Vivid Sydney 2012

O festiwalu Vivid Sydney wspomniałam krótko rok temu. Właśnie zaczęła się czwarta edycja tego niezwykłego wydarzenia, więc pomyślałam, że przy okazji napiszę o nim trochę więcej.

Festiwal narodził się cztery lata temu, czyli wtedy, gdy my wędrowaliśmy gdzieś po Azji. Idea była taka, aby w kreatywny sposób połączyć światło i muzykę, przy zdecydowanej dominacji światła. Zrobiono to na dwa sposoby – rozstawiając w mieście świetlne rzeźby, oraz przygotowując niesamowite projekcje świetlne na budynkach, z dachem Opery w roli głównej. W pierwszym roku było dosyć skromnie – w mieście pojawiło się tylko kilka rzeźb. Jednak festiwal bardzo szybko zyskał rozgłos międzynarodowy i w tegorocznej, czwartej edycji jest już ponad 50 rzeźb artystów z całego świata. Aplikacji od artystów było ponoć cała masa.

Festiwal przyciąga tłumy ludzi, bo nie dość, że jest bardzo efektowny z wizualnego punktu widzenia, to dodatkowo świetlnych rzeźb można dotknąć, a jak wiadomo ludzie lubią takie rzeczy :) Zresztą zobaczcie sami z czym mniej więcej mamy do czyniania. Takie oto video znalazłam na YouTub:

Jeśli ktoś będzie w Sydney przed 11 czerwca to koniecznie musi się wybrać w okolice Opery i Curcual Quay, gdzie rozmieszczone są rzeźby. Jeśli ktoś nie zdąży do tego czasu to zawsze jest przecież przyszły rok. Bo wygląda na to, że Vivid Sydney zadomowiło się w mieście na dobre.








BYO, czyli z własnym trunkiem do restauracji
Od zera do bohatera, czyli o tym, że możemy więcej niż nam się wydaje

2 komentarze

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.