Nie lubię plażowania

W Australii właśnie skoczyło się lato. W Sydney było to najmniej upalne lato od wielu lat. Z premedytacją piszę „najmniej upalne”, a nie chłodne, bo przecież temperatury w okolicach 23-26 stopni trudno nazwać chłodem. Ale lokalsi narzekają. Że lato było zimne, że za dużo padało, że nawet jak nie padało to niebo było zazwyczaj zasłonięte chmurami. A przede wszystkim na to, że przez tą bezczelnie nie-australijską letnią aurę, nie mogli oddawać się temu, co tak bardzo lubią – plażowaniu.

A ja plażowania nie lubię i takie lato jak w tym roku było dla mnie miłą odmianą.

Nie lubię plażowania, bo leżenie plackiem na piasku jest dla mnie po prostu nudne. Bo przez prażące słońce boli mnie głowa. Bo przy lokalnej dziurze ozonowej od razu palę się na czerwowno (mimo aplikowaniu kremu z filtrem). Bo nie czuję się pewnie pływając w oceanie, wśród fal i surferów. Bo masa ciał, krzyczących dzieciaków i grających tuż obok w siatkówkę podrostków nie jest dla mnie synonimem miło spędzonego wolnego czasu. Plaża to po prostu nie mój klimat.

Gdy mówię to wszystko lokalnym znajomym, patrzą na mnie jak na dziwoląga. Plaże są w końcu tym, co nadaje Sydney charakteru, między innymi z nich miasto słynie. A ja ich nie doceniam.

Być może coś jest ze mną nie tak, bo wolę cień od słońca, jazdę na rowerze od leżenia na piasku i spacerowanie od pluskania się w wodzie. Choć myślę sobie, iż to dobrze, że nie wszyscy lubimy to samo. Dzięki temu świat jest ciekawszy.

__________________________________________________________________________________

Durianowe tofi z poprzedniego wpisu przypadło w udziale Karolinie z Elbląga.

"Tysiąc Szklanek Herbaty" - recenzja i konkurs
Konkursik z durianowym tofi w roli głównej

15 komentarzy

  1. mam dokładnie tak samo jak ty ;) poza tym też opalam się na buraka, więc wolę być blada jak ściana niż być burakiem :P

    Post a Reply
  2. Ja lubie i leżakowanie na plaży i aktywne spedzanie czasu :) I już się nie mogę doczekać wakacji bo będę miała okacje spędzić 3 miesiące na cudownej, wakacyjnej wyspie :D

    Post a Reply
  3. Przeprowadź się do Brizbejn. Na Gold Coast i Sunshine Coast masz dziesiątki kilometrów plaż – znajdziesz sobie miejsce, gdzie żaden dziecior Ci na głowę nie wlezie. A i ludzie chyba mniej marudni :)

    Post a Reply
    • Brak dzieciakow nie rozwiazuje pozostalych niedogodnosci – tego, ze lezenie plackiem mnie nudzi, albo tego, ze nie czuje sie zbyt pewnie pluskajac sie w oceanie. Wiec zostane przy Sydney :)

      Post a Reply
  4. cos w tym jest. Na plazy jestem w stanie wytrzymac góra jeden dzien, potem pluskanie i czytanie ksiazki pod parasoleczka sie nudzi :)
    Ale Bondi beach i tak byla najfajniejsza wieczorem i w nocy :)

    Post a Reply
    • Ja bym nawet dnia nie dala rady. Jakos ciezko mi w jednym miejscu usiedziec. Nawet w kinie mam problem, zeby sie nie wiercic przez 2h, a co dopiero siedziec na plazy caly dzien. A od bondi zdecydowanie wole Manly :)

      Post a Reply
      • Bylam, ale to akurat w zimie i troche za bardzo wialo…. a Bondi i Cooge w lecie no i jak mowie wieczor/noc byly najfajniejsze, bo mozna bylo spotkac bardzo duzo interesujacych ludzi, posiedziec, pogadac a i skrety oferowali (nie zeby mnie to rajcowalo ale doceniam, ze ich tam policja nie ganiala i nie aresztowala) – ogolnie pelen luz.

        Post a Reply
  5. ja mam to samo :) i mnie to nudzi i na buraka

    Post a Reply
  6. A ja uwielbiam plaże. Leżeć plackiem nie umiem, ale są inne zajęcia. Na plażach zatokowych można popływać. Na plażach oceanicznych można popływać na desce. Są plaże z basenami skalnymi, w których można się kąpać i nawet do nich skakać z kilku metrów. Uwielbiam spacery boso po plaży, szczególnie takiej gdzie żywego ducha nie widać (chociaż sydnejski „coastal walk” z Coogee do Bondi to też klasa światowa).

    Australia to kultura plażowa, od Queensland aż po Tasmanię.

    Post a Reply
    • Spacer po plazy tez lubie, ale wczesnie rano albo poznym popoludniem, kiedy nie jest juz tak goraco. Te wszystkie inne wodne atrakcje o ktorych wspominasz zdecydowanie nie sa dla mnie. Woda to nie moj zywiol. Nie czuje sie w niej pewnie. Miedzy innymi stad moja niechec do plazowania.

      Post a Reply
  7. Woda to mój żywioł, ale fanką leżenia plackiem na plaży też nie jestem, choć akurat jutro mam taki zamiar, żeby nie wrócić do Europy bledsza niż wyjechałam;))

    Post a Reply
  8. Nie jesteś jedyną osobą nie lubiącą słońca. Sam jestem nocnym markiem :P I znam wiele osób co siedzą po nocach, jeśli oczywiście o to Ci chodzi. Słońce mnie tam po prostu razi ;) Wamir, hehe :D

    Post a Reply
  9. a ja dużo bym dał, żeby teraz być na słonecznej plaży ;)

    Post a Reply
  10. Pozazdrości Australli.Jednak jako że srodki nie pozwalaja,wybiore się gdzieś bliżej ,jak wiekszosc:)).Ja właśnie też korzystając z majówki wybieram się gdzieś poza granice,ale raczej Słowenia.Weszłam rano do Lidla a tam śpiwory,latarki,pojemniki na żywność i inne akcesoria w takich cenach że trudno było się oprzeć..Idealnie się zgrało z wyjazdem.Polecam wszystkim,pozdrawiam Magda

    Post a Reply
  11. Ja lubię sobie leżeć na plaży (pod warunkiem, że mam grubą książkę ze sobą), ale ZAWSZE gdzieś się poparzę – wystarczy cieńsza warstwa filtru i gotowe :D Na szczęście tubylcy oświecili mnie, że trzeba stosować aloes i po 12 h jest ok ;)

    Post a Reply

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.