzieje. Surferów, którzy szczególnie upodobali sobie lokalną plażę, można zobaczyć w wodzie prawie każdego dnia roku – czy to zima czy lato; turystów też zimą cała masa, mimo, że woda jest za chłodna, żeby się kąpać.

Zimową atrakcją Bondi jest lodowisko na plaży, które przyciąga masę ludzi, bo w końcu możliwość jazdy na łyżwach przy bezchmurnym niebie, tuż obok oceanu, to nie jest coś na co trafia się na każdym kroku.

Poza tym Bondi to cała masa kawiarni, restauracji, barów i sklepów położonych przy głównej promenadzie dzielnicy, prawie zawsze pełnych ludzi, co dla lokalnego biznesu jest z pewnością świetne. Mieszkańcom Bondi dzikie tłumy i wieczny hałas też chyba nie przeszkadzają, bo dzielnica stale przyciąga masy nowych rezydentów. I to, że główna droga dojazdowa do Bondi jest wiecznie zakorkowana, co sprawia, że przejechanie autobusem miejskim 10km trasy do centrum potrafi zająć nawet godzinę, nie ma dla rezydentów większego znaczenia. Dla kogoś, kto kocha ocean, surfowanie i nigdy nie milknący szum fal Bondi to chyba taki mały raj na ziemi.

(Wpis z serii Nasza Sydnejska Bucket List)

Untitled

Untitled

Untitled

Untitled

Untitled

Untitled

Untitled

Untitled

Untitled

Untitled

Untitled

Czym robię zdjęcia
Z aparatem wśród zwierząt

9 komentarzy

  1. Twoje zdjęcia pokazują dokładnie charakter i atmosferę, którą uwielbiam na Bondi.

    Post a Reply
    • A ja caly czas nie moge sie do tej atmosfery przekonac. Za duzo tlumy jak dla mnie.

      Post a Reply
  2. Zdjęcie ludzi jeżdżących na łyżwach w takiej scenerii – słońce, plaża, ocean – coś niesamowitego. :)

    Post a Reply
    • Zgadza sie. Nietypowa sceneria :)

      Post a Reply
  3. są w Sydney inne plaże , na których nie ma dzikich tłumów i wydostać się z nich można szybciej niż w godzinę ?

    Post a Reply
    • W sydney jest kilkadziesiąt plaż, ale ponieważ znajdują sie w mieście to zawsze są na nich ludzie. Puste, dzikie plaże są kilkadziesiąt km za sydney. Ale te sydnejskie plaże maja duzo uroku, mimo tego ze zawsze są na nich ludzie. Bondi nie jest za specjalna, ale zaraz obok jest piękna, malutka plaża Tamarama, jedna z moich ulubionych w sydney. Lubię tez plaże Manly. Można tez złapać prom do watsons bay i jakies 10min pieszo od przystani portowej jest mała, spokojna plaża w zatoce (więc woda jest cieplejsze niż przy plażach ocenicznych i nie ma na niej fal).

      Post a Reply
    • Niedawno się przekonałem, że obok dużych plaż nierzadko można spotkać mniejsze, spokojniejsze… na linii Dee Why – Palm Beach wystarczy wypatrzyć plażę, obok której nie ma dużego parkingu – ludzie nie lubią dalekich spacerów od swoich samochodów.

      Post a Reply
  4. Znam te plaże. Są ok, ale czemu „szczególne”? Byłem też w Bułgarii, gdzie woda równie ciepła i w mózgu nie ma „Shark!”. Inny kraj, inne życie i tyle. Nie fascynujcie się tak Australią, bo ona jest dla niewielu, głównie ludzi zdesperowanych chęcią zmian. Gratuluję tym, którym się udało, ale dla większości, to przeszkoda nie do pokonania! Czemu tu piszą tylko ci, którzy chcą pokonać przeszkodę, a nie ci, którym się nie udało??? Tych jest znacznie więcej! Znam takich i takich. To długa droga i nie dla każdego, jak pisałem! Mogę napisać jedno- jak już dotrzecie do Australii, to odetnijcie się od Polaków (zostawcie najbliższych kumpli), bo to tragiczna nacja, potrafiąca np. dla kobiety zniszczyć kolegę. Przerobiłem wszystko i wiem, że pijący z tobą kumpel zdradzi cię, gdy będzie potrzeba, by ratować siebie! Mnie zaprosił kumpel, który wtedy był na permanent…Olał mnie, jak przyjechałem. Myślał, że nie dostanę wizy, a jednak! I przywiozłem mu ponad 50 kg prezentów od siebie, rodziny itd. Jakoś nie był szczęśliwy. Nie pytał, jak to przywiozłem (kilkukrotne przekroczenie limitu wagi), tylko chciał wysłać do jakieś nory za 120 AUD za tydzień…Ludzie też się zmieniają i nie ufajcie nikomu, bo jak sobie nie poradzicie (mój kolega, poznany „tam” przyjechał na zaproszenie siostry, która nie zrobiła nic, by mu pomóc, bo..nie mogła! Była nikim i facet wrócił do Gorzowa bez kasy, ale za to z długami w kraju! Oczywiście nie zawsze tak jest, ale nie szalejcie z tą Australią! Owszem, piękny kraj, ale nie dla każdego!

    Post a Reply

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.