Rowerowe Melbourne i mniej rowerowe Sydney

Święta Wielkanocne spędziliśmy w Melbourne, ale tylko na kilka godzin wyskoczyliśmy na miasto. Przede wszystkim dlatego, że wyjazd miał charakter głównie „spotkaniowy” (odwiedzaliśmy w Melbourne znajomych), ale także dlatego, że to już kolejna nasza wizyta w tym mieście i kilka razy wcześniej obeszliśmy je. Miasto jest ładne i przyjemne, ale jakoś nie powala nas jeśli chodzi o atrakcyjność z punktu widzenia turysty, więc tym razem nie było intensywnego „zwiedzania”. Ale jedna rzecz zwróciła przez te kilka godzin spacerowania po Melbourne moją uwagę.

Rowery i rowerzyści. A przede wszystkim stosunek pieszych i kierowców do rowerów i rowerzystów. W Melbourne są oni zjawiskiem powszechnym. W nikim nie budzą większego zainteresowania i nie wyglądało na to, żeby komukolwiek działali oni na nerwy. To trochę inaczej niż w Sydney, i to jest rzecz jakiej Melbourne jako codzienny użytkownik rowera zazdroszę.

Bo w Sydney stosunek do rowerzystów jest trochę inny. W Sydney rowerzystów trakuje się jako zło, jako coś co przeszkadza na drodze, a ścieżki rowerowe jako zbędny element przestrzeni miejskiej. I mam tu na myśli przede wszystkim sposób myślenia kierowców, bo lokalnym władzom nie można nic zarzucić. Wręcz przeciwnie – należy im kibicować, bo codziennie walczą o to, żeby Sydney było coraz bardziej przyjazne rowerzystom. Masto z roku na rok jest coraz bardziej zakorkowane, bo ludzi przybywa. A nowych dróg w mieście zbudować się nie da, bo po prostu nie ma na nie miejsca. Dlatego miasto buduje ścieżki rowerowe, prowadzi kampanie informacyjne promujące rower jako środek transportu, prosi kierowców o szacunek do rowerzystów.

Efekt ma to wszystko taki, że na rowerach jeździ coraz więcej ludzi. Mam wrażenie, że z tygodnia na tydzień liczba rowerzystów jest w mieście coraz większa. Niestety z prędkością światła rośnie też ignorancja, niechęć, a często także agresja kierowców. Ignorancja jest chyba najgorsza i najbardziej niebezpieczna. Zajeżdżanie drogi rowerom jest powszechne. Że wiele ścieżek rowerowych biegnie wzdłuż pasa drogi przeznaczonego do parkowania samochodów, i w efekcie normalne są sytuacje, kiedy wysiadający z zaparkowanego samochodu kierowca otwiera drzwi auta na nadjeżdżającego rowerzystę, bo nie przychodzi mu do głowy, żeby odwrócić głowę i sprawdzić czy otwarcie drzwi jest bezpieczne. Jazda po chodniku – mimo, że często dużo bezpieczniejsza niż jazda po drodze – odpada, bo jest nielegalna i oznacza agresję ze strony pieszych. Rowerzysta w Sydney nie ma więc lekko.

Smuci mnie i frustruje, że ludzie tak niechętnie reagują na zmiany, które są przecież konieczne. Myślę sobie jednak, że skoro w Melbourne się udało, to w Sydney też się uda. U nas zaczęto rowerową rewolucję trochę później niż w Melbourne, więc pewnie później społeczeństwo przyzwyczai się do nowej rzeczywistości. Trzymam kciuki żeby tak się stało, bo odkąd zaczęłam jeździć do pracy na rowerze, nie wyobrażam już sobie innego środka transportu na codzienny dojazd do biura. Jest kompletnie darmowy, zapewnia mi trochę ruchu, a przede wszystkim docieram na nim do pracy szybciej niż przy użyciu transportu publicznego.

Rower to jest to.

P.S. Konkurs z poprzedniego wpisu, w którym nagrodą była książka „Tysiąc Szklanek Herbaty”, wygrał Michał z Piotrkowa Trybunalskiego. Gratuluję!



Najbardziej odlotowe kino pod słońcem
"Tysiąc Szklanek Herbaty" - recenzja i konkurs

6 komentarzy

  1. Fajny mural/graffiti na pierwszym zdjeciu.

    Magdo, a jaka byla prawidlowa odpowiedz?

    Post a Reply
    • Prawidlowa odpowiedz to oczywiscie Pamir :)

      Post a Reply
  2. Uwielbiam Twoje zdjęcia, świetnie się je ogląda.
    Wiem, że to w gruncie rzeczy zależy od skilla, ale czym fotografujesz na co dzień?

    Post a Reply
    • Na co dzień Canonem 5d Mark II z 24-70mm f2.8. Od święta tez nim ;)

      Post a Reply
  3. Melbourne jest bardziej płaskie i to sprzyja kolarzom.
    Możemy się też pochwalić wielkim niewypałem, czyli publicznymi rowerami do wypożyczenia, których nie nie pożycza, bo musiałby mieć ze sobą kask.

    Post a Reply
  4. Przemek,

    W Brisbane jest podobny ‚niewypał’ ale o dziwo widuję ludzi, którzy na tych wynalazkach jeżdźą i wyglądają na turystów. W kaskach;)

    Post a Reply

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.