The dingo’s got my baby! czyli smutna historia, która wydarzyła się naprawdę

 

Był wieczór, 11 czerwca 1980 roku. Rodzinna Chamberlainów odbywała właśnie podróż w okolice słynnej skały Uluru. Noc spędzali na kempingu pod namiotem. Podczas gdy rodzina niedaleko namiotu prygotowywała wieczorny posiłek, najmłodsza członiki rodziny, 9-tygodniowa Azaria, spała w najlepsze  w namiocie. W pewnej chwili mama Azarii, Lindy Chamberlain, usłyszała jej płacz, więc postanowiła zajrzeć do córki do namiotu. Jeszcze zanim do niego doszła wiedziała, że coś jest nie tak. Kątem oka zauważyła dzikiego psa dingo, targającego coś w pysku. Z paniką wbiegła do namiotu, aby odkyć, że mała Azaria zniknęła.

„Oh God, oh God, the dingo’s got my baby!” wykrzyczała. Do dziś to zdanie jest w Australii tak samo rozpoznawalne jak słowa hymnu narodowego.

Właśnie taki początek miała jedna z najgłośniejszych i najbardziej bulwersujących spraw kryminalnych w historii Australii.

Zaginięcie Azarii szybko stało się tematem numer jeden w Australii. Mimo zakrojonych na szeroką skalę poszukiwań rozpoczętych tuż po zaginięciu małej, nie udało odnaleźć się dziewczynki. Jak często bywa w takich sprawach, oczy wszystkich, z policją na czele, szybko zwróciły się w stronę rodziców. Policja dysponowała jedynie bardzo wątpliwej jakości dowodami (skrawki ubrania Azarii), a mimo to bardzo szybko uznano, że mała została zabita przez własną matkę.

Lindy Chamberlain nie pomagał fakt, że zamiast histeryzować – czego od zrozpaczonej matki oczekiwała publika – z kamiennym wyrazem twarzy walczyła o prawdę. Publika szybko odwróciła się od niej plecami, oskarżając ją o serce z kamienia i brak uczuć, bo ani razu publicznie nie uroniła jednej nawet łzy.

I tak oto 29 października 1982 roku, mimo braku mocnych dowodów, Lindy Chamberlain została skazana na dożywocie za zamordowanie swojej 9-tygodniowej córki. Jej mąż został oskarżony o współudział, za co otrzymał wyrok w zawieszeniu.

Tymczasem cała Australia żyła sprawą. Każdy miał jakąś teorię i opinię, a wydarzenia z 11 czerwca 1980 roku były tematem numer jeden na spotkaniach towarzyskich. Powstały dziesiątki niesmacznych dowcipów o psach dindo, a „Dingo’s got my baby!” stało się tematem żartów.

Cztery lata później para emerytów podróżujących po okolicach Uluru znalazła między skałami splamione krwią i bardzo brudne śpioszki. Śpioszko znaleziono w miejscu znanym jako siedlisko dużego stada psów dingo. To sprawiło, że publika nagle stanęła po stronie Lindy, uznając, że bezpodstawnie została skazana za karę dożywotniego więzienia. Policja i prokuratura jeszcze jakiś czas próbowała udowadniać, że dingo nie zabiło dziecka. Na dowód przytaczali fakt, że śpioszki były obrócone na lewą stronę, czego nie mógł dokonać pies dingo (nie wiadomo dlaczego nikomu nie przyszło do głowy, że być może dziecko miało założone śpioszki na lewą stronę). Wygrał jednak rozsądek, i 15 września 1988 roku Lindy Chamberlain została oczyszczona z zarzutów i wypuszczona z więzienia.

Sprawa mogła skończyć się już wtedy, ale tak się nie stało. Nadal wywoływała sensacje, a wielu specjalistów od prawa uważało, że wcześniejsze rozprawy były pełne uchybień.  Dlatego w 1987 roku rozpoczęła się więc trzecia już rozprawa, której celem było ustalenie tego, w jaki sposób zmarła mała Azaria. I w tej rundzie uznano, że nie ma żadnych dowodów na to, aby uznać, że do śmierci dziewczynki przyczyniła się jakakolwiek osoba, w tym jej matka. Nadal jednak nie uznano oficjalnie, że Azaria została zabita przez psa dingo.

Rodzina otrzymała odszkodowanie w wysokości $1.3mln, ale mimo wyroku uniewinniającego piętno nadal nad nimi wisiało. W końcu cały czas nie ustalono w jaki sposób zmarła ich córka.

Kilka osób zaangażowanych w śledztwo, po latach od jego zakończenia ujawniło, że policja działała pod wielką presją rządu Północnego Terytorium (stanu, w którym zaginęła Azaria). Północne Terytorium wydawało wtedy ogromne pieniądze na promocje regionu i próbowało ściągnąć do siebie jak najwięcej turystów, więc psy dingo porywające małe dzieci były tamtejszemu rządowi nie na rękę. Być może nigdy nie dowiemy się czy rzeczywiście politycy maczali w sprawie swoje ręce.

Tymczasem rodzina Chamberlain nadal walczyła o uznanie, że Azaria została zagryziona przez dingo. To był dla nich jedyny sposób na ewidentne zakończenie sprawy. W końcu po latach starań udało się – 12 czerwca 2012 roku, podczas kolejnego postępowania sądowego sąd uznał, że przyczyną śmierci dziewczynki było zagryzienie przez psa dingo.

32 lata mordęgi dla rodziny.

p.s. Jeśli ktoś chce dowiedzieć się o sprawie więcej to polecam film Krzyk w ciemności (oryginalny tytuł: Evil Angels) z Meryl Streep z 1988 roku, który opowiada o wydarzeniach w pierwszych latach po zaginięciu Azarii.

Z aparatem wśród zwierząt
Odrobina raju, raptem 300km od domu

8 komentarzy

  1. Ojej, straszna historia, nie znałam jej. U nas psów dingo nie ma, ale to co się czasem dzieje też brzmi niewiarygodnie.

    Post a Reply
  2. Slyszalam o tej tragedii podczas mojego pobytu w Australii.Masz racje, nadal zyje nia caly kraj.Opowiedziano mi ja podczas spaceru i obserwacji psow dingo w rezerwacie.
    Przerazajace, kiedys,po wypadku i teraz dla rodziny.
    Pozdrawiam serdecznie z Italii.

    Post a Reply
  3. Nie słyszałam o tej historii i bardzo dobrze jest ona opisana! I juz wiem, jaki film oglądam dzisiaj wieczorem ;)

    Post a Reply

Trackbacks/Pingbacks

  1. The dingo’s got my baby! czyli smutna historia, która wydarzyła się naprawdę | Careerbreak « ordinarygreg - [...] The dingo’s got my baby! czyli smutna historia, która wydarzyła się naprawdę | Careerbreak. Share this:TwitterFacebookDodaj do ulubionych:LubięBe the…

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.